Dux
1. Klass
Gdyby ktoś powiedział mi, że estoński dramat będzie najlepszym filmem jaki zobaczę w 2008 roku, popukałbym go w czoło. A jednak, stało się! Spośród obejrzanych w roku 2008 niemal 90 premier kinowych, "Nasza klasa" okazała się dla mnie filmem najlepszym. Dlaczego? Po pierwsze dzięki fenomenalnej grze całego zespołu młodych aktorów, często improwizujących na planie. Wszystko odegrane zostało tak wiarygodnie, jakby kamera cichcem wjechała do szkolnego budynku i podpatrywała prawdziwych uczniów. Po drugie: reżyser powolnie, acz konsekwentnie budował napięcie, niemal do wyczerpania nerwów widza. Przygotował w ten sposób podłoże pod elektryzujący finał, który sponiewierał mnie intensywnością i poraził wybuchem kumulowanego przez półtorej godziny napięcia. Nie pamiętam, żebym wcześniej oglądał finał jakiegoś filmu siedząc na rancie łóżka, nerwowo ściskając poduszkę.
2. No Country for Old Men
Tego filmu nie oglądałem - ja go podziwiałem, wchłaniałem scena po scenie, ujęcie po ujęciu, kadr po kadrze. Brak muzyki potęgował wrażenie czającego się za każdym rogiem zła w postaci m.in. Antona Chigurha - psychopaty koncertowo zagranego przez znakomitego Javiera Bardema, który wtopił się w postać zarówno pod względem fizycznym jak i mentalnym. Cisza i napięcie przerywane strzałami, ciągła ucieczka, pogoń, poszukiwanie... inny reżyser mógł zrobić z tego zwykłe kino akcji. Bracia Coen stworzyli arcydzieło z mnóstwem niedopowiedzeń i rozwiązaniami fabularnymi łamiącymi wszelkie zasady konstrukcji dramaturgicznej.
3. In Bruges
"Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj" to znakomite aktorstwo, ciekawe dialogi, trochę porządnej akcji, nieco dramatu i szczypta wzruszenia. Kawał naprawdę porządnego, pełnokrwistego kina! Colin Farrell, Brendan Gleeson i Ralph Fiennes spisali się na medal.
4. Alpha Dog
Obok "Naszej klasy" chyba największe zaskoczenie roku 2008 - a dokładniej rzecz biorąc roku 2006, gdyż film ten zagościł na ekranach polskich kin z dwuletnim poślizgiem. Nie myślałem, że Justin Timberlake potrafi grać, a spisał się całkiem nieźle. Ale to nie udział znanego piosenkarza jest najważniejszy w "Alpha Dogu". Najważniejsza jest wstrząsająca historia (oparta na faktach), powolnie, niemal podskórnie narastające napięcie oraz charyzmatyczny i szalony Ben Foster, roznoszący drugi plan w pył!
5. Cloverfield
Telewizyjny reżyser Matt Reeves (m.in. "Felicity"), wspomagany przez producenta J.J.Abramsa ("Lost") może się pochwalić jednym z najbardziej spektakularnych debiutów w historii kina. Tak, jak Zack Snyder odświeżył formułę zombie-movies, tak Reeves odświeżył kino spod znaku monster-movies. Ambicji w "Cloverfield" większych nie zauważymy, podobnie jak żadnej głębi ani (całe szczęście!) wzniosłej historii z machaniem amerykańską flagą w tle. Ot, grupa przyjaciół w naturalny sposób ucieka po mieście przed nieznanego pochodzenia, gigantycznym potworem, kręcąc wszystko amatorską kamerą video. Powstał film trzymający w napięciu, jednocześnie oszczędny w ukazywaniu istoty, ochrzszczonej przez twórców imieniem "Clover". Bardzo realistyczny, bo niemal "na żywo" możemy podziwiać walkę wojska z wielkim stworem. Wszystkiemu towarzyszy niesamowity klimat: chaos, huk wystrzałów, przyprawiający o ciarki ryk stwora i wiele niezapomnianych ujęć, jak bombardowanie Clovera przez B-2 w finale filmu.
Wyróżnienia: "Mroczny rycerz" - za Jokera oraz niezwykły rozmach i genialną jakość sekwencji nakręconych w technologii IMAX, "Uprowadzona" - za niezapomniane emocje oraz "Mówiłem Ci, że Cię znajdę."


Hunter
1. Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull
"I've got a bad feeling about this."
W tym roku bardzo trudno było wybrać TOP 5. I to nie dlatego, że nie mogłem znaleźć dobrych filmów, ale dlatego, że musiałem z części dobrych filmów zrezygnować. Jako pierwszy - bardzo długo (prawie 20 lat) oczekiwany przeze mnie Indiana 4. Dostałem to na co czekałem - potężny zastrzyk przygody w pięknym stylu.
2. Taken
"I told you I would find you."
Bardzo dobre kino. Nawet się nie zorientowałem jak seans dobiegł końca. Wartka akcja i brawurowo zagrany główny bohater to niewątpliwie atuty tego filmu. Pomimo kategorii wiekowej PG-13 kawał solidnej sensacji bardzo ładnie określonej przez jednego z widzów jako "najprawdopodobniej najszybsze 93 minuty z jego życia".
3. The Dark Knight
"Why so serious."
Kontynuacja filmu "Batman: Początek" nie tylko mnie nie rozczarowała, ale podsyciła żar oczekiwania na kolejną część, która mam nadzieję, że kiedyś powstanie. Świetne starcie pomiędzy Batmanem zamierzającym wyplenić przestępczość z Gotham a nowym geniuszem chaosu - Jokerem.
4. Mummy: Tomb of the Dragon Emperor
"I'd tell you to fasten your seatbelts, but I was too cheap to buy any."
Wiele się już nasłuchałem na temat tego filmu i włożyłem go do mojego TOP 5 nie by robić komuś na złość, ale ... (tu zaskoczenie) - bo film przypadł mi do gustu. Spora dawka rozrywkowego kina awanturniczo-przygodowego. Dużo nawiązań do Indiany, no i z kina wyszedłem zrelaksowany, a nie znudzony.
5. Body of Lies
"Ain't nobody likes the Middle East, buddy. There's nothing here to like. "
Ridley Scott przygotował już nas na wszystko. Nie zawiódł mnie po raz kolejny. Wytrawne kino ostrzegające, że jedyną zapłatą za zło będzie zemsta - niezależnie od pobudek.


Tomashec
1. The Dark Knight
Choć niewiele tu Batmana w Batmanie, to stratę tę niweluje znakomity Joker, i to właśnie dzięki niemu ten film wybija się ponad standardową adaptację komiksu. Poza tym to wzorcowe kino akcji.
2. Across the Universe
Nie "Mamma Mia!", ale właśnie "Across The Universe"! A jakże. Za fantastyczną wizualizację fantastycznych piosenek, fantastycznego zespołu. I za zgrabne i sensowne połączenie treści utworów w jedną, solidną całość.
3. John Rambo
On powrócił, a wraz z nim duch lat osiemdziesiątych. Za powrót do moich młodzieńczych lat cenię sobie come back ikony popkultury. Było jak powinno było być: bezkompromisowo, brutalnie i kopiąco-w-dupę :)
4. Klass
Takich emocji dawno nie przeżyłem w kinie. Właśnie to dzięki nim i historii, owszem momentami dość przewidywalnej, ale jakże przerażająco prawdziwej, ten skromny estoński film ma u mnie takie fory.
5. American Gangster
Brakowało mi trochę takiej klasycznej opowieści gangsterskiej ostatnimi czasy. A, że Scott wstrzelił się znakomicie ze swoją wciągającą opowieścią, a Denzel Washington i Russell Crowe odegrali całość koncertowo nie było innego wyjścia, jak przyznać filmowi piąte miejsce.


Dobermann
1. No Country for Old Men
Klasa sama w sobie - perfekcyjnie zrealizowany pod każdym względem.
2. American Gangster
Klasyczna gangsterska opowieść w nowym wydaniu - wydawać by się mogło niemożliwe, a jednak.
3. The Dark Knight
Większość adaptacji komiksów skerowana jest do przeciętnych popcornożerców. W tym przypadku można powiedzieć, że Nolanowi udało się wprowadzić "film komiksowy" na salony.
4. The Mist
Za to co w tym filmie przeraża najbardziej - nie mgła, nie to co w niej czycha, nie brak happy endu. Najbardziej przerażają ludzie, których pozornie tak dobrze znamy.
5. The Bank Job
Od początku do końca seansu siedziałem jak na szpilkach, co się rzadko zdarza.


Dejna
1. Le Scaphandre et le papillon
Wspaniały pod względem wizualnym film, przemawiający prostotą i autentyzmem. Smutna, refleksyjna historia o tym, jak można próbować budować swoje życie od nowa poza granicą, której nikt z nas nie chciałby przekroczyć. Co znaczy stracić wszystko, znaleźć się za murem, odseparowanym od świata, uwięzionym we własnym ciele.
2. Lat den rätte komma in
Tematyka wampiryczna, która w istocie jest tylko pretekstem do rozważania problemu inności, odrzucenia, zagubienia i samotności. Utrzymana w konwencji dreszczowca próba analizy, jak można oswajać swoje problemy, jak wygląda droga do dojrzałości i ile jesteśmy w stanie poświęcić w poszukiwaniu akceptacji i swojego miejsca w życiu.
3. The Savages
Za dojrzałość, z jakim ujmuje problem radzenia sobie z przeszłością i konflikt miłości i nienawiści w rodzinie. Film o powolnym wychodzeniu na prostą, wybaczaniu i szukaniu dla siebie nowych szans.
4. No Country for Old Men
Prawdopodobnie najbardziej dojrzały jak dotąd film Coenów. Chociaż brakuje w nim dopowiedzenia, zamknięcia nawiasu, pozostawia jednak sporo materiału do refleksji.
5. Klass
Nie ma sensu porównywać "Naszej klasy" ze "Słoniem" van Santa, ponieważ założenie jest zupełnie inne. O ile "Słoń" to zapis wielości możliwych przyczyn, czy nawet ich całkowitego braku, o tyle "Nasza klasa" jest przejmującym, druzgocącym i przerażającym zapisem sytuacji, gdzie powody rysują się jasno i przejrzyście. Przeraża w tym okrucieństwo i bezmyślność klasy, która - silna zwartą grupą - nie cofa się przed niczym w stosunku do swoich kozłów ofiarnych, przeraża bezradność nauczycieli i samotność dwójki ofiar, które zostają doprowadzone na skraj ludzkiej wytrzymałości, całkowicie upokorzone i właściwie pozbawione sensu życia.


