| Dux
| |
 | |
1. Watchmen
(Watchmen. Strażnicy)
Idąc do kina na "Strażników" (nie znałem komiksu, więc od filmu nie oczekiwałem niczego specjalnego) miałem już swoją ulubioną postać - Komedianta, który już na fotosach wyglądał niesamowicie intrygująco. Ale to Rorschach okazał się najbardziej tajemniczą postacią, która mimo prawdziwego natłoku superbohaterów, zagarnęła dla siebie praktycznie cały film. Dodając do tego fantastyczną ścieżkę dźwiękową, genialne użycie slow-motion, znakomite sceny akcji, ciekawe relacje między postaciami, fikcyjne tło historyczne i nostalgiczną atmosferę, którą można ciąć nożem - otrzymałem film, który po prostu mnie zamurował.
2. Avatar
Owszem, żaden film w roku 2009 nie zrobił na mnie takiego wrażenia wizualnego jak właśnie "Avatar", ale po długim zastanowieniu stwierdzam, że... jednak "Watchmen" miał ciekawsze postaci z krwi i kości, dramaturgię, i ostatecznie w moim osobistym TOP 5 zdołał się oprzeć potędze i rozmachowi trójwymiarowego giganta Jamesa C. Owszem, jako wydarzenie, jako przełom w kinie, jako dostarczyciel wrażeń wizualnych - "Avatar" ma u mnie miejsce pierwsze. Niestety, zabrakło tego "czegoś", magii, tej porcji dramaturgii, które z nawiązką dali mi nietrójwymiarowi "Strażnicy". Dlatego - sorry James - u mnie "tylko" drugie miejsce.
3. District 9
(Dystrykt 9)
Jak zrobić dobry film science fiction za małe pieniądze, za to z nieziemskim klimatem? Wystarczy zawiesić nad miastem potężny statek kosmiczny i pokazywać go w taki sposób, żeby z każdym ujęciem z jego udziałem, z wrażenia czapka osuwała się z głowy. Dołóżmy do tego nietuzinkową podróż i przemianę bohatera, patent na kosmitów jako prześladowaną mniejszość etniczną upychaną w obozach, znakomite efekty wizualne (krewetki rządzą!), masę pomysłów inscenizacyjnych na niezapomniane sceny akcji i otrzymujemy platformę do rozważań na temat ludzkości i akcyjniaka pełną gębą w jednym - o co w kinie rozrywkowym niezwykle trudno.
4. Gran Torino
To pożegnanie Clinta Eastwooda z aktorstwem. Pożegnanie, jakiego można życzyć każdemu artyście odchodzącemu na emeryturę. Pożegnanie jakże inne od nieporadnych wysiłków Harrisona Forda, który w wieku sześćdziesięciu sześciu lat, za pomocą kaskaderów, CGI i linek udaje bohatera kina akcji. Clint Eastwood ma głęboko w poważaniu kult wiecznej młodości i próby tuszowania starości. Przemija z klasą. Przy okazji pokazał jak można zahipnotyzować widzów i kameralnym filmem przykuć ich do ekranu na półtorej godziny - jedynie za pomocą dialogu.
5. Wojna polsko-ruska
Chyba nie było wcześniej tak dobrze zrobionego polskiego filmu. Muzyka, montaż, zdjęcia, aktorstwo - wszystko na światowym poziomie. Już za samą stronę techniczną należą się filmowi Żuławskiego największe pochwały. Owszem, można polemizować, czy niemal bełkotliwa fabuła jest atutem czy wadą filmu. Z "Wojną polsko-ruską" jest przez to tak, że albo się w tym filmie zakochasz od pierwszego ujęcia, albo go znienawidzisz. Ja kupiłem konwencję od pierwszego słowa, od pierwszego ujęcia. W mojej opinii, że to jeden z najlepszych polskich filmów utwierdziła mnie genialna kreacja Borysa Szyca, który nie tylko fizycznie przygotował się do roli, ale zagrał Silnego w sposób zasługujący na Oscara.
Wyróżnienie:
"Terminator Salvation" ("Terminator: Ocalenie") oraz "Star Trek"
|
| Hunter
| |
 | |
1. Avatar
Muszę przyznać nie bez zaskoczenia, że osadzona w przyszłości wersja Pocahontas bardzo przypadła mi do gustu. Nie mogę określić tego filmu mianem najlepszego filmu Jamesa Camerona, ale mogę powiedzieć, że spełnił moje oczekiwania. Pomijam już fakt, że film zrobiony jest w technice, która pozwala na oglądanie go w trzech wymiarach. Skoro przez prawie trzy godziny nie zerknąłem na zegarek - oznaczać to może, że faktycznie film mnie wciągnął.
2. The Uninvited
(Nieproszeni goście)
Podobno azjatycki oryginał jest lepszy, a wersją zachodnią nie warto zaprzątać sobie głowy. Moim zdaniem to błąd. Co prawda nie widziałem pierwowzoru - ale skupiam się tutaj nie na porównaniu tych dwóch filmów, tylko oceniam ten, który widziałem. Postanowiłem go wyróżnić za to, że mnie zaskoczył - pomimo iż praktycznie na talerzu były podane wskazówki co do samego zakończenia. A końcowy twist sprawił, że dreszcz przebiegł mi po plecach.
3. Angels & Demons
(Anioły i Demony)
Sentyment do Dana Browna? Być może. Ale i tak miło ogląda się coś, co już przeczytałem i w pewien sposób wyobraziłem. Z uwagi na to, że film w dużej mierze zgrywał się z tym co miałem w głowie - plusik.
4. Harry Potter and the Half-Blood Prince
(Harry Potter i Książę Półkrwi)
Kolejny przykład na to, że jednak z Pottera da się zrobić dobry film. Daleko mu co prawda do "Więźnia Azkabanu", ale nie mogę ocenić go negatywnie. Twórcy przycięli fabułę do odpowiedniej długości, nie pomijając istotnych wątków. Oczywiście nie powiem, że jest to wierna adaptacja powieści, ale główna linia fabularna została zachowana. Poza tym udało mi się go obejrzeć na seansie bez zgrai dzieci zapowiadających co za chwilę się stanie - tak więc odbiór miałem właściwy.
5. Law Abiding Citizen
(Prawo zemsty)
Ostatni miał być "Slumdog". Po przemyśleniu jednak stwierdziłem, że podobał się on tylu osobom, że ktoś o nim wspomni - a o "Prawie zemsty" może być cicho. No i właśnie dlatego zdecydowałem się jednak na umieszczenie go w moim TOP5 za rok 2009. Film z wciągającą akcją. Można powiedzieć, że są takich setki. Jednak ten ogląda się z nieukrywaną przyjemnością.
|
| Tomashec
| |
 | |
1. Gran Torino
Bo mimo tego, że z Clinta Eastwooda facet już wiekowy, to kasuje młodych gniewnych na starcie (doświadczenie życiowe swoje robi). Bo to zwieńczenie w wielkim stylu kariery aktorskiej. Bo w końcu po prostu mówi mądre rzeczy, po ludzku. I z poczuciem humoru. Clint, jesteś wielki.
2. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Bo Quentin Tarantino ponownie w swój niepodrabialny sposób łączy zabawę w kino z kapitalnymi postaciami, a całość przyprawia wyjątkowym humorem. Choć to niezwykle dramatyczna pierwsza scena filmu stanowi o jego sile.
3. Dom zły
Bo w końcu nie muszę wstydzić się za polskie kino. Ani w kwestii scenariusza, ani co równie ważne - realizacji. Syf, wóda i krew na śniegu w dobie PRLu to niepowtarzalne doznania. Przygniatający obraz z kapitalnym klimatem i powalającym niczym śnieżna kula finałem.
4. Watchmen
(Watchmen. Strażnicy)
Bo to najlepsza rzecz jaka mogła przytrafić się ekranizacjom komiksów. Wypieszczona, pomysłowa i głęboko zapadająca w pamięć. Barwnie, ale nie pstrokato.
5. The International
(International)
Bo brakuje mi takiego kina. Inteligentnej sensacji, angażującej, skręconej w duchu "starej szkoły", zachwycającej plastycznie, z postaciami z krwi i kości.
Tuż za podium:
"The Hangover" ("Kac Vegas"), "Up" ("Odlot"), "Vals Im Bashir" ("Walc z Baszirem")
|
| Dejna
| |
 | |
1. Watchmen
(Watchmen. Strażnicy)
Z pozoru kolejny film o superbohaterach, w rzeczywistości coś zupełnie innego. Jest w tym, owszem, komiksowa widowiskowość, ale jednocześnie odwaga, by sięgnąć poza przygodową fasadę. Wiele tutaj brudu i dramatu; brakuje jednoznacznej czerni i bieli, nie brakuje natomiast odcieni szarości. Psychopatia i idealizm idą w parze, perfekcja jest bezosobowa i wyzuta z emocji, a recepta na odnowę kryje się w zagładzie - i na dodatek okazuje się to mieć sens.
2. Das weisse Band - Eine deutsche Kindergeschichte
(Biała wstążka)
Film, którego trudno pozbyć się z pamięci, który ciągle powraca, intryguje, intelektualnie pobudza. Wyobraźmy sobie zamknięte, hermetyczne środowisko, rządzące się surowymi, sztywnymi regułami. Wyobraźmy sobie, że w tym środowisku, jak w każdym, zdarzy się i umysł słabszy, podatny na deprawację, podatny na głos agresywnych instynktów, i umysł pozornie całkowicie normalny, ale buntujący się stale, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, przeciwko poczuciu upokorzenia, niesprawiedliwości, przeciwko niejasnemu wrażeniu, że jest kierowany w stronę czegoś, co nosi pozorne znamiona przyzwoitości, moralności i duchowego drogowskazu, a w rzeczywistości nie sięga głębiej, ślizga się po powierzchni rzeczy; i wreszcie umysł, który wykazuje skłonności do manipulacji i spryt - doskonale się orientuje, że tam, gdzie łóżko jest schludnie posłane, mało kto zajrzy sprawdzić, czy odkurzone pod spodem. Jeśli każdy z takich umysłów jest dodatkowo przyzwyczajony do rytuału, do karności i wykazuje inklinacje do fanatyzmu - dajmy mu do ręki ideologię, która pozwoli znaleźć ujście dla wszystkiego, co w nim agresywne i brutalne; dajmy mu przyzwolenie, by czynił wszystko zgodnie z prawem, wyzbywając się jakichkolwiek wewnętrznych dysonansów, i już mamy zastęp zmotywowanych wyznawców. Nie jest to film powalający oryginalnością, ale jako ważny element wpisuje się w otwartą dyskusję.
