W suplemencie znalazły się filmy, które nie załapały się do głównego rankingu. Z różnych powodów - albo nikt z nas ich nie widział,
albo nikt nie przyznał im punktów, albo najzwyczajniej w świecie, tworząc listę o istnieniu niektórych filmów po prostu zapomnieliśmy.
W suplemencie postanowiliśmy nadrobić te braki, ale też napisać kilka słów o dokumentach, serialu i filmach, które nie traktowały o boksie,
ale zawierały pamiętne walki bokserskie. Trochę miejsca poświęciliśmy też scenom walk bokserskich w komediach i obrazach innych gatunków,
nie będących filmami bokserskimi.
Tytuły ułożone chronologicznie.
THE CHAMP
1915
Nie wiem czy znajdzie się drugi aktor, który wcielił się w tyle postaci co Chaplin. I choć w 90% przypadków Charlie wyglądał tak samo (etykieta "trampa"/włóczęgi przylgnęła na stałe do jego nazwiska, podobnie jak charakterystyczny strój i obowiązkowy, nieodłączny wąsik), tak ilości ról może mu pozazdrościć niejedna postać wielkiego ekranu. Piekarz, muzyk, marynarz, pracownik banku, oszust, strażak, dozorca, pijak, dyktator, cyrulik, skazaniec, żołnierz, kelner - prawda, że różnorodnie? Wśród tego wykwintnego towarzystwa nie mogło zabraknąć roli... boksera. Chaplin zawsze bawił i bawić będzie, bo to niepodważalna ikona komizmu i legenda kina. Aczkolwiek osoby zaznajomione z co najmniej kilkunastoma tytułami krótkometrażowymi w jego niesamowicie bogatej filmografii, z pewnością zauważą pewien schemat i największą bolączkę w jednym - w kółko powtarzające się motywy i zabiegi komediowe. Czy śmieszą? Oczywiście, że tak, ale jak wiadomo - oglądanie cały czas tego samego, choćby nie wiem jak zabawne było, w końcu bawić przestaje... Tak właśnie jest w przypadku "The Champion" z 1915 roku (jako ciekawostkę należy dodać, że już rok wcześniej pojawił się u Chaplina motyw bokserski - mowa o "The Knockout"), jednak nie zmienia to faktu, że film zobaczyć warto, bo z jednej strony to klasyka, z drugiej natomiast - jeden z bardziej wyrazistych tytułów w filmografii Charliego, wśród której owszem, znajdują się tytuły zwyczajnie lepsze, ale obrazów słabszych również nie brakuje. Wracając jednak do meritum - w "The Champion" jak ulał sprawdzają się charakterystyczne, zabawne ruchy Chaplina, przypadkowe uniki i niezamierzone ciosy, przez co oglądanie staje się całkiem fajną, ponad 30- minutową rozrywką. A przyznacie sami, że parodia boksu to raczej towar deficytowy na rynku filmowym. [Alieen]
BATTLING BUTLER
1926
Boks według Bustera Keatona. Mniej więcej tak w ringu zachowuje się ktoś, kto nie ma pojęcia o boksie, a próbuje sparować z bokserem. Powiem więcej (z własnego doświadczenia), nawet jak ktoś ma już jakieś pojęcie o technice, trochę tarczował, wie, jak trzymać gardę, jak wyprowadzać ciosy, potrafi utrzymać poprawną pozycję i w miarę sensownie porusza się na nogach... to podczas pierwszych sparingów i tak macha bezładnie łapami, nie wiedząc co się dzieje i obrywa raz za razem po głowie. [Dux]
ŚWIATŁA WIELKIEGO MIASTA City Lights
1931
Największa beczka śmiechu na ringu, jaką kiedykolwiek stworzono, genialna choreografia - Charlie Chaplin mistrzem wagi śmiesznej!
THE CHAMP
1931
Aktor (Wallace Beery), Scenariusz (Frances Marion)
Reżyseria (King Vidor), Film (MGM)
Oryginalny "The Champ" z 1931 ma identyczną fabułę co remake z 1979 roku. Jest to historia chłopca, który kocha swojego ojca ponad wszystko, mimo że ten jest tylko podstarzałym bokserem, ex-mistrzem, alkoholikiem i hazardzistą. Gdy ojciec trafia do więzienia za bójkę z policjantami, następuje w nim przemiana wewnętrzna, postanawia wznowić treningi, powrócić na ring i odzyskać tytuł mistrza świata w boksie, ale przede wszystkim zaufanie syna. Oryginał obejrzałem niestety dopiero po zapoznaniu się z "The Champ" Franka Zeffirelliego z 1979 roku, więc miałem wrażenie powtórki z rozrywki. Wallace Bery z pokaźnym brzuchem w roli mistrza wracającego na ring, jest niestety mało wiarygodnym bokserem, podobnie jak jego technika przywołująca na myśl podwórkową rozróbę. Film broni się jednak świetnym aktorstwem (Wallace Bery otrzymał Oscara), wzruszającą opowieścią i wyciskającym łzy (podobnie jak u Zeffirelliego) finałem. [Dux]
ZŁOTY CHŁOPIEC Golden Boy
1939
Muzyka (Victor Young)
