SZTUKA WYWIADU  WYNIKI KONKURSU
 Ireneusz Domeracki - wywiad z Charlie'em Chaplinem

Ireneusz Domeracki: Witaj Charlie. Jak się miewasz?
Charlie Chaplin: Witaj. Całkiem nieźle, ten niebyt nawet mi służy.

Wiele osób uważa, że wraz z Twoim odejściem w 1977 zakończyła
się pewna era w dziejach kina - era kina niemego. Co o tym sądzisz?
Bardzo mi to schlebia, ale według mnie kino nieme nie umarło. Przeciwnie, ma się całkiem dobrze.

Co masz na myśli?
Filmy animowane, oczywiście nie proste kreskówki, tylko prawdziwe filmy. Lubię od czasu do czasu na nie popatrzeć. Ostatnio miałem przyjemność obejrzeć polski film pod tytułem "Katedra". Zrobił na mnie duże wrażenie.

Miło mi to słyszeć. Czy poza tym jednym, jakieś inne polskie filmy zwróciły Twoja uwagę?
Przyznam się, że nie bardzo. Może to skutek bariery językowej, ale myślami jestem raczej przy kinie amerykańskim.

W takim razie jak oceniasz współczesne amerykańskie produkcje?
To niełatwe pytanie. Widzę duże zmiany, których początków byłem świadkiem jeszcze za życia. Obawiam się przy tym, że to raczej zmiany na gorsze. Teraz produkuje się dużo filmów bez wyrazu, wręcz szablonowych, nadmiernie oderwanych od rzeczywistości. Kino traci przez to swą wiarygodność w oczach odbiorcy.

Uważasz, że w czasach, gdy o sukcesie decydują sprawdzone rozwiązania
można pozwolić sobie na ryzykowne eksperymenty z kapitałem producentów?
Może nie do końca tak, jednak przyjmowanie założenia, że widz skonsumuje wszystko co mu się poda, byleby to odpowiednio oprawić, też jest sporą naiwnością.

A może współczesnemu widzowi jest już wszystko jedno, może kino
przestało pełnić funkcję intelektualną i stało się parkiem rozrywki?
Nie jestem do końca przekonany. Owszem, patrząc na to wszystko z góry miewam podobne wątpliwości, ale przecież w moich czasach ludzie tez chodzili do kina po to żeby się rozerwać. Temu właśnie służyły komedie, w których grałem. Niemniej odnoszę wrażenie, że teraz więcej filmów służy rozrywce, niż przemyśleniom.

A ja sądzę, że w grę wchodzą tu raczej pieniądze. A propos, w czasie swej burzliwej kariery zarobiłeś mnóstwo pieniędzy. Czy to one stały się przyczyną rozpadu trzech Twoich małżeństw?
To bardzo osobiste pytanie. Gdybym żył, wyrzuciłbym Cię w tym momencie za drzwi, ale w obecnej sytuacji, gdy tak rzadko ktoś mnie odwiedza udam, że jestem bardzo nowoczesny i tego typu impertynencje nie robią na mnie wrażania. Faktem jednak jest, że pieniądze przyciągają ludzi do siebie z taką samą siłą, z jaka później ich odpychają. Jeśli umiesz z tych słów wyłowić jakiś sens, to masz gotową odpowiedź na swoje pytanie.

Dobrze Charlie. Chciałbym na chwilę wrócić do twojej bogatej twórczości. Do momentu,
gdy ze slapstickowej komedii przeszedłeś do kina bardziej poważnego. Mam na myśli doskonale
wszystkim znany film "Brzdąc". Czy według ciebie świat od tamtego czasu bardzo się zmienił?
Może trochę. Przyczyn samotności dzieci jednak nie ubyło. Odnoszę nawet wrażenie, że właśnie teraz dzieci w szczególnym stopniu narażone są na obojętność, niewidoczne na zewnątrz porzucenie poprzez brak zainteresowania.

Skoro już jesteśmy przy Twojej twórczości, nie sposób nie wspomnieć o filmie "Dyktator".
Nie wydaje Ci się, w świetle holokaustu, że była to produkcja raczej naiwna?
Wybacz, ale w chwili, gdy kręciłem ten film, nie miałem bladego pojęcia o tym co naprawdę może przynieść dyktatura Hitlera. Nikt przedtem w historii cywilizowanego świata nie posunął się tak daleko w swojej nienawiści i nietolerancji. Dlatego przyznaję; było to z mojej strony spojrzenie bardzo naiwne.

Miło się z Tobą gawędzi Charlie, ale muszę już kończyć. Na podsumowanie tego wywiadu chciałbym zapytać, co zmieniłbyś w swoim życiu, gdybyś mógł urodzić się ponownie?
Szczerze mówiąc, sam nie wiem. Może szybciej przekonałbym się do filmu z dźwiękiem? Może bardziej kochałbym swoje żony? Nie wiem. Jedno, co jest dla mnie oczywiste to fakt, że zostałbym aktorem.

Dziękuję za rozmowę. Do zobaczenia niebawem.

WYNIKI | KONKURSY KMF | STRONA GŁÓWNA