3. Up
(Odlot)
Urzekający w swojej prostocie film o prawdziwej miłości i spełnianiu marzeń. Chwilami rozbrajająco zabawny, chwilami zaś sprawia, że łza się w oku kręci. Podbija serce.
4. Revolutionary Road
(Droga do szczęścia)
Niepokojące, gorzkie i szczere studium związków międzyludzkich, rozczarowania, które staje się naturalną konsekwencją braku komunikacji i braku porozumienia. Dowód, jak łatwo można oszukać samego siebie. Jak oszukując samego siebie można oszukać kogoś najbliższego. I jak niewiele brakuje, by z pozoru niewinne niedopowiedzenie, przemilczenie czy przekłamanie doprowadziło do tragedii. Koncert gry aktorskiej Winslet, DiCaprio i Shannona.
5. The Curious Case of Benjamin Button
(Ciekawy przypadek Benjamina Buttona)
Dla wielu rozczarowanie sezonu, a dla mnie jednak top 5. Z uwagi na realizację, oprawę, ale również pewien ulotny, ujmujący wdzięk. Za porcję wzruszeń. Za wszystkie wnioski, które mogą sobie i być banalne, ale pozostawiają po sobie wrażenie ciepła i budzą nadzieję. Wydobywają optymizm ze zdeklarowanego pesymisty. I również dlatego, że na końcu filmu uśmiechałam się przez łzy.
|
| Kelley
| |
 | |
1. District 9
(Dystrykt 9)
Za przypomnienie publiczności, że siła science fiction tkwi przede wszystkim w wizji, a nie trzycyfrowym budżecie.
2. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Za powrót do korzeni i najlepszą włoskojęzyczną kwestię od czasu Franka Dolasa.
3. Watchmen
(Watchmen. Strażnicy)
Za ekranizację Ulissesa powieści obrazkowej, która dorównała oryginałowi.
4. The Wrestler
(Zapaśnik)
Za przypomnienie, że możesz nie mieć czasu na naprawienie swoich błędów bo life's a bitch and then you die.
5. Dom zły
Za przywrócenie mi wiary w polskie kino.
|
| Alieen
| |
 | |
1. Avatar
Geniusz. Niekwestionowane arcydzieło techniczne spod ręki mistrza Camerona, który triumfalnie wraca po 12 latach serwując nam filmowy przełom. Prosta, ale jakże cudownie wyreżyserowana historia, która zapiera dech w piersiach i poraża oczy widza trójwymiarowym obrazem. "Avatara" się nie ogląda - "Avatara" się przeżywa. Bez absolutnie żadnego wahania mogę powiedzieć, że Cameron stworzył największe widowisko w historii kina. Film, który bez cienia znużenia ogląda się od pierwszej do ostatniej minuty, a jeden seans w 3D to zdecydowanie za mało. Kto nie obejrzy tego filmu w kinie IMAX bądź jakimkolwiek innym cyfrowym 3D - będzie miał czego żałować. Od 2009 roku słowo POTĘGA w kinowym słowniku zyskało nowy synonim - AVATAR.
2. District 9
(Dystrykt 9)
Gatunek science-fiction już dawno nie otrzymał czegoś tak oryginalnego, ciekawego i klimatycznego. Gdyby nie "Avatar", który w moim rankingu premier 2009 (i nie tylko) przebił dosłownie wszystko - "Dystrykt 9" zajmowałby dumnie pierwszą pozycję w niniejszym zestawieniu. Świetna historia okraszona równie świetnymi efektami, postaciami i charakteryzacją. Science-fiction z kosmitami w roli główniej zupełnie inne niż to, do którego kino przyzwyczaiło widzów na przełomie wielu lat.
3. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Tarantino w najwyższej formie. Typowe dla reżysera dialogi o wszystkim i o niczym, które wciągają jak bagno, plejada genialnych bohaterów, charakterystyczny i niepodrabialny typ humoru oraz sceny i akcje, które na długo pozostają w pamięci, i do których można wracać bez końca. Zdecydowanie jeden z najlepszych filmów tego pana, ścisła czołówka.
4. Terminator Salvation
(Terminator: Ocalenie)
Wielka niespodzianka, bo tak naprawdę do najnowszego "Terminatora" byłem nastawiony dość sceptycznie. Tymczasem McG stworzył produkt świeży, z klimatem i bezbłędną stroną techniczną, oddając fanom serii łakomy kąsek w postaci sequela, który bez wstydu można postawić półkę niżej od "Terminatorów" Camerona. Kawał bardzo dobrego science-fiction, choć w pewnym sensie zupełnie innego niż poprzednie części serii.
5. X-Men Origins: Wolverine
(X-Men Geneza: Wolverine)
Poza mocną czwórką wymienioną powyżej, miałem problem z piątym filmem. Z kilku tytułów postanowiłem wybrać "Wolverine'a", bo serię "X-Men" po prostu uwielbiam. I mimo, iż pierwszy film z planowanego cyklu "Origins" to jednak jakość nieco niższa niż poprzednie przygody mutantów, to jednak podobał mi się na tyle, że mogę go śmiało wrzucić w swoje Top 5 za rok 2009. I dodać, że z niecierpliwością czekam na kolejne odsłony...
|
| Mati
| |
 | |
1. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Zawsze "jestem za" filmami Tarantino i tym razem się nie zawiodłam. Bękarty to film do którego będę wracała za każdym razem, kiedy zachce mi się zobaczyć kawałek dobrego kina.
2. District 9
(Dystrykt 9)
Wielkie , wielkie zaskoczenie...
3. Män som hatar kvinnor
(Millenium: Mężczyźni, który nienawidzą kobiet)
Kawałek fantastycznego kina z mroźnej Skandynawii. Surowe, zimne, ale jednocześnie bardzo ciekawe.
4. Dom zły
Pierwszy polski film, który znalazł się w tym zestawieniu. Ogromne zaskoczenie. Nie sądziłam, że dożyję tej chwili. Brawo, polska kinematografio!
5. Avatar
Długo się wahałam czy umieścić w tym zestawieniu nowy film Jamesa Camerona, ale sprawił, że nie mogłam tego nie uczynić.
Wyróżnienia:
"Zack and Miri Make a Porno" ("Zack i Miri kręcą porno" - film perełka, film, który mogę spokojnie powiedzieć, że kocham ;) i "Star Trek" (rok 2009 należał do kina SF :).
|
| Karol
| |
 | |
1. The Visitor
(Spotkanie)
Za świetną opowieść, opowiedzianą z wyczuciem i bez silenia się na łzawy dramatyzm. Za subtelność, chemię pomiędzy aktorami, piękny scenariusz i rewelacyjną muzykę. Za - moim zdaniem - najlepszą rolę roku 2009: Richard Jenkins stworzył postać niezwykle przekonującą i prawdziwą, zwykłego człowieka w niezwykłej sytuacji. A nic nie jest do zagrania trudniejsze niż normalność.
2. Gran Torino
Za to, jak Clint bawi się stereotypami i kliszami. Za dystans, z jakim podchodzi tu do siebie i do swojej kariery. Za emocje, subtelność w ukazywaniu nietypowych relacji i unikanie banałów w najlepszym możliwym stylu.
3. Das weisse Band - Eine deutsche Kindergeschichte
(Biała wstążka)
Za genialną reżyserię Hanekego, który po raz kolejny opowiada niedopowiedzeniami, mistrzowsko prowadząc aktorów. Za piękne zdjęcia, przejmujący klimat i niepokojące konkluzje. Kolejny dowód na to, że Haneke to jeden z najznakomitszych współczesnych reżyserów.
4. Te acuerdas de Lake Tahoe
(Nad jeziorem Tahoe)
Za piękne kadry, w których z pozoru nie dzieje się nic, a tymczasem dzieje się bardzo dużo. Za wyczucie w pokazywaniu emocji ukrytych w pustym krajobrazie małego miasteczka. Za powolną i leniwą atmosferę słonecznego dnia, która jednak nie usypia. Za kino inne niż zwykle. Wielkie brawa dla Vivarto za wprowadzenie tak odmiennego, lecz znakomitego filmu!
5. Karamazovi
(Bracia Karamazow)
Za nowe podejście do powieści Dostojewskiego; za fascynującą zabawę narracją, z której Zelenka wychodzi obronną ręką. Za piękne zdjęcia i niesamowitą muzykę Kaczmarka, której wciąż nigdzie nie można zdobyć. Najbardziej niedoceniony film roku.
Wyróżnienia:
"Gigante" ("Gigant"), "Vals Im Bashir" ("Walc z Baszirem"), "Revolutionary Road" ("Droga do szczęścia") oraz "Up" ("Odlot").
|
| Jakuzzi
| |
 | |
1. Gran Torino
Jeśli wierzyć recenzjom znakomitej większości polskich krytyków, w Gran Torino Clint, kreując groteskową postać gburowatego rasisty, Walta Kowalskiego, spowiada się ze swojej dotychczasowej aktorskiej kariery, opartej w dużej mierze na micie bezwzględnego twardziela. Przyznam, że śmieszą mnie tego rodzaju opinie. Czy bowiem naprawdę zasadne jest doczepianie powyższych interpretacji do tak prostej w gruncie rzeczy opowieści o samotności starego człowieka i błędach przeszłości, które dręczą sumienie do samego końca? Owszem, Eastwood nie marnuje okazji i pozwala sobie skomentować to, co go we współczesnych popapranych czasach wkurza, ot dla przykładu wykpi dzisiejszą młodzież, której system wartości, mówiąc delikatnie, pozostawia wiele do życzenia. Ale w żadnym wypadku nie tłumaczy się on z bohaterów, których grywał. Czy naprawdę tak trudne jest kupienie postaci cynicznego, zgorzkniałego, wiecznie wkurzonego Walta, żeby pisać o karykaturze? To nie jest ani karykatura, ani groteska - to kolejny wyrazisty, typowo eastwoodowski bohater. Ci sami recenzenci, bez zastanowienia jak sądzę, dodawali zazwyczaj, że Gran Torino to jedna wielka klisza. W rzeczywistości jednak Eastwood omija mnóstwo schematów właściwych dla podobnych historii, w które przeciętny hollywoodzki twór zabrnąłby z łatwością. Dodać należy, że powolny proces otwierania sie Walta, wychodzenia ze skorupy, prowadzi on bezbłędnie i po mistrzowsku - wbrew pozorom niewielu reżyserom udałoby się pokazać tą zmianę w sposób przekonujący. Zostawiając już jednak opinie rodzimych pismaków powiem tylko na koniec, że Gran Torino to film niezwykle mądry, wzruszający i zabawny, z masą niezapomnianych scen i nieśmiertelnych tekstów.
