Marlon Brando
ur. 2.IV.1924 - zm. 1.VII.2004
Urodzony jako Marlon Brando junior w Nebrasce. Bliscy mówili na niego Bud. Przez wielu uważany za jednego z największych aktorów wszechczasów. Jego życie prywatne było burzliwe i często nieszczęśliwe. Córka popełniła samobójstwo, syn trafił za kratki za morderstwo. Sam Brando przez długi czas borykał się z nałogiem alkoholowym. Przede wszystkim jednak będzie pamiętany jako artysta ekranu, którego dziwactwa przestawały się liczyć w momencie, gdy kamera szła w ruch. Był perfekcjonistą, niełatwym we współpracy. Nigdy nie kreował się na geniusza. Często powtarzał, że trzyma się aktorstwa dla pieniędzy. Ironicznie pytał, czy oklaskiwano by go tak żarliwie, gdyby był dobrym hydraulikiem. Marzeniem jego życia był film poświęcony rdzennym Amerykanom. Ich los zawsze żywo go obchodził, na znak protestu wobec dyskryminacji Indian odmówił przyjęcia Nagrody Akademii za "Ojca Chrzestnego". To on przetarł drogę dla Jamesa Deana, Paula Newmana czy Roberta de Niro. Jego aktorstwo opierało się na metodzie Stanisławskiego. Jak nikt potrafił stać się postacią, którą odtwarzał. Debiutował na dużym ekranie w filmie "The Man" w 1950 roku. Rok później, za sprawą "Tramwaju zwanego pożądaniem" stał się symbolem. Rola Stanley'a Kowalskiego, agresywnego, brutalnego, dominującego mężczyzny, który staje do rozgrywki z zagubioną i neurotyczną kobietą w obronie własnego terytorium, zapierała dech w piersiach swoim cynicznym autentyzmem. Prywatnie Brando nie znosił Kowalskiego. Nazywał go egocentrykiem zbyt pewnym swoich racji, który nigdy nie wątpi i nigdy się nie waha. Twierdził, że boi się takich ludzi, przepełnionych agresją, bezlitosnych, i unika ich. Lata pięćdziesiąte uczyniły z Brando ikonę buntowników i żyjących na krawędzi, najpierw za sprawą "Dzikiego" a następnie "Na nabrzeżu". Kolejne filmy miały stać się próbą ucieczki od tego surowego wizerunku, co zaowocowało kilkoma błędami. Niemniej cechy charakterystyczne Brando wciąż pozostawały te same: hipnotyzujące spojrzenie, naturalna charyzma, nieprzewidywalność czyniące z niego idealnego, chociaż niebezpiecznego przywódcę. W 1961 stanął po drugiej stronie kamery, reżyserując film "One Eyed Jack". Wspominał to doświadczenie jako traumatyczne. Apogeum kariery Marlona Brando przypada na lata siedemdziesiąte. Wtedy zagrał swoje najwspanialsze, najbardziej pamiętne role. W typowy dla siebie sposób umniejszał doniosłość swoich osiągnięć. Twierdził, że Don Vito Corleone to nic więcej niż zabawny akcent, policzki wypchane chusteczkami i gruby makijaż. Skandalizujący film "Ostatnie tango w Paryżu" powstał w 1972 roku. Siedem lat później Brando stworzył jedną ze wspanialszych, wielowymiarowych kreacji w historii kina, wcielając się w postać pułkownika Kurtza w "Czasie apokalipsy". Właśnie ta rola stała się sumą wszystkich jego doświadczeń aktorskich, ostatecznie zapewniając mu miejsce w annałach kina. Twarz wyłaniająca się z mroku, chrapliwy głos, z namysłem zatrzymujący się przy każdym słowie, niewymuszona wielkość władcy absolutnego, rys szaleństwa i ogromne zmęczenie, przebijające z każdego, starannie wymierzonego ruchu. W tej roli nie ma potknięć ani błędów, jest kompletna i doskonała; niepokoi, przeraża, zapada w pamięć. Po premierze "Czasu apokalipsy" Brando zniknął z ekranów na prawie dziesięć lat. Pojawił się ponownie jako nieubłagany Torquemada w filmie "Krzysztof Kolumb", bardzo chłodno przyjętym przez krytykę. W "Don Juanie de Marco" jako psychoterapeuta, który odkrywa, że wiele może się nauczyć od swojego pacjenta, zaskoczył wszystkich. Miał wtedy ponad siedemdziesiąt lat, był, wydawałoby się, otyły i ociężały. A jednak tańczył z Faye Dunaway na plaży tak lekko i z takim wdziękiem, że stwierdzono zdecydowanie - był geniuszem i pozostał nim. Kamera przemienia go w innego człowieka. To potrafią tylko najwięksi. Ostatnim filmem Marlona Brando jest "Rozgrywka" Franka Oza. Wieść niesie, że tak nie cierpiał reżysera, iż nie chciał się pojawiać równocześnie z nim na planie. W tym samym roku zapadł na ciężkie zapalenie płuc, po którym nigdy już do końca nie odzyskał sił. Zmarł w swoim domu w Los Angeles 1 lipca 2004 roku. Miał osiemdziesiąt lat.





POWRÓT DO WYBORU | STRONA GŁÓWNA KMF