No i kolejny film, stanowiący biografię słynnego boksera i który tym samym skupia się bardziej na samej postaci i jej walce poza ringiem (niesłusznie siedzi za kratkami), niż na bokserskich zmaganiach. Można co prawda powiedzieć, że Rubin Carter przez bite dwie godziny boksuje się tu z systemem sprawiedliwości, jednak niech to nie przysłoni faktu, że Jewison nakręcił bardziej dramat z elementami kryminalnymi i bokserskimi, aniżeli pełnoprawny film nadający się do naszego zestawienia. Jednakże sam film jest na tyle dobry, że warto go w jakiś sposób wyróżnić - choćby i z uwagi na samą rolę główną. [Mefisto]
ROCKY II
1979
9
Dla mnie najlepsza część przygód Włoskiego Ogiera - pozbawiona lekkiej naiwności i słodkości oryginału, przy okazji nastawiona już nie na jednego "dobrego", a na dwóch, już nie tak krystalicznych bohaterów. Także walki są tu o wiele bardziej emocjonujące, a sam finał, przy całej swej sztampowości, potrafi ostro zaskoczyć. Solidne kino bokserskie - lepsze od naliczania sekundowego jakiejkolwiek sieci komórkowej. [Mefisto]
ROCKY IV
1985
8
Mnogość sequeli tej serii nie przyprawia co prawda o ból głowy, ale chwilami czuć jednak zmęczenie rękawic. I choć każdy "odcinek" próbuje wnieść do tematu coś nowego, świeżego, to nie zawsze - a raczej z reguły - się to nie udaje. Idealnym tego przykładem jest czwarta część, która stanowi zwykłą kalkę 'jedynki'. Różni się jedynie epickość pojedynku - tu Rocky walczy bowiem już za cały kraj, żeby nie powiedzieć, iż chroni cały świat przed (zd)radziecką machiną. I to właśnie ratuje ten film, gdyż tą epickość i "powagę" sytuacji czuć tu w każdym kadrze, z których zresztą część przeszła do historii, jeśli nie kina, to przynajmniej podgatunku. Solidne, choć rzecz jasna wybitnie naiwne i propagandowe kino, które dziś stanowi swego rodzaju zabytek. Ale wciąż daje mnóstwo frajdy. [Mefisto]
Po pierwsze: garda w świecie Rocky'ego nie istnieje. Po drugie: w świecie Rocky'ego walkę wygrywa się okładając twarzą ręce przeciwnika - nie odwrotnie. Po trzecie - czyste ciosy dochodzące z pełną siłą do celu, nie nokautują. Po czwarte: walki, oprócz ringu, gongu i rękawic, z boksem mają niewiele wspólnego. Wreszcie po piąte - te wszystkie absurdy absolutnie nie przeszkadzały robić pod siebie z wrażenia podziwiając pojedynek Rocky'ego ze złym Ivanem Drago. I choć dziś ogląda się "Rocky'ego 4" trochę jak relikt z czasów Zimnej wojny, te przeżycia i wypieki na twarzy im towarzyszące wciąż mam w pamięci. [Dux]
ROCKY BALBOA
2006
7
Wielu powątpiewało w sens nakręcenia szóstej części "Rocky'ego". Przyznam, że sam byłem sceptyczny. Wydawało się, że Stallone nie jest w stanie pogodzić się z tym, iż jego czas już przeminął. Sly raz jeszcze spróbował reaktywować swoją karierę i wyszedł z tej potyczki zwycięsko. "Rocky Balboa" czerpie z najlepszych motywów pierwszej odsłony cyklu. Fabuła skupia się na zwykłych ludziach i ich przyziemnych problemach, Balboa nie jest uczestnikiem wojny ideologicznej wschód- zachód, jak miało to miejsce w "Rockym IV". Bohater jest stary, zmęczony i cierpi na artretyzm. Stallone nie ukrywa, że jego film jest po trosze sentymentalną podróżą w przeszłość, momentami nieco ckliwą, ale robi to wszystko z dużą klasą. W wielu momentach imponuje warstwa dialogowa i nie mówię tu o tanich one-linerach. Co więcej, nawet sceny pojedynków wreszcie znalazły jakiś zdrowy kompromis pomiędzy wymogami rozrywkowego filmu, a rzeczywistością i z pewnością są najlepsze w całej serii. Polacy mają Hoffmana, który "trzaska" filmy ku pokrzepieniu serc. Amerykanie mają Stallone'a. Osobiście wolę tego drugiego. [Bogusz Dawidowicz]
ALI
2001
6
Aktor (Will Smith), Aktor drugoplanowy (Jon Voight)