Co się dzieje, jeśli utalentowany bokser jest jednocześnie utalentowanym skrzypkiem? Zgadliście, dochodzi do rozdarcia wewnętrznego. Bohater filmu "Golden Boy" jest uwięziony między własnymi marzeniami o zdobyciu mistrzostwa w boksie, a marzeniami... swojego ojca, aby jego pierworodny został wielkiej sławy muzykiem. Targany rozterkami Joe Bonaparte (świetny William Holden) w dodatku zakochuje się w dziewczynie swojego promotora, a gdy zaczyna robić zawrotną karierę, chce go odkupić miejscowy mafioso. Punkt wyjściowy fabuły jest bliźniaczo podobny do powstałego kilkadziesiąt lat później komediowego "Calcium Kid", bo główny bohater zostaje bokserem trochę z przypadku - podczas sparingu łamie rękę doświadczonemu pięściarzowi i musi go zastąpić na ringu. Później jednak drogi obydwu filmów rozchodzą się, bo "Golden Boy" to rasowy dramat. Podczas seansu zaczynałem coraz poważniej zastanawiać się, czy obraz z Williamem Holdenem w roli głównej uznać w ogóle za film bokserski, gdyż jedyne walki, jakie pokazywano, były zmontowane jak dzisiejsze teledyski, czyli szybko i skrótowo, przedstawiając w ekspresowym tempie przebieg i rozwój kariery Bonaparte. Więcej tu psychologii (przemiana wewnętrzna bohaterów), romansu i kina obyczajowego (motyw ojca) oraz scen romantycznych i... muzycznych z użyciem skrzypiec, niż samego boksu. Na szczęście finałowa walka została pokazana w całości, a w dodatku okazała się znakomita pod względem choreograficznym i technicznym, niezwykle żywa i realistyczna, zagrana przez aktorów niemal na pełnej parze, no i przyniosła jedno z najbardziej dramatycznych zakończeń w historii filmów bokserskich, ale tego już nie będę zdradzał. [Dux]
GENTLEMAN JIM
1942
Za Wikipedią:
Pięściarstwo od 1853 roku było regulowane przez znowelizowane London Prize Ring Rules. Na ich podstawie zawodnicy walczyli wyłącznie na gołe pięści, pojedynki były często przewlekłe (trwały nawet kilka godzin) oraz zawsze toczone o pieniądze.
Aby uczynić boks bardziej humanitarnym, bezpieczniejszym dla zdrowia i życia zawodników oraz przystosowanym do rywalizacji amatorskiej, John Graham Chambers (dziennikarz i członek londyńskiego Amateur Athletic Club) stworzył zbiór przepisów, które diametralnie modyfikowały ówcześnie obowiązujące "zasady londyńskie". Zostały one sporządzone w 1865 roku i ogłoszone dwa lata później. Aby nadać im większej rangi i rozgłosu Chambers poprosił o protekcję wpływowego arystokratę, Johna Douglasa, 9. markiza Queensberry. Douglas, znany kibic pięściarstwa, zgodził się firmować nowe przepisy własnym nazwiskiem, stąd przeszły one do historii pod nazwą Queensberry Rules.
Queensberry Rules składały się z 12 punktów:
1. mecz należy rozgrywać na kwadratowym ringu o wymiarach 24 x 24 stopy lub zbliżonych
2. zakazane jest stosowanie chwytów zapaśniczych i obejmowanie rywala oburącz
3. rundy trwają po 3 minuty, z 1-minutową przerwą pomiędzy nimi
4. zawodnik, który upadnie z powodu otrzymanego ciosu lub z jakiejkolwiek innej przyczyny, musi powstać bez niczyjej pomocy w ciągu 10 sekund, a jego rywal winien w tym czasie udać się do własnego narożnika. Jeśli powalony zawodnik zdoła się podnieść, walka jest kontynuowana, jeśli tego jednak nie uczyni i w ciągu 10 sekund nie stanie na środku ringu, sędzia winien ogłosić zwycięzcą jego rywala
5. zawodnik wiszący bezwładnie na linach, w taki sposób, że jego obie stopy są oderwane od podłoża, winien zostać uznany za powalonego
6. w trakcie trwania rundy na ringu nie mogą przebywać sekundanci ani inne osoby trzecie
7. jeśli mecz zostanie przerwany z niedającej się uniknąć przyczyny, sędzia winien określić czas i miejsce jego dokończenia, tak aby pojedynek wyłonił zwycięzcę, chyba że osoby obstawiające zakłady zgodzą się na zrównanie stawek
8. rękawice muszą być dobrze dopasowane, nowe i najlepszej jakości
9. jeśli rękawica zostanie uszkodzona lub zsunie się, winna zostać wymieniona na życzenie sędziego
10. zawodnik, który uklęknie, winien zostać uznany za powalonego
11. zakazane jest używanie przez zawodników butów podbitych gwoździami
12. we wszystkich innych kwestiach należy stosować znowelizowane London Prize Ring Rulet
Dlaczego rozpocząłem opis filmu "Gentleman Jim" od krótkiej lekcji historii boksu? Otóż film Raoula Walsha z Errolem Flynnem w roli Jamesa J. Corbetta, to nic innego jak... fabularne przedstawienie powyższych informacji. Dokładniej rzecz biorąc "Gentleman Jim", którego akcja dzieje się pod koniec XIX wieku, traktuje o początkach boksu, jaki znamy dziś. Pierwszym mistrzem świata wagi ciężkiej w walce w rękawicach(!) został właśnie James J. Corbett, który był szybki, wybitny technicznie, charakteryzował się znakomitą pracą nóg i był trudny do trafienia przez przeciwników, przyzwyczajonych do tej pory do walki na gołe pięści, bardziej siłowej, niż technicznej. Jedyną wadą Corbetta było to, że nie dysponował nokautującym ciosem, co dosadnie pokazano w filmie, gdy Errol Flynn musi kilkanaście razy uderzyć przeciwnika czystym ciosem w twarz, żeby wreszcie go położyć. Szkoda, wieeelka szkoda, że "Gentleman Jim" nie trafił do naszego rankingu, (z racji tego, że mało kto zna ten film), bo na pewno zająłby w nim wysokie