Kelley
1. Juno
Za świeżość, bezpretensjonalność spojrzenia na trudny temat i optymizm.
2. The Dark Knight
Za stworzenie szwarccharakteru doskonałego.
3. No Country for Old Men
Za ucieleśnienie fatum
4. [Rec]
Za rzadki w dzisiejszym kinie, autentyczny dreszcz przerażenia.
5. Lat den rätte komma in
Za unikalne i niestandardowe spojrzenie na tematykę wampiryczną.


Alieen
1. The Dark Knight
Na początku muszę wyjaśnić jedną kwestię - ciężko było mi wybrać Top 5 z obejrzanych przeze mnie premier 2008 roku. Żadnemu filmowi nie wystawiłem maksymalnej oceny, za to sporej liczbie notę prawie najwyższą. Koniec końców, metodą za i przeciw, i z ciężkim bólem serca wybrałem 5 tytułów, które tak naprawdę stawiam mniej więcej na równi. O pierwszym miejscu zadecydował ponowny seans jednego z nich, a mowa tu o "Mrocznym Rycerzu" - postawionym ciut wyżej niż reszta za fenomenalną rolę Heatha Ledgera, dzięki której film na zawsze pozostaje w pamięci. No i za fakt, że za drugim razem "The Dark Knight" podobał mi się jeszcze bardziej niż po seansie kinowym. A to już coś.
2. [Rec]
Asian Terror się skończył, pałeczkę przejęli Hiszpanie. "[Rec]" to film z rewelacyjnym klimatem, zrobiony metodą minimum realizacji (kamera z ręki), a maksimum treści. Już dawno tak się nie bałem na żadnym horrorze...
3. Cloverfield
To nie przypadek, że w moim Top 5 znajduje się drugi film kręcony "z ręki", co w przypadku horrorów (z domieszką akcji) potęguje tylko chaos i strach. "Cloverfield" to oryginalny, klimatyczny powrót monster-movie w pełni chwały. Abrams pokazuje, że jeszcze da się coś wycisnąć z tego zapomnianego i zakurzonego już gatunku...
4. American Gangster
Pojedynek dwóch aktorów, postaci, charakterów. Dwie nietuzinkowe role obsadzone w filmie, który zyskuje przy każdym kolejnym seansie. O ile bardziej lubię Russela Crowe'a, tak w tym filmie prawdziwy popis aktorski daje Denzel Washington. I to głównie dzięki niemu ten obraz jest tak piekielnie dobry...
5. Wall-E
Bo Pixar nigdy nie zawodzi. Zamiast infantylnej historyjki - kino z ważnym przesłaniem. Do tego genialna realizacja - cudna grafika, animacja będąca szczytem techniki, świetne postacie oraz znakomity humor. Bezsprzecznie jeden z najlepszych filmów tej wytwórni.


Mati
1. Across the Universe
Ten film zawładnął moją wyobraźnią. Jest dla mnie jak narkotyk, ponieważ nie da się obejrzeć go tylko raz i zapomnieć.
2. Mamma Mia!
To film, który ma w sobie tyle energii , pozytywnej energii, że nie sposób wyjść w kina nie śpiewając piosenek Abby. A poza tym warto zobaczyć go dla Pierce'a Brosnana w stroju z lateksu ;)
3. Wall-E
Piękna animacja i przede wszystkim wspaniały główny bohater, którego nie da się nie kochać!
4. There Will Be Blood
Cóż mogę powiedzieć o tym filmie? Przychodzi mi na myśl tylko jedno słowo - REWELACJA!
5. No Country for Old Men
Rzadko się zdarza, żeby film był równie dobry jak książka. Rzadko również po obejrzeniu filmu mam poczucie, że nie zmieniłabym w nim niczego. Brawa dla braci Coen!


Karol
1. There Will Be Blood
Za najbardziej niejednoznaczną postać ostatnich lat, w genialnej adaptacji Daniela Day-Lewisa. Za fantastycznego Dano na drugim planie. Za hipnotyzującą i niepokojącą muzykę Greenwooda. Za niesamowite zdjęcie Elswita. Niezwykłe kino, które można rozbierać na czynniki pierwsze, dokładnie analizować i długo o nim rozmawiać. Dawno żaden film nie pozostawił u mnie aż tak mocnego wrażenia.
2. Lat den rätte komma in
Za niesamowity, pełen niedopowiedzeń scenariusz. Za najlepsze dziecięce role ostatnich lat. Za klimat, znakomitą muzykę oraz niepokojąco statyczne zdjęcia. A przede wszystkim: za historię przyjaźni... a może już miłości? Reżyser zostawia widzom taką swobodę interpretacji, że wprost ciężko uwierzyć w jego zaufanie do widza. Niezwykła rzecz.
3. Once
Za świetną muzykę. Za ekranową chemię między uroczą Marketą Irglovą a Glenem Hansardem. Za Humor, ciepło i słodko-gorzkie zakończenie. Znakomity mały film.
4. Happy-Go-Lucky
Za znakomitą rolę Sally Hawkins oraz znakomity scenariusz. Za Poppy - postać na pierwszy rzut oka irytującą, ale w gruncie rzeczy wyjątkową i przesympatyczną. No i za to, że - wbrew temu co się o tym filmie mówi - nie jest to kino optymistyczne, poprawiające nastrój, ale wprost przeciwnie - pokazujące, jak ciężko dziś o prawdziwy optymizm, a myśl to raczej niewesoła.
5. Pineaple Express i Forgetting Sarah Marshall
Na koniec swojej listy chciałem wrzucić jedną z komedii ekipy Apatowa, jednak naprawdę ciężko było mi wybierać pomiędzy tymi dwoma. To zabawne, inteligentne filmy, ze świetnymi postaciami i rewelacyjnymi dialogami, a między aktorami naprawdę czuć chemię. Świetne, niegłupie i fantastycznie zagrane, no i do wielokrotnego obejrzenia.

Wyróżnienia: "Juno" (minimalnie za pierwszą piątką), "33 sceny z życia", "Imiennik" ("Namesake"), "Podróż czerwonego balonika", NCfOM, "Control", "The Mist" oraz "In Bruges" i "Persepolis".


Kaha
1. Om Shanti Om
Bo to jedyna boolywoodzka premiera w tym roku :)
2. Klass
Bo to dobry film jest.
3. Taken
Za Liama Neesona, który cały film jechał na magicznym napoju Panoramixa :)
4. Mamma Mia!
bo mogłabym to oglądać bez końca
5. The Dark Knight
Bo to w końcu Batman jakby nie było :)


Shandor
1. Se, jie
W zestawieniu z tym, co widzowi proponuje najnowszy film Anga Lee, tytuł ("Ostrożnie, pożądanie") wydaje się być uproszczony, naiwny, nieporadny. Historia młodej działaczki chińskiego ruchu oporu, która zgadza się uwieść i wystawić zamachowcom oficera wywiadu wykonującego rozkazy japońskiego okupanta, to traktat o niszczącej sile namiętności. Miłość miesza się tutaj z podległością, pragnienie zemsty z masochizmem, a ludzkie wybory mają wymiar prawdziwie tragiczny. A wszystko to opowiedziane bez jednego fałszywego tonu, powściągliwie. Bohaterowie są niczym owady nabite na szpilkę, a reżyser zamienia się w entomologa przyglądającego się im z pozornym opanowaniem.
2. Import/Export
Ulrich Seidl to jeden z najbardziej pojętnych uczniów Michaela Haneke. Już w "Upałach" pokazał, jak daleko jest w stanie się posunąć piętnując obłudę i emocjonalną pustkę wiedeńskich przedmieść. W "Import/Export", dwóch równoległych historiach o kobiecie ze Wschodu podróżującej za chlebem na Zachód i młodym chłopaku z Zachodu zmuszonym do podróży na Wschód, Seidl pokazuje ludzkie piekiełko w wymiarze globalnym. Porażający film.
3. Sanxia haoren
Niezwykła medytacja nad odchodzącym w przeszłość światem wiosek i miasteczek skazanych na wymarcie w imię postępu cywilizacyjnego. Bohaterowie są tu postaciami jakby wyłowionymi z tłumu, uosabiają różne grupy społeczne dotknięte decyzjami technokratów planujących wzniesienie ogromnej tamy na rzece Jangcy. Ostry komentarz społeczny łączy się w filmie Zhangke z poetyckim spojrzeniem na świat, tak jakby chiński reżyser potrafił połączyć dwie na pozór tak różne wrażliwości, jak Kena Loacha i Antonioniego.
4. Gruz 200
Gdyby bracia Coen urodzili się w Rosji, kręciliby takie filmy. Niezwykle sugestywny obraz rozkładającego się społeczeństwa, w którym wobec milczenia Boga jedynymi zasadami organizującymi życie są z jednej strony pieniądze, a z drugiej czyste szaleństwo.
5. Bikur Ha-Tizmoret
Przywodząca na myśl kino Jarmuscha i Kaurismakiego gorzka komedia o egipskiej orkiestrze policyjnej, która na jedną noc trafia do prowincjonalnego izraelskiego miasteczka. Kilka znaczących gestów, kilka szczerych rozmów, bezmiar ludzkich problemów, zawiedzionych nadziei, nieporozumień i uczuć. Równie minimalistyczne, ale jakby cieplejsze niż filmy autora "Człowieka bez przeszłości". Równie zabawne, ale w mniejszym stopniu grające na kulturowych kliszach niż dzieła twórcy "Ghost Doga".