W moim prywatnym rankingu (nie tylko filmów bokserskich) jest to pozycja absolutnie topowa, choć zdaję sobie sprawę z wad tego obrazu. Jednak klimat, który uchwycił Mann jest niesamowity. I niekoniecznie o klimat lat 70. mi chodzi a o to, co wokół siebie wytwarzał sam Ali. Film nie oddaje jakoś wybitnie historii - choć chronologia jest zachowana, to jednak dużo pominięto, ale jest to jakby naturalne i nie budzi sprzeciwu. Absolutnie perfekcyjnie wybrano wycinek z życia "The Greatest", co do tego nie ma wątpliwości. FANTASTYCZNE walki. Widać, że ekipa bardzo się przyłożyła do realizacji tego elementu, a jest to bardzo trudne. Walka z Big Georgem to kopia rzeczywistości! No i nie można zapomnieć o, bez przesady, wybitnej roli Willa Smitha. Nie mogę nie wspomnieć o fenomenalnym zgraniu muzyki z obrazem. W tej kategorii jest to Undisputed Champion! [Marcin Krzanowski]
Biograficzny zawodnik wagi ciężkiej. Michaela Manna historia nie tyle boksera, co po prostu wielkiego, wyjątkowo charyzmatycznego i pewnego siebie człowieka, który wpłynął i na którego wpłynęła historia USA, jest, podobnie jak wściekający się Fernando od Scorsese, filmem jedynie oscylującym wokół boksu. Niemniej ta epicka, zarówno pod względem długości, jak i rozbuchania, historia nie może zostać w poniższym rankingu zignorowana. Wystarczy zresztą włączyć jakąkolwiek walkę z tego filmu, żeby przekonać się czemu. Solidne, choć czasem niełatwe kino. [Mefisto]
Choć "Ali" nie zajął w naszym plebiscycie pierwszego miejsca, a nawet nie dostał się na podium, dla mnie był, jest, i (prawdopodobnie) pozostanie na zawsze najlepszym filmem bokserskim, jaki widziałem (a widziałem wszystkie, które znalazły się w rankingu i w suplemencie). Will Smith, słusznie nagrodzony za rolę Alego nominacją do Oscara (i niesłusznie tego Oscara pozbawiony) stworzył na ekranie kreację wybitną przede wszystkim pod względem fizycznym i technicznym. Na ringu porusza się jak Ali i boksuje jak Ali. Pojedynki z jego udziałem zostały sfilmowane w nowatorski sposób. Kamera była bardzo blisko zawodników, a niektóre ujęcia powstały dzięki minikamerom zamocowanych na ich głowach - by oddać wrażenie tego, co widzi i jak postrzega świat bokser podczas przyjmowania i wyprowadzania ciosów. Realistycznego wrażenia uczestnictwa w walce dopełniają oszczędnie stosowane ujęcia w zwolnionym tempie. W role przeciwników Alego (Fraziera, Listona, Foremana) wcielili się prawdziwi mistrzowie, którzy nie oszczędzali Smitha na ringu, co dodatkowo przydało filmowi autentyczności i spotęgowało wrażenia wizualne. Smaku dodaje fakt, że słynne walki pokazane w "Alim", zostały przez Michaela Manna bardzo pieczołowicie zrekonstruowane i wiernie odtworzone na planie. Warstwa merytoryczna kreacji Smitha (zachowanie Alego, jego sposób mówienia, krzyczenia, mimika, śmiech) nie ustępuje nawet o krok zdolnościom sportowym, które ten komediowy dotąd aktor, nabył podczas rocznej nauki boksu i ciężkich treningów poprzedzających realizację filmu. Jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć, gdy Will Smith zdecydował się zagrać Alego (jak czas pokazał, kreacja ta okazała się jego życiową rolą), dostał błogosławieństwo od samego Muhammada Ali, który stwierdził, że Smith jest wystarczająco przystojny, żeby go zagrać. Muhammad Ali we własnej osobie był zresztą, jako konsultant, częstym gościem na planie, podobnie jak jego oficjalny fotograf, który pomagał ekipie odpowiednio komponować ujęcia, by przypominały kadry z jego zdjęć. Film jest niezwykle stonowany i kameralny, mnóstwo w nim charakterystycznych dla Manna ujęć z kamery cyfrowej oraz scen kontemplacyjnych z melancholijną muzyką w tle - w tej dziedzinie najbliżej mu chyba do "Informatora". W fantastycznej obsadzie znaleźli się aktorzy, którzy zagrali wcześniej lub później w innych obrazach twórcy "Gorączki" (Jon Voight, Jammie Fox, Bruce McGill). Na szczególną uwagę zasługuje nierozpoznawalny spod charakteryzacji Jon Voight, który za rolę Howarda Cosella, dziennikarza sportowego, któremu Ali często dogryzał i z którym uwielbiał się przekomarzać, otrzymał w pełni zasłużoną nominację do Oscara. Wszystkie sceny, w których ci dwaj rozmawiają, są prawdziwymi perełkami.
