|
KONKURS "NARZECZONA DLA KOTA" ZAKOŃCZONY!
Wraz z firmą Monolith Films zorganizowaliśmy konkurs z okazji Przeglądu
Filmów Animewanych. Ponieważ dostaliśmy jednak sporo bardzo ciekawych
wypowiedzi, Monolith Films przygotowała kolejne płyty z filmem "Narzeczona
dla kota". I tak oto zostało nagrodzonych pięć najlepszych wypowiedzi oraz
jedna wylosowana osoba, która odpowiedziała na pytanie.
|
|
R O Z W I Ą Z A N I E I N A G R O D Z E N I
|
Jedyny niewyreżyserowany przez Hayao Miyazakiego na Przeglądzie film
to oczywiście "Opowieści z Ziemiomorza".
Płytę z "Narzeczoną dla kota" otrzymuje od nas
Izabela Gabryelska
Twój ulubiony film z Przeglądu Filmów Animewanych
Damian Lesicki
Z filmów prezentowanych w ramach Przeglądu najbardziej podobał mi się
"Mój sąsiad Totoro". Jest to film, który mogę nazwać kinem familijnym
w najlepszym wydaniu. Chociaż dzieło to ma już swoje lata, to nie
postarzało się ani trochę i wciąż ogląda się je tak samo przyjemnie
jak kiedyś. Historia dwóch sióstr, które poznają niezwykle przyjemnego
i pociesznego ducha lasu jest urzekająca. Bardzo przypadła mnie miła
dla oka kreska, charakterystyczna dla filmów ze studia Ghibli. Zarówno
postaci, jak i tła cieszą oko i nie wydają się anachroniczne, mimo, iż
film ma około 20 lat. Podobnie sprawa ma się z muzyką, która jest
bardzo pogodna i idealnie dopasowana do tego, co dzieje się na
ekranie. Motyw przewodni świetnie wpada w ucho ("Totoro, Totoro..."
nuciłem sobie po wyjściu z kina, a zaraz następnego dnia fragment ten
zagościł w moim telefonie w roli dzwonka:). Do gustu przypadły mi
także postaci w "Totoro". Główne bohaterki już w pierwszych minutach
wywołują uśmiech na twarzach i sprawiają, że lubi się je już po paru
scenach. Podobnie się sprawa ma z ich ojcem oraz innymi postaciami
drugoplanowymi. Największą radość sprawia jednak oglądanie uroczego
Totoro (i jego pobratymców). Po zobaczeniu pierwszych scen z udziałem
tego stworzenia zrozumiałem, dlaczego tylu ludzi na świecie go kocha.
Patrząc na niego wprost nie sposób się nie uśmiechać. Fabuła nie jest może
skomplikowana, ale wystarczająco złożona jak na film familijny. Piszę
"familijny", ponieważ dokładnie tak to anime postrzegam. Sądzę, że
określenie "dla dzieci" uwłaczałoby "Mojemu sąsiadowi Totoro". Jest on
idealnym wręcz lekarstwem na jesienną depresję oraz każdego innego
"doła". Oglądając to dzieło (arcydzieło?) Miyazakiego
człowiek od razu się rozchmurza. "Mój sąsiad Totoro" jak chyba żaden
inny film potrafi oderwać widza od szarej rzeczywistości. Polecam
"Totoro" każdemu, kto pragnie poczuć odrobinę ciepła na sercu, ponieważ
dokładnie taką reakcję wywołało u mnie obejrzenie go.
Małgorzata Piss
Watashi wa Małgosia desu. Onamae wa?
Po długim zastanowieniu na swój ulubiony film animewany wybrałam
"Spirited Away: W Krainie Bogów", bowiem mam do niego ogromny sentyment.
To właśnie poprzez ten film zrodziło się moje wielkie zainteresowanie
Japonią, językiem japońskim i studiem Ghibli. Zapewne gdybym nie
obejrzała "Sen to Chihiro no kamikakushi" nigdy bym nie odnalazła tego
innego świata, tego oderwania się od rzeczywistości jaką dają filmy
studia Ghibli.
Spirited Away jest cudownym filmem, w którym odkryłam między innymi jak
istotna jest magia naszego imienia. Poza tym oglądając ten film byłam
pełna podziwu dla Hayao Miayazakiego, który swoją wyobraźnią wykreował
tak niesamowity świat. Podczas oglądania nie jestem sobą, tylko
dziewczynką o imieniu Chihiro.
Co oznacza, że Miyazaki w trakcie projekcji kieruje nami...i naszymi
uczuciami.
Joanna Wonko
Trudno jest wybrać najlepszy film spośród kilku fantastycznych. Studio
Ghibli do perfekcji opanowało wzruszanie widza zarówno treścią swoich dzieł
jak i magią obrazu - na kilkadziesiąt minut przenosimy się, niczym Alicja,
do świata pełnego czaru i wyobraźni. Jednak moim najukochańszym filmem z
tego studia jest "Ruchomy Zamek Hauru". Film ten jest po prostu... idealny.
