 | |
MARK EARTHWALKER
Rozmowa z Markiem Hamillem, odtwórcą Luke'a Skywalkera
w klasycznej trylogii "Gwiezdnych Wojen"
Fani "Gwiezdnych Wojen" często pytają mnie o Marka Hamilla - czym zajął się po ukończeniu gwiezdnej trylogii i dlaczego tak rzadko pojawia się na ekranach kin? Rzucił aktorstwo? Wpadł w nałóg? Za namową kolegi po fachu zadzwoniłem do niego i umówiłem się na rozmowę. Cały i - sądząc po głosie - zdrowy Mark zaprosił mnie na swoje ranczo, gdzie - jak pochwalił się przez telefon - pracuje nad czymś, co "może w końcu zmienić jego życie". Po tej rozmowie także i mnie zaczęła zżerać ciekawość - czym nasz stary "Luke Skywalker" zajął się po zdetronizowaniu Imperatora i przywróceniu pokoju galaktyce?
Zastałem go w garażu, gdzie majstrował przy swoim pickupie. Wyglądał na podekscytowanego. Nucił pod nosem "Marsz Imperialny", a francuskim kluczem - niczym mieczem świetlnym - wymachiwał z gracją Rycerza Jedi. Jakbym widział tamtego młodego i pełnego pasji farmera z Tatooine! Gdybym miał 12 lat na pewno uwierzyłbym, że za chwilkę uścisnę dłoń jednemu z największych Jedi w całej galaktyce...
Krzysztof Dulny: Niezła bryka...
Mark Hamill: O, cześć! Nie słyszałem cię. Poczekaj, tylko podłączę hipernapęd...
(śmiech)
Ok, wejdźmy do środka. Od kiedy R2-D2 uciekł z kolejną "ważną misją" wszystko muszę naprawiać sam. Napijesz się piwa?
Pewnie. Mieszkasz tu sam?
Tak, żona z trójką dzieci wyprowadziła się kilka miesięcy temu. Powiedziała mi: "na starość zaczyna ci odbijać, nie mogę dłużej z tobą mieszkać - pozdrów księżniczkę"... i wyszła. Szczerze mówiąc, cieszę się - Kodeks Jedi zabrania przywiązania. Nie zabrania miłości, ale tej tak właściwie nigdy w naszym związku nie było.
Przykro mi. Jednak widzę, że się trzymasz. Fani martwią się o ciebie,
pytają dlaczego już nie występujesz w filmach. Masz zamiar rzucić aktorstwo?
Gdyby ci tzw. "fani" naprawdę się o mnie martwili, to wiedzieliby, że od czasu do czasu pojawiam się w tym lub innym filmie. Często dzwonię po znajomych z branży i pytam, czy mają dla mnie jakieś role - zwykle coś znajdą, lecz zdarza się, że jeden reżyser z drugim mają zły humor i wypominają mi, że jestem "zbyt charakterystyczny", że w scenariuszu nie ma miejsca dla Luke'a Skywalkera itp. Czasem wydaje mi się, że od kiedy upadło Imperium, branżę filmową przejęli kretyni.
Widzę, że dobrze wspominasz lata pracy z George'em Lucasem.
Żałujesz, że nie zaproponował ci udziału w trylogii o młodym Anakinie Skywalkerze?
Nie było w scenariuszu miejsca na postać, którą mógłbyś odegrać jako ukłon
w stronę fanów, którzy wychowali się na starych "Gwiezdnych Wojnach"?
Mylisz się! Pojawiłem się w Epizodzie Pierwszym jako jeden z widzów na trybunach areny w Mos Espa, tuż przed wyścigiem. Oczywiście liczyłem na większą rolę, jednak Lucas - jak twierdzi - mógł zrobić dla mnie tylko tyle. Myślę, że mój udział w nowej trylogii mógłby być czymś naprawdę ciekawym, a odrzucając mnie George zrobił mi wielką przykrość. Zresztą wyrzucenie mnie z planu pierwszych trzech epizodów nie było jedynym błędem George'a. Oglądałeś te filmy? Widziałeś kogo obsadził w roli mojego ojca? Myślałem, że na premierze "Ataku Klonów" spalę się ze wstydu! Nie wyobrażasz sobie co przeżywałem, gdy po seansie zaczepiali mnie fani i klepiąc po ramieniu mówili: "Nie martw się chłopie, przynajmniej starą miałeś niezłą".