Ten niedoceniany film Michaela Manna pozostaje dla mnie numerem jeden w jego dorobku. Reżyser, podchodząc do fabularnej biografii jednego z największych sportowców wszech czasów, zadbał nie tylko o drobiazgowe odtworzenie realiów epoki, ale i rzetelni (choć oczywiście skrótowo) ukazane tło historyczno/polityczne. Zekranizował najbardziej barwny okres w życiu Muhammada Alego - od momentu zdobycia mistrzowskiego pasa w walce z Sonnym Listonem (to właśnie po tej wygranej walce, w której faworytem był Liston, Ali krzyczał do kamer i publiczności słynne "I shook up the World!"), poprzez utratę pasa na skutek odmowy służby wojskowej i wyjazdu na wojnę do Wietnamu, kończąc na słynnej walce "The Rumble in the Jungle" z George'em Foremanem, kiedy to Ali odzyskał mistrzowski pas i stał się prawdziwą ikoną. O tych ostatnich wydarzeniach opowiada nagrodzony Oscarem dokument "When We Were Kings" z 1996 roku, którego opis znajdziecie w suplemencie do naszego rankingu. [Dux]
CZŁOWIEK RINGU Cinderella Man
2005
5
Montaż (Daniel P. Hanley, Mike Hill), Charakteryzacja (David LeRoy Anderson, Lance Anderson), Aktor drugoplanowy (Paul Giamatti)
Film jedzie po schematach ostro i do samego końca, biorąc co tylko się da ze swoich poprzedników (którzy zresztą sami zeń zaczerpnęli - w końcu to historia oparta na faktach), a przy tym będąc do bólu hollywoodzką produkcją. A jednak zrealizowane i zagrane jest to w taki sposób, że trudno się oderwać. W dodatku wszystkie walki zrobione są z taką werwą, że bez problemu można darować cały patos, jaki w kilku miejscach wylewa się z ekranu. To przesłodzone, przewidywalne i mało oryginalne kino, a jednak dające mnóstwo przyjemności i emocjonujące tak mocno, jak to możliwe. Mały rodzynek, zresztą jeden z moich ulubionych w cieście. [Mefisto]
Trochę niedoceniona produkcja z Russellem Crowe. Niesłusznie. "Człowiek ringu" to bodaj jego najlepszy występ od czasu "Gladiatora". Historia prawdziwego boksera, Jimmy'ego Braddocka, tak jak "Rocky" posiada poruszającą obyczajową otoczkę. Ma jednak coś, czego brakowało w widowisku ze Stallone'em, a mianowicie bardzo porządną choreografię scen walk. Crowe posiada coś ze starych Hollywoodzkich aktorów. Swoisty nonszalancki wdzięk i charyzmę pozwalającą udźwignąć opowieść o bohaterze potrafiącym przeciwstawić się każdej przeciwności losu. A wszystko to z uniknięciem taniego sentymentalizmu. [Bogusz Dawidowicz]
Fighter The Fighter
2010
4
Aktor drugoplanowy (Christian Bale), Aktorka drugoplanowa (Melissa Leo)
Reżyser (David O. Russell), Montaż (Pamela Martin), Film (David Hoberman,
Todd Liebermann, Mark Wahlberg), Aktorka drugoplanowa (Amy Adams),
Scenariusz oryginalny (Keith Dorrington, Paul Tamasy, Eric Johnson, Scott Silver)
Banalny do bólu film, który mocno zakrzywia rzeczywistość, ale jednak kupuję go. Przede wszystkim dialogi oraz aktorstwo stoją na kosmicznym poziomie. Emocje momentami wylewają się z ekranu i choć jest, jak wspomniałem, sporo przekłamań, to jednak Wardowi taka laurka z pewnością się należała. Plus za pomysł na realizację walk w stylu telewizyjnym, ale minus za samą ich reżyserię, choć próbowano naśladować wszystko bardzo rzetelnie. [Marcin Krzanowski]