2. District 9
(Dystrykt 9)
Wspaniały pomysł, przemyślany scenariusz, znakomicie rozłożone napięcie, ogółem kawał cudownego eskapizmu, czyli coś, co spotyka się coraz rzadziej we współczesnym kinie. Właściwie to czułem sie, zwłaszcza w końcowych partiach filmu, jakbym grał w naprawdę dobrą, emocjonującą grę komputerową z wyśmienitą fabułą.
3. The International
(International)
Kolejny rarytas współczesnego kina. Filmy z prowadzoną w taki sposób narracją (maksymalne skupienie na precyzyjnie budowanej intrydze, napięcie niepozwalające oderwać się od fotela, zero niepotrzebnych scen), można obecnie policzyć na palcach jednej ręki. Do tego ten kapitalny główny bohater, agent Salinger: inteligentny, poważny, zdeterminowany, nierzucający one-linerami na prawo i lewo, niepodrywający panienek, nienokautujący efektownie przeciwników. Znakomity film nakręcony według wzorców wybitnych thrillerów z lat 70-tych.
4. Slumdog Millionaire
(Slumdog. Milioner z ulicy)
Nie jest to wielkie dzieło, ale na pewno to dobry, angażujący, pokrzepiający i wzruszający film. Radosny i optymistyczny - pomimo licznych przykrych zdarzeń, w których uczestniczą bohaterowie. Formalnie bardzo atrakcyjny, momentami nawet zachwycający, i to mimo iż zarówno żywiołowy montaż, energicznie pracująca kamera, jak i dynamiczne, pulsujące tempo, łagodnieją gdzieś w połowie seansu. Znajdzie się tu nawet co nieco dla osób ździebko bardziej wymagających, w szczególności niezbyt wprawdzie wnikliwy, acz wykonany interesująco, z socjologicznym wręcz zacięciem portret współczesnych Indii. Aha, ścieżka dźwiękowa - cudo.
5. The Wrestler
(Zapaśnik)
"Zapaśnik" to przede wszystkim przejmujący główny wątek, który w wielu miejscach znakomicie koresponduje z karierą samego Rourke'a, ale to także fajna, często podana w zabawny sposób afirmacja oldskulu, kilka kapitalnych wrestlingowych pojedynków oraz interesujące spojrzenie na światek zapasów: raczej żałosnego rodzaju sportu, który pomimo reżyserowanych ciosów potrafi być naprawdę niebezpieczny, i zapaśników: raczej żałosnych osobników, tleniących włosy, golących pachy, smażących sie na solarce, biorących sterydy, strojących sie w kiczowate trykoty, by ostatecznie zadawać sobie nawzajem ból ku uciesze ogłupiałej gawiedzi. Co ciekawe, Aronofsky nie zajmuje postawy wyłącznie prześmiewczej, ale przygląda sie temu światkowi z pewną doza sympatii. Docenić nadto wypada, że Aronofsky słusznie zrezygnował z charakterystycznej dla niego bombastycznej oprawy i tę nieskomplikowaną, kameralną wręcz historię opowiedział w prosty, minimalistyczny niemalże sposób, wyposażając ją przy tym w spory ładunek emocjonalny.
Tuż za piątką uplasowały się:
"Public Enemies" ("Wrogowie publiczni"), "(500) Days of Summer" ("500 dni miłości"), "Cloudy with a Chance of Meatballs" ("Klopsiki i inne zjawiska pogodowe"), "Blindness" ("Miasto ślepców"), "I Love You, Man" ("Stary, kocham cię").
|
| Jimi
| |
 | |
1. Das weisse Band - Eine deutsche Kindergeschichte
(Biała wstążka)
Niepokojący dramat, którego do nie da się końca jednoznacznie rozwikłać. Haneke klasyczny - w "Białej wstążce" jest tajemniczo, krępująco, trochę nieprzyjemnie i enigmatycznie. Przepiękne zdjęcia, świetna atmosfera, niejednoznaczna fabuła. Wybitny film, do jakiego ma się ochotę wrócić po kolejną interpretację.
2. Antichrist
(Antychryst)
Ten film albo się kocha miłością absolutną, albo nienawidzi jak zło całego świata. Dla mnie był to jednak jeden z najlepszych filmów minionego roku, a z pewnością jeden z najbardziej intrygujących horrorów. Niecodzienne połączenie klasycznego dramatu, thrillera i horroru. Pierwszorzędne zdjęcia Anthony'ego Dod Mantle - nadwornego fotografa Larsa von Triera (w mojej opinii to najlepsze zdjęcia roku 2009, zaraz obok "Białej wstążki"). Wybitne kreacje, bezprecedensowy temat i zgrabnie przemycona symbolika. Lars von Trier w najwyższej formie - odważnie, twardo i boleśnie.
3. Frost/Nixon
Aktorski pojedynek Franka Langelli i Michaela Sheena, z niesamowitą kulminacją w końcowej scenie wywiadu. Zgrabnie opowiedziana historia poniekąd pozwala nam przeżyć tę historię po raz pierwszy, tak jak przeżywały ją miliony Amerykanów w latach siedemdziesiątych, wyczekując na to jedno jedyne słowo, które z ust Nixona nigdy nie padło. Zostało jednak "przepraszam" znakomicie zagrane przez Langellę we wspomnianej scenie wywiadu. Langella stworzył postać trudną, skomplikowaną i podręcznikowo tragiczną. Sheen czuł się jak ryba w wodzie, pełen lekkości i naturalizmu - chyba staje się specjalistą od kreacji biograficznych.
4. Revolutionary Road
(Droga do szczęścia)
Ciężkie, trudne i bolesne kino. Wyjątkowy duet aktorski DiCaprio i Winslet, do której należał rok 2009. Oklepany "american dream" pieczołowicie rozłożony na części pierwsze i poddany procesowi uniwersalizacji. Sam Mendes ma swego rodzaju wrodzony dryg do prześwietlania amerykańskiego społeczeństwa bezlitośnie. Po seansie wychodzi sie z ciężkim żołądkiem i bolącą głową, ale jest to seans warty uwagi i analizy.
5. Gran Torino
Reżyserski popis Clinta Eastwooda to znakomita odtrutka na banalną i do bólu przewidywalną hollywoodzką sztampę z Box Office'u. Świetna, wciągająca emocjonalnie historia, znakomicie rozpisane postaci i genialne, odważne zakończenie - wielkie brawa dla niezmordowanego pana Eastwooda.
|
| Phonik
| |
 | |
1. District 9
(Dystrykt 9)
Film Blomkampa to powiew świeżego powietrza w skostniałym ostatnio nurcie SF. Jest oryginalny, dynamiczny i wyśmienicie zrealizowany (mimo mieszanego, jak na warunki hollywoodzkie, budżetu). Do tego Sharlto Copley w jednej z najbardziej brawurowych ról minionego roku.
2. Watchmen
(Watchmen. Strażnicy)
Zack Snyder wywraca do góry nogami cały podgatunek filmowy, jakim jest adaptacja komiksu. Oryginalne pomysły Alana Moore'a nie są nowe w świecie komiksów, ale w świecie filmu to prawdziwa rewolucja. Obraz porusza ciekawe kwestie i ukazuje dziwaków w rajtuzach na tyle realistycznie, że nikomu nie jest do śmiechu.
3. The Wrestler
(Zapaśnik)
Skromny film i prosta historia, ale jednocześnie wielkie aktorstwo i ogromne emocje.
4. (500) Days of Summer
(500 dni miłości)
Przewrotnie o miłości i związkach. Pogodne i niebanalne kino.
5. Frost/Nixon
Solidny kawał kina, ale przede wszystkim fenomenalny Franka Langella jako jedna z najbardziej fascynujących postaci amerykańskiej polityki.
|
| Beowulf
| |
 | |
1. Revolutionary Road
(Droga do szczęścia)
Bolesna wiwisekcja młodzieńczych ideałów oraz marzeń o wolności i nieustępliwości wobec wiatraków losu, które nikną w starciu z prozą życia. Opowieść osadzona wprawdzie na amerykańskich przedmieściach lat pięćdziesiątych, ale w ogólnym rozrachunku wielce uniwersalna. Choć poznajemy historię małżeństwa April i Franka Wheelerów, Mendesa interesują przede wszystkim mechanizmy, które pojawiają się po pierwszych latach zauroczenia i złudnego szczęścia. Mendes, niczym wytrawny bokser, punktuje widza, obnaża jego słabości, po czym wyprowadza nokautujący cios. Nie pozostawia żadnych złudzeń, że wolność, w sensie poszukiwanym przez Wheelerów, jest jedynie przyjemną iluzją, która działa niczym syreni śpiew - jeśli się w niej zagubić, gdzieś niedaleko czekają weryfikujące marzenia skały. Szczęście, którego Wheelerowie nie potrafią odnaleźć, bowiem nie są w stanie wyjść poza własne ograniczenia, to tylko i aż stan świadomości. Czasem należy walczyć do utraty tchu, a czasem po prostu wyłączyć aparat słuchowy. "Droga do szczęścia" jest filmem niezwykle niebezpiecznym pod względem przekazywanej treści, ale Mendes stworzył tak hipnotyczny spektakl, że ciężko oderwać się od ekranu, nawet jeśli seans nie należy do najprzyjemniejszych. Najlepszy film roku!