Wciąż utożsamiasz się z postacią Luke'a Skywalkera.
Nie sądzisz, że jesteś nim także dla filmowców? Jak sam powiedziałeś, jesteś bardzo
charakterystycznym aktorem, dlatego dostajesz głównie propozycje dubbingowania
kreskówek. A może czas, by stary Luke zrzucił w końcu szaty Jedi i założył np. mundur
żołnierza II wojny światowej? Myślę, że sprawdziłbyś się w filmach wojennych.
Zaraz, zaraz - wyjaśnijmy coś sobie. Byłem, jestem i będę Luke'em Skywalkerem! Zgodziłem się na ten wywiad tylko dlatego, aby się z wami pożegnać.
(...)
Nie rozumiesz?! Po tylu latach ciężkiej, bezowocnej pracy, udało mi się w końcu zrekonstruować hipernapęd! Mogę w końcu odlecieć z Ziemi! Krzysztof, masz to exclusive!
Zaraz, zaraz - hipernapęd...?
Nieźle, co? Gdy rozbiłem się na Ziemi moim X-Skrzydłowcem, byłem pewien, że utknąłem tu na dobre. Okazało się, że na waszej planecie nie ma ogólnodostępnego portu kosmicznego, nikt nie zajmuje się produkcją statków, a - co gorsza - o hipernapędzie nikt tu nawet nie słyszał! Dlatego odzyskałem części z wraku mojego X-Skrzydłowca i przy wielkiej pomocy R2-D2 (który miał awarię i w tej chwili błądzi po lesie szukając Bena Kenobiego) zbudowałem własny pojazd. Widziałeś go - stoi w hangarze. Niezły, prawda? (śmiech)
Widzę, że masz dziś wyjątkowo dobry humor. Skupmy się jednak na twojej karierze filmowej.
Grasz jedynie małe, nic nie znaczące role lub po prostu pojawiasz się na ekranach jako ty sam
- najczęściej w filmach dokumentalnych kręconych z okazji kolejnych rocznic "Gwiezdnych Wojen".
Twierdzisz, że jesteś zbyt charakterystyczny, masz urodę Luke'a Skywalkera, jednak jak
wytłumaczysz wielką karierę Harrisona Forda? Nawet Carrie Fisher pojawia się w filmach
zdecydowanie częściej niż ty. Czy oni nie są zbyt charakterystyczni?
Han Solo i Leia? Zawarli małżeństwo nie tylko ze sobą, ale i z branżą - praca na planie filmowym spodobała im się do tego stopnia, że Han skończył z przemytem. Zresztą mojej siostrze bardzo spodobały się ziemskie krajobrazy. Twierdzi, że to jakby połączenie wszystkich planet, jakie kiedykolwiek odwiedziła: są tu pustynie Tatooine, śniegi Hoth czy lasy, które do złudzenia przypominają te porastające Endor. Postanowili tu zostać. Pewnego razu pomyślałem sobie, że skoro tak się tu zadomowili, Han nie będzie miał nic przeciwko, jeśli pożyczę od niego Sokoła Millenium. Wyobrażasz sobie, że nasłał na mnie oddział szturmowców? Zamknęli mnie - jak napisali w raporcie - za "kradzież samochodu". Dwa miesiące trzymali mnie za kratkami. Pamiętam jak starałem się użyć Mocy, by wydostać się z celi, lecz kraty okazały się być wykonane z materiału odpornego na jej działanie. Także strażnicy okazali się niepodatni na Moc. Odpowiadając na twoje pytanie - Han i Leia robią to co lubią. Ja jestem Wielkim Mistrzem Jedi i moje miejsce jest na Yavinie IV, pośród moich uczniów, którzy czekają, by zgłębić tajniki Mocy.
Uhum...