Jedna z nowszych produkcji, która podobnie jak "Million Dollar Baby", jest mocno zaangażowana społecznie. Ba! O ile w filmie Eastwooda boks jest nieodłączną częścią całości i stanowi o jego wielkości (wolę nie wyobrażać sobie, co by było, gdyby Maggie Fitzgerald pasjonowała się np. curlingiem), tak w "Fighterze" jest on jedynie jedną z szans wyrwania rodziny ze stanu rozkładu i życiowego marazmu - ergo można by go zastąpić nawet szachami i zapewne niewiele by to zmieniło, włączając w to oscarowe nominacje. Mimo to "Fighter" wypada całkiem solidnie w kwestii "jeden facet okłada drugiego, a publika skanduje", a przy tym jest zwyczajnie dobrym (szczególnie aktorsko) filmem, który faktycznie na wspomniane nominacje i Oscary zasłużył. [Mefisto]
WŚCIEKŁY BYK Raging Bull
1980
3
Aktor (Robert de Niro), Montaż (Thelma Schoonmaker)
Aktor drugoplanowy (Joe Pesci), Aktorka drugoplanowa (Cathy Moriarty),
Zdjęcia (Michael Chapman), Reżyseria (Martin Scorsese),
Film (Irwin Winkler, Robert Chartoff), Dźwięk (Donald O. Mitchell, Bill Nicholson,
David J. Kimball, Les Lazarowitz)
Oglądając "Wściekłego Byka" odnosi się wrażenie, że dla reżysera Martina Scorsese sam boks jest sprawą drugorzędną. Liczyło się głównie ukazanie apodyktycznej, autodestrukcyjnej siły jednostki. Scorsese przedstawia skrajnie wynaturzony "american dream". Biografia Jake'a La Motty, narcystycznego drania, jego triumfalny pochód na szczyt bokserskiej drabiny i żałosny koniec, nie udałaby się bez Roberta De Niro. Aktorski kameleon dokonał jednej ze swoich najbardziej okazałych metamorfoz w całej karierze. La Motta w jego wykonaniu to prymityw ogarnięty manią walki ze wszystkimi. Nie tylko na ringu, ale i poza nim. Nie oszczędza nawet rodziny. De Niro wcielając się w kogoś na wskroś zgniłego, jakimś cudem nie ukazał postaci jednowymiarowej, po raz kolejny udowadniając swój niezwykły kunszt. [Bogusz Dawidowicz]
Klasyk Martina Scorsese. Wielka saga, w której obok honoru i odwagi jest miejsce na miałkość i tchórzostwo. Wielka rola Roberta de Niro, chyba najwybitniejsza w jego wykonaniu, a sam film to zdecydowanie jedno z najlepszych, najbardziej dojrzałych i doskonale zrealizowanych dzieł Scorsese. [Desjudi]
Robert De Niro z czasów swojej świetności. Kto jest rozczarowany dzisiejszymi wyborami tego aktora, powinien sięgnąć po ten film. Martin Scorsese wyciągnął z tego aktora bardzo wiele. De Niro stał się La Mottą, wściekłym, twardym, agresywnym, niesympatycznym bokserem. Świetna reżyseria, montaż i zdjęcia, co najlepiej widać w scenach walk na ringu. Na pewno ten film bardziej zasłużył na Oscara niż debiut Roberta Redforda "Ordinary People". [Mariusz]
Ponoć film ważny. Po części biograficzny. Na pewno bardzo dobry, choć nie do końca w danym temacie. Walki są tu bowiem zepchnięte na dalszy plan, bo też i Scorsese nie nimi jest zainteresowany. I choć w kwestii choreograficzno-realizacyjnej nic tej produkcji nie brakuje, to nie można oprzeć się wrażeniu, iż nie jest to ani najważniejszy, ani najlepszy film okołobokserski. Choć oczywiście nijak nie umniejsza to jego jakości. [Mefisto]
ZA WSZELKĄ CENĘ Million Dollar Baby
2004
2