2. Gran Torino
W swoim ostatnim występie przed kamerą Clint dał popis aktorskiej klasy. Natomiast z perspektywy reżyserskiej popełnił jeden z najpiękniejszych filmów ostatnich lat. "Gran Torino" to wykładnia życiowych wartości sędziwego mistrza, jednocześnie smutna konstatacja ideologicznych przemian, jakim uległ świat. Kontrastując mocny kręgosłup moralny Walta Kowalskiego z młodocianymi pseudo-gangsterami, jarmarcznymi playboyami i zblazowanymi lanserami, Clint uwydatnia ich intelektualną płyciznę oraz całkowity brak kodeksu wartości, cechy nie tylko coraz częściej widoczne u młodych pokoleń, ale - co jest jeszcze straszniejsze - czasami wręcz pożądane. Jednak "Gran Torino", film poprowadzony doskonale, z wyczuciem, bez niepotrzebnej sceny czy ujęcia, jest poza swego rodzaju spowiedzią również piękną opowieścią o przyjaźni, zmianach, odkrywaniu samego siebie, o winie i odkupieniu. To nie żadne narzekanie starca, który nagle zapragnął pouczać wszystkich dookoła - raczej wezwanie do opamiętania się, spojrzenia na otaczający świat, na sąsiadów, przyjaciół, znajomych, wreszcie na samych siebie. Bowiem Gran Torino, jak Graala czy jakikolwiek inny artefakt ludzkich pragnień, dostanie ta osoba, która będzie znać jego wartość.
3. The Visitor
(Spotkanie)
"Spotkanie" przemknęło w polskich kinach niemal niezauważone, a szkoda, ponieważ z filmu McCarthy'ego można wynieść o wiele więcej emocji oraz wartości niż z dwudziestu polskich czy amerykańskich "hitów" razem wziętych. Ten kameralny dramat, rozegrany w zasadzie za pomocą czterech postaci, opowiada o odkrywaniu radości z życia, potędze przyjaźni i nieprzewidywalności losu. "Spotkanie" to również smutny głos w sprawie obecnej sytuacji Stanów Zjednoczonych, od zawsze uznawanych za krainę oferującą możliwość spełniania własnych marzeń, lecz w rzeczywistości po 11 września przypominających bardziej państwo policyjne. Choć McCarthy nie boi się ekranowego pesymizmu, "Spotkanie" jest w gruncie rzeczy filmem optymistycznym, bowiem nie tylko uświadamia, że pozytywna zmiana może przyjść z dosłownie każdej strony, ale również w przepiękny sposób ukazuje, że to ludzie są najważniejsi, że to oni stanowią o rytmie życia, czasem go przyspieszając, a czasem uspokajając. Wprawdzie Walter traci swoich nowych znajomych i potencjalną bratnią duszę, ale ta świadomość cenności chwili, którą wyniósł z tych znajomości, zostanie w nim na zawsze. Walter zaczyna wygrywać własny rytm na bębnie djembe - i choć w ostatniej scenie zostaje zagłuszony przez nadjeżdżające metro, chyba nikt nie wątpi w to, że już nigdy tego rytmu nie utraci.
4. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Wielu podsumowuje film Tarantino słowami Aldo Raine'a z końcówki - tymi o arcydziele. Ja użyłbym jednak innej deklaracji Apacza. Otóż w drugim rozdziale filmu Aldo mówi niemieckiemu oficerowi, że fakt, iż ten zostanie zaraz pobity na śmierć przez sierżanta Donnie'ego Donnowitza i jego kij bejsbolowy, jest dla Bękartów jedyną namiastką kina. Tym też są "Bękarty wojny" - poza mistrzowską realizacją, fantastycznym scenariuszem rozpisanym na kilkanaście mocnych partii i niezliczone ilości werbalnych szaleństw, poza bardzo mocnym zespołem aktorskim, jak zwykle świetnie dobraną oprawą muzyczną, poza czynnikiem alternatywno-historycznym. Są hołdem dla potęgi kina, powiedziałbym nawet, iż równie efektownym co "Cinema Paradiso", choć oczywiście grającym na innych celuloidowych nutach. Quentin Tarantino: filmowy fascynat, który poznał X muzę od podszewki, zanim jeszcze na dobre się z nią związał; facet, który żyje i oddycha scenami, dialogami, cytatami; reżyser, który ostatnio zagubił się nieco w swoich zabawach z filmową materią, tworząc dzieła trochę jak na mój gust zbyt hermetyczne - powrócił z wielką pompą, kreując intelektualną ucztę, pełną miłości do srebrnego ekranu, który tak ukochał. Piękne to i wzruszające - i niezwykle wymowne, na tyle, że mnie osobiście nie przeszkadza emocjonalny dysonans, który się pojawia, kiedy Żydzi mordują nazistowskie organy władzy, używając ich własnych metod. Dla mnie "Bękarty..." na zawsze pozostaną efektowną, rozbrajającą zabawą z kinem i jego możliwościami. Jedyną w swoim rodzaju.
5. Slumdog Millionaire
(Slumdog. Milioner z ulicy)
Bardzo często napotykam się na opinie sprowadzające "Slumdoga" do poziomu efektownego moralitetu pomieszanego z naiwną bajką. To z pewnością w sporej części wina deszczu nagród, który spadł na film Danny'ego Boyle'a, bowiem wokół "Slumdoga" narosła taka wrzawa, iż ciężko było oglądać go bez wygórowanych oczekiwań. A ja uważam, że obraz ten ma tak naprawdę sporo do zaoferowania. Przede wszystkim, to nie bajka, nawet nie baśń, a raczej współczesna przypowieść o meandrach losu, zgubnej sile pieniądza i ponadczasowym uczuciu, wysuwająca przy okazji - całkowicie na poważnie, dodajmy - bardzo intrygującą myśl, że wszystko, co robimy w życiu, może się kiedyś przydać, nawet te momenty, o których chciałoby się zapomnieć. Dalej, strona realizacyjna "Slumdoga" to małe arcydzieło: zdjęcia raz mamią wizualnym przepychem kadrów, raz utrwalają na taśmie smutną rzeczywistość Indii, dynamiczny montaż cieszy oko, nie popadając w epileptyczne tempo, oprawa muzyczna wpada w ucho od pierwszych utworów i później nie chce wypaść, a kostiumy i scenografia dodają jedynie całości efektownego posmaku. A poza tym wszystkim "Slumdog" wyśmienicie oddaje kulturę współczesnych Indii, z jednej strony rozrastających się powoli do roli ekonomicznej potęgi, z drugiej zaś pełnej kontrastów klasowych; z jednej zbudowanych krwią i potem, pełnych brudu i cierpienia, a z drugiej zachwyconych ideą celuloidowego medium, które pozwala wyrwać największych nawet biedaków z marazmu na kilkadziesiąt minut. Film Boyle'a to również bodaj najbardziej efektywny pomost kulturowy pomiędzy kinem hinduskim (nie tylko Bollywoodem), a światem Zachodu. Te czynniki kulturowe odpowiadają za zwycięstwa "Slumdoga" w co najmniej równym stopniu jak inspirujący przekaz i pozytywny wydźwięk.
Wyróżnienia:
"Up" ("Odlot") - minimalnie za pierwszą piątką. Najlepszy i najdoroślejszy film Pixara, pod którym mógłby się podpisać sam Frank Capra.
"District 9" ("Dystrykt 9") - za znakomitą, dynamiczną realizację, świetne przełożenie wyjściowego konceptu na warunki filmowe oraz jeden z najinteligentniejszych filmów s-f ostatnich lat.
"Watchmen" ("Watchmen. Strażnicy") - za fascynującą (również wizualnie) wizję alternatywnej Ameryki, utrzymanie intelektualno-filozoficznej mocy pierwowzoru oraz postaci Komedianta i Rorschacha.
"Avatar" - za porażający efekt przestrzenno-wizualny, jakiego w kinie jeszcze nie było.
|
| Maua
| |
 | |
1. Frost/Nixon
Za pieczołowite, skrupulatne odtworzenie wycinka historii, za umiejętne połączenie obiektywizmu i sympatii w sposobie przedstawiania postaci, za fenomenalny duet aktorski: Langella - Sheen, profesjonalny popis najwyższej klasy.
2. The Wrestler
(Zapaśnik)
Za nieco banalną historię opowiedzianą w bardzo niebanalny, mocno poruszający sposób, za świetną, naturalną, piekną Marisę Tomei i przede wszystkim za wielki, wspaniały powrót Mickeya Rourke'a... i jeszcze za tytułową piosenkę Bruce'a Springsteena.
3. Gran Torino
Za poruszającą historię, za ciągle doskonałą formę Eastwooda-reżysera i Eastwooda-aktora, za to, że nadal potrafi bawić i wzruszać jednocześnie, za perfekcyjną umiejętność żonglowania emocjami.
4. District 9
(Dystrykt 9)
Nie sądziłam, że użyję tego określenia w stosunku do filmu fantastycznego, ale... za naturalizm, za "krewetki" bardziej ludzkie od ludzi, za emocjonującą historię, za to, że jest pierwszym filmem sci-fi, który z czystym sumieniem mogę umieścić w pierwszej piątce najlepszych filmów roku.
5. Avatar
Z przymknięciem oka na uroczą, ale słabiutką część fabularną.... za przeniesienie kina w zupełnie nowy wymiar, za umieszczenie poprzeczki na poziomie, którego jeszcze długo, długo nikt nie przekroczy, za wizualną ucztę absolutną.
|
| hOPS
| |
 | |
1. Slumdog Millionaire
(Slumdog. Milioner z ulicy)
Za scenariusz, za reżyserię, za zdjęcia, za muzykę, za głównych bohaterów... za wszystko. Zdecydowanie najlepszy, najbardziej zapadający w pamięć film roku. Smutny i wesoły. Wzruszający i straszny. Dynamiczny i nostalgiczny.
2. District 9
(Dystrykt 9)
Za nieco inne niż zwykle science-fiction. Za paradokumentalną formę. Za najlepsze efekty specjalne w 2009 roku. Za najlepszą rolę męską w 2009 roku. Za dwie godziny spędzone na krawędzi fotela. A potem dwie następne. I jeszcze dwie...