Jakuzzi
1. No Country for Old Men
Z jednej strony to wyśmienita sensacja. Zrealizowana po mistrzowsku. Robi wrażenie ta powolna, pieczołowita, skupiająca się na szczegółach narracja. Oglądając ten film odnosi się wrażenie, że to nie mogło być dzieło debiutanta czy byle jakiego reżysera - taki film mógł nakręcić tylko utalentowany, inteligentny i doświadczony twórca, który swój reżyserski kunszt szlifował latami. Z drugiej strony to pesymistyczna i niepokojąca opowieść o tym, że Zła nie można zracjonalizować, że Zło nie podlega żadnym regułom, a swoje ofiary wybiera losowo. Kino bliskie arcydziełu.
2. There Will Be Blood
Uwielbiam tego typu monumentalne filmy w starym, dobrym, amerykańskim stylu a'la "Obywatel Kane". "Aż poleje się krew" pod wieloma względami, np. specyficznego, pompatycznego sposobu opowiadania, kojarzy się nawet z twórczością Kubricka. Daniel Day-Lewis, mimo iż tutaj jego kreacja trochę za bardzo przypomina Butchera z "Gangów Nowego Yorku", standardowo rozkłada swą kreacją na łopatki. Autentycznym objawieniem jest jednak Paul Dano. Scena, w której wypędza w kościele demony jest tak emocjogenna, że krew krzepnie w żyłach. A finał do tej pory nie chce wylecieć z głowy.
3. Juno
Zakręcone, pseudofilozoficzne cool-nawijki przemądrzałej głównej bohaterki mogą irytować, ale warto przymknąć na nie oko, bo film jest naprawdę niegłupi, a przy tym ciepły, uroczy i szczerze wzruszający. Jason Reitman zapowiada się na naprawdę dorodnego reżysera. Potrafi opowiadać starannie, bez fałszu, świetnie dawkuje emocje oraz humor, a przede wszystkim znakomicie prowadzi aktorów. To w końcu pod jego batutą kilku wątpliwej jakości wykonawców, po których nie spodziewałbym się cienia talentu, odsłoniło swoje bardziej uzdolnione oblicze.
4. We Own the Night
Film ten udanie zagospodarowuje lukę w gatunku, jaka wytworzyła się między wybitnymi dramatami sensacyjnymi pokroju "Rzeki Tajemnic" czy "The Wire" a skończonymi gniotami lub tworami po prostu przeciętnymi. Konstrukcja "Królów Nocy" jest nieskomplikowana, zarówno pod względem psychologicznych rysów bohaterów, jak i osi fabularnej. Ale ogląda się to fantastycznie, przede wszystkim za sprawą solidnej kreacji Joaquina Phoenixa, precyzyjnego scenariusza i poprawnej reżyserii. Całość charakteryzuje się raczej niespiesznym rytmem, chociaż są tutaj też i dwie dowalone do pieca, żwawsze sceny, prawdziwe perełki. No i ta Eva Mendes rozkosznie wijąca się w rytm "Heart of Glass" na samym początku - mniam.
5. Rescue Dawn
Jak na dzisiejsze czasy ten film to prawdziwy rarytas. Powolne tempo, dużo chodzenia, niewiele dialogów, atmosfera pustki i osamotnienia niczym w "Cast Away". Herzog nakręcił emocjonującą historię, w której wyraził pochwałę ludzkiej niezłomności i hartu ducha. Bale jak zwykle fantastyczny, ale spore wrażenie zrobił też na mnie Steve Zahn, swoją zaskakująco dobrą, wyciszoną kreacją. Końcówka jest może nieco zbyt łzawa, ale da się ją przełknąć.
Tuż za piątką uplasowały się: "In Bruges", "In the Valley of Elah", "The Dark Knight", "Battle for Haditha", "El Orfanato", "American Gangster".


Jimi
1. No Country For Old Men
Znakomity powrót braci Coen do tego, co jest esencją kina. Świetna historia, pełnokrwiste postaci i perfekcyjna, surowa realizacja. Kino prawdziwe bez dwóch zdań.
2. There Will Be Blood
Ten film to oczywiście wyłącznie aktorski popis Daniela Day-Lewisa. Tylko dzięki niemu ta historia nabiera prawdziwego smaku. Gdzieś w tle Anderson szkicuje historię Ameryki z początku XX wieku, ale to postać Daniela Plainview jest jedynym i prawdziwym skarbem tego filmu.
3. Before the Devil Knows You're Dead
Ciężki, mocny dramat, siedzący na żołądku długo po seansie. Świetna, doświadczona ręka Sidneya Lumeta. Phillip Seymour Hoffman stworzył niezłą postać, ale to Ethan Hawke bezapelacyjnie skradł film.
4. The Dark Knight
Chris Nolan udowadnia, że ekranizacje komiksów mogą być czymś więcej, niż niezłym akcyjniakiem dla popcornowej gawiedzi. Wyniósł sagę o Batmanie na inny poziom, serwując nam trochę więcej dramatu i kina psychologicznego, niż można by się spodziewać. Nieskończenie sławiona postać Jokera zasługuje w pełni na każdą wydaną opinię i recenzję. Joker jest absolutnym filarem filmu, który kręci się wyłącznie wokół postaci Heatha Ledgera.
5. Juno
Pozytywna, lekka, szczera i naturalna opowieść o zwariowanej, pewnej siebie i rezolutnej nastolatce w ciąży. Dobra reżyseria, historia i sympatyczny soundtrack. Bardzo przyjemnie kino bez zbędnych, wydumanych morałów i pustych frazesów.


Phonik
1. No Country for Old Men
Mroczne i niebanalne kino w reżyserii braci Coen. Popisowa rola Javiera Bardem, jego Anton Chigurh jest jednym z najbardziej osobliwych i przerażających psychopatów w historii kina.
2. Wall-E
Firma Pixar po raz kolejny udowadnia, że w dziedzinie animacji komputerowej nikt nie może się z nią równać. W każdym calu piękne kino, uniwersalne w przesłaniu i szalenie wzruszające.
3. There Will Be Blood
Paul Thomas Anderson o najczarniejszych zakamarkach ludzkiej natury. Niesłychanie ponure kino z brawurowym Danielem Day-Lewisem w roli głównej.
4. [Rec]
Okazuje się, że Hiszpanie, w przeciwieństwie do Amerykanów, pamiętają jeszcze jak się kręci straszne filmy. [Rec] to niskobudżetowa perełka, która na zmianę mrozi krew w żyłach by zaraz potem ją zagotować. Rewelacja.
5. Cloverfield
Atak tajemniczego potwora z kosmosu na Nowy Jork ukazany z poziomu ulicy to olbrzymi zastrzyk adrenaliny. Koncepcja rodem z "Blair Witch Project" w nowym wysokobudżetowym wydaniu sprawdza się znakomicie. Kapitalne widowisko.


Beowulf
1. Into the Wild
Manifest niczym nieskrępowanej wolności wyboru, młodzieńczej beztroski i żarliwej, nie zabarwionej zwątpieniem wiary w słuszność własnego postępowania, którą można znaleźć jedynie u człowieka młodego. Przez skrajnie radykalny idealizm głównego bohatera, który jest w tymże idealizmie tyleż naiwny, co wolny od naiwnego myślenia, że dostosowanie się do reguł społeczeństwa zapewni spełnienie wszystkich potrzeb, Penn stawia przed każdym widzem pytanie: czy Ty robisz coś, żeby poznać własną naturę zamiast opierać się na sztucznej namiastce wyjaśnień zapewnianych przez reguły nienazwanej większości, czy w ogóle chcesz coś robić? Chris nie widzi odcieni szarości, nie uznaje półśrodków na swojej drodze do poznania samego siebie, przez co we współczesnym świecie staje się postacią balansującą na granicy karykatury, ale dzięki swojemu ostatecznemu uporowi, postawieniu symbolicznego muru oddzielającego Stare życie od Nowego, jest idealnym nośnikiem pytań, jakie Penn pragnie zadać; jego niezłomna integralność postawiona dosłownie przed oczyma widza zmusza do opuszczenia ciepłego gniazdka bezpiecznej ideologii i wyzwolenia w sobie jakiejś reakcji, nawet jeśli reakcją tą jest kompletne odrzucenie. Nie wiem, jakim trzeba być człowiekiem, żeby zrozumieć lekcję płynącą z filmu Penna, nie wiem, czy trzeba być jakimś konkretnym człowiekiem, wiem natomiast, że dawno nie było filmu, który by wywarł na mnie tak ogromne emocjonalne wrażenie. Kino ma zmieniać perspektywę postrzegania świata - "Into the Wild" jest dla mnie przykładem właśnie takiego kina. Najlepszy film roku!
2. Across the Universe
Kontrkulturowa baśń oparta w równym stopniu na rzeczywistości, co postrzeganiu tejże rzeczywistości przez pryzmat młodzieńczych ideologii amerykańskich lat 60-tych, która przez wielu sprowadzana jest do pozycji błyszczącego szkiełka. Po prawdzie jest to najprostsza z możliwych historia o miłości i inicjacji w dorosłość, tyle że umieszczona za pomocą twórczości Beatlesów w psychodelicznie kolorowym, ideologicznie niejednoznacznym alternatywnym uniwersum filmowym, ale odmawianie jej głębi zakrawa o wygodną, konserwatywną ignorancję w stylu właśnie tej, od której uciekają główni bohaterowie. "Across the Universe" to porażająca stylem i rozmachem wizualno-choreograficznym staromodna opowieść o rozstajach młodości skonfrontowanej z brutalnością prawdziwego świata, nakręcona poprzez pryzmat słodko-gorzkich decyzji ludzi stojących w samym centrum tego chaosu. Plus na drugim planie przemiany społeczno-obyczajowe w Stanach Zjednoczonych, które stały się inicjatorem zmian na całym świecie. No i rzecz jasna to, o czym nie wolno zapomnieć - to hołd dla geniuszu twórczości Beatlesów. Zachwycające kino.
3. Lat den rätte komma in
Poruszające i dogłębne studium alienacji i utraty niewinności w procesie dojrzewania; klimatyczna przypowieść o przyjaźni, akceptacji i poszukiwaniu własnej tożsamości; przepiękna w swojej enigmatyczności analiza związków pomiędzy naturą a światem człowieka; pełen symboliki film o kruchości ludzkich uczuć i grozie przemijania. Można by tak długo wymieniać wszystkie aspekty, które porusza szwedzka produkcja, albowiem to jeden z tych obrazów, które nie poddają się jednostronnej interpretacji, nie pozwalają do końca zgłębić swojego sedna, zachęcając do dialogu oraz poświęcenia czasu na przemyślenie różnych dróg interpretacyjnych. To pełen niuansów i subtelnych emocji film, który w połączeniu z delikatnością obrazu niesie ze sobą intensywność emocji. Nietuzinkowe dzieło, które skłania zarówno do myślenia o tym, co się widziało, jak i do zmiany sposobu postrzegania estetyki filmowej, przerzucenia się na inny, jałowy wręcz bieg; doświadczenie, które w jakiś sposób uspokaja, koi. Przepięknie sfilmowany i przemyślany film, w którym mnogość interpretacji nie zawadza, a zniewala, ponieważ sugeruje, że nie wszystko musi być do końca określone. A dwójka młodych aktorów zachwyca naturalnością. I jeszcze jedno - krew dawno już nie wyglądała tak urzekająco pięknie na śniegu.
4. Encounters at the End of the World
Dokument Herzoga jest pięknym, lirycznym hołdem dla ludzkiego nonkonformizmu, ale nie tego stymulującego bunt przeciw ograniczającym zasadom, lecz oznaczającego życie w zgodzie z samym sobą, w miejscu, w którym tworzy się własne reguły. Na Biegunie Południowym Herzog spotyka fascynujący wachlarz przeróżnych ideologii i postaw; tam każdy jest życiowym podróżnikiem, profesjonalnym marzycielem pojmującym życie w zupełnie innych kategoriach niż się ogólnie przyjęło, każdy ma swoją niepowtarzalną historię, która go wyróżnia. Wraz z tymi ludźmi, znajdując się na krańcu świata, niemiecki twórca przybliża, a może nawet odkrywa na nowo kilka fundamentalnych pojęć, o których się często zapomina w zgiełku codziennej szarości. Herzog to romantyk, tak jak spotykani przez niego naukowcy, na Antarktydzie odnajduje odpowiednią atmosferę do zadawania pytań, które nurtują go od zawsze; zastanawia go ludzka natura, również natura sama w sobie - nieujarzmiona w swoim dzikim pięknie; snuje dygresje na temat kierunku, w którym dążą cywilizacje zachodu. Ale to, co najważniejsze, pozostawia bez komentarza, pozwalając kamerze oddać sedno przesłania. Niemal donkichotowskie wyzwanie płynące z ekranu - od reżysera-narratora, od jego rozmówców - miast prowokować, uspokaja, skłania do, refleksji; poprzez cudowne zdjęcia i zebraną dokumentację zachęca do odbycia własnych podróży, do własnych spotkań na krańcach świata. Jeden z tych wyjątkowych filmów, które pojawiają się raz na kilka lat i których nie można przeoczyć.
5. No Country for Old Men
Thriller perfekcyjny. Jest tu znakomicie napisana intryga przedstawiona z iście hitchcockowskim wyczuciem suspensu, są wspaniale skonstruowane postaci, z których każda jest nośnikiem pewnego przesłania, jest gęsty, lekko melancholijny klimat zbudowany za pomocą pięknych, trochę odrealnionych zdjęć i braku muzyki. Ale film braci Coen wychodzi daleko poza to wszystko, łącznie z przynależnością gatunkową. Nie jest jedynie mistrzowsko zrealizowanym rzemiosłem, dołożone zostaje to, co sprawia, że obraz zaczyna wymykać się jednoznacznym etykietkom starającym się umieścić go w odgórnie przygotowanej hierarchii. W przypadku adaptacji powieści Cormaca McCarthy'ego tym czymś jest zbiór refleksji, w znacznej części gorzkich, jakie Coenowie zaczerpnęli od amerykańskiego pisarza. Zbiór, który wymyka się konkretyzacji, zawsze pozostając lekko poza możliwością percepcji widza; każdy odnajdzie w filmie inny odcień refleksyjności, czy to będzie dywagacja nad naturą dobra i zła, dygresja skierowana w kierunku nieuchronności zmian czy nostalgiczny zachwyt nad klasycznością narracji i wykonania. Czy coś innego. Pojawia się dodatkowo u Coenów jakaś niewysłowiona tęsknota za dawnymi czasami, kiedy rzeczy można było nazywać po imieniu i nie trzeba się było dwa razy zastanawiać nad tym, co się robi. Poddaję się temu klimatowi za każdym razem, kiedy film oglądam i wracam z filmowego świata trochę zmieniony.
Wyróżnienia:
"Entre les Murs" - zaraz za pierwszą piątką;
"Once" - szczere, piękne kino płynące prosto z serca wykonawców;
"Klass" - za ładunek emocjonalny oraz zmuszenie do gorzkiej refleksji;
"Forgetting Sarah Marshall" - najlepsza komedia roku!