miejsce, a być może namieszałby nawet w pierwszej dziesiątce. Przede wszystkim zachwyca Errol Flynn, który nadaje swojej postaci bardzo realnych rysów - jest sympatyczny i uprzejmy (do pierwszych walk na ringu wychodzi w marynarce i wita się z niektórymi z widzów), ma poczucie humoru, jest pewny siebie, a jednocześnie jakby trochę zdystansowany do tego, że jest mistrzem w swoim fachu. Merytorycznie jest to kreacja doskonała, a jak jest pod względem technicznym? Po obejrzeniu wszystkich filmów, jakie znalazły się w naszym rankingu i suplemencie, śmiem twierdzić, że Errol Flynn, kojarzony głównie z roli nieco mydłkowatego Robin Hooda w zielonych rajtuzach, na ich tle wypada po prostu KA-PI-TAL-NIE! Jest zwinny, szybki, energiczny, dobrze zbudowany, a bardzo realistyczne wymiany ciosów i uniki w jego wykonaniu ogląda się z ogromną przyjemnością. Zaryzykuję tu także twierdzenie, że "Gentleman Jim" pod względem ilości walk pokazanych na ekranie, prawdopodobnie wygrałby nasz ranking, gdyż jest tu ich po prostu od groma i ciut ciut - w dodatku są to walki nie tylko w rękawicach, ale i (na początku filmu) bez. Te organizowane nielegalnie odbywają się np. na wielkim (znacznie większym od dzisiejszych standardów) ringu ustawionym... na nabrzeżu, co powoduje, że Flynn wyrzucony siłą ciosu za liny, ląduje w wodzie, po czym wraca mokry i pokonuje przeciwnika. W tamtych czasach walki kontraktowane były na 25 i więcej rund, a bywało, że ich liczba dochodziła do 60 - te na gołe pięści (przed wprowadzeniem zasad Queensberry Rules) potrafiły trwać godzinami. Pojedynki odbywały się między ubranymi w obcisłe kalesony zawodnikami, a bohater Flynna po każdej rundzie poprawiał sobie elegancką fryzurę. W tym uroczym filmie widać ogromną pasję i rodzącą się na naszych oczach wspaniałą dyscyplinę sportu. Wszystko zostało podane w lekko komediowej tonacji, więc "Gentleman Jim" ogląda się lekko, łatwo i przyjemnie. Pozycja obowiązkowa - film jest do obejrzenia na YouTube, w doskonałej jakości - gorąco polecam! [Dux]
WIELKIE NADZIEJE Great Expectations
1946
Nie na ringu, nie między zawodnikami, ale - jakby nie patrzeć - walka bokserska, według niektórych najzabawniejsza, jaką kiedykolwiek nakręcono.
OSTATNIA RUNDA Body and Soul
1947
Montaż (Francis D. Lyon, Robert Parrish)
Aktor (John Garfield), Scenariusz oryginalny (Abraham Polonsky)
Nagrodzony trzema nominacjami i jednym Oscarem "Body and Soul" trochę mnie rozczarował (jak na film o boksie, za mało w nim boksu, a za dużo wątków kobiecych
- romans, relacje z matką itp.), jednak jest to wciąż dobry film bokserski, w którym dramatyczne walki na ringu sfilmowano kamerą z ręki, co w tamtych latach było nowatorskim zabiegiem - zdjęcie z planu przedstawia aktorów i autora zdjęć Jamesa Wonga Howe'a podczas pracy z kamerą w ręku i... wrotkami na nogach. Tytuł oryginalny "Body and Soul" jest bardzo trafny, bo główny bohater "zaprzedaje ciało i duszę", by odnieść sukces. [Mariusz]
ZMOWA The Set-Up
1949
O "The Set-Up" można powiedzieć, że to film krótki, zwięzły i na temat. Osią scenariusza jest walka głównego bohatera, podstarzałego boksera (od 30 lat w biznesie), który postanawia skrzyżować rękawice z dobrze zapowiadającym się młodzieńcem, oraz dramat wewnętrzny żony głównego bohatera, która w obawie o zdrowie męża, nie może znieść myśli, że po raz kolejny wchodzi on między liny ringu. On siedzi w szatni i czekając na swoją walkę obserwuje swoich kolegów wracających po przegranych lub wygranych walkach - w zasadzie pierwsza połowa tego krótkiego filmu (zaledwie 70 minut) poświęcona jest na wydarzenia z szatni. Możemy obserwować różne postawy zawodników wychodzących do walki - od pewności siebie starego wyjadacza, po lęk w oczach debiutanta. Żona głównego bohatera, zamiast przyjść na jego walkę, spaceruje po mieście, by oderwać się myślami od tego, że jej mąż, mimo jej sprzeciwu, znów boksuje. Najważniejszym elementem fabuły jest ciemna strona boksu - menadżer głównego bohatera, dogaduje się przed walką z miejscowymi gangsterami, że za odpowiednią kwotę jego podopieczny podłoży się i w odpowiedniej chwili, po ustalonej kombinacji ciosów ze strony przeciwnika, padnie znokautowany. Menadżer jest tak pewny przegranej podstarzałego boksera (w którego wygraną nie wierzy nikt), że "zapomina" poinformować go o tym, że ma się w odpowiednim czasie podłożyć. Jak można się spodziewać, spisany na straty bokser-emeryt wygrywa walkę i wpada w wielkie kłopoty z gangsterami, którzy przychodzą po walce do szatni, by wymierzyć karę sportowcowi, który (oczywiście w ich mniemaniu) oszukał ich. Żona po powrocie do domu obserwuje przez okno, jak jej mąż chwiejnym krokiem wraca do domu... Jak na ironię, pokazane w "The Set-Up" pesymistyczne w wydźwięku wydarzenia mają miejsce w mieście Paradise City, a nad głównym bohaterem leżącym na chodniku z roztrzaskaną przy pomocy cegły dłonią, wisi baner świetlny z napisem Dreamland. [Dux]
