Na początku XVI wieku hiszpańskie statki zaczęły pojawiać się przy zachodnich wybrzeżach dziewiczej, z perspektywy Europejczyka, Ameryki Południowej. Wkrótce wśród andyjskich krajobrazów pojawili się tacy ludzie, jak Francisco Pizarro, czy Diego de Almagro. Brodacze, bo takim mianem określali ich Inkowie, postanowili przejąć ziemię Tawantinsuyu, w imię hiszpańskiego króla i Jezusa Chrystusa rzecz jasna. Szybko okazało się jednak, że prawdziwym Bogiem Europejczyków jest pewien złoty i połyskujący kruszec. Właśnie w takim duchu rozpoczęła się niesławna hiszpańska konkwista.

Wieki później popkultura zaczęła przedstawiać czasy walk hiszpańsko-inkaskich w sposób oburzająco jednostronny. Rozpoczęto tworzenie obrazu dobrego, żyjącego w zgodzie z naturą Indianina, który został skazany na zagładę z rąk technicznie doskonalszych przybyszów z Europy. Nawet na poziomie dzisiejszych szkół średnich częstokroć powtarza się banały, wedle których Hiszpanie mogli zdominować państwo inkaskie ze względu na niszczycielskie właściwości broni palnej. Bzdura!

I właśnie w tym miejscu należałoby wspomnieć o pierwszym celu mojego projektu. Mianowicie, w roku 1535 strategiczna gra pomiędzy Manco Inką (ówczesny władca Imperium Inków), Francisco Pizarro oraz Diego de Almagro sięgała zenitu. Inkaski przywódca zorientował się, że lekceważenie Hiszpanów było ogromnym błędem jego przeciwników. Zdawał sobie również sprawę z tego, że jednoczesna walka z wojskami obu konkwistadorów mija się z celem. Na niekorzyść Manco Inki działał fakt, że król hiszpański podzielił ziemię Imperium na dwie części. Północna miała znaleźć się pod jurysdykcją Pizarro, południowa - jak dotąd znacznie słabiej eksplorowana - Diego de Almagro. Punktem spornym pozostało jednak samo Cuzco (stolica państwa Inków), przez które (orientacyjnie) miała przebiegać granica obu obszarów. Tym samym, w mieście znajdowały się zarówno wojska pizarrystów, jak i sprzymierzeńcy de Almagro. Manco Inka musiał znaleźć sposób na rozdzielenie europejskich sił.

Znając umiłowanie Hiszpanów do złota Manco Inka zaczął rozsiewać, za pomocą swoich podwładnych oczywiście, informacje o opływających w złoto krainach znajdujących się w południowej części Państwa Słońca. Diego de Almagro szybko połknął przysłowiowy haczyk i zaczął zbierać odpowiednią ilość wojska oraz niewolników. Jako przewodnicy towarzyszyli mu sprzymierzeńcy Manco Inki - Paullu Inka oraz kapłan Vila Oma. Plan Inków był prosty, acz genialny - wyciągnąć Diego de Almagro i jego ludzi jak najdalej na południe i pozostawić ich na pastwę losu. W drodze powrotnej podjudzać lokalne plemiona Indian przeciw Hiszpanom, co ma definitywnie uniemożliwić powrót jednego z głównych i bardziej okrutnych konkwistadorów. Korowód wyruszył w lipcu roku 1535.

Inkaski fortel skazał Diego de Almagro oraz jego ludzi na niemal dwuletnią tułaczkę po ogromnym obszarze ówczesnego Imperium Inków. Zamiast obiecywanego złota konkwistador odnalazł jedynie ból, łzy oraz zmęczenie. Odyseja ciągnęła się przez przeszło 5000 kilometrów. Moja podróż miałaby być powtórzeniem drogi, jaką przebył Diego de Almagro od lipca 1535 roku, do kwietnia 1537 roku. Środkiem lokomocji miałby być rower, czyli unowocześniona wersja hiszpańskiego rumaka. Dokładniejszy opis jej etapów przedstawiłem na stronach, które otwierają się po kliknięciu na odnośniki w lewym menu.

Nigdy nie słyszałem o powtórzeniu tej niesamowitej trasy, a głęboko wierzę, że nagłośnienie takiej próby byłoby wspaniałą okazją do tego, aby poprzez wydobycie z kart historii niezwykle ciekawej i mało znanej opowieści, przedstawić dzieje konkwisty z zupełnie innej, nieobecnej w popkulturze strony.

Prócz chęci choć minimalnego (od czegoś trzeba zacząć!) podkopania stereotypu bezradnych Indian, którzy nie mieli szans z przybyszami ze Starego Kontynentu przyświeca mi jeszcze jeden cel.
Pragnąłbym na własnej skórze odczuć trudy tej niezwykle pięknej, lecz i szalenie wymagającej trasy. Szalenie interesuje mnie możliwość stworzenia swojego rodzaju mentalnej mapy tej podróży. Chciałbym zaznaczyć na niej miejsca zwątpień oraz radości, frustracji oraz małych zwycięstw wynikających z realizacji kolejnych celów. Tego typu przedsięwzięcie pozwoliłoby mi na choć częściowe zrozumienie nie tyle samego Diego de Almagro, którego przy życiu utrzymywała gorączka złota. Bardziej zależy mi na próbie emocjonalnego zbliżenia się do ludzi, którzy musieli podążać za konkwistadorem pod groźbą śmierci, ludzi, którzy przecież częstokroć umierali.

Trasa byłaby zatem również próbą emocjonalno-mentalnego cofnięcia się w czasie oraz hołdem dla tych, którzy pięć wieków temu nigdy nie dobili już do własnej Itaki.


Liczę na wasze wsparcie!,
Filip.






Wyświetl większą mapę
 

created by:vandiemen