|
|
Ironicznie powtarzał, że pisarzem SF został przez przypadek. Po wojnie kierownik oficyny wydawniczej Czytelnik, zmartwiony brakiem tego typu rodzimej twórczości, zapytał Stanisława Lema czy on mógłby coś takiego napisać. Pisarz wspominał, że z braku lepszego zajęcia napisał "Astronautów". Z tej anegdoty wysuwa się jedna strona Lema, jako kpiarza, ironisty, prześmiewcy, patrzącego z ogromnym dystansem na własną twórczość, której ogromną część stanowiły także poważne rozprawy nad palącymi problemami literatury, technologii, nauki, moralności, ludzkości. Takim był przez całe życie, zarówno jako autor SF, intelektualista, komentator, wreszcie wybitny filozof. Jako rodowity Lwowianin, po wojnie trafił do Krakowa, z którym związał całe swe życie. Zaczynał wierszami i opowiadaniami okupacyjnymi. W 1946 roku napisał swe pierwsze opowiadanie SF "Obcy", później powieść "Człowiek z Marsa". W 1951 roku do księgarń trafiają "Astronauci", trzy lata później "Obłok Magellana". Od nich zaczęły się ekranizacje, które, choć tworzone przez różnych reżyserów i prezentujące skrajną nieraz wartość artystyczną i rozrywkową, miały jeden wspólny aspekt, mianowicie sam Lem odsądzał swoich adaptatorów od czci i wiary. Tak było przede wszystkim z "Milczącą gwiazdą" Kurta Maetziga (1960) wg "Astronautów" i "Testem pilota Pirxa" Marka Piestraka (1979). Rozwijając literackie skrzydła, Lem przemycał do sensacyjnych i przygodowych fabuł coraz więcej filozoficznej refleksji nad człowieczeństwem, nad moralnymi konsekwencjami zastosowań cudownych wynalazków, jednocześnie zadziwiając pomysłowością, którą zdumiewał także zachodnich twórców i krytyków. Niczym jeden z wykładowców swego najpopularniejszego bohatera, pilota Pirxa, mocą teoretycznej wszechwiedzy potrafił znad swej maszyny do pisania w stłamszonym komunistycznym reżimem kraju, z niepojętą trafnością kreować w najdrobniejszych szczegółach cywilizacje przyszłości, stwarzać z niczego obce światy, powoływać do życia sztuczne inteligencje, zadziwiając erudycją i swobodą stylistyczną. W "Solaris" z 1961 roku, uznawanym za najwybitniejsze osiągnięcie beletrystyczne Lema i stawianym w ścisłej światowej czołówce dokonań literatury science fiction, ukazał wyjątkowy opis mentalnego zderzenia człowieka z niemal boską mocą myślącego oceanu, zdolnego materializować wspomnienia załogi stacji kosmicznej. Ekranizacja Andrieja Tarkowskiego z 1972 roku była co prawda frapującą próbą przeniesienia kosmosu literackiego w kosmos wewnętrzny, lecz sam Lem biegał za Tarkowskim wyzywając od idiotów. Niechęć pisarza do rozgrzebywania własnych, precyzyjnych układanek intelektualnych pozostała w nim wobec zdecydowanej większości ekranizacji, w tym adaptacji dramatu wojennego "Szpital przemienienia" Edwarda Żebrowskiego (1979). Lem najbardziej polubił "Przekładańca" Andrzeja Wajdy (1968), do którego osobiście napisał scenariusz. Z podziwu godnym zrozumieniem przyjął również "Solaris" Stevena Soderbergha (2002), dostrzegając jego wyrafinowany artyzm, choć żadnym zaskoczeniem dla pisarza było odejście od literackiego pierwowzoru.
Był erudytą i przenikliwym wizjonerem, osobowością niezwykłą, pełną pozornych paradoksów. Wielbiony na całym świecie, opuszczał swój dom tylko wtedy, kiedy naprawdę musiał. Wielki myśliciel z wielkim poczuciem humoru. Pisał i mówił o ważnych aspektach cywilizacyjnych, używając języka satyry i groteski. Wierzył w naukowe poznanie świata, lecz nigdy nie stracił z oczu człowieka z całym jego irracjonalizmem. Z gorzką ironią przewidywał nowe, wspaniałe światy. Kreślił wizje obcych inteligencji, by dowieść niemożności kontaktu. Choć nie wierzył w Boga, poznanie człowieka było dla niego najważniejsze. Ciekawy świata, nie wróżył mu świetlanej przyszłości. Pisał o supertechnologiach, nie używając komputera. Nobla nigdy nie otrzymał, choć trudno znaleźć osobę bardziej godną tego wyróżnienia. Wesoły apokaliptyk, pogodny pesymista, inteligentny błazen, ironiczny mędrzec, skromny geniusz. Choć stanowczo podkreślał, jak bardzo nie lubi fantastyki naukowej i miażdżąco krytykował niemal wszystko co napisali jego koledzy po piórze (z amerykańskich twórców cenił tylko Philipa K. Dicka), to stwarzał jej kanony, był jednym z najwybitniejszych twórców SF i najbardzej znanym na świecie polskim pisarzem, sławniejszym od Sienkiewicza. Jego twórczość przetłumaczono na 41 języków i wydano w 27 mln egzemplarzy. Zmarł 27 marca 2006, w wieku 85 lat. Spoczął na Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie.
Autor wspomnienia: Adrian Szczypiński - Adi
|
| |