WIELKA NADZIEJA BIAŁYCH The Great White Hope
1970
Aktor (James Earl Jones), Aktor drugoplanowy (Jane Alexander)
Kino bokserskie miałoby pokaźną lukę, gdyby nie powstał film o bardzo ciekawej, choć dla Jankesów nieco wstydliwej tematyce - rasizmu w boksie, czyli epizodzie z historii USA, o którym Amerykanie woleliby dziś nie pamiętać. W naszych czasach może się to wydawać nie do pomyślenia, ale na początku XX wieku czarnoskóry mistrz świata wagi ciężkiej był dla białych ludzi postacią, lekko mówiąc, nie na swoim miejscu. Taką postacią był John Arthur "Jack" Johnson (w filmie jako Jack Jefferson), który zdobył tytuł mistrzowski w 1908 roku i z sukcesem bronił go aż do roku 1915. W tych latach biała rasa chwytała się wszystkich sposobów (łącznie z aresztowaniem boksera) by pozbawić Johnsona tytułu mistrza i oddać go w białe ręce. W tym celu nie ustawano w poszukiwaniu kolejnej i kolejnej, tytułowej "wielkiej nadziei białych", która miała wydrzeć pas czarnoskóremu mistrzowi. Po jednej
z najsłynniejszych walk - "Fight of the Century" (1910r.) Johnson vs. Jeffries, i kolejnej wygranej Johnsona, w USA doszło do zamieszek na tle rasowym, w których życie straciło 23 czarnoskórych i 2 białych mieszkańców Stanów Zjednoczonych, a setki odniosło rany. O walce, zarówno na ringu, jak i w życiu osobistym (biała ukochana), opowiada film "Wielka nadzieja białych", w którym w rolę Johnsona wcielił się James Earl Jones. Trudno uwierzyć, ale ten aktor był kiedyś młody i szczupły, a w dodatku dobrze zbudowany. Jego niezwykły głos (wciąż miałem wrażenie, że z ekranu mówi Darth Vader), połączony z wielką charyzmą i pewnością siebie, wstrząsa każdą sceną, dialogiem i monologiem (te ostatnie odgrywane z widoczną manierą teatralną). Kreacja młodego Jonesa w pełni zasługiwała na nominację do Oscara. Dużym zaskoczeniem jak na film o bokserze, jest mała ilość pokazanych walk, bo tylko jedna. Wytłumaczenie tego stanu rzeczy jest jednak bardzo proste. Otóż "Great White Hope" (po latach tytuł ten zostanie sparodiowany przez twórców "Great White Hype") to filmowa wersja sztuki pod tym samym tytułem, wyreżyserowanej przez Edwina Sherina, granej na Broadwayu w latach 1967-69, także z Earlem Jonesem (nagrodzonym za tę kreację Tony Award) w roli głównej. Oszczędność w pokazywaniu walk wynika więc w linii prostej z tego, że w broadwayowskiej wersji tej historii było mnóstwo dialogu, a mało samego boksu - w filmie więcej jest zresztą boksowania w worek od boksowania na ringu. Ma to jednak swój niepowtarzalny urok, gdyż nastawiamy się na wybuch ego Jonesa-Johnsona na ringu, tymczasem zamiast eksplozji adrenaliny twórcy pokazują nam skandujący tłum tysięcy kibiców i zbliżenie na Jonesa, który z uśmiechem na twarzy zadaje ciosy prosto w oko kamery. Inna walka pokazana zostaje z kolei z perspektywy szatni, w której czeka ukochana głównego bohatera i przez drzwi słyszy okrzyki publiczności oraz głos komentatora. Dopiero kilka ostatnich, decydujących uderzeń pokazanych zostaje oczom widzów - jednak kamera nawet tu trzyma się na obrzeżach ringu, zbliżając się do lin powolnym najazdem, jakby czuła respekt przed rozpędzonym jak lokomotywa pięściarzem. Dzięki takim zabiegom mamy do czynienia z najciekawszym w historii kina przedstawieniem walk, a raczej ich "nieprzedstawieniem" na ekranie. I dopiero finał decydującego pojedynku, w którym czarnoskóry mistrz zostaje pokonany, pokazany zostaje w pełnej krasie. [Dux]
49. UROCZYSTOŚĆ ROZDANIA OSCARÓW
1977
Panowie Muhammad Ali i Sylvester Stallone stanęli obok siebie na jednej scenie, wręczając Oscara za Najlepszą rolę kobiecą. Zanim otworzyli kopertę z nazwiskiem zwyciężczyni, chwilę posparowali. Fajna rzecz.
POPEYE
1980
Prawdopodobnie najgłupsza walka bokserska wszechczasów.
DECYDUJĄCA RUNDA Split Decisions
1988
Film o upadku mistrza. Dosłownie. Mistrz (Jeff Fahey) wyrzucony przez okno przez innego boksera, upada na beton i umiera. Wszystko to dzieje się na oczach jego młodszego brata (Craig Sheffer) - boksera amatora, który w następstwie tragicznych wydarzeń szybko przechodzi na zawodowstwo i staje do nierównej walki na ringu, oko w oko z mordercą. Jak można się spodziewać w tego typu fabule, amator przez wszystkie rundy zbiera od brutalnego przeciwnika ostre baty i regularnie zalewa się krwią, aby w ostatnim momencie, gdy zabójca brata staje się zbyt pewny siebie i zaczyna w ringu pajacować, trafić go potężnym podbródkowym i zasypać gradem ciosów, nokautując bydlaka.
