Linia pozioma

Opowieści na dobranoc

Adam Sandler nie pasuje do disneyowskiego kina familijnego - to pierwsza myśl jaka się nasuwa po obejrzeniu zwiastuna "Opowieści na dobranoc". Nie pasuje, bowiem ten rodzaj kina ogranicza głupawe wybryki i pikanterię, którym zazwyczaj Sandler hołduje w sygnowanych przez siebie komediach; jego styl jest na tyle wyrazisty, że w filmie skierowanym do najmłodszego widza musi zostać ograniczony do namiastki tego, co komik reprezentuje. A komediowa twarz Sandlera odarta ze swojego głupkowatego uśmiechu i możliwości puszczenia widzowi zbereźnego oczka straci kompletnie swój wyraz. Dokładnie takie wrażenie odnosi się oglądając sam film - Sandler ograniczony przez 'disneyowskość' produkcji, choć trzeba przyznać, że komik dwoi się i troi, by zachować resztki swojego stylu. I nie ma co ukrywać - "Opowieści na dobranoc" na tym jedynie korzystają, bowiem pod względem absurdu (choćby kompletnie wykręcona świnka morska) stoją o poziom wyżej od innych aktorskich filmów z fabryki Disneya.

Sandler gra Skeetera Bronsona, wiecznego chłopca, który pracuje jako złota rączka w ogromnym hotelu wybudowanym na zgliszczach rodzinnego biznesu założonego przez jego ojca. W dzieciństwie wierzył w sprawczą moc wyobraźni, odbywał egzotyczne podróże do dżungli w ogródku, walczył z biegunem północnym obejmującym powierzchnię zamrażarki - nie było rzeczy niemożliwych, i miejsc niedostępnych. Symbolem tej beztroski była kameralna przestrzeń ojcowskiego biznesu hotelarskiego, pozwalająca malcowi kreować własne światy - kiedy hotel trzeba było sprzedać, by uchronić się przed bankructwem, nadszedł czas aby dorosnąć. Jednak Skeeter dostaje od losu jeszcze jedną szansę, by uwierzyć, że wszystko jest możliwe, trzeba tylko chcieć - jego siostra Wendy (Courtney Cox) musi wyjechać na tydzień, zostawia więc pod opieką wujka Skeetera swoje dwie pociechy, na wszelki wypadek prosząc przyjaciółkę (Keri Russell), żeby kontrolowała całe towarzystwo. Początkowo Skeeter nie jest zadowolony z nowej funkcji, jednak obecność dzieciaków sprawia, że i on na nowo odkrywa w sobie dziecko. Dużą w tym rolę odgrywają tytułowe opowieści na dobranoc, czyli opowiadane siostrzeńcom historyjki, w których znaną sobie rzeczywistość, wraz ze wszystkimi ludźmi ze swojego otoczenia, Skeeter projektuje od nowa, wedle własnego uznania, w coraz to bardziej wymyślnych lokacjach, od starożytnego Rzymu po inspirowaną "Gwiezdnymi Wojnami" przestrzeń kosmiczną. Trik tkwi w tym, że wymyślane na poczekaniu bajeczki oddziałują na rzeczywistość następnego dnia, a że dzieciaki dokładają swoje trzy grosze do nastawionej na konkretny cel wyobraźni Skeetera, to zdarzyć się może dosłownie wszystko.

Opowieści na dobranoc 1 Opowieści na dobranoc 2

Tak w skrócie opisać można główną oś narracji oferowaną przez "Opowieści na dobranoc". Błahe, wtórne, nudne? Po części tak, bowiem schemat ten odgrywany był niezliczoną ilość razy, szczególnie przez Disneya. Dodatkowo Adam Shankman, reżyser filmu, zawsze miał problemy ze zbyt dużą warstwą lukru na swoich filmowych tortach. Tak było w "Powiedz tak", tak było w "Pacyfikatorze" i "Lakierze do włosów" - tak jest również w "Opowieściach na dobranoc". Bycie produktem skierowanym na familijny target nie usprawiedliwia całkowitej infantylizacji opowiadanej historii, a w ten sposób twórcy, z Shankmanem na czele, wydają się rozumować. Tym, co wyróżnia obraz spośród jemu podobnych i sprawia, że jest w stanie wyjść poza kategoryzację wiekową, jest właśnie Adam Sandler, który swoją osobowością wprawia w ruch zastane schematy kina familijnego, a dzięki temu również partnerujących mu na ekranie aktorów. Wprowadzając kilka odważniejszych elementów oraz nie rezygnując całkowicie ze swego ekranowego image'u Sandler tchnął w film trochę świeżości, dzięki której "Opowieści na dobranoc" są w stanie uwydatnić swój przekaz - pielęgnowania w sobie wiary w sprawczą moc wyobraźni.

Decyzja Sandlera by połączyć siły z Disneyem wydaje się funkcjonować na podobnych zasadach co ta, którą kilka lat wcześniej podjął Ben Stiller występując w familijnym blockbusterze - "Noc w muzeum". Niesie ona za sobą dwie kwestie - sprawdzenie się w czymś innym niż to, co się zazwyczaj kręci oraz poszukiwanie nowych rzesz fanów. W obu przypadkach Sandler nie potrzebował "Opowieści na dobranoc"; poza rolami komediowymi co jakiś czas z całkiem niezłym skutkiem występuje w filmach poważniejszych ("Lewy sercowy", "Zabić wspomnienia"), potrafi również przemycić niegłupią refleksję do swoich komedii ("50 pierwszych randek", "Klik: i robisz, co chcesz"), a fanklubu poszerzać raczej nie potrzebuje, tym bardziej o widzów najmłodszych, którzy jego komediowego stylu nie dadzą rady przyswoić. "Opowieści na dobranoc" są więc jedynie miłą ciekawostką, powtórką z rozrywki z nowymi twarzami i kilkoma porządnie odjechanymi scenami (ta świnka morska będzie mi się śnić po nocach... brr...), z przeuroczą Keri Russell, ładnym przesłaniem, miłym klimatem oraz zupełnie niepotrzebnym Guyem Pearce. Najmłodszej widowni powinno to wystarczyć, widzom starszym należałoby doradzić wizytę w kinie jedynie wraz ze sztabem młodocianych umysłów.

Linia pozioma
Plakat

Opowieści na dobranoc
Bedtime Stories

Reżyseria: Adam Shankman
Zdjęcia: Michael Barrett
Muzyka: Rupert Gregson-Williams
Czas trwania: 100 minut

Występują:

Adam Sandler, Keri Russell, Guy Pearce, Courteney Cox, Teresa Palmer, Lucy Lawless, Russell Brand

Autor recenzji: Dariusz Kuźma - BEOWULF | Klub Miłośników Filmu, 8 lutego 2009

Strona główna | Recenzje KMF | Napisz do autora