KONKURS "PRZYGODY TINTINA" ZAKOŃCZONY!

Do wygrania były trzy podwójne zaproszenia do kina Orange IMAX Warszawa na film "Przygody Tintina". Wystarczyło napisać kilka zdań filmie Stevena Spielberga, który waszym zdaniem posiada najlepsze efekty specjalne. Tym razem w konkursie udział wzięły zaledwie 2 osoby - można to ponownie wytłumaczyć bardzo krótkim czasem trwania konkursu (3 dni) oraz zawężeniem kręgu uczestników do mieszkańców stolicy i okolic. Wszystkim uczestnikom serdecznie gratulujemy wygranej i życzymy udanego seansu "Przygód Tintina" w kinie Orange IMAX Warszawa.

Poniżej przedstawiamy nadesłane teksty (według kolejności nadsyłania), bez podawania nazwisk zwycięzców, wszak nazwisko stanowić ma hasło do odbioru biletów ;)


Z W Y C I Ę Z C Y

Martyna G.
Przypatrzmy się uważnie filmografii Stevena Spielberga: z jednej strony mamy cyfrowych obcych z "Wojny Światów", którzy - bądźmy szczerzy - rewolucją w tej dziedzinie nie są, mamy też parodię filmów o dzielnym archeologu, tym razem w wersji CGI oraz całkiem sprawnie wykreowane wizje przyszłości w "A.I." i "Raporcie Mniejszości". Z drugiej strony stoją natomiast: "Szczęki" z gumowym rekinem, który tylko i wyłącznie dzięki oszczędnemu montażowi uniknął pełnego zdemaskowania, "Bliskie spotkania trzeciego stopnia" oraz "E.T." pod względem efektów specjalnych zostały wyparte przez bardziej "efekciarskie" - "Gwiezdne wojny", serię Indiany Jonesa z klasycznymi dla lat 80 trikami wizualnymi oraz cyfrowe dinozaury. Po tych eliminacjach zostaje tylko "Szeregowiec Ryan". Film zrealizowany zgodnie z mottem najzdolniejszego ucznia Spielberga - Roberta Zemeckisa - "Najlepsze efekty to takie, których nie widać". Desant na plaży w Normandii wbijał w fotel widzów na całym świecie, a obecnie jest istnym wzorem dla reszty filmowców, jak kręcić II wojnę światową (patrz: "Wróg u bram", "X-Men Origins: Wolverine", "Sztandar Chwały" itp.). Brak nominacji do Oscara za efekty specjalne można porównać tylko do zignorowania świetnej charakteryzacji w "Odysei Kosmicznej", kiedy to Akademia Filmowa wzięła ludzi przebranych za małpy za... prawdziwe zwierzęta, które (według Akademii) czując respekt przed samym mistrzem, zagrały tak jak Kubrick kazał. "Szeregowiec Ryan" jest mniej lub bardziej spektakularnym wykorzystaniem efektów specjalnych, które to tym razem nie miały wcale odwracać uwagi od fabuły, ale idealnie się z nią komponować. Takiego Spielberga lubię i takiego chcę oglądać!


Adam W.
Jako młody chłopak z wypiekami na twarzy wertowałem kolejne strony opowieści o dinozaurach. Czytanie o diplodokach, triceratopsach i tyranozaurach było dla mnie równie atrakcyjne, co kopanie piłki wraz z kumplami z ulicy, czy kilkugodzinne wypady na rowerach. Istniał jednak jeden problem - wyobraźnia przestawała nadążać, ponieważ zdjęcia przestały jej wystarczać. Właśnie wtedy z pomocą nadszedł "Park Jurajski" Stevena Spielberga. Efekty pracy komputerowych magików przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Bez żadnych ogródek można powiedzieć, że okrutny, lecz szalenie intrygujący świat dinozaurów został wskrzeszony. O sile wizji Spielberga i talencie jego ludzi świadczy fakt, że nawet dziś - w dobie "Avatara", efekciarskich majstersztyków Baya, itp. - "Park Jurajski" wciąż świetnie się broni. Po sztucznie stworzonym ekosystemie panoszą się pełnokrwiste i krwiożercze gady, a nie śmieszne potworki, a to już niemal dwadzieścia lat od premiery. Zadziwiające...


POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ | KONKURSY NA STRONIE KMF