"Decydująca runda" to tania sensacja z mocno wyświechtanym motywem zemsty i Gene'em Hackmanem na drugim planie w roli ojca braci bokserów. Fabuła jest dynamiczna jak mucha w smole, intryga sensacyjna, która swój finał powinna znaleźć na sali sądowej, tudzież na komisariacie policji, ewentualnie w strzelaninie w ciemnym zaułku, kończy się na oficjalnej walce bokserskiej. Realia tejże (skatowany do krwi ostatniej młodzian wciąż na nogach!) mają więcej wspólnego z grą komputerową, w której pasek energii regularnie się odnawia, niż z bokserską rzeczywistością. W szczególności zaś zadziwia brak interwencji sędziego, który nie reaguje w momencie, gdy nasz młody gniewny zasypuje dziesiątkami ciosów przeciwnika, który od pół godziny nic już nie jarzy. [Dux]
HOT SHOTS
1991
Najbardziej ustawiona walka wszechczasów!
KIEDY BYLIŚMY KRÓLAMI When We Were Kings
1996
Dokument (Leon Gast, David Sonenberg)
Ten słusznie nagrodzony Oscarem film, jest dokumentalnym zapisem wydarzeń poprzedzających słynną The Rumble in the Jungle", która dziś jest stawiana na siódmym miejscu wśród najważniejszych wydarzeń sportowych wszech czasów. To właśnie na tej walce, w momencie największego tryumfu Alego, Michael Mann skończył swój znakomity film "Ali". "When We Were Kings" to nie tylko zasłużony pamflet pochwalny na cześć Muhammada Ali, który bez wątpienia pozostaje jednym z najbardziej charyzmatycznych sportowców, jacy chodzili po naszej planecie. Wydarzenia poprzedzające niezapomnianą walkę są głęboko osadzone w kontekście historycznym, politycznym i rasowym. Mamy też rzadką okazję przyjrzeć się z bliska przygotowaniom do historycznej walki, zajrzeć do psychiki wielkiego sportowca, wreszcie obejrzeć najważniejsze fragmenty walki, na którą, jak na szpilkach, czeka się przez cały film. [Dux]
Za Wikipedią: Ali przyjął w tym spotkaniu niezwykłą taktykę. Wiedząc o tym, że Foreman zwykle wygrywał przez nokaut w pierwszych rundach, przez siedem pierwszych odsłon pozostawał w defensywie. Opierał się o liny i przyjmował wszystkie ciosy Foremana na gardę, odpowiadając z rzadka ciosami prostymi. W ósmej rundzie Foreman był już krańcowo zmęczony, wtedy zupełnie nieoczekiwanie Ali błyskawicznie zaatakował, bezdyskusyjnie nokautując ustępującego mistrza. Po walce obaj zawodnicy zaprzyjaźnili się. Film dokumentalny When We Were Kings" (pol. "Gdy byliśmy królami") autorstwa Leona Gasta, zdobył w 1996 Oscara w kategorii Film Dokumentalny. Podczas wręczenia nagrody na scenie pojawili się obaj ówcześni adwersarze, przy czym Foreman pomógł wchodzić po schodach cierpiącemu na chorobę Parkinsona Alemu, ilustrując przyjaźń między sportowcami.
Ciekawostka: sceny, podczas których Muhammadowi Ali kamera towarzyszy podczas porannego biegu i treningu, wykorzystane zostały w reklamie Adidas - Impossible is Nothing. Do biegnącego Alego komputerowo zostali doklejeni inni sportowcy, m.in. Zidanne i Beckham:
DON KING - KRÓL BOKSU Don King: Only in America
1997
Wśród filmów o bokserach nie mogło zabraknąć obrazu traktującego o najdłużej panującym mistrzu wszech wag - Donie Kingu, który, choć nie walczy na ringu, śmiało może między swoim nazwiskiem a słowem boks postawić znak równości, i nikt nie będzie miał do takiego równania zastrzeżeń. Począwszy od walki Joe Frazier vs. George Foreman, Don King pozostaje do dziś najbardziej znanym i najbardziej wpływowym promotorem na świecie. Jego znakiem charakterystycznym jest bujna, postawiona na baczność fryzura, nieschodzący z twarzy uśmiech, pewność siebie, nieuczciwość w rozliczeniach z podopiecznymi (w sądzie spotykał się z nim m.in. Muhammad Ali i Mike Tyson) oraz to, że na ringu zawsze ustawia się do zdjęć ze zwycięzcą, przegranego mając gdzieś i się z tym nie kryjąc. Don King w młodości zastrzelił człowieka, który chciał go okraść. Uczynił to w samoobronie, choć kula w plecach ofiary mówiła co innego. Trafił też do więzienia po pobiciu mężczyzny, który był mu winien pieniądze. Tę jakże barwną postać światowego boksu, na ekranie znakomicie przedstawia Ving Rhames, który jest do Dona Kinga nie tylko podobny fizycznie (w scenach, w których stojąc na ringu komentuje wydarzenia ze swojego życia, początkowo myślałem, że to prawdziwy King), ale i zachowuje się jak słynny promotor. Rhames otrzymał za swoją rolę Złoty Glob, a sam film wyprodukowany przez HBO, nominację w kategorii Najlepszy Mini-serial / Film telewizyjny. Warto obejrzeć "Don King: Only In America", aby poznać bliżej sylwetkę człowieka, którego na pewno kojarzy każdy, kto choć raz oglądał jakąkolwiek galę boksu zawodowego w USA; jakby charakterystyczna czupryna nie wystarczyła, to ten, co zawsze macha małą flagą, przeważnie Stanów Zjednoczonych, ale jak wygra ktoś z innego kraju, to... Don King jest jak chorągiewka i zawsze powiewa tak, jak mu wiatr zawieje. [Dux]