Reżyseria (Clint Eastwood), Film (Clint Eastwood, Albert S. Ruddy, Tom Rosenberg),
Aktor drugoplanowy (Morgan Freeman), Aktorka (Hilary Swank)
Montaż (Joel Cox), Aktor (Clint Eastwood), Scenariusz adaptowany (Paul Haggis)
"Za wszelką cenę" z pozoru wydaje się być niczym jedna z wielu walk bokserskich, bez specjalnych emocji, ze z góry przewidywalnym wynikiem. Jednak Clint Eastwood w połowie filmu wyprowadza jeden potężny, nokautujący cios, po którym widz pozostaje w całkowitej rozsypce do końca seansu. Nic dodać, nic ująć: wybitne kino. [Pegaz]
Wybitne kino dramatyczne: o ostatecznych wyborach, o zderzeniu ambicji z rzeczywistością, o odpowiedzialności. I o przegrywaniu w momencie, gdy ma nadejść sukces. [Desjudi]
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że ten film równie dobrze mógłby być o narciarstwie albo ping-pongu, czy innym sporcie indywidualnym. Jednak jak się lepiej pozna świat szermierki na pięści zrozumie się, że opowiedziana historia mogła mieć miejsce tylko na tle bokserskiego gymu. Upór, serce, wola walki, wiara w siebie i trenera/zawodnika, to w zasadzie ważniejsza rzecz niż same umiejętności czysto pięściarskie. Identycznie jest w życiu, gdzie to, ile zarabiamy czy jakie szkoły skończyliśmy, nie definiuje nas. O tym właśnie jest "Za wszelką cenę". [Marcin Krznowski]
To nie tylko najlepszy dramat w reżyserii Eastwooda, ale przede wszystkim najlepsza kreacja aktorska Clinta - rola trenera bokserskiego, który szkoli młodą i zdolną kobietę. Kobieta marzy o zdobyciu mistrzowskiego tytułu i jest tak zdeterminowana i ambitna, że osiąga sukces, ale jak sugeruje polski tytuł, płaci za to wysoką cenę. Ten film jest nieprzewidywalny, pouczający, wzruszający, z bardzo dobrymi dialogami. Świetnie zarysowano postacie, nie brakuje też humoru. Choć zarówno Clint Eastwood (nominacja do Oscara), jak i Morgan Freeman (Oscar) wypadli świetnie, to najbardziej z filmu pamięta się rewelacyjną Hilary Szwank (nagrodzoną Oscarem) w trudnej roli, wymagającej nie tylko talentu, ale też sprawności fizycznej i znajomości techniki bokserskiej. [Mariusz]
Bezsprzecznie najlepsza produkcja tego typu, łącząca emocjonujące widowisko pełne walk i treningów, z niesamowitym dramatem jednostki. Co prawda niektórzy mogliby nazwać ten tytuł filmem społeczno-emeryckim, który boks wykorzystuje jedynie jako broń w odwiecznej dyskusji odnośnie moralności i wątpliwych w swej słuszności, bolesnych decyzji, niemniej Eastwood zdecydowanie wychodzi ponad to uproszczenie. Tym samym powstał film, który w każdym swoim aspekcie zwyczajnie powala widza na deski już w pierwszej rundzie. [Mefisto]
ROCKY
1976
1
Reżyseria (John G. Avildsen), Montaż (Richard Halsey, Scott Conrad),
Film (Irwin Winkler, Robert Chartoff)
Aktor (Sylvester Stallone), Aktor drugoplanowy (Burgess Meredith), Aktor drugoplanowy (Burt Young), Aktorka (Talia Shire), Piosenka Gonna Fly Now" (Bill Conti, Carol Connors, Ayn Robbins), Dźwięk (Harry W. Tetrick ,William L. McCaughey, Lyle J. Burbridge, Bud Alper), Scenariusz oryginalny (Sylvester Stallone)