3. Star Trek
Za coś, czego się nie spodziewałem. Za dynamiczną, zabawną, niewymagającą rozrywkę, która porywa od pierwszej minuty. Za lekkość z jaką można podejść do strasznie już wyeksploatowanego tematu. Za kolejny film J. J. Abramsa, którego (i filmu i reżysera) po prostu nie sposób nie lubić.
4. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Za najlepszą scenę 2009 roku (spotkanie w tawernie). Za to, że Tarantino nie zrobił z tego filmu kolejnego pastiszu. Za dialogi, które po strasznej zadyszce w poprzednich jego filmach, tu w końcu nabrały takich rumieńców, że ze świecą szukać podobnych w innych filmach w 2009 roku.
5. Doubt
(Wątpliwość)
Za Meryl Streep. Za Amy Adams. Za Philipa Seymoura Hoffmana. A także za to, że film nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Za to, że jest to najlepszy "teatralny" film poprzedniego roku.
Poza podium:
"Changeling" ("Oszukana"), "Revolutionary Road" ("Droga do szczęścia"), "Up" ("Odlot")
|
| Artemis
| |
 | |
1. Vals Im Bashir
(Walc z Baszirem)
Ari Folman w obiektywizm nie wierzy. I słusznie. Ale jednocześnie od dokumentu jako gatunku się nie odżegnuje; wprost przeciwnie. Tyle że badanym materiałem jest jego własna pamięć, trauma wojenna, makabra zepchnięta do podświadomości. Mamy tu więc oprócz wywiadów powtarzające się, surrealistyczne obrazy, zarówno senne marzenia, jak i najgorsze koszmary. Akompaniamentem są hity lat osiemdziesiątych ("Enola Gay"...) i ujadanie watahy wściekłych psów. A wszystko to animowane oczywiście. Twarda kreska, mocno nasycone kolory, nieogolone twarze żołnierzy, złote niebo. Nie wiem, czy "Walc z Baszirem" przejdzie do historii kina jako klasyk, ale wiem, że takie miejsce mu się należy.
2. Man on Wire
(Człowiek na linie)
Philippe Petit to taka postać, po zetknięciu z którą twoje własne życie wydaje się banalne i nudne. Taka egzystencja na pół gwizdka, jakby obce ci było nawet oddychanie. Petit chodzi po linie, a w tle - "Kucharz, złodziej, jego żona i jej kochanek" Nymana (dostojność tej ścieżki wali prosto w splot słoneczny). Wyjęty z serialu sensacyjnego wąsaty policjant mówi dziennikarzom, że Petit właściwie po linie "nie chodził", że "to był jakby taniec" - a najbliższemu przyjacielowi Philippe'a po ponad trzydziestu latach łzy napływają do oczu. Filmy tak intensywne zdarzają się rzadko. Na takich filmach się płacze.
3. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Powrócił Quentin Tarantino do robienia filmów - nie sterylnych, wychuchanych imitacji klasy B, lecz kina pełną gębą. W tym fantastycznym kolażu klisz, cytatów i absurdu najważniejsza jest opowieść. I hołd na kina jako takiego. A potem obsada - z resztą fenomenalna. Waltz groteskowy i groźny zarazem; Laurent urocza, w bereciku, z książką, z papierosem; Kruger uwodzicielska; Brühl nieznośny... I w końcu Pitt - mówiący po włosku z południowoamerykańskim akcentem. To chyba pierwszy w pełni udany film Quentina od czasu "Pulp fiction", więc wypada już tylko zacytować pułkownika Landę: Bravo!
4. Män som hatar kvinnor
(Millenium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet)
Kryminał, który nie zaskakuje samą intrygą, ale trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Szerokie, zimne kadry, grzebanie w przeszłości, mnóstwo genderowego mięsa i do tego galeria postaci, z których większość to zwyrodnialcy i zboczeńcy działający za zasłoną prawa, urzędu lub wielkiej fortuny. I dlatego w moim odczuciu mocno przesadziła Kinga Dunin, doszukując się w "Mężczyznach..." lewicowego manifestu; Larsson może i sobie był czerwony aż po koniuszki palców, ale film, lepszy od przeciętnie napisanej i łopatologicznej powieści, obnaża ciemną stronę szwedzkiego raju nie tylko na salonach, w odkopywaniu nazistowskich śmieci, ale i w przytulnym gabinecie uśmiechniętego urzędnika. A główna bohaterka (rewelacyjna Rapace), z tym jej dziecinnym, gotycko-punkowym imidżem, brzydkimi rękami, popielniczkami pełnymi petów i pomrukiwaniem spode łba, gardzi aparatem państwa, pojmując sprawiedliwość jak bohater westernu. No i rzecz niebagatelna: fakt, że film trwa dwie i pół godziny, pozwala postaciom wybrzmieć i to jest bardzo przyjemne po prostu.
5. (500) Days of Summer
(500 dni miłości)
Trochę komediowo i bardzo romantycznie, ale na opak. Bardzo prawdziwy i autentyczny, a przy tym zabawny i czarujący film o zakochiwaniu się... i odkochiwaniu. Analizowaniu przeszłości z charakterystyczną dla młodych egzaltacją - i dojrzewaniu do tego, by iść dalej. Że pogodzić się ze stratą to nie znaczy zapomnieć i banalizować. Poza tym Webb to bardzo wrażliwy facet, wrażliwy na barwę, dźwięki; z wyczuciem narracji i cudownym poczuciem humoru, myślący, podobnie jak ja, kulturą pop. A przede wszystkim rozumiejący, że ironia nie jest szyderstwem. "The following is a work of fiction. Any resemblance to persons living or dead is purely coincidental. Especially you Jenny Beckman. Bitch". I jak tu nie odnaleźć siebie?
Za podium:
"Das weisse Band - Eine deutsche Kindergeschichte" ("Biała wstążka"), "Gran Torino", "Rewers". A na pierwszym miejscu mojego TOP 5 powinien znaleźć się debiut reżyserski Charliego Kaufmana "Synecdoche, New York". Za brak tegoż zarówno na ekranach kin, jak i w wypożyczalniach DVD, dziękuję dystrybutorom.
|
| Bocian
| |
 | |
1. Gran Torino
Za Walta Kowalskiego, soczyste dialogi, świetne zakończenie i inteligentne pożegnanie Eastwooda z aktorstwem, podsumowujące jego karierę.
2. Revolutionary Road
(Droga do szczęścia)
Za rewelacyjny duet Winslet-DiCaprio i przejmującą wiwisekcję relacji małżeńskich.
3. Watchmen
(Watchmen. Strażnicy)
Za solidną i przemyślaną alternatywną wizję świata, w którym superbohaterowie w kostiumach są ludzcy i pełnokrwiści.
4. Up
(Odlot)
Za prolog oraz przypomnienie, że wartość niektórych marzeń polega na tym, że pozostają niespełnione.
5. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Za całokształt.
|
| Desjudi
| |
 | |
To był bardzo dobry rok. Wybitny film wojenny, kolejny szok zafundowany przez mego ulubionego von Triera, Tarantino wybornie tarantinowski, skutecznie pobudzający szare komórki Haneke, niebanalnie romantyczna historia o miłości, genialny pod każdym względem film polski, kolejna świetna ekranizacja komiksu i wisienka na torcie - nowy film Camerona lansujący nowy rodzaj kinowego doświadczenia.
To nie mógł być zły rok.
1. Vals Im Bashir
(Walc z Baszirem)
Był sobie "Czas Apokalipsy", był "Pluton", był "Łowca jeleni", był "Szeregowiec Ryan"... Do tego grona, najwybitniejszych filmów wojennych w historii kina, w 2009 dołączyć musi "Walc z Bashirem". Odważnie? Ale czy film, w którym wyjątkowej treści towarzyszy oryginalna forma, nie zasługuje na uwagę, tym bardziej, że siła moralnego uderzenia jest wyjątkowo duża? O wojennej traumie opowiadano już wiele, o tej najbardziej osobistej - również. W tym przypadku wartością dodaną jest surrealizm grozy, który stara się nadążyć za brutalnym realizmem - i jest to jedyne remedium na wojenny chaos, choć nie tak skutecznie wypłukujący brud śmierci, jakby tego chciała osoba wojną doświadczona. Izraelski "Walc" jest po prostu filmem oryginalnym i mądrym. I wybitnym. Kropka.
2. Antichrist
(Antychryst)
Najodważniejszy film roku. Po pierwsze to film Larsa von Triera i już samo to sugeruje, że mamy do czynienia z nową jakością w obrazowaniu emocji buzujących w człowieku - zagłębia się w myśli, odkrywa to, co zazwyczaj ukryte, manipuluje uczuciami widza, zmusza do oglądania rzeczy niewygodnych, bo zbyt śmiałych, ostrych, na granicy dobrego smaku i przekraczających codzienne doświadczenie. Problem postrzegania dobra i zła, prawdy i kłamstwa, życia i śmierci - wszystko to von Trier naznaczył konsekwentnie własną filozofią i doświadczeniem. "Antychryst" to ekranizacja traumy, która usprawiedliwiana jest konotacjami religijno-psychoanalitycznymi. Spłyceniem problemu byłby zwyczajny smutek, żal, gorycz, niepokój, ból. A tak smutek, żal, gorycz, niepokój i ból pokazane są w ich psychologicznej złożoności, w osobistym chaosie, który nie poddaje się porządkowi wyznaczanemu przez religijne lub terapeutyczne idee. Co jest normalne, a co nienormalne? Jaka forma depresji jest odpowiednia w odbiorze, a jaka zbyt niewygodna dla oczu widza? Łatwo określić "Antychrysta" dwugodzinnym grafomańskim spektaklem, ale czy takie epitety nie są przy okazji zwyczajną kapitulacją przed interpretacją? Cholera, jeśli interpretacja uwolni dzieło z niezrozumienia, to dlaczego nie? Dlaczego ją ignorować z zasady, skoro artysta się interpretacji domaga? Nie trzeba czuć idei, bezkrytycznie potakiwać, ale zwyczajnie dać jej dojść do głosu, starać się zrozumieć. Słuchać, nie wchodzić bezczelnie w słowo, nawet jeśli całość wydaje się bełkotem. Mylę się?