Komediowa wersja "Rocky'ego". Młody mleczarz Jimmy Connelly (Orlando Bloom) w wolnych chwilach przychodzi na salę treningową potrenować boks. W tej samej sali do walki o mistrzowski pas przygotowuje się właśnie zawodnik wagi średniej Pete Wright i akurat kończą mu się sparingpartnerzy. Jimi wchodzi na ring i... jednym ciosem kładzie pretendenta do tytułu na deski. Wkurzony zawodowiec chcąc znokautować mleczarza łamie sobie rękę o jego twardą głowę. Tym samym o tytuł mistrza świata w zastępstwie ma walczyć całkowity amator Jimmy. Ta absurdalna komedia, choć opowiada o przygotowaniach do walki o mistrzowski pas, z boksem ma niewiele wspólnego. Przygotowania Jimmy'ego "The Calcium Kida" Connelly'ego do walki ograniczają się do robienia brzuszków na łóżku, biegania, kilku pompek i bezładnego machania rękoma. Jimmy ma tylko jeden sparing, trenuje intensywnie w dniu walki (czego się nie robi), a kilka minut przed wyjściem na ring wypija butelkę mleka. Pójść do walki bokserskiej z pełnym żołądkiem to bzdura stulecia, ale co tam. Na szczęście "The Calcium Kid" to bokserska komedia, bardzo luźno traktująca tę dyscyplinę sportu, z kompletnie nieoczekiwanym i niedorzecznym finałem. Reżyser pokazuje w krzywym zwierciadle zarówno treningi, jak i pracę menadżera oraz całą machinę promocyjną. I nie ukrywa, że to wszystko wariacja na temat klasyka z Sylvestrem Stallone i mrugnięcie okiem do kibiców boksu. Podczas treningu Jimmy'emu towarzyszy muzyka z "Rocky'ego", a jego walka wzorem słynnych "The Rumble in the Jungle" 1974 (Ali vs. George Foreman) i o rok późniejszej "Thrilla in Manila" (Ali vs. Joe Frazier) nazwana zostaje... "The Melee on the Tele" ("Bijatyka w telewizji"). Trudno wyobrazić sobie Orlando Blooma jako boksera, prawda? Nawet przez moment nie bierzemy go na poważnie, podobnie jak jego przeciwnik. Dobrze, że śliczny Legolas nie próbował grać boksera w jakimś poważnym filmie, tylko w lekkiej, zwariowanej komedii, w której bez problemu kupujemy jego mydłkowatego bohatera. [Dux]
ZA WSZELKĄ CENĘ The Contender
2005
Choć formalnie ta produkcja nie jest filmem, to konotacje z tą dziedziną sztuki ma spore. "The Contender" to reality-show, którego zadaniem było wypromowanie młodych zdolnych bokserów. Jego motorem napędowym był bez wątpienia prowadzący Sylvester Stallone, który funkcję tę dzielił z legendą boksu Sugar Ray Leonardem. Sly, zasłużony w promowaniu poprzez film tej dyscypliny sportowej (jako jedyny nie-bokser został uhonorowany wprowadzeniem do International Boxing Hall Of Fame), świetnie wywiązał się z zadania, motywując i inspirując młodych pięściarzy. Rywalizacja była bardzo zacięta. W programie startowało szesnastu bokserów, podzielonych na dwa obozy, toczących ze sobą krótkie walki. W ostatnim odcinku naprzeciw siebie stawało dwóch najlepszych pięściarzy. Całość była bardzo solidnie zmontowana i wyreżyserowana, z odpowiednio dawkowanym napięciem i emocjami, "podbijanymi" hollywoodzką muzyką, której współautorem był Hans Zimmer. Kolejne sezony powstały już bez udziału Sly'a. Cały format okazał się sporym sukcesem, z czteroma sezonami oraz wersjami w innych krajach: "The Contender Asia", "The Contender Australia" i "The Contender Challenge UK vs USA". Na Ukrainie wyprodukowano zaadoptowany format pod tytułem Ty Czempion". [Tomashec]
STRASZNY FILM 4 Scary Movie 4
2006
Interesująca parodia jednej z najdramatyczniejszych scen w historii filmów bokserskich.
TYSON
2008
"Cios od zawodnika wagi ciężkiej to dla przeciętnego człowieka uczucie zderzenia z tramwajem". Tak kiedyś słyszałem, ile w tym prawdy - poznać nie miałem okazji, ale patrząc na walki Mike'a Tysona w czasie jego najlepszych lat, myślę, że to nie jest tramwaj, a raczej rozpędzona lokomotywa. Mike Tyson - dla wielu bohater bokserskiego świata, niekwestionowany mistrz, najlepszy z najlepszych, dla innych świr, przestępca i niebezpieczny człowiek. Ktoś, kto nie zna go osobiście, nigdy nie dowie się jaki jest naprawdę. Na osłodę naszej ciekawości reżyser James Toback tworzy dokumentalny obraz przedstawiający historię jednego z najlepszych na świecie bokserów wagi ciężkiej. "Tyson" z 2008 roku to film pełen prawdziwych wyznań Mike'a, ukazujący kulisy jego życia, wstąpienie na szczyt oraz bolesny upadek.