Maua
1. No Country for Old Men
Za psychodelicznie gęstą, duszną i mroczną atmosferę. A przede wszystkim za fenomenalne aktorstwo - owacje na stojąco dla Javiera Bardema
2. Before the Devil Knows You're Dead
Za to, że jeszcze długo, długo po seansie nie byłam w stanie przestać o nim myśleć. Trudny, niewygodny i toksycznie wciągający... A poza tym - cudowny Ethan Hawke
3. Gone Baby Gone
Za to, że odciągnął Bena od aktorstwa i pozwolił mu się ujawnić jako świetnemu reżyserowi, a jego bratu - jako doskonałemu aktorowi.
4. Once
Za to, że romantyczny, ale nie przesłodzony; bujający w obłokach, ale ledwie ponad ziemią. I za cudowną muzykę!
5. Mamma Mia!
Za żonglowanie ogromnymi pokładami kiczu w tak umiejętny sposób, że stworzyły przeuroczy film. I za sing along z ABBĄ :)


hOPS
1. There Will Be Blood
Zdecydowanie najlepszy film w polskich kinach AD 2008. Brawurowa i niezapomniana kreacja Daniela Day-Lewisa, znakomita reżyseria P.T. Andersona, świetny scenariusz, hipnotyzująca muzyka oraz fantastyczne zdjęcia - to wszystko sprawiło, że "Aż Poleje Się Krew" pozostał w mojej pamięci i kazał o sobie myśleć przez cały rok.
2. The Dark Knight
Kolejny film, który stoi jedną niezapomnianą kreację aktorską - tym razem Heatha Ledgera. Jego Joker, wyjęty jakby z innego, niekomiksowego filmu, wg wielu osób przyćmiewa Jokera Nicholsonowego. Wśród tych wielu osób znajduję się też ja. Nie będę jednak przepraszał, że kiedykolwiek podobał mi się "Batman" Tima Burtona. Bo tak naprawdę, to podobał mi się dopóki byłem dzieckiem, a kiedy dorosłem, spodobał mi się ten dorosły, Nolanowski.
3. Wall-E
Rozczulający, fascynujący, wzruszający, zabawny, mądry, piękny, wspaniały, monumentalny, wciągający, cudowny, ponadczasowy film. Czy muszę dodawać coś więcej? A, tak. To najlepszy animowany komputerowo film pełnometrażowy wszechczasów. I tylko Pixar mógł go nakręcić i tylko Pixar jest w stanie nakręcić coś jeszcze lepszego.
4. Atonement
Niby taka opowiastka o pożądaniu, miłości i komplikacjach z tychże dwóch wynikających, ale za to jak podana! Przepiękne zdjęcia, fantastyczny montaż, rewelacyjne udźwiękowienie i muzyka oraz najbardziej zapadająca w pamięć tegoroczna scena (Dunkierka) czynią z "Pokuty" dzieło, do którego niejednokrotnie będę powracać.
5. Tropic Thunder
Każdego roku produkowanych jest wiele komedii, ale za każdym razem tylko jedna jest warta szeląga (że tak głupawo napiszę). W zeszłym roku najśmieszniejsza była "Śmierć na Pogrzebie", natomiast w tym - wojenna komedia wg pomysłu i w reżyserii Bena Stillera. Komedia, która jest nie tyle filmem batalistycznym, ale szalenie celną i ciętą satyrą na amerykański szołbiznes, praktyki PR-owskie i bufoniaste kreacje aktorskie. Oscar dla Downeya Jr.! (i wyróżnienie za przekomiczne tłumaczenie dialogów w filmie.)
Wyróżnienia: [Rec], "Cloverfield", "No Country For Old Men", "Gone Baby Gone", "Get Smart", "Taken", "Eagle Eye", "Burn After Reading".


Artemis
1. Lat den rätte komma in
Chłopiec spotyka dziewczynkę, ale ona jest wampirem i być może wcale nie jest "nią", tak naprawdę - "Pozwól mi wejść" to taka historia miłosna o dwunastolatkach, w której to, co urocze, miesza się z makabrą, to, co powinno rozczulać, budzi grozę. Wpisałam role Liny Leandersson i Kare Hadebranta do panteonu moich ulubionych dziecięcych kreacji. Może nie w tych temperaturach, niemniej - historia Oskara równie dobrze mogłaby przytrafić się mi.
2. Klass
"Nasza klasa" precyzyjnie pokazuje chorą uczniowską solidarność i nakręcającą się spiralę okrucieństwa. Wyjścia nie ma, kat, ofiara, obserwator, plakietki zostały rozdane przy wejściu, nalepek nijak nie da się odkleić. Nie jestem w stanie oceniać tego filmu bardziej obiektywnie, a jedynie przez siłę skojarzeń, które on budzi. Pal licho realizację: wbrew pozorom "Nasza klasa" mówi prawdę. I już.
3. Paranoid Park
No "Słoń" to nie jest, ale ostatnio van Sant w opowiadaniu o nastolatkach nie ma sobie równych, więc jest dobrze. Gra Nino Rota, życie szesnastolatka jest jak bad trip, nudą też można się naćpać. Gabe Nevins (odkrycie roku) maślane ma spojrzenie; Alexa nie obchodzi nic, wszystko jest tak jałowe, tak pozbawione celu (tak "bez sensu"), że równie dobrze mogłoby być halucynacją lub snem. Bardzo dobry, bardzo prawdziwy film.
4. No Country for Old Men
Precyzja Coenów powoduje mrowienie w szczęce. Ukrywanie walizki, przygotowywanie broni, ruch Mossa, ruch Chigurha. Bardzo szybko dopadło mnie uczucie bezsilności: bo chyba nie chodzi o to, że kiedyś było lepiej, że paliwo tańsze, że ludzie bardziej przyzwoici i w ogóle, tylko o próbę usprawiedliwienia ironii losu, znaczenia przypadku, który decyduje o wszystkim. Bardzo gorzki film.
5. Burn After Reading
Aj! Fantastyczna komedia pomyłek - liga idiotów w pogoni za zemstą, pieniędzmi, seksem i (powiedzmy sobie szczerze, nieosiągalną) urodą. U Coenów ludzkość jest groteskowo głupia i groteskowo próżna i nawet J.K. Simmons w roli dyrektora CIA nadziwić się temu nie może.


Bocian
1. Klass
Filmów o tematyce przemocy w środowisku szkolnym nie brakuje, wystarczy wspomnieć choćby "Słonia" Van Santa czy "Zło" Hafstroma. Mimo tego "Klasa" robi wrażenie filmu ważnego i potrzebnego, bo podchodzi do tematu nieco inaczej, pokazując precyzyjnie i jednoznacznie powstawanie mechanizmu, wedle działania którego ofiara doprowadzona do ostateczności staje się katem. W "Klasie" nie ma wygranych, wszyscy bohaterowie stają się ofiarami ludzkiego konformizmu, słabości, obojętności czy wręcz ślepoty na krzywdę drugiego człowieka. Pozostaje zazdrosne nieco pytanie - dlaczego taki film nie powstał w Polsce?
2. The Kite Runner
Najkrócej rzecz ujmując film o winie i odkupieniu. Interesujący, bo wygląda bardzo prawdziwie, a przy tym pozwala uwierzyć, że nigdy nie jest za późno by naprawić to, co wydawałoby się, zostało przez nas bezpowrotnie zniszczone w przeszłości. Niebezpieczeństwo takiego scenariusza tkwiło w bardzo blisko leżącej naiwności, jest to jednak przykład tego, że historie z pozoru banalne i naiwne w rękach utalentowanego twórcy mogą zabrzmieć przejmująco i poważnie. Rzadki przykład adaptacji dorównującej, jeśli nie przerastającej pierwowzór literacki.
3. Lat den rätte komma in
Dawno na ekranach kin nie gościł dobry film o tematyce wampirycznej. Jest to jeden z tych tematów, które częściej prowokują powstawanie szmir niż arcydzieł, tym bardziej zaskakujące jest, że solidne dzieło o wampirach dotarło do nas z tak nieoczekiwanego miejsca jak Szwecja! "Pozwól mi wejść" można określić słowami: rozsądny, gustowny, oryginalny, jednak najlepiej opisuje ten film przymiotnik "zaskakujący". A to jedna z najważniejszych cech dobrego filmu.
4. Juno
Historia ciężarnej nastolatki, która wykazuje więcej dojrzałości niż większość otoczenia. Film lekki, przyjemny ale niegłupi i przede wszystkim uczciwy. Dodatkowe plusy to doskonale dobrany soundtrack i kolejna świetna rola Ellen Page.
5. [Rec]
Sama fabuła tego filmu nie ma w sobie zupełnie nic oryginalnego. Jednak narracja prowadzona przy użyciu wyłącznie jednej kamery, będącej rekwizytem obecnym w filmie sprawiła, że jest to pierwszy horror odbardzo długiego czasu, na którym się bałem. Pomysł wykorzystany już wcześniej, choćby w Blair Witch Project czy również zeszłorocznym "Project: Monster", ale efekt ten wykorzystano jednak najlepiej w "Rec".