3. Dom zły
Znakomity, intensywny, niełatwy w odbiorze film polski, którym opary bimbru, dym papierosowy wgryzający się w oczy i smród prowincjonalnej zaduchy stały się okazją do niebanalnego sportretowania interesowności znajdowanej w chamstwie i kłamstwach. Film niekoniecznie o Polakach, bo przecież Smarzowski pokazuje ludzi ze wschodu, homo sovieticusy wszelakie, którzy próbowali odnaleźć się w ubogiej - politycznie i etycznie - rzeczywistości. Jakubik, Dziędziel, Preis - najlepsze aktorskie trio ostatnich lat. Scenariusz - idealnie mieszający ze sobą intrygę kryminalną i klimat PRLu. Nie wiem, czy było coś polskiego tak dobrego ostatnio. Jak dla mnie żywy klasyk nie mający sobie podobnych (a przynajmniej nie przypominam sobie niczego podobnego w XXI wieku).
4. (500) Days of Summer
(500 dni miłości)
Najbardziej bezpretensjonalny film roku. Niekoniecznie dla facetów (choć w ten sposób niektórzy mogli zrozumieć mój tekst; przepraszam za wprowadzenie w błąd), bo dla wszystkich i o wszystkich tych, którzy zostali uświadomieni bądź chcą być uświadomieni celowości własnych związków miłosnych. Niewygodne prawdy podane w niebanalny sposób - to rzadkość na ekranach kin. Do tego dorzućmy świetne dialogi, miłą muzykę w tle, śliczną Zooey. Takich skromnych, skupionych, pozytywnych filmów życzę sobie więcej.
5. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Nowy Tarantino, jak to Tarantino, klasycznie tarantinowski - przewrotnie tarantinowski. To najrówniejszy z żyjących reżyserów. Jak zwykle u niego nie mające sobie równych dialogi, przykuwające z miejsca uwagę, choć trzeba dla tego gadulstwa mieć sporo cierpliwości - bo choć gadają na temat, to gadają długo, pokrętnie, niejednoznacznie. Mnie osobiście taka gadanina w stylu Tarantino kręci mocno, bo zawsze jest naturalna, niewymuszona i zawsze jest połączona z rewelacyjnym aktorstwem. Hans Landa (Christopher Waltz) to aktorskie odkrycie roku - to, w jaki sposób miesza niemiecką zimnokrwistość z charyzmą godną Herculesa Poirot, to mistrzostwo świata. Brad Pitt - bezbłędny; włoski akcent - bezcenny. Nie ma bata, gdyby za pięćdziesiąt lat ktoś miał wymienić pięć najważniejszych ról Pitta, to Aldo Raine będzie wśród nich. Cudna jest też Shoshanna (Melanie Laurent), szczególnie w czerwonej sukience, z papierosem w ustach, na tle bajkowego okna. I ten Bowie... No jasny piorun, tylko Tarantino wpadłby na taki pomysł, nie mówiąc już o alternatywnej wersji historii - palce lizać, docenić trzeba, uklęknąć nie głupio. Mam w pamięci całe mnóstwo scen (tak w ogóle Bękarty składają się z samych praktycznie pamiętnych, choć bardzo statycznych, scen) - pierwsza, jak z Sergio Leone, z Hansem i podłogą. Skalpy bękartów Aldo. Speluna. Rozmowa Landy z Shoshanną. Włosi na imprezie. Bowie. Ogólnie mówiąc - czuć w Bękartach moc kina Tarantino, ale takiego bliższego "Jackie Brown" niż stylistycznej wariacji pt. "Kill Bill". Chyba mu wyszło arcydzieło.
W poczekalni:
"Das weisse Band - Eine deutsche Kindergeschichte" ("Biała wstążka") - wielki, choć nie największy, film Haneke, ale i tak lepszy od zdecydowanej większości filmów stworzonych w Europie.
"Watchmen" ("Watchmen. Strażnicy") - znakomity film i znakomita ekranizacja komiksu, zarówno pod względem wymagającej treści, jak i błyskotliwej formy.
"Avatar" - za zachwyt kinem jako takim podczas obcowania z technologiczną rewolucją, która już wyznacza trendy w kinie rozrywkowym.
A na koniec "Synecdoche, New York" (drugi najlepszy film roku - najoryginalniejszy - choć nieobecny w kinach i na dvd, stąd obecność na liście rezerwowej).
|
| Dirk
| |
 | |
1. Gran Torino
To niesamowite, ale Eastwood-aktor nawet w zaawansowanym wieku wciąż potrafi wcielić się w twardziela niezwykle przekonywująco. Jego charyzma rozsadza ekran, a wystarcza mu do tego tylko spojrzenie przymrużonych oczu i cedzenie słów przez zęby. Scena, w której główny bohater przegania bandytów z trawnika poraża - facet naprawdę budzi strach wśród nieznających żadnych wartości przestępców. Eastwood-reżyser z kolei nie wpada w sztampę, choć w opowiadanej historii nie ma tak naprawdę nic nowego. Jednak sposób w jaki snuje fabułę zasługuje na uznanie. Reżyser "Bez przebaczenia" to obecnie jeden z niewielu twórców zupełnie nie przejmujących się poprawnością polityczną. I chwała mu za to. Jednocześnie fakt ten wyjaśnia powód, dla którego "Gran Torino" przepadł w zeszłorocznych Oscarach, podczas gdy absolutny przeciętniak "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" i zaledwie dobry "Slumdog" tryumfowały. Na uwagę zasługuje także tytułowa piosenka, którą wykonuje sam Eastwood (po raz bodajże drugi w karierze - poprzednio śpiewał z Rayem Charlesem).
2. Avatar
James Cameron powrócił w wielkim stylu, tworząc kolejny kamień milowy w historii kina. Na poziome wizualnym "Avatar" odskakuje konkurencję na kilka długości. Szczególnie w 3D film prezentuje się niesamowicie. Nigdy wcześniej nikt nie przedstawił na ekranie tak prawdziwie wyglądającego obcego świata. Dżungla Pandory z jej zwierzętami i roślinami po prostu żyje. Również przedstawiciele rasy Na'vi wyglądają niezwykle naturalnie, włączając w to takie szczegóły jak pot na skórze czy też drobne niedoskonałości typu blizny po ospie na skórze. W obrazach reżysera "Prawdziwych kłamstw" widać na ekranie każdy dolar przeznaczony na produkcję. Również na poziomie fabularnym nie ma się specjalnie do czego przyczepić. Wprawdzie nic nowego nam Cameron nie pokazał, ale jednak, aby przekonać widza, wykorzystując znane od lat elementy, trzeba bardzo sprawnie operować tworzywem filmowym. A to twórca "Terminatora" opanował do perfekcji. Słowem - seans "Avatara" przypomina jak powinno wyglądać widowisko na wysokim poziomie.
3. Zack and Miri Make a Porno
(Zack i Miri kręcą porno)
Wszyscy mogą sobie mówić, iż królem dialogów jest Quentin Tarantino. Dla mnie miejsce na tronie zajmuje Kevin Smith. Uwielbiam rozmowy Dantego i Randala o niczym, nawiązania do "Gwiezdnych wojen", bezkompromisowe bluzgi i charakterystyczny Smithowski humor. I wszystko to znalazłem w "Zack i Miri kręcą porno". Nawet fakt, iż w ostatniej półgodzinie robi się nieco sentymentalnie, nie umniejsza w jakimś znacznym stopniu pozytywnych wrażeń. Za jedyny naprawdę poważny zarzut uznaję jedynie ograniczoną rolę Jeffa Andersona, który jak nikt potrafi wcielić się w zblazowanego faceta z szalonym poczuciem humoru. Podczas seansu bawiłem się przednio. Co jak co, ale wyobraźni i talentu do wymyślania różnych dziwnych sytuacji nie można reżyserowi odmówić. Smith bawi się kinem ze swoimi kumplami i efekt tej radosnej zgrywy czuć w trakcie oglądania. Dlatego spokojnie i bez wyrzutów sumienia umieszczam "Zack i Miri" w tym zestawieniu.
4. Star Trek
Nie przepadam za uniwersum "Star Treka". Zdecydowanie zbyt mało się działo w poszczególnych odcinkach serialu, czas ekranowy wypełniały nieciekawe rozmowy. Dlatego też jakoś specjalnie nie czekałem na kolejny film osadzony w uniwersum gwiezdnej wędrówki. Dopiero zachęcony entuzjastycznymi recenzjami, które jednomyślnie przyporządkowywały obraz Abramsa do gatunku space opery, postanowiłem pokusić się o seans. I nie żałuję. Dostałem bardzo sprawnie zrealizowany blockbuster, gwarantujący odpowiednią dawkę rozrywki. Na szczęście, moja największa obawa - iż z ekranu powieje nudą nie znalazła potwierdzenia w rzeczywistości. Fabuła pędzi szybko i efektownie, a na brak realizmu dawno już przestałem zwracać uwagę o ile tylko ukazane wydarzenia mieszczą się w granicach rozsądku. Koniec końców, dostałem wybuchową mieszankę akcji, odrobiny humoru (świetny Simon Pegg) i solidną porcję charakterystycznej dla oryginalnych "Gwiezdnych wojen" atmosfery. Szkoda, że Abrams nie nakręcił prequeli.
5. Seven Pounds
(Siedem dusz)
Poprzednie dokonanie Muchino stanowiło solidny film obyczajowy z przejmującą rolą Smitha. Z ciekawością sięgnąłem więc po kolejny wspólny projekt tych panów. I nie zawiodłem się. Scenarzysta miał interesujący pomysł na fabułę i bardzo sprawnie go wykorzystał. Wprawdzie wszystkie użyte środki nieraz już widzieliśmy, ale zupełnie nie przeszkadza to w trakcie seansu. "Siedem dusz" poruszyło mnie o wiele bardziej niż którykolwiek z zeszłorocznych oscarowych pretendentów z "Zapaśnikiem" na czele. Reżyser dotyka istotnych spraw i nie ślizga się po temacie. Nie dokonuje też głębokiej analizy - po prostu zaznacza problem i pozwala widzowi wyrobić sobie własne zdanie (już po seansie). I właśnie za to cenię ten film. Łopatologiczny? Być może, ale i tak coś po sobie zostawia.
|
| Piwon
| |
 | |
1. Watchmen
(Watchmen. Strażnicy)
To juz drugi, po "300", film Zacka Snydera, który umieszczam na szczycie mojej krótkiej listy najlepszych filmów ubiegłego roku. Chcę w ten sposób wskazać na pewien typ kina, który do mnie trafia, i z którego oglądania czerpię ogromną przyjemność. "Watchmen" potwierdzają, ze wyżej wspomniany reżyser trafia z nim do mnie najcelniej.
2. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Najlepszy film Quentina Tarantino, zaraz po "Pulp Fiction". Ot, co!
3. Avatar
Siedząc w kinowej sali z okularami na nosie, miałem wrażenie, że uczestniczę w czymś wyjątkowym, wręcz historycznym. Biorąc pod uwagę, że nigdy wcześniej czegoś takiego w kinie nie odczuwałem, nawet nie chce mi sie myśleć o fabularnej wtórności, gdyż nie to jest w tym filmie najistotniejsze. To emocje są najistotniejsze, a tych w najnowszym filmie Camerona nie brakuje...
4. Up
(Odlot)
Wspaniała opowieść o miłości, przyjaźni, starości i... śmierci. Tak, to wszystko w bajce, jednej bajce. Najbardziej dojrzały film Pixara.
5. Dom zły
Mam ogromną satysfakcję, że w końcu, z czystym sumieniem, film rodem z ojczyzny, umieszczam na tej liście. Obrazy Smarzowskiego przywracają mi wiarę w polskie kino. Oby tak dalej!
Specjalne wyróżnienie:
"District 9" ("Dystrykt 9"), "Star Trek", "Vicky Cristina Barcelona"
|
| Fidel
| |
 | |
1. Kirschblüten - Hanami
(Hanami - Kwiat wiśni)
Za piękną opowieść o miłości, którą przeżywa się bez czerwonych róż, kolacji przy świecach, czy spacerów w świetle Księżyca. Za piękną opowieść o tęsknocie, o próbie pogodzenia się z naturalnym porządkiem rzeczy i w końcu - za doskonałe skontrastowanie umierającej tradycji z tonami betonu. Skontrastowanie tańca u stóp góry Fudżi ze szklanymi witrynami wieżowców.
2. Avatar
Doskonale zdaję sobie sprawę, że nowy film Camerona - patrząc obiektywnie - nie zasługuje na tak wysokie miejsce w tym notowaniu, ale obiektywizm nie jest możliwy, gdy w grę wchodzą emocje. Ta prosta historia po prostu mnie urzekła. Tego, co poczułem w kinie na "Avatarze" nie poczułem od czasu, kiedy jako małe dziecko usiadłem w ostatnim rzędzie, aby obejrzeć "Króla Lwa" - bezcenne uczucie.
3. Dom zły
Za to, że od samego oglądania można by nabawić się kaca - nie tylko moralnego. Zdecydowanie jeden z najlepszych polskich filmów, jakie kiedykolwiek widziałem.
4. Delta
Czyli węgierska "Viridiana". Za to, że właściwie bez słów potrafi opowiedzieć o ludziach dużo więcej, aniżeli większość filmów, w których słowa padają co sekundę.
5. Up
(Odlot)
Za to, że potrafi opowiadać o życiu i śmierci tak, że mimo ciamajdowatego dzieciaka, zabawnego psa i kolorowego ptaszyska płaczę na filmie animowanym nie ze śmiechu, a ze szczerego wzruszenia.
|
| Hitch
| |
 | |
1. Gran Torino
Wyjątkowość tej produkcji nie polega jedynie na finalnej kreacji aktorskiej Clinta Eastwooda, ale przede wszystkim na niezwykle dokładnej obserwacji społecznej. Z pozoru wredny, przepełniony goryczą i nietolerancją stary zrzęda okazuje się skarbnicą wartości, które jeszcze do niedawna były uznawane za elementarne, a w dzisiejszych czasach przepadają coraz częściej i bez większego echa. To nie jest żadne kino zemsty, ani "Brudny Harry na emeryturze". To piękny film o stąpaniu twardo po ziemi do samego końca i o tym, że szacunek do rodziny, pracy czy przyjaciół trzeba mieć od początku, a na respekt sobie zasłużyć. Zdecydowanie numer jeden 2009 roku.
2. District 9
(Dystrykt 9)
Kino rozrywkowe w najlepszym wydaniu. Miło dziś zobaczyć twórcę, który traktuje swoje dzieło poważnie, z żelazną konsekwencją kreując świat i postacie. Neil Blokamp okazał się jednym z niewielu dzisiejszych reżyserów, którzy nie łączą pojęcia kina akcji z gumą do żucia dla oczu. Jasne, oprawa wizualna wprawia w zachwyt, ale jest ona tylko DODATKIEM do rewelacyjnego aktorstwa (wyśmienity Sharlto Copley!) oraz sensownej, trzymającej w napięciu fabuły. Jest krwiście, ale tak właśnie ma być, kiedy w ruch idzie broń, a uliczne gangi, szarzy ludzie i wielka korporacja mają bardzo sprzeczne interesy. Rewelacja, najlepsze kino akcji z domieszką sci-fi od czasu "Terminatora 2".
3. The International
(International)
W czasach, gdy nawet z założenia poważny thriller jest kierowany do dzieci ("Stan gry"), aż chce się zadać pytanie, czy jeszcze warto utrzymywać przy życiu niektóre gatunki filmowe, skoro czeka je sprowadzenie do poziomu trzynastolatka? Na szczęście Tom Tykwer pokazał, że trendy i box office ma w głębokim poważaniu, realizując niesamowicie klasyczny thriller śledczy z wybornym Clivem Owenem na pierwszym planie. Dzieci niech idą na "Bourne'a", bo tutaj nie znajdą nic ciekawego. To "tylko spójna" historia, która nie idzie według schematu "od wybuchu do wybuchu". Za to jest żmudnym i męczącym dochodzeniem. A na deser wbijająca w fotel i ultrarealistyczna scena strzelaniny w muzeum.
4. Wojna polsko-ruska
A, niech będzie - rodzima produkcja. Co prawda, w ubiegłym roku powstały dwa dużo lepsze polskie filmy ("Rewers" i "Dom zły"), a sama produkcja Żuławskiego jest przekombinowanym, momentami niezrozumiałym bełkotem, to jednak warto zwrócić uwagę na podejście realizacyjne. Całkowite zerwanie z dotychczasową bidą techniczną. Zupełny brak tego skostnienia narodowego przemysłu filmowego. Efekty specjalne, montaż, udźwiękowienie - to wszystko naprawdę stoi na wysokim poziomie. Ten obraz JEST atrakcyjny. Pomijając to, film pana Xaverego trzeba zobaczyć ze względu na iście oscarową rolę Borysa Szyca. Facet nie grał. On na czas zdjęć stał się tępym dresiarzem, co wbrew pozorom nie było takie łatwe. Wielkie brawa.
5. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Nie jest to film idealny z powodu licznych, a także niesamowicie zbędnych tarantinoizmów, ale postacie Aldo Raine'a i Hansa Landy kompletnie zasłaniają wszelkie minusy tej produkcji. Powrót do formy po kiepskim "Death Proof" w postaci świetnych dialogów, ciekawej historii, masy scen perełek i pierwszorzędnego aktorstwa. Już dawno ponad 150 minut nie minęło mi tak szybko. To po prostu klawy obraz, przy którym świetnie się bawimy, przy okazji nie narzekając co chwilę, jakie to jest głupie. Polecam. "Arrivederci!".
Tuż za podium:
"Tau Ming Chong" ("Władcy wojny"), "Law Abiding Citizen" ("Prawo zemsty"), "Watchmen" ("Watchmen. Strażnicy"), "Public Enemies" ("Wrogowie publiczni"), "Zombieland", "(500) Days of Summer" ("500 dni miłości)"
|
| Ciuniek
| |
 | |
1. Watchmen
(Watchmen. Strażnicy)
Podobno najnowszy film Snydera albo się uwielbia, albo się go nie cierpi - ja należę do tej pierwszej grupy. Świetna historia, wiarygodne postacie i jeden z najciekawszych światów w historii komiksu i kina SF. Może to zakrawać na bluźnierstwo, ale filmowe zakończenie podoba mi się bardziej, niż to oryginalnie napisane przez Alana Moore'a. W ogólnym, bardzo pozytywnym odbiorze, duża jest rola zespołu aktorskiego, który stworzył niezwykłe kreacje - socjopatyczny Rorschach, cyniczny Komediant, odczłowieczony dr Manhattan, zrezygnowany Nocny Puchacz i prawie nieobecny Ozymandiasz - o każdym z nich można by napisać osobny artykuł. Najlepszy film w tym roku.
2. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Film, w którym przez dwie i pół godziny ludzie rozmawiają, ale jak rozmawiają! Tarantino wspiął się na szczyt swoich umiejętności spisując na papierze dialogi, które chwytają za gardło i nie puszczają do samego końca. Napisał też najprawdopodobniej najlepszą postać w swojej karierze, w którą bezbłędnie wcielił się Christoph Waltz - pułkownika SS Hansa Landę, człowieka, który samą swoją obecnością na ekranie mrozi krew w żyłach i nie pozwala oglądać filmu w pozycji innej, niż na brzegu fotela.
3. Dom zły
Świetny polski film - wystarczyło tylko wziąć bardzo dobry, gorzki, przewrotny scenariusz, dorzucić kilka świetnie zagranych ról i doprawić niesamowicie skomponowanymi zdjęciami. Smarzowski udowadnia, że o peerelowskiej beznadziei można opowiadać w sposób zajmujący i bez narodowej martyrologii. W "Domu złym" cierpienie wcale nie uszlachetnia, a ludzi kryształowych nie ma.