Tyson bez skrupułów, czy jakiegokolwiek zażenowania opowiada o najbardziej intymnych chwilach swojego życia. Dowiadujemy się jak w wieku dwunastu lat napadał z gangiem młodocianych przestępców na mieszkania i wyciągał ludziom pieniądze z ubrań. Jak próbował alkoholu i narkotyków i kiedy oraz za co został pierwszy raz aresztowany. Po tym aresztowaniu wracał do poprawczaka średnio trzy razy w roku, po czym trafił do zakładu karnego w Tryon i tam poznał Bobby'ego Stewarda. Ten, po zbadaniu jego umiejętności kazał mu zgłosić się po wyjściu z zakładu do Constantina "Cusa" D'Amato. U jego boku rozpoczęła się wielka kariera Tysona i jego panowanie w zawodowym boksie.
Przez cały film przewijają się opowieści Mike'a o jego relacjach z kobietami, jego preferencjach seksualnych, a nawet o tym, że w walce o mistrzostwo świata przeciw Berbickowi zmagał się z rzeżączką, której nabawił się podczas seksu z prostytutką. Przez umiłowanie do kobiet i rozrywkowego trybu życia doprowadził się do bankructwa, mimo tego, że w czasie kariery zawodowej zarobił około 300 milionów dolarów.
Tyson szczerze i bez owijania w bawełnę opowiada o sobie i przyznaje się do błędów, które popełnił i które doprowadziły go do upadku i utracenia miłości do boksu. Oglądając film nasuwa się jednak pytanie czy osoba, która była w szkole pośmiewiskiem, zamiast walczyć wolała uciekać i do tego hodowała gołębie, naprawdę stała się "bestią"? Czy może po śmierci Cusa sama została otoczona przez bestie, które żerowały na jej rozrzutności, nieufności i strachu. Każdy widz oceni mistrza na swój sposób, ale jedno jest pewne - tak dynamicznych i szybkich walk, jakie mieliśmy okazję oglądać w wykonaniu żelaznego Mike'a, nie zobaczymy w wadze ciężkiej jeszcze przez długi czas. [Mittron]
KAMIENNY ŁEB Kamennaya bashka
2008
Niby główną rolę gra bokser, niby w filmie mówi się o walce, ale to nie film o boksie i jego samego jest tu mniej niż na lekarstwo. Film, w którym główną rolę zagrał mierzący 213 cm i ważący ok. 150 kg Nikołaj Wałujew, były mistrz świata wagi ciężkiej (pas odebrał mu David Haye), to znakomicie zagrany dramat, kino obyczajowe wysokich lotów, w którym boks pełni rolę drugoplanową. Wałujew, największy bokser świata, który z wyglądu przypomina człowieka z epoki kamienia łupanego i który pozuje do zdjęć goląc się siekierą, okazuje się być całkiem dobrym aktorem i choćby dla jego roli warto zobaczyć "Kamienny łeb". [Dux]
MAX SCHMELING
2010
"Max Schmeling" to film Uwe Bolla. Kolejny zły film Uwe Bolla. Ale z kilku powodów warto zapoznać się z tym tytułem. Przede wszystkim Boll przedstawia w nim życie bardzo znanego niemieckiego boksera, któremu przyszło budować sportową karierę w czasach, gdy władzę w Niemczech sprawował Hitler. Schmeling, w którego rolę wcielił się podobny do oryginału Henry Maske, był ulubieńcem tłumów, sam Fuhrer lubił oglądać jego walki i chętnie widział go jako reprezentanta "rasy panów". Walka Schmelinga z czarnoskórym Joe Louisem postrzegana była przez niemieckie władze jako starcie ras, ale dla niemieckiego boksera liczyła się po prostu czysta, sportowa rywalizacja. Max Schmeling odmówił wstąpienia do NSDAP i nie podzielał poglądów władz III Rzeszy. Co więcej, w 1938 roku uratował życie dwóch żydowskich chłopców, który to fakt trzymał w tajemnicy przez kolejne 50 lat swojego życia. Urodzony w 1905 roku Schmeling zmarł w 2005, w wieku 99 lat, przeżywszy niemal cały XX wiek. Szkoda, że za przedstawienie jego sylwetki wziął się, choć dobrych chęci odmówić mu nie można, nieudacznik Uwe Boll, który nie potrafi odnaleźć się w żadnym gatunku filmowym, za który się bierze. O ile jeszcze warstwa obyczajowa i realizacja jakoś się tu bronią, tak walki na ringu to temat na osobny akapit.
Mówiąc wprost, tak źle nakręconych i tak fatalnie zagranych pojedynków bokserskich kino jeszcze nie widziało. Wszystkie wyglądają podobnie i wszystkie wyglądają tak, jakby z bokserów/aktorów ktoś spuścił powietrze. Miałem w swoim życiu przyjemność kilkanaście razy sparować na treningach bokserskich i twierdzę z całą pewnością, że sparingi w których brałem udział, i które zawsze odbywały się na koniec treningu na maksymalnym zmęczeniu, miały w sobie więcej dynamiki, szybkości i siły, niż zawodowe walki mistrzów boksu pokazane przez Bolla. Walka między Schmelingiem a Joe Louisem nie wygląda nawet jak sparing, lecz jak łapanie much, jak parodia boksu. Uwe Boll chciał te sceny uwiarygodnić, więc przeciwnicy naprawdę się trafiają, ale robią to tak wolno i tak delikatnie, że gdy widzimy, jak któryś z nich upada po ciosie zadanym z siłą i gracją baletnicy, po prostu chce nam się śmiać. I tak wyglądają wszystkie walki - lekko, zwiewnie i ostrożnie. [Dux]
Ciekawostki:
- Druga z walk między Schmelingiem a Louisem, przegrana przez niemieckiego pięściarza, jest wspomniana w filmie "Rocky Marciano" (26. miejsce w naszym rankingu).
