|
|
W czasie wojny Leon Niemczyk służył w 444 batalionie III Armii Pattona. Pierwsze aktorskie kroki stawiał w Objazdowym Teatrze Komedii Muzycznej w Warszawie w 1948 roku. Przez pięć kolejnych lat występował na deskach Gdańska i Bydgoszczy, by osiąść w Teatrze Powszechnym w Łodzi. W filmie zadebiutował u Jerzego Kawalerowicza w "Celulozie" (1953). Ze względu na warunki fizyczne, chętnie obsadzano go w rolach obcokrajowców, mundurowych, dyplomatów, polityków, arystokratów, lekarzy, prawników, słowem ludzi nie pasujących do obrazu socjalistycznego przodownika pracy. Jego iście amerykańską elegancję i dwuznaczność znakomicie wykorzystali Roman Polański w "Nożu w wodzie" i Jerzy Kawalerowicz w "Pociągu". Gdyby w polskim kinie istniał "system gwiazd", przez kolejne dziesięciolecia Niemczyk grałby same role główne. Ale jego talent wykorzystywano zazwyczaj do wyrazistych ról drugoplanowych i epizodów. Stąd w jego filmografii niemal 300 ról filmowych i ponad 60 w serialach i telenowelach. Grał wszystko i wszędzie. Był wiarygodny zarówno jako wódz Cyganów w "Rękopisie znalezionym w Saragossie", jak i w rolach koronowanych głów Szwecji w "Potopie" i Węgier w "Kazimierzu Wielkim". W latach 70. występował często w filmach bułgarskich i NRD-owskich. W samym 1985 roku ukazało się aż 19 filmów z jego udziałem. W 1979 roku skupił się wyłącznie na rolach filmowych i telewizyjnych. Dziecięca publiczność zamierała na jego widok w "Akademii pana Kleksa". Niezawodnie rozśmieszał w wyrazistym epizodzie żandarma w "C.K. Dezerterach". Nie cofał się przed graniem w gniotach Marka Piestraka, Kazimierza Tarnasa czy Janusza Rzeszewskiego. W ostatniej dekadzie życia błyszczał na drugim planie wszystkich komedii Olafa Lubaszenki, w serialach, sitcomach, telenowelach, a jako sierżant Zdobysław Kawałek szarżował na planie "Miodowych lat". W "Po sezonie" zagrał niemal samego siebie, a w ostatnich miesiącach życia wystąpił w "Inland Empire" Davida Lyncha. Mówiono na niego "Leon zawodowiec". Jak powiedział jego przyjaciel, Jan Nowicki: "To, co Leon przeżył, wypił, wyśpiewał, wytańczył, wypalił, zabiłoby dziesięciu byków. On miał żelazne zdrowie. Taki facet jest nie do powtórzenia". Na początku 2006 roku Leon Niemczyk publicznie wyznał, że choruje na raka płuc. Nie bał się. Wiedział, że przeżył swoje 83-letnie życie tak, jak chciał. Grał nadal. Zmarł 29 listopada 2006. Spoczął na Starym Cmentarzu w Łodzi.
Autor wspomnienia: Adrian Szczypiński - Adi
|
| |