Zachwyca w nim po kolei wszystko - animacja na najwyższym poziomie ukazuje
magiczny świat, któremu jednak daleko do takiego z typowych baśni - świat
ten niszczony jest przez wojny, wojny bezcelowe, skoro nawet zwyli
mieszkańcy (a my na wydarzenia patrzymy oczami takiej właśnie zwykłej
mieszkanki, Sophie) nie mają pojęcia, czemu trwa wojna i co ma przynieść
krajowi. To właśnie kolejna zaleta filmu - jego pacyfistyczne przesłanie,
ukryte pomiędzy innymi wątkami, nie narzucające się i subtelne - jakże inne
od tego, czym zazwyczaj rażą nas filmy mówiące o okrucieństwo wojny! Tu
wystarczy, żeby zobaczyć Hauru latającego pomiędzy statkami floty, a także
ujrzeć efekty tej wojny na jego ciele, to jak się zmienia w odrażającego
potwora biorąc w niej na swój sposób udział. Wystarczy usłyszeć kilka
przypadkowo rzuconych kwestii bohaterów, aby zrozumieć, że wojna nie ma
sensu, że tylko niszczy i jest odrażająca, nie potrzeba długich i
pompatycznych przemów, aby to dostrzec. Sam Hauru również jest dużym plusem
filmu - ekscentryczny właściciel przedziwnego (i jak zwykle u Miyazakiego,
który lubuje się w niezwykłych statkach powietrznych, budowalch i
urządzeniach) zamku wzbudza sympatię od pierwszego wejrzenia - wesoły i
pewny siebie, okazuje się być również próżny i beztroski, ale po jeszcze
bliższym poznaniu - mądry, pełen ciepła i odpowiedzialności za ukochanych
ludzi. Nie dziwimy się więc Sophie, że się w nim zakochała (w końcu Hauru
jest także przystojny!). I tu dochodzimy do sedna sprawy i w moim odczuciu
rzeczywistego przesłania filmu - do miłości. To miłość zmienia (pozwala
Sophie wrócić do poprzedniej, młodej postaci), ratuje (Hauru od całkowitej
zmiany w potwora) i pozwala przebaczać nawet ludziom, którzy dopuścili się
wobec nas przwinień (Wiedźma z Pustkowia, Calucifer). Miłość odmienia świat
na lepsze i taka jest prawda, fantastycznie w filmie ukazana. Nie można
zapomnieć również o czysto estetycznej wartości filmu - moment przyjęcia
przez Hauru gwiazdy wbija w fotel, a muzyka zostaje z widzem na długo...
Każdy z 26 utworów jest niezapomniany i pozwala wrócić do magicznych chwil
filmu. Który z kolei ma się ochotę oglądać znowu i znowu... Czego chcieć
więcej. "Ruchomy Zamek Hauru" to arcydzieło!
Marta Tlałka
Dla mnie, bezsprzecznie, ulubionym filmem jest "Ruchomy Zamek Hauru" z kilku
prostych powodów:
Jest wspaniałą ekranizacją mojej ulubionej książki (Diany Wynne Jones).
Potrafi rozśmieszyć, wzruszyć, jest idealny na zimowe wieczory, gdyż jest
pełny takiego rodzinnego ciepła, które wypełnia oglądających od środka.
Dzięki niemu patrzę odrobinę bardziej optymistycznie, a tak w ogóle, to
Hauru jest bardzo przystojny a Sophie bardzo ładna.
Cała historia w filmie została fantastycznie przedstawiona (mimo iż w
wielkim skrócie), potrafi wciągnąć do końca.
Muzyka. Bo muzyka jest idealnie napisana i oddaje charakter całego filmu.
Kreska, jak to przystało, jest bardzo staranna, kolory są bardz dobrze
dobrane.
No i jeszcze głosy. Takuya Kimura jest do roli Hauru wręcz stworzony.
Karolina Kazimierowska
"Tonari no Totoro" - bo wszystko zaczeło się od niego. Kiedyś był emitowany
na kanale Ale Kino! Nie za bardzo wiedziałam co to był za film a tym
bardziej z jakiego gatunku pochodził. Ale zapamiętałam go po leśnym duchu -
Totoro. Takim wielkim usmiechniętym pluszaku, który miał wielkie wąsy i
głośno chrapał. Moją ulubioną sceną jest ta, gdzie leśne duchy wraz z
siostrami pomagaja rosnąć drzewom. Tak bardzo zapadł mi w pamięć, że do tej
pory mam wielki sentyment wspominając go, gdy jestem już dorosła.
Tymbardziej ucieszyłam się, gdy na przeglądzie filmów był on emitowany. Jako
fanka szczególnie tego tytułu, będąc w Japonii pare lat temu przywiozłam
sobie pluszową maskotkę Totoro, która ciągle mnie cieszy. Gdy tylko na nią
spojrze od razu mam lepszy humor. Bo Totoro to Totoro, jedyny w swoim
rodzaju.
|
|
Zwycięzcom gratulujemy!
A wszystkich naszych Czytelników zapraszamy do kolejnych konkursów.
Klub Miłośników Filmu
|
| |