Desjudi
2008 rok zapamiętam jako ten najsłabszy filmowo w XXI wieku, choć miał dwa arcygenialne przebłyski, w cieniu których znajdują się pozostałe premiery.

1. There Will Be Blood
Porażające, monumentalne, perfekcyjnie skrojone, pierwszorzędnie wykonane. Kino absolutne. Moja definicja kina. "Aż poleje się krew" obejrzę zapewne niewiele razy, co wcale nie umniejsza jego znaczenia, a nawet więcej - świadczy o olbrzymiej emocjonalnej sile rażenia. Film jest chłodny, chwilami beznamiętny, suchy jak pustynia i tylko wybucha od czasu do czasu takimi emocjami, tak niesamowicie wywiera napięcie, tak szaleńczo ukazuje bohaterów i tak genialnie to wszystko prezentuje i puentuje, że tylko usiąść, uklęknąć i podziękować opatrzności, że ktoś taki, jak Anderson, robi filmy i robi je w taki, a nie inny, sposób. Plainview to taki typ bohatera, o którym reżyser nie opowiada, tylko go pokazuje takim, jaki on jest. I nawet w momencie, w którym bohater o sobie samym mówi, że widzi wyłącznie zło w ludziach - i widzi je coraz częściej - nie ma za grosz banału i chwytliwych fraz, którymi można posłużyć się przy analizie nafciarza. Bo że zły, próżny, bezwzględny i niewdzięczny - to jasne. Ale jednocześnie zły, próżny, bezwzględny i niewdzięczny tak po ludzku, a nie z komiksu. To czasy, w których przystało mu żyć, determinują istnienie pewnych destrukcyjnych zachowań, bez których niemożliwym jest osiągnięcie sukcesu. Pracuj i kłam; chroń, co pożyteczne i zabijaj, co przeszkadza. Przystoi tak człowiekowi, czy nie przystoi? Nie mnie oceniać krew na dłoniach Plainview i upadek moralności w czasach niemoralnych. Albo zwycięzcy, albo przegrani - jedni zdobędą szacunek samych siebie, drudzy wylądują w grobie zepchnięci przez tych pierwszych. Grzech to, czy jedyna droga? Plainview wie, że to drugie, a wy? KAŻDA scena z udziałem Day-Lewisa, każda sekunda jego gry świadczy o dwóch rzeczach - to najwybitniejszy żyjący aktor, a "There Will Be Blood" to najprawdziwsze arcydzieło światowego kina i bez najmniejszych wątpliwości umieszczam je w osobistym top5 (tuż obok innego filmu Andersona).
2. No Country for Old Men
Sytuacja wyjątkowa. Drugie arcydzieło. Arcydzieło-ARCYDZIEŁO. Być może to za duże słowo, być może nadużywane, spleśniałe i nic już nie znaczące, lecz w konfrontacji z filmem Coenów nabiera świeżych rumieńców. To jest wielki film w każdym względzie - mądra historia pierwszorzędnie wykonana. Alegoryczna i filozoficzna - o przemijaniu wczorajszych, przewidywalnych standardów i narodzinach nowych, niewygodnych, które nie zależą nawet od rzutu monetą. Także rasowy thriller i pierwszorzędna sensacja. Takie dzieła - takiej jakości - jak NCFOM pojawiają się znienacka raz na kilka lat, z miejsca uznawane są za kultowe, a wyjątkowość właśnie tego konkretnego filmu polega na tym, że nie ma w podobnego typu zachwycie grama przesady. Próbuje odnaleźć w pamięci podobnie oddziaływujące filmy XXI wieku i znajduje raptem dwa tytuły (pomijając LOTRa, inna bajka) - "Million Dollar Baby" i "Cidade de Deus". Siła rażenia miażdżąca i to przy użyciu środków idealnie współgrających z niebanalną treścią.
3. Into The Wild
Znakomite kino, wymagające od widza większego niż zwykle skupienia. Kompletnie się nie zgodzę z zarzutem o pretensjonalność - w ten sposób osądzić można każdego twórcę, którego ambicje sięgają dalej niż zapewnienie miłej wieczornej rozrywki. Naiwność - podobnie. Aby szukać sensu życia, aby tworzyć ideę wolności, trzeba być naiwnym. A to film (sorry) o Wielkich Słowach i Wielkich Ideach tworzonych przez amerykańskiego młodziana, który święcie wierzył w zasadność swego działania określanego przez niektórych jako nadęte, gromkopierdne, irracjonalne. Wyśmiać zawsze można, ale cholera, Chris McCandless istniał naprawdę, szedł bardzo konkretną drogą, był w bardzo konkretnych miejscach, napisał bardzo konkretne rzeczy - i to Sean Penn pokazuje. Bez natrętnej idealizacji i mitologizacji. Bo Chris, tak naprawdę, przegrywa. Godzi się ze śmiercią, choć wcale jej nie chciał.
4. The Dark Knight
"Mroczny rycerz" to taki "Ojciec Chrzestny" współczesnego kina - Coppola skupił się na ludzkiej twarzy gangstera (nie zapominając przy tym czym jest prawdziwe kino gangsterskie), a Nolan wejrzał w głąb komiksowych super- i antybohaterów (nie zapominając ani na moment o kim i dla kogo robi film). Film niezwykle ambitny nie tylko pod względem prezentowania fajerwerków, ale i ciekawego nakreślenia postaci, ich relacji z otoczeniem, z samymi sobą. Świetnie skrojony scenariusz nie wywołuje nieprzyjemnego dysonansu między tym, co komiksowe, a tym, co realistyczne (a co dokuczało odrobinę w "Batman Begins"). Arcydzieło? Raczej nie dla mnie, bo innego typu kino mogę uznać za arcy (wyjątkowo w tym roku były już dwa), ale to zdecydowanie najlepsza - bo najambitniejsza - ekranizacja komiksu, jaką widziałem.
5. Juno
"Juno" jest fajne. Dobre w każdym aspekcie - niegłupia fabuła, ciekawie pokazana, zagrana, udźwiękowiona. Bohaterowie całkowicie mnie do siebie przekonują: są zwyczajni i w tej zwyczajności-niezwykli. Jak Juno - odważna, bezkompromisowa, świadoma siebie dziewczyna, która zaszła w ciążę, a skoro zaszła, to trzeba jakoś starać się poradzić w tej sytuacji jak na nastolatkę przystało. Juno wie, że jest niedojrzała i w związku z tym każdy błąd, jaki popełnia, stara się naprawić, a nie pisać do "Bravo Girl". Fajna z niej dziewczyna, a z "Juno" dobry, bezpretensjonalny film.


Dirk
1. Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull
Po dziewiętnastu latach na ekrany kin weszła najnowsza przygoda Henry'ego Jonesa Juniora. Wielu rozczarowała, ale znalazła też całkiem spore grono zwolenników. Osobiście bardzo wyczekiwałem czwartej części i już w dniu prapremiery znalazłem się w kinie. Po seansie wyszedłem nieco oszołomiony i nie wiedziałem co myśleć o "Królestwie kryształowej czaszki". Nie wierzyłem, że mogły spełnić się najczarniejsze scenariusze - kosmici i skrajnie przesadzone sceny, które, nawet biorąc poprawkę na gatunek, wywołują gromkie "NIEEEEEEEE". Również klimat całości niezbyt przystaje do poprzedników - zamiast kina przygodowego na wzór filmów z lat 30, mamy ukłon w stronę obrazów sci-fi z lat 50. Jednak, to wciąż ten sam Indiana Jones. Owszem, przybyło mu nieco zmarszczek, a włosy pokryły się siwizną. Będący w doskonałej kondycji fizycznej Harrison Ford (66 lat w momencie kręcenia) wciąż odtwarza postać archeologa z wdziękiem i od razu zdobywa sympatię widzów. Poza tym, jak już oswoić się z kilkoma dziwnymi pomysłami i nie przejmować opiniami wszechobecnych malkontentów, otrzymuje się doskonałe kino przygodowe z elementami fantastycznymi zyskujące po każdym seansie. Spielberg świetnie utrzymał tempo, aktorzy swoje role zagrali bardzo dobrze, historia też mi się podoba, a całość John Williams doprawił muzyką w charakterystycznym stylu. Wszyscy mogą sobie mówić, że to "Mroczny rycerz" jest najlepszym filmem z 2008; dla mnie to rok powrotu Indiany Jonesa na duży ekran. Powrót kontrowersyjny, ale jednak udany.
2. Charlie Wilson's War
Nie przepadam za filmami ukazującymi mechanizmy działania polityki, ale obraz Nicholsa bardzo mi się spodobał. Reżyser przenosi nas do Ameryki lat osiemdziesiątych i zapoznaje z bardzo ekscentrycznym kongresmanem. Tom Hanks zagrał główną rolę z charakterystyczną dla siebie klasą i dorównuje mu jedynie Philip Seymour Hoffman. Choć "Wojna Charliego Wilsona" nie jest komedią, to jednak podczas seansu aż kipi od dowcipnych i celnych ripost. Dodatkowo, obraz porusza istotny temat zobojętnienia na krzywdę - główny bohater jest właściwie osamotniony w walce o pomoc dla mieszkańców państwa po drugiej stronie globu. Nie poddaje się jednak i odnosi zwycięstwo. Przy tym wszystkim, brak nachalnego patosu i mających wywołać wzruszenie patriotycznych przemówień. Reżyser nie ocenia w żadnym momencie ani poczynań Wilsona i jego grupy, ani reszty polityków, pozostawiając tę kwestię widzowi. Nichols mówi o rzeczach ważnych w lekki sposób nie trywializując przy tym problemów. Wielkie kino.
3. John Rambo
Oprócz Indiany Jonesa powrócił jeszcze jeden bohater z lat osiemdziesiątych - John Rambo. Sylvester Stallone, zachęcony sukcesem szóstej części "Rocky'ego", postanowił zrealizować nową przygodę byłego komandosa, weterana z Wietnamu. W efekcie otrzymaliśmy film żywcem wyciągnięty sprzed 20 lat - zupełnie jakby przeleżał na półce cały ten czas, a teraz ktoś zdecydował się na dystrybucję kinową. Stallone nie zgodził się ponadto na ugrzecznienie "Johna Rambo" i zaprezentował widzowi bezkompromisową jatkę, mimowolnie zwracając uwagę na okrucieństwo wojny. Można narzekać na słabe dialogi (choć według mnie kwestie wypowiadane przez bohaterów nie odstają od tego, co zaprezentowały druga i trzecia część cyklu), krótki czas trwania, kiepsko zarysowany czarny charakter, ale po co, skoro można rozkoszować się kinem, które umarło wraz z końcem lat osiemdziesiątych. Dziś nikt już tak nie kręci filmów i brawa dla Stallone'a za odważny krok.
4. The Dark Knight
Nie czekałem jakoś specjalnie na "Mrocznego rycerza", nie uważam go za najwybitniejsze dzieło ostatniej dekady, ani nawet za najlepszy film roku. Niemniej jednak, jest to bardzo solidny obraz, gwarantujący ponad dwie godziny rozrywki. O postaci Jokera powiedziano już wystarczająco dużo, więc nie mam zamiaru się powtarzać. I nawet jeśli kilka rzeczy mnie w "Mrocznym rycerzu" raziło, to seans wspominam bardzo przyjemnie. A poza tym lubię zarówno Bale'a jak i Nolana, więc już choćby tylko dla nich warto film obejrzeć.
5. Tropic Thunder
Brakuje obecnie takich bezkompromisowych komedii. Na szczęście Ben Stiller odważył się nakręcić film, który bawi na kilku płaszczyznach. Przerysowane postaci (rewelacyjni Robert Downey Jr i autoironiczy Tom Cruise), soczysty język, ciekawy pomysł i solidne wykonanie pozwalają z czystym sumieniem umieścić "Jaja w tropikach" (co za beznadziejne tłumaczenie) wśród najlepszych obrazów minionego roku. I nawet fakt, iż nie skorzystano z potencjału niektórych osób (Jack Black) nie psuje wrażenia całości.