MH: Pamiętasz jak podczas naszej rozmowy przez telefon powiedziałem ci, że pracuję nad czymś, co może zmienić moje życie? Pracowałem nad hipernapędem, a ty jeszcze dziś będziesz świadkiem demonstracji jego możliwości.
Mark, mówisz poważnie?!
MH: Jak najbardziej. Jak tylko dopijemy piwko (to jedyne, czego będzie mi brakować - takiego napoju nie ma nawet w najlepszych knajpach na Coruscant!) zabiorę cię do hangaru. Wystartuję, po czym w ułamku sekundy zniknę ci z oczu! I nie mów do mnie Mark, to tylko mój pseudonim artystyczny.
Twierdzisz, że opuściła cię żona - może nie chciała by jej dzieci
wychowywał ojciec przekonany, że jest Mistrzem Jedi?
Moja prawdziwa żona, Mara Jade, czeka na mnie na Yavinie... chyba że znalazła sobie kogoś innego, wszak tkwię tu już jakiś czas... A skoro o niej mowa, zamiast kręcić trzy pierwsze epizody gwiezdnej sagi, George powinien był skupić się na trzech ostatnich. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że zniszczenie drugiej Gwiazdy Śmierci nie oznaczało wcale końca Imperium! A dzieci Hana i Lei? Jedno z nich nazwali Anakin, na cześć mego ojca - wiedziałeś o tym? Ano widzisz!
Już wiem co odpowiem fanom Marka Hamilla, gdy jeszcze raz spytają dlaczego
już nie występuje w filmach: przez te wszystkie lata opracowywał plan
wprowadzenia w nadprzestrzeń swojego pickupa. Stary, straciłeś rozum!
Wyczuwam w tobie Ciemną Stronę Mocy. Ale to nic, uwierzysz jak zobaczysz. Chodźmy do hangaru.
(Mark dopił piwo i otworzył lodówkę. Wyjął z niej pięć szcześciopaków czarnego Dublina
i raźnym krokiem skierował się do garażu. Jutro w Akademii Jedi będzie niezła impreza
- domyśliłem się i pobiegłem za nim, by przypadkiem nie zrobił sobie krzywdy.
Wrzucił piwa do samochodu i wsiadł do środka. Zapalił silnik...)
Przyrządy nawigacyjne sprawne. Hipernapęd sprawny. A teraz notuj, chciałbym przekazać kilka słów wszystkim fanom "Gwiezdnych Wojen" na Ziemi: "Moi drodzy! Wracam na Yavin IV. Opuszczam Ziemię nie dlatego, że jest mi tu źle, a dlatego, że moje miejsce jest w Akademii Jedi, gdzie czekają na mnie uczniowie. Poza tym chciałbym, byście namówili George'a, by zabrał się za kolejną trylogię. Macie prawo wiedzieć, jak potoczyły się losy galaktyki po obaleniu Imperatora. Na pewno jego wizja nie do końca będzie odpowiadała faktom, więc jeśli chcecie poznać prawdę, zapraszam do Akademii na Yavinie - chętnie o wszystkim wam opowiem. Bywajcie moi drodzy i niech Moc będzie z wami!" Masz to? Ok, więc żegnaj Krzysztofie. Ciebie - mimo wszystko - także zapraszam. Spotkamy się w jednym z yavinskich pubów, hmm? Więc umówieni. A teraz odsuń się, lecę. Niech moc będzie z tobą, stary!
No cóż... Dzięki za piwo Mark. Niech Moc będzie i z tobą - przyda ci się...
Posłowie:
Mark Hamill nigdy nie odleciał na Yavin IV. Uruchomił swojego pickupa i na pełnym gazie wjechał w jezioro. "Awaria systemu! Awaria systemu!" - krzyczał przy tym, a gdy samochód spoczął na dnie jeziora, próbował wydostać go "za pomocą Mocy". Gdy zorientował się, że i to mu nie wychodzi, wrócił do swojej chaty i zamknął się w pokoju. Jeszcze tego samego dnia przyjechali po niego pracownicy miejscowego szpitala psychiatrycznego. Zamknęli go bez diagnozy. Obawiam się, że studenci Akademii Jedi będą musieli znaleźć sobie nowego mentora.
|