4. Gran Torino
Clint Eastwood pięknie żegna się z aktorstwem - jego Walt Kowalski to postać przerysowana i stereotypowa do granic możliwości, ale budząca sympatię i mająca w sobie pierwiastek czystej "konkretności". Nie tylko on jest stereotypowy - cały film się na nich opiera, ale Brudny Harry na emeryturze udowadnia jak wiele da się wycisnąć z prostej i w gruncie rzeczy mało odkrywczej historii.
5. Star Trek
"Piraci z Karaibów" w kosmosie, czyli najlepszy letni blockbuster w tym roku. Humor, dialogi, postacie - wszystko składa się na lekki i przyjemny, ale zupełnie nieszkodliwy dla szarych komórek film akcji.
|
| Pati
| |
 | |
1. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Quentin Tarantino po raz kolejny opowiada historię po swojemu, i po raz kolejny ogląda się to z przyjemnością. Nigdy nie zapomnę Brada Pitta i jego "Ariwederczi" oraz Christopha Waltza tworzącego jeden z najciekawszych czarnych charakterów w historii kina.
2. Watchmen
(Watchmen. Strażnicy)
Co jest największą zaletą "Strażników"? Sceny akcji, ciekawe postaci, znakomite efekty, a może kostiumy? Nie! Największą zaletą "Strażników" jest scenariusz, dzięki któremu wszystkie te elementy współgrają ze sobą z precyzją szwajcarskiego zegarka. Kolejny po "300", świetny film Zacka Snydera!
3. Avatar
"Avatar" oglądany w kinie IMAX to nie jest zwykły seans, to prawdziwa wyprawa na Pandorę pełną bujnej przyrody i niesamowitych zwierząt. Od początku do końca seansu siedziałam w kinie z otwartymi z wrażenia ustami. I to nie tylko z powodu 3D... W "Avatarze" główną rolę gra mój - jak to ja mówię - "najlepszy aktor", czyli Sam Worthington.
4. Wojna polsko-ruska
Borys Szyc odgrywa w tym filmie swoją życiową rolę. Nie ustępuje mu Sonia Bohosiewicz, która niczym tornado przeszukuje szafki Silnego w poszukiwaniu czerwonego barszczu. Irracjonalne dialogi, pokręcone postaci, ocierające się o Lyncha zawiłości czasoprzestrzenne i doskonała strona techniczna "Wojny polsko-ruskiej" - te elementy zmuszają do zapamiętania tego filmu jako jedno z najlepszych dokonań współczesnej polskiej kinematografii.
5. Gran Torino
Clint Eastwood pokazał po raz kolejny, że w jego wieku zamiast siedzieć w bujanym fotelu popijając herbatkę, można z powodzeniem stać po obu stronach kamery i kręcić filmy pełne napięcia, uczucia, humoru (również czarnego) i fenomenalnych dialogów.
|
| Krove
| |
 | |
1. The Visitor
(Spotkanie)
W natłoku głośnych i spektakularnych premier tego roku pojawił się film, na który nie czekały rzesze spragnionych i wygłodniałych wielbicieli. Film, który nie posiada ani specjalnie imponującej fabuły, obsady, czy miażdżących mózg i oczy efektów specjalnych. "Spotkanie" to taki film, w którym z pozoru dzieje się niewiele, ale kiedy już się coś wydarzy, to pojawia się takie zaangażowanie emocjonalne, jakiego nie doświadczyłem na żadnej innej tegorocznej premierze. Widziałem film raz, na początku podobał mi się średnio, im więcej o nim myślę, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że to kino wybitne, w którym reżyser i aktorzy przekazują prawdziwe, trafiające w punkt emocje. Niepozbawiony wad, nienokautujący podczas seansu, ale bardzo mądry i dojrzewający wraz z widzem film. Moim zdaniem wydarzenie!
2. District 9
(Dystrykt 9)
Tak imponującego i sugestywnego najazdu kosmitów na naszą planetę w kinie jeszcze nie było. Pierwszą połowę filmu ogląda się ze szczęką na podłodze, zastanawiając się czy przypadkiem operator nie odpalił prawdziwej relacji telewizyjnej i czy po powrocie do domu na podwórku nie zastaniemy kilku wałęsających się tam krewetkopodobnych istot. Zanim zdążysz ochłonąć, wciągnie Cię druga część, która stanowi co najmniej znakomite kino akcji. Za pomocą tego typu chwytów Blomkamp opowiedział niesamowitą historię i przekazał kilka ciekawych prawd o nas jako ludziach i o świecie, w którym żyjemy. Może treściowo to nie mistrzostwo świata, ale forma w jaką całość została zapakowana robi kolosalne wrażenie.
3. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Najlepszy film Tarantino zaraz po "Pulp Fiction". Quentin znów wygrał, robiąc w zasadzie to samo co postanowił robić od swojego "wściekłego" debiutu, ale tym razem opakował całą swoją zabawę w prawdziwie zajmującą historię, a całość umieścił w realiach II wojny światowej, przy okazji serwując jej całkowicie odmienną od rzeczywistości wizję. Dodatkowo wrzucił w to wszystko zgraję piekielnie dobrych aktorów (na czele z Bradem Pittem i Christophem Waltzem) i kazał im wygłaszać niewyobrażalnie znakomite dialogi. Całość to przede wszystkim rozrywka na najwyższym poziomie.
4. Frost/Nixon
To Frank Langella, a nie Sean Penn powinien zgarnąć zeszłorocznego Oscara dla najlepszego aktora pierwszoplanowego. To jego wielka rola wznosi ten filmowy pojedynek na wyższy poziom i gwarantuje niezapomniane wrażenia podczas seansu. To dla niego film ten powinny zobaczyć osoby, które na co dzień omijają tego typu obrazy szerokim łukiem, bo tematy krążące wokół polityki, czy historii wywołują u nich tylko i wyłącznie rozwarcie paszczy. W filmie Rona Howarda o ziewaniu nie ma mowy, bo emocje wręcz buchają z ekranu. Cud, miód i orzeszki.
5. Das weisse Band - Eine deutsche Kindergeschichte
(Biała wstążka)
Daleki jestem od wielbienia Michaela Haneke i większości jego filmów, które udało mi się zobaczyć, nie darzę nawet cieniem sympatii. Do "Białej wstążki" podchodziłem więc sceptycznie, bardziej z musu niż z prawdziwej chęci zobaczenia, co tym razem zmajstrował ten prowokujący artysta. Zaskoczenie było spore. Okazało się, że nie dość, że jest to film po prostu mądry, ciekawy i mówiący o niezwykle ważnych rzeczach, to w dodatku realizacyjnie dopieszczony. Z niektórych kadrów emanuje niesamowite piękno, aktorzy robią kolosalne wrażenie, a przez cały czas trwania seansu mamy do czynienia z niemal namacalnym napięciem. Znakomita, europejska robota i zasłużona nagroda w Cannes.
|
| Don Vito
| |
 | |
1. Public Enemies
(Wrogowie Publiczni)
Twardzi gangsterzy, nieustępliwi policjańci, piękne kobiety, wszystko osadzone w latach 30 XX wieku. Michael Mann wziął na warsztat historię Johna Dillingera, obsadził w tej roli świetnego Johnny'ego Deppa, a na jego przeciwnika wybrał Christiana Bale'a. To nie mogło się nie udać. Duży plus za piękne zdjęcia kręcone z ręki i rewelacyjną muzykę.
2. Changeling
(Oszukana)
Ile to już było filmów o matkach, które straciły dziecko? Jednak film Eastwooda to nie tani wyciskacz łez. Znajdziemy tu korupcję policji, ułomność systemu sprawiedliwości i dramat matki próbującej za wszelką cenę odzyskać dziecko. A wszystko to osadzone w klimacie lat trzydziestych i ze świetną rolą Angeliny Jolie.
3. Gran Torino
Proste historie są najlepsze. Stary, uprzedzony do Azjatów weteran wojenny o swojsko brzmiącym nazwisku Kowalski stopniowo przekonuje się do skośnookich sąsiadów. Jednak daleko Gran Torino do standardowej historyjki o zwalczaniu rasizmu. Poglądy Kowalskiego są bardzo niepoprawne politycznie, a relacja jaka nawiązuje się między nim a jego koreańskimi sąsiadami jest bardzo specyficzna.
4. Frost/Nixon
Rzadko kiedy zdarza się, że film o dziennikarzu i wywiadzie telewizyjnym ogląda się z zapartym tchem. Ronowi Howardowi udało się przykuć moją uwagę i zafascynować mnie legendarnym wywiadem Frosta z Nixonem. Trzeba wspomnieć o genialnej kreacji Franka Langelli.
5. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Prawdziwa jazda bez trzymanki. Tarantino wzniósł się na szczyt swoich możliwości, tworząc film, który bawi i wciąga, dając krytykom pożywkę do analiz filmoznawczych, a nie ocierając się przy tym o kicz, jak to było w Kill Billu.
Poza podium:
"District 9" ("Dystrykt 9"), "Watchmen" ("Watchmen. Strażnicy"), "Rewers"
|
| Pegaz
| |
 | |
1. Frost/Nixon
Kto by pomyślał, że film w którym tak naprawdę poza rozmowami nie dzieje się nic, może aż tak trzymać w napięciu. Historia jednego z najsłynniejszych wywiadów, jaki kiedykolwiek przeprowadzono,
przykuwa od pierwszych scen znakomitą grą aktorską. Z jednej strony absolutnie genialny Frank Langella, z drugiej dzielnie dotrzymujący mu kroku Michael Sheen, którzy wynoszą ten film na niebotyczny poziom.
A kiedy w końcu dochodzi do scen wywiadów, jesteśmy świadkami prawdziwej bitwy, którą widz obserwuje z zapartym tchem. Wszystko to perfekcyjnie napisane i zmontowane. Tym większa szkoda że film został tak drastycznie pominięty podczas oscarowego rozdania.
2. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Już po pierwszych scenach filmu ogarnęło mnie poczucie wstydu. Dlaczego? Otóż po pojawieniu się pierwszego zwiastuna "Bękartów" miałem przeczucie, że jednak tym razem Quentinowi Tarantino się
nie uda. A tymczasem gigantyczne zaskoczenie i zdecydowanie najlepszy film mistrza od czasów "Pulp fiction"! Przede wszystkim mamy