Piwon
1. No Country for Old Men
Bo jest to najlepszy film ubiegłego roku, i w pełni zasłużone Oscary dla braci Coen.
2. There Will Be Blood
Bo to kawał dobrego kina z wybitną reżyserią i aktorstwem. To dramat jaki lubię i jaki cenię.
3. The Dark Knight
Bo to kolejna, solidna i nowatorska, odsłona przygód Batmana - jednego z moich ulubionych komiksowych bohaterów. Tutaj dodatkowo mamy jeszcze genialnie zagranego Jokera, na którym to zbudowany został cały szkielet filmu.
4. El Orfanato
Bo to pierwszy horror, który straszy i wzrusza jednocześnie.
5. Vexille
Bo potrafił nasycić moje coroczne, futurystyczne zapotrzebowanie.
Wyróżnienie: "Gone Baby Gone" - bo to dowód na to, ze Ben Affleck wybrał złą drogę dla swej kariery i powinien na stałe stanąć po drugiej stronie kamery.


Fidel
1. Paranoid Park
Jak to u van Santa, senny i spokojny klimat tuszujący dramatyczne wydarzenia. Ciekawe zabiegi z kręceniem na starszej taśmie, doskonała oprawa wizualna i nadzwyczaj poważne podejście do tematu młodzieży. Podejście wyprane z prób moralizatorstwa, raczej analityczne, próbujące zrozumieć - dlaczego?
2. Across the Universe
Przede wszystkim za plastykę, która po prostu wgniata w fotel (scena, w której z przebitych truskawek spływa krew - po prostu bajeczna). Ponadto bardzo pomysłowo rozpisany scenariusz i bardzo przyzwoite aktorstwo. No i nie śpiewa tu Pierce Brosnan.
3. Wall-E
Bo dawno nie widziałem tak trafnej krytyki współczesnego społeczeństwa. Bo nie mieści mi się w głowie to, jak bardzo trzeba być uzdolnionym, by stworzyć postacie naładowane takim bagażem emocjonalnym (zważywszy na to, że postacie używają jedynie dwóch słów i nie posiadają mięśni mimicznych).
4. Into the Wild
Świetne zdjęcia i nuta romantyzmu w dawnym stylu. Czasem sam chciałbym powtórzyć wyczyn głównego bohatera.
5. There Will Be Blood
Przede wszystkim za niesamowitą rolę Daniela Day-Lewisa. Świetna historia o ludzkiej bezwzględności i to zarówno ludzi świeckich, jak i duchownych.


Wojzu
1. [Rec]
To drugi w moim życiu horror, który mnie przeraził, wbił w fotel (kanapę) i sprawił, że przez cały seans nie byłem w stanie oderwać oczu od ekranu. Końcówkę zresztą oglądałem już na stojąco i na długo po niej przed oczami miałem kilka scen z filmu, które szczególnie zapadły mi w pamięć. [Rec] to film, nakręcony wciąż nowatorską techniką paradokumentalną, znaną chociażby z kultowego już Blair Witch Project, wyznaczający nową drogę w swoim gatunku.
2. The Dark Knight
Blockbuster roku, mający ambicje na coś więcej. Momentami genialny - postać Jokera, w którego znakomicie wcielił się Heath Ledger, scena pościgu konwoju. Przez resztę filmu bardzo dobry. Jedna, fatalna na przestrzeni całego filmu scena z barkami, ukazuje prawdziwą naturę Mrocznego Rycerza - to tylko blockbuster, nic więcej. Blockbuster, który jest jednak w stanie zagwarantować wspaniałą rozrywkę, okraszoną świetnym aktorstwem i muzyką. Nie zawiodłem się.
3. Alpha Dog
Największe zaskoczenie roku. Smutna, oparta na faktach historia, ukazująca zepsucie amerykańskiej młodzieży, ich styl życia, sposób myślenia, brak planów na przyszłość. Koniec filmu wieńczy tragedia, do której kiedyś musiało dość. Plejada gwiazd młodego pokolenia i stare wygi, w postaci Willisa i Sharon Stone, stworzyły dramat, obok którego nie można przejść obojętnie.
4. Quantum of Solace
Kolejny blockbuster w moim zestawieniu, oferujący to co kocham w tego typu produkcjach - efektowne pościgi, piękne kobiety, widowiskowe strzelaniny. Wyeksploatowany do granic możliwości motyw zemsty sprawdza się tu bardzo dobrze, Bond po raz drugi jest facetem z krwi i kości, a całość ogląda się jednym tchem, podobnie jak pozostałe filmy z tej listy. Pomimo wielu zalet, oczko niżej od poprzednika, "Casino Royale".
5. Taken
Kolejny blockbuster, który tym razem urzekł mnie swoim szybkim tempem akcji, pełnokrwistym nakreśleniem bohaterów oraz kilkoma, zapadającymi w pamięć one-linerami. PG-13 dawno nie było tak brutalne. To oczywiście wielki plus.


Hitch
1. No Country for Old Men
Coenowie pokazali na czym kiedyś polegało kino. Zaufanie do inteligencji widza, żadnych półśrodków, wygodnych "skrótów" i uproszczeń. Niesamowicie angażujący obraz, który zostaje w głowie na długo po seansie. Ultrarealistyczna i pozbawiona zbędnego ugrzeczniania historia. Czy można chcieć więcej? Pewnie, drugiego takiego dzieła!
2. American Gangster
Klasyka, klasyka, klasyka! Scott stworzył wspaniały hołd dla kina gangsterskiego. Zapożyczenia? Powielane schematy? Jasne, ale w jakim stylu! Do tego prześwietni Washington i Crowe, którzy swymi kreacjami mało nie przebiją się przez ekran.
3. [Rec]
Sprawny i doskonale zrealizowany horror. Rozwiązania fabularne widziane milion razy, ale w nowej oszałamiającej oprawie. Trzyma w napięciu od pierwszego momentu grozy do samego końca. Po tym filmie każdy chyba sobie powiedział "NIGDY, k***a, nie zostanę strażakiem" :)
4. Tropic Thunder
Nie jest to prześmieszna komedia, ale stężenie czystej KLAWOŚCI w tym filmie przechodzi ludzkie pojęcie. Masa scen perełek, świetne postacie i niesamowicie absurdalna, choć spójna historia. I'm a lead farmer, motherfucker!
5. The Mist
Celny komentarz społeczny Franka Darabonta. Choć stylistyka monster movie survival horror może z początku zniechęcić, tak jak było w moim przypadku, to jednak szybko okazuje się, iż "Mgła" to film niesamowicie dojrzały. Nawet gdy wokoło czają się potwory (swoją drogą nieźle zaprojektowane), religijna indoktrynacja, walka o władzę i knucie intryg wezmą górę nad chęcią przetrwania...