- Max Schmeling w trudnych chwilach wspomagał finansowo Joe Louisa. Zostali oni zresztą bliskimi przyjaciółmi.
- Uwe Boll pokazuje się przez chwilę na ekranie jako sędzia ringowy.
- Niemiecki Ed Wood, który podobno trenował w przeszłości boks, w 2005 roku wyzwał na bokserski pojedynek najzagorzalszych przeciwników swojej twórczości. Oglądając walki widać wyraźnie, że krytycy nie mają zielonego pojęcia o boksowaniu, a Uwe Boll, który wie o co w temacie biega, robi z nimi co chce. Reżyser bez trudu pokonał wszystkich przeciwników, po czym wypowiedział mniej więcej te słowa: "Kto dostanie mocno po głowie, zaczyna lubić moje filmy". Uwe, nazywany żartobliwie "Ranging Boll" wyzywał też na walkę Michaela Baya, ten jednak nie podniósł rękawicy.
- W roku 2002 powstał film telewizyjny pod tytułem "Joe and Max" - o przyjaźni Joe Louisa i Maxa Schmelinga. W tego drugiego wcielił się znany aktor Til Schweiger.
LIGHTS OUT
2011
"Lights Out" to trzynastoodcinkowy serial o walce. Nie tylko walce o powrót do szczytowej formy i odzyskanie bokserskiej kariery, ale także o walce o przetrwanie i utrzymanie rodziny.
Starzejący się bokser, Patrick "Lights" Leary był niegdyś wielkim mistrzem, któremu dziś pozostała tylko resztka sławy, upadająca siłownia i kurczące się konto. Oprócz tego ma kochającą rodzinę, która stanie się główną motywacją w jego powrocie do używania pięści - niestety, nie zawsze na ringu. To serial od stacji FX, ale pomimo męskiego tematu nijak się ma do innych tworów tej stacji, takich jak "The Shield" czy "Sons of Anarchy". To nie sensacyjny thriller, a serial obyczajowy. Nie brakuje tu wątków kryminalnych (w końcu w boks mamy zaangażowanego gangstera), ale tak jak w klasyce bokserskiego kina, "Rockym", obserwowaliśmy Rockiego na randce z Adrian i był to ważny wątek filmu, tak tutaj oglądamy rodzinne problemy bohaterów. Z kolei siłą tego serialu są przede wszystkim aktorzy - oglądając Holta McCallany'ego w roli głównej trudno się nie zaangażować w jego historię. Facet pozornie wygląda jak zwykły bysior, ale ma magnetyzm przypominający ten, którym przyciągał Daniel Craig jako James Bond - twardy, poważny gość, którego chce się widzieć więcej. Pozostałe role wcale nie są słabsze - w szczególności niesamowity występ Eamona Walkera w roli trenera Leary'ego, czy jeden odcinek z Davidem Morsem w roli upośledzonego przez ukochany sport boksera. Serial został zdjęty z anteny po wyemitowaniu pierwszej serii... i całe szczęście? Zwieńczenie serialu jest poruszające i gorzkie, a przy tym wystarczająco zamknięte by nie budzić przesadnego niedosytu - to wszystko kontynuacja mogłaby łatwo zepsuć. A tak otrzymaliśmy serial, który nie jest wybitny, ale warto poświęcić mu trochę uwagi, zwłaszcza jeżeli kogoś interesuje boks czy filmy bokserskie. [Crov]
BRACIA KLITSCHKO Klitschko
2011
Tak się składa, że miałem okazję być na premierze tego filmu we Wrocławiu, gdzie gościem specjalnym był sam Wladimir Klitschko. Szczerze mówiąc film za bardzo mi się nie podobał i głównie emocjonowało mnie, czy uda mi się zrobić fotkę z mistrzem. Co tu dużo mówić, podejrzewam, że gdyby było to dzieło jakoś faktycznie wybitne, to jednak w trakcie seansu zapomniałbym o fakcie, że na sali jest jeden z dwóch królów Wagi Ciężkiej. Pierwsza połowa to w zasadzie "ciepłe kluchy", które opowiadają jak braciom było pod górkę, żyło się fatalnie i w ogóle nie było perspektyw. Druga połowa to krótkie wspomnienie o olimpiadzie Wladimira i kariera zawodowa obu bohaterów. Tu dzieje się znacznie więcej dla fana boksu, bo mamy konkretne wypowiedzi na temat rywali, strategii. Zwłaszcza zaciekawił mnie fakt z walki Witalija z Lennoxem Lewisem, gdzie trener Steward wypowiada się na temat sprytnego faulu Lennoxa. Mianowicie ten zadając cios "wydłużał" go, by ten jeszcze obcierał wiązaniem rękawicy rozcięcie na twarzy Klitschki. Tego typu smaczków pojawia się więcej i za to plus. Ogólnie jednak jako film dokumentalny film sprawdza się słabo. Choćby ze względu na to, że de facto nie ma zakończenia. [Marcin Krzanowski]
Film dla prawdziwych fanów boksu i kibiców braci Klitschko. Oglądamy ich walki i kulisy tych walk, poznajemy relacje rodzinne i braterskie, możemy również zobaczyć amatorskie nagrania z czasów młodości. Ogląda się to przyjemnie, choć momentami to jednostronne widowisko, tak jak walki braci. [Mittron]