|
|
Reżyser, scenarzysta i aktor urodził się w Paryżu w rodzinie francuskich Żydów jako Max-Gerard Tennenbaum.
Przed wojną studiował w Narodowym Konserwatorium Sztuk Teatralnych. Po jej wybuchu, ze względu na swoje pochodzenie, uciekł z Francji, znajdującej się we władzy kolaborującego z Nazistami rządu Vichy, do Szwajcarii. Aż do lat '60-tych głównym zajęciem Oury'ego było aktorstwo. Jako reżyser zadebiutował dopiero w 1960 roku mało znanym filmem z gatunku "noir" pt. "Widmo" ("La Menace") z Robertem Hossein. Jednak dopiero po krótkim, ale bardzo znaczącym spotkaniu z Louisem de Funes na planie filmu "Zbrodnia nie popłaca" jego kariera nabrała rozpędu.
Wesoły komik doradził mu wówczas: "Powinieneś robić komedie, byłbyś w tym lepszy i jestem pewien, że udałoby się to, bo jako jedyny śmiejesz się, a reżyser, który się śmieje dopinguje mnie". Reżyser wziął sobie tę radę do serca i w niedługim czasie zrealizował hit komediowy z de Funesem i Bourvilem pt. "Gamoń". Każdy następny film Oury'ego z de Funesem okazywał się liderem francuskich box-office'ów: "Wielka Włóczęga" (17,5 mln widzów,
nominacja do Oscara - rekord pobity dopiero 30 lat później przez... "Titanica"), "Mania Wielkości" (5,5 mln), "Przygody Rabina Jakuba" (7,3 mln). Z ostatnim filmem tandemu wiąże się kilka różnych historii, m.in. groźby pod adresem reżysera kierowane zarówno przez ortodoksyjnych Żydów, jak i islamskich ekstremistów. W tym samym roku na Bliskim Wschodzie miała bowiem miejsce wojna Yom Kippur. Ostatni film tej pary to niestety również zmierzch kariery ich obydwu. Następnym filmem miał być pechowy "Le Crocodile", który jednak nigdy nie
powstał, gdyż de Funes wycieńczony rolą rabina Jakuba doznał pierwszego zawału serca (drugiego kilka lat później już nie przeżył). Reżyser zaproponował wówczas rolę Peterowi Sellersowi, który na kilka dni przed podpisaniem umowy zmarł... na zawał serca.
Oury, po ostatnim filmie z de Funesem, stracił dawną formę. Oury dożył sędziwego wieku, swojego kompana przeżył o ponad 20 lat, jednak sukcesu już nigdy nie powtórzył. W 1993 roku otrzymał Nagrodę Cesara za całokształt twórczości. Jego zabawne filmy nie przyniosły szeregu nagród, jednak darzone przez widzów sentymentem do tej pory są czołowymi pozycjami telewizyjnymi.
(*) cytat zaczerpnięty z książki "Louis de Funes" Stephana Bonotte
w przekładzie Doroty Tararako-Grzesiak.
Autor wspomnienia: Tomasz Jamry - Dziadek
|
| |