"Rocky" to już legenda. Tytuł ten na stałe wpisał się do historii popkultury. Najciekawsze jest jednak to, że w tym filmie bokserskim najsłabsze są właśnie walki. Nie można im odmówić dramaturgii, ale ze sztuką bokserską mają niewiele wspólnego. Słynne już "blokowanie" ciosów twarzą w wykonaniu Rocky'ego w celu zmęczenia przeciwnika, wzbudzają drwiący śmiech. Jednocześnie "Rocky" jest obrazem wyjątkowym. Ciekawie nakreślone tło społeczne i obyczajowe sprawiają, że przymykamy oczy na bajkowy w gruncie rzeczy, finałowy pojedynek. Kibicujemy Rocky'emu, bo jest sympatycznym nieudacznikiem, trzeciorzędnym bokserem, który pierwszy raz w życiu dostaje od losu prawdziwą szansę. Filmowi nie można odmówić niezwykle sugestywnej siły przekazu, swoistej afirmacji życia, nawet jeżeli jest ona naiwna. Sam Frank Capra był ponoć "Rockym" zachwycony. Widowisko z "Włoskim Ogierem", jak niewiele innych wzbudza pozytywne, proste emocje, wręcz krzycząc z ekranu "rusz się, ty też możesz coś zdziałać!". Ładując nam akumulatory i dając natchnienie na buńczuczne wyzwanie rzucone odbiciu w lustrze: "od jutra ćwiczę, dość zalegania na kanapie", pozwala choć przez moment łudzić się, że momentalnie dokonała się w nas wielka zmiana. Ideologiczną moc "Rocky'ego" potwierdza nawet to, że dla wielu współczesnych mistrzów boksu, w tym Manny'ego Pacquiao czy braci Kliczko, obraz ze Sly'em stanowił jeden z ważnych czynników motywujących ich do przygody ze sportami walki. [Bogusz Dawidowicz]
Niebanalne podejście do schematycznej w gruncie rzeczy opowieści. Ale ten film niesie Sylwek, jego charyzma i energia rozpierają ekran. Wzór kina bokserskiego o bokserze. [Desjudi]
Absolutny klasyk, który dziś bardzo się zestarzał, ale to już chyba taki los filmów, które w mniejszym lub większym stopniu wyznaczały gatunek. "Od zera do bohatera" to dziś temat, którym można się zadławić. "Rocky" to jednak inna kategoria wagowa niż 3/4 tego typu dzieł. To piękna historia, którą chyba każdy chciałby przeżyć. Walki, jak to w "Rockym", bardzo efektowne, ale z boksem nie mają wiele wspólnego. [Marcin Krzanowski]
Podobnie jak Rocky, aktor Sylvester Stallone w krótkim czasie z osoby nieznanej stał się gwiazdą pierwszej wielkości. Innym filmom z udziałem Stallone'a można wiele zarzucić, ale "Rocky" jest niemal doskonały, co jest zasługą nie tylko reżysera, ale także autora scenariusza (Stallone), kompozytora (Bill Conti) i przede wszystkim znakomitego aktorstwa (Stallone, Talia Shire, Burt Young, Burgess Meredith). Film o tym, że wynik żadnej walki nie jest z góry przesądzony - jak naprzeciw siebie staje dwóch zawodników, każdy z nich ma szansę wygrać. Trzeba tylko ostro trenować, nie zważać na to, co mówią ludzie, a można osiągnąć wszystko. [Mariusz]
Co tu dużo pisać - klasyka. Całość co prawda dziś już trąci odrobinę myszką, ale nie da się ukryć, że ten film zmienił kino, jak i, co ważniejsze, cały podgatunek, stając się (wciąż) niedoścignionym wzorem. No i nie należy zapominać o tym, że Stallone wykreował tu prawdziwą ikonę popkultury, która wciąż inspiruje nie tylko przyszłych bokserów. Trzeba znać. [Mefisto]
Pierwszy film o boksie, który dane mi było oglądać. Wiele lat temu zrobił na mnie niesamowite wrażenie, do dziś mam przed oczami obitą twarz Sylvestra Stallone. [Mittron]