Ciuniek
1. No Country for Old Men
Powieść Cormacka McCarthy'ego to jedna z tych książek, które czyta się w jeden wieczór nie mogąc oderwać oczu od tekstu. Ponadto jest ona już niemal gotowym scenariuszem i tylko prosiła się o ekranizację. Bracia Coen wzięli ten materiał i zrobili rzecz niesamowitą - pisząc scenariusz udało im się bezbłędnie wyselekcjonować elementy zbędne (które w pierwowzorze wcale na takie nie wyglądały) i wyrzucić je z fabuły. Dzięki temu film ani przez chwilę się nie dłuży, a Anton Chigurh przestał być facetem działającym wyłącznie dla własnego interesu, stając się czymś na kształt siły przetaczającej się przez Teksas. Takie kreacje pamięta się długo. Takie filmy pamięta się długo.
2. The Dark Knight
Odnoszę wrażenie, ze o tym filmie nie da powiedzieć się już nic więcej, ponadto co już zostało powiedziane, ani co sam napisałem swego czasu w recenzji. Krótko: cieszy mnie niezmiernie, że ktoś wreszcie podszedł do kręcenia filmu o superbohaterze inaczej, niż do robienia lekkiego filmu na niedzielne popołudnie. Świetne aktorstwo, jedna niezapomniana rola i scenariusz, który nie obył się bez wad (i nie chodzi mi o scenę z promami), ale stara się przełamywać stereotypy związane z letnimi blockbusterami. Mam szczerą nadzieję, że "Mroczny Rycerz" zostanie zapamiętany nie tylko dlatego, że zarobił na świecie miliard dolarów...
3. There Will Be Blood
Nie jestem typem widza, który po powrocie z kina siada w fotelu i rozmyśla nad sensem istnienia, a ten film nie był pod tym względem wyjątkiem. Jestem za to typem widza, na którego silnie działa wyśmienita gra aktorska i właśnie to stawia "Aż poleje się krew" w moim top 5. Nie jestem w stanie wyrazić słowami, jak bardzo zachwyciła mnie rola Daniela Day-Lewisa, który najzwyczajniej w świecie "stał się" odgrywaną postacią, bez godzin charakteryzacji i innych tego typu sztuczek. Nawet gdyby ten film składał się wyłącznie ze sceny chrztu i sceny końcowej, to nadal byłbym w stanie zapłacić za bilet do kina i wyjść z seansu zadowolony.
4. Iron Man
Letni blockbuster o facecie w fikuśnym kostiumie nakręcony jeszcze w "starym stylu" (ponieważ zanosi się na to, że po "Mrocznym Rycerzu" filmy o suberbohaterach zmienią trochę stylistykę), z zachowaniem wszystkich zasad i (niemal) wszystkich schematów "podgatunku": historia wprowadzająca, mentor, śmierć mentora, przemiana, projektowanie kostiumu, walka ze Złem, zdrada, walka z Bossem, koniec. Jednak dorzućmy do tych wszystkich "klisz" Roberda D., który tworzy postać wiarygodną (można wziąć w cudzysłów), ciekawą i po prostu fajną. Sprawia to, że zyskujemy zupełnie nową jakość kina rozrywkowego. Albo po prostu (jak powiedział jeden z moich kumpli): film, który zaczyna się od "Back in Black" AC\DC, a kończy "Iron Manem" Black Sabbath po prostu nie może być zły.
5. Mamma Mia!
Kicz, tandeta i (miejscami) żenada, ale musicali nigdy nie byłem w stanie oceniać przy pomocy zdrowego rozsądku. Dodajmy to tego piosenki ABBY i dostajemy rewelacyjny "poprawiacz humoru", któremu nawet śpiewający Brosnan nie straszny. A Colin Firth wykonujący "Our Last Summer" jest lepszy niż pierwowzór (a co!).
Wyróżnienia: "In Bruges", "Vexille", "Persepolis"


Pati
1. Sweeney Todd: The Demon Barber of Fleet Street
Kocham Deppa! ;) A tak poważnie... Kocham Deppa!
2. Klass
Świetny film, który zrobił na mnie duże wrażenie. Obejrzałam jednym tchem, a potem myślałam o nim jeszcze wiele tygodni... A to coś chyba znaczy.
3. Elegy
Tak się składa, że Penelope to moja ukochana aktorka ;) . Świetne role Cruz i Bena Kingsleya. Bardzo się wzruszyłam i dzięki im za to.
4. Before the Devil Knows You're Dead'
Film, w którym wszystko od początku do końca idzie nie tak... Chwilami trudno było uwierzyć, że takie "czarne serie" się zdarzają. Philip Seymour Hoffman zrobił swoje... Postać Hanka również godna uwagi.
5. Le Scaphandre et le papillon
Wzruszająca historia, tym bardziej, że prawdziwa... Pokazała jak wiele może zdziałać wola walki, mimo że ciało odmówiło posłuszeństwa.
Wyróżnienia: "In Bruges", "Voditel dlya Very", "Control"


Azgaroth
1. No Country for Old Men
Mroczny thriller braci Coen wciąga od pierwszej do ostatniej minuty filmu. Świetnie skonstruowana fabuła i genialnie dobrana obsada składają się na film wyjątkowy i ponadczasowy. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że film jest najlepszym filmem w tym roku, a także jednym z lepszych w ciągu ostatnich kilku lat.
2. Lat den rätte komma in
Szwedzki horror o przyjaźni chłopca z wampirem to największe pozytywne zaskoczenie roku. Pozwól mi wejść to niezwykła historia przyjaźni dwóch outsiderów pokazana w oszczędny sposób, bez widowiskowości cechującej współczesne filmy o wampirach z USA. Pozwól mi wejść jest obrazem wyjątkowym łączącym w sobie mroczny horror i opowieści o przyjaźni i dojrzewaniu.
3. The Mist
Darabont znów ekranizuje Kinga i znów wychodzi mu to genialnie. Nietypowy horror w którym zamiast na straszenie i litry krwi postawiono na ludzi i ich zachowanie w ekstremalnej sytuacji. Wciągający obraz ze świetną fabułą i obsadą.
4. Juno
Cepły, optymistyczny obraz z niesamowitą Ellen Page w roli tytułowej Juno.
5. In the Valley of Elah
Inteligentny film poruszający problem wojny w Iraku z perspektywy zwykłych obywateli, a nie z perspektywy Białego Domu czy kamer stacji telewizyjnych. Oprócz ważnego tematu jaki porusza film jest to również wciągający kryminał ze świetną obsadą. W Dolinie Elah to kolejny niezwykle udany film Paula Haggisa, oby kolejne jego filmy stały na podobnym poziomie.


Adamqpa
1. The Dark Knight
Wiele można by pisać o Mrocznym Rycerzu (i wiele zostało napisane). Nie wystarczy powiedzieć, że jest to po prostu najlepsza adaptacja komiksu w historii. To za mało. Film Nolana jest czymś znacznie więcej. Sukcesem na wielu rożnych płaszczyznach. Saga kryminalna, komiks, szczypta kina noir i pasjonująca oraz mroczna opowieść o konflikcie trzech wyjątkowych postaci na tle "gorączki" w niespokojnym mieście. To właśnie splatające się drogi tych trzech osobowości Nolan używa do opowiedzenia czegoś większego, odważniejszego i wykraczającego poza ramy konwencji. Poprzez ludzi noszących maski chce powiedzieć coś o naturze człowieka. Wszystko to przyprawione garścią scen zasługujących na miano "instant classic" i najlepszymi sekwencjami akcji w tym roku. O Jokerze Ledgera nie będę pisał bo zostało to już zrobione setki razy, lecz również dlatego ponieważ jest to dużo więcej niż film jednej roli. Geniusz postaci Jokera można w równej mierze przypisać zarówno grze aktorskiej Ledgera jak i ogólnej koncepcji przyjętej dla tej postaci przez Nolana. Długo mógłbym się rozpisywać na temat tego filmu, na razie jednak pozostanę przy tym, że jest to dla mnie bez wątpienia najlepszy obraz roku.
2. No Country for Old Men
Z pozoru prosty thriller, który okazuje się być perfekcyjnie zrealizowanym dramatem egzystencjalnym, czarną komedią i dreszczowcem. Idealna mieszanka suspensu, humoru, rewelacyjnej gry aktorskiej i napięcia podbudowywanego przez ciszę. Droga przez jałową ziemię. Jak "Fargo" tyle, że bez miejsca na nadzieję. Mistrzowsko opowiedziana historia dobrego, złego i straconego. Najlepszy film Coenów.
3. Entre les Murs
Jasny, żywy i energetyczny a przede wszystkim autentyczny. Szczery i rzetelny film o edukacji w dobie globalizacji i wielokulturowości zrywający z wieloma powstałymi w tym temacie stereotypami (również tymi propagowanymi przez kino).
4. Bikur Ha-Tizmoret
Zmyślne połączenie eksploracji międzykulturowych i życiowej komedii. Choć jest tu trochę patosu, a niektóre z motywów są nieco przewidywalne, to jednak "Orkiestra" jest autentycznie zabawna, ciepła i urokliwa (jakkolwiek ckliwie by to nie brzmiało). Obraz humanizmu głównych bohaterów starających wyrazić siebie poprzez muzykę wśród językowo-kulturowego chaosu. Kolirin udowadnia też, że ma zmysł komika, zawsze w sprytny sposób stawiając kamerę i edytując ujęcia dla maksymalnego efektu komediowego. Świetny debiut reżyserski.
5. In Bruges
Efektowne połączenie czarnej komedii i kryminału. Zabawny choć tragiczny. Nieprzewidywalny choć czerpiący z znanych klisz. W Brugii znajdziemy czarny humor, mnóstwo zwrotów akcji, rasistowskie karły i cięte, profanujące dialogi. Siłą McDonagha jest umiejętność uczłowieczania nieludzkich sytuacji. Świetny scenariusz, rewelacyjne trio aktorskie i hipnotyzujące plenery Brugii. Drugi w tym roku rewelacyjny debiut.


Krove
1. No County for Old Men
Ten film to ewenement. Coenowie mają na swoim koncie wiele wybitnych obrazów, jednak dopiero teraz osiągnęli perfekcję. Nie tylko najlepszy obraz roku, ale jeden z najlepszych obrazów, jakie dane mi było oglądać w ogóle. Pełna, kompletna i konsekwentnie zrealizowana wizja. Maestria reżyserii, maestria scenariusza, maestria w tworzeniu klimatu i przede wszystkim maestria aktorstwa. To, że Javier Bardem jest masakrycznie dobry wiedzą wszyscy, ale przecież jest tutaj też genialny Tommy Lee Jones, świetny Woody Harrelson i wyśmienity Josh Brolin. Superlatywy można mnożyć i mnożyć. Poza tym idealne połączenie mrocznego thrillera z mocnym dramatem, a wszystko doprawione szczyptą czarnego humoru. Mój absolutny numer jeden.
2. Lat den rätte komma in
Wielka niespodzianka ze Szwecji. Dumą i radością napawa mnie fakt, że w Europie można robić TAKIE filmy. Z drugiej strony smutno, że na naszym podwórku w najbliższym czasie na takie dzieła nie ma co liczyć. Podmuch świeżości, jaką ten film wnosi do europejskiej kinematografii jest doprawdy wyjątkowy. Jeśli chodzi o sam film to niezwykle przejmująca opowieść o samotności, dojrzewaniu i młodości, ukryta pod płaszczykiem rewelacyjnego klimatu filmu grozy i opowieści o wampirach. Porywające aktorstwo młodych wykonawców, świetne zdjęcia i gęsty klimat, tworzą najciekawszy, europejski obraz tego roku.
3. The Dark Knight
Nolan pogrążył się w swojej wizji przygód człowieka nietoperza i odniósł wielkie zwycięstwo. Jego kontynuacja przygód Batmana to jeszcze wyraźniejsze pójście w kierunku opowieści mrocznej, bardziej realistycznej i kompletnie odbiegającej od dawnej koncepcji Burtona. W rezultacie otrzymaliśmy solidną dawkę kina akcji najwyższej próby z rolą roku w wykonaniu Heatha Ledgera jako wisienką na torcie.
4. 2 Days in Paris
Komedia roku. Rewelacyjny scenariusz, którego nie powstydziłby się sam Woody Allen, świetne dialogi i elektryzujący duet, czyli Julie Delpy i Adam Goldberg. Poza tym zderzenie mentalności amerykańskiej z europejską, wnikliwe spojrzenie na stosunki damsko-męskie oraz kilka naprawdę interesujących obserwacji. W rezultacie mamy wypełnioną ciętym dowcipem historię, która wprowadza trochę świeżości w świat komedii. Poza tym wielkie brawa dla Julie Delpy, która brała udział niemal w każdym aspekcie powstawania tego obrazu.
5. Wall-E
Od dłuższego czasu każda animacja spłodzona w studiu Pixar to wydarzenie. W tym roku jednak dostaliśmy dzieło naprawdę wyjątkowe. Wall-E to arcydzieło animacji i w ogóle produkcji stworzonych dla młodszego widza (choć oczywiście nie tylko). To animacja, która ani przez chwilę nie trąci banałem, naiwnością i nadmierną cukierkowatością. To jedyna animacja, której w minimalnym stopniu udało się osiągnąć poziom ponadczasowego Króla Lwa. To cudowna historia opowiedziana przede wszystkim obrazem, a nie zbędnymi, jakże bardzo wyświechtanymi w produkcjach tego typu, zabawnymi dialogami. Pixar nie zawodzi nigdy, a w tym roku wywołuje dodatkowo czysty zachwyt.


Burial
1. Cloverfield
Zaskoczenie? Ależ owszem, daję temu filmowi pierwsze zaszczytne miejsce dlatego, że mile mnie zaskoczył w materii horroru. No i sentyment do filmów z potworkami godzillopodobnymi mam naprawdę duży.
2. Iron Man
Świetna rozrywka do piwa. Ogląda się znakomicie, a dla mnie "dużego" chłopca ekranizacje komiksów są naprawdę dużą dozą przyjemności.
3. The Dark Knight
Przede wszystkim za Jokera. Fenomenalnie zagranego. I za klimat.
4. Vantage Point
Świetny film, bardzo dobrze zagrany, ogląda się z wypiekami; po seansie czułem niedosyt - za krótko trwał.
5. Mirrors
Mocne kino, po większość szczegółów odsyłam do recenzji mojego autorstwa.


Mefisto
1. No Country for Old Men
Już w trailerze mogliśmy zobaczyć opinię głoszącą, iż jest to "natychmiastowy klasyk". I rzeczywiście, już po pierwszym seansie ma się wrażenie obcowania z kanonem kinematografii amerykańskiej, choć film jest świeższy od mleka w mojej lodówce. Zdecydowanie najprzyjemniejsze i najlepsze doznanie kinowe zeszłego roku.
2. There Will Be Blood
Tu podobnie, bo już zwiastuny zapowiadały film co najmniej dobry. I choć całość okazała się bardziej teatrem jednego aktora, niż filmem spełniającym pokładane w nim nadzieje, to nie przeszkadza to zachwycać się tym wysmakowanym wizualnie dziełem.
3. Wall-E
Z każdym rokiem Pixar sam siebie przebija, co także było zasadą minionego, 2008 roku. Choć tym razem wszystko wskazuje na to, że bajka o robocie może stać się ich najlepszym filmem na bardzo długi czas. Póki co jest to jeden z najlepszych filmów jakie widziałem w zeszłym roku.
4. In the Valley of Elah
Przy wszystkich powyższych filmach, ten wygląda najskromniej. Przeszedł przez ekrany cichcem i jakoś nie słyszałem wielu zachwytów na jego temat. Pod wieloma względami jest to zresztą film dość przeciętny i pewnie dlatego jego obecność tu może niektórych zaskoczyć. Nie zmienia to jednak faktu, że całość mocno kopie po jajach (może nawet mocniej niż większość filmów a.d. 2008) i na długo pozostaje w głowie, zmuszając do konkretnych refleksji.
5. Atonement
Długo wahałem się, jaki film ma zamknąć ten mój skromny top 5. Czy na sam koniec dać przereklamowanego ze wszechmiar "Mrocznego rycerza", czy też może solidną, oldschoolową "Angielską robotę"? A może pozytywnie zaskakujące "Happy-go-lucky", które otrzymaliśmy na koniec roku? Wybrałem jednak "Pokutę" - film głośny i aż za bardzo oscarowy, zarówno w swej wymowie, jak i wykonaniu. A jednak film zadowalający pod każdym względem, zapadający w pamięć i ponadczasowy. Film zdecydowanie warty, aby znaleźć się wśród najlepszych ruchomych obrazów zeszłego roku.


Military
1. Across the Universe
Świetny musical ze świetnym pomysłem i świetnym wykonaniem. A pomyśleć, że byłem do niego nastawiony ekstremalnie negatywnie.
2. No Country for Old Men
Takie trochę gorsze Fargo. Tylko trochę gorsze. Zapada w pamięć.
3. John Rambo
Najlepszy film akcji ostatnich pięciu lat. Perełka w stylu lat 80., zrealizowana ze sprawnością lat 90. Z wiekiem XXI nie ma nic wspólnego - i dzięki Bogu.
4. The Mist
Horror, który nie straszy potworami, ale położeniem bohaterów. Rewelacyjny klimat. Jeden z horrorów dekady.
5. Cloverfield
Cóż, po prostu lubię wielkie potwory równające z ziemią całe miasta. :)


Vera
1. Persepolis
Ta produkcja wzbudziła mój podziw głównie ze względu na nietypowe (niejednokrotnie karkołomne) połączenie klasycznego filmu animowanego z tematami koncentrującymi się wokół Iranu po rewolucji islamskiej, dorastania w systemie totalitaryzmu oraz problemów tożsamości młodej kobiety na granicy dwóch jakże odmiennych rzeczywistości. "Persepolis", oparte przecież na autobiograficznej powieści graficznej - komiksie, uświadomiło mi niesamowitą pojemność tej formy, jaką jest animacja oraz urzekło swoją prostotą i swobodą wyrazu.
2. Lat den rätte komma in
Wyróżniam ten film ze względu na pewną świeżość wniesioną po długim czasie do "kina wampirycznego". A więc urzeka mnie tu nie tylko mroczna poezja spływająca krwią, ale także surowa, szwedzka perspektywa wydarzeń i relacji międzyludzkich.
3. Happy-Go-Lucky
Film Mike’a Leigh jest komedią, ale na swój sposób. Czy naiwność dająca 99% szans, że przegrasz może być źródłem szczęścia w życiu? Zaskakujące, ale film potwierdza, że w tym szaleństwie jest metoda. Za nietuzinkowe podejście do problemu i unikanie banałów – wyróżnienie.
4. Vratné lahve
Mam słabość do zwariowanych czeskich komedii i dlatego nie może się obejść w tym zestawieniu bez tego tytułu. Bardzo dobry powrót Jana Sveraka wraz z wspaniałą ekipą aktorów. Niegasnąca chętka na amory pewnego starszego pana jest w gruncie rzeczy ucieczką przed ścigającym go wiekiem od trumny…ale żal za niezliczone grzeszki i grzechy byłby tylko do niej gwoździem. Jan Tkalun z trudem dojrzewa, może nawet na opak, więc zabawnych scen w filmie nie brakuje.
5. No Country for Old Men
Na pustkowiach Teksasu, gdzieś w pobliżu Meksyku, można umiejscowić akcję znakomitego thrillera…i nieoczekiwanie przeobrazić go w dramat egzystencjalny o pogłębionej społecznej obserwacji. Coś nowego, intrygującego i niepokojącego przebija przez ostatni film Coenów, zrealizowany z perfekcyjną dokładnością.


Jarosław Marcin Chudzik
1. Vratné lahve
Za atmosferę, Czesi wspaniale rozkładają akcenty, w ich filmach sprawy istotne współgrają z humorem.
2. Into the Wild
Piękna opowieść Seana Penna o poszukiwaniu sensu życia, o rzeczach, sprawach najważniejszych.
3. 33 sceny z życia
Za ciekawe pokazanie problemu odreagowania na śmierć.
4. The Dark Knight
Za rolę Heatha - Jokera. Oby terroryści nie wzięli sobie tej postaci za wzór...
5. Cztery noce z Anną
Za klimat, zdjęcia. Za powrót Jerzego Skolimowskiego.


Karol Barzowski
1. Atonement
Już od pierwszych scen tego filmu ma się wrażenie uczestniczenia w czymś ważnym, w czymś wyjątkowym. W wielu scenach z ekranu bije artyzm, jest to jedna z lepszych adaptacji literatury w ogóle (nawet zmienione zakończenie nie przeszkadza, wręcz przeciwnie), ze świetnym aktorstwem i dbałością o każdy szczegół w warstwie technicznej. Dowód na to, że gatunek ciekawego melodramatu jednak nie umarł.
2. Juno
Pozytywny, niegłupi film, który nienachalnie przemyca kilka życiowych mądrości. Wbrew pozorom, nie jest to sprawa łatwa i zdarza się raczej rzadko. A tego typu filmy uwielbiam. Dlatego "Juno", dodając świetne aktorstwo, przyjemną ścieżkę dźwiękową i rewelacyjnie rozpisane dialogi, to naprawdę sprawa nietypowa. Takie kino zdarza się raz, może dwa razy do roku.
3. Burn After Reading
"Tajne przez poufne" to odwrócenie jednego z moich ulubionych filmów, "Fargo" - tam była makabra ze sporą dozą humoru, tu jest komedia z chwilami makabry. To połączenie, jakie lubię w kinie bardzo, a w tym przypadku zostało ono wykonane z prawdziwą precyzją. Podczas ostatniego dialogu śmiałem się tak, że zaczął mnie boleć brzuch, zresztą podobnie jak w większości scen z udziałem Brada Pitta, który gra tutaj jedną z bardziej charakterystycznych ról drugoplanowych w karierze (prawie jak ta z "Przekrętu"). Lubię właściwie każdą wersję braci Coen, ale taką chyba najbardziej.
4. Le scaphandre et le papillon
Za to, że jak żaden inny film, pozwala wczuć się w opowiadaną historię. W kinie coraz rzadziej zdarza się obraz, który zaskakuje, który sprawia, że widz myśli "czegoś takiego jeszcze nie widziałem". Mnie "Motyl i skafander" zaskoczył, i to bardzo. Zostałem zmiażdżony i przyklejony do fotela na jeszcze długi czas po ostatniej scenie.
5. Gone Baby Gone
Kandydatów na pozycję numer 5 miałem sporo, ale ostatecznie wybrałem reżyserski debiut Bena Afflecka dlatego, że to największe zaskoczenie "na plus" zeszłego roku. Spodziewałem się po tym filmie po prostu solidnego thrillera - nie dość, że dostałem to z nawiązką, "Gdzie jesteś Amando?" to też przykład na to, czego w kinie najbardziej szukam. Na film, po którego obejrzeniu nie mogę myśleć o niczym innym niż przedstawiona w nim historia. Po "Gdzie jesteś Amando?" wszystko inne stało się na jakiś czas nieistotne.



POWRÓT DO WYNIKÓW
PLEBISCYTY KMF

e-mailOpinie zebrał: ShandoR
Klub Miłośników Filmu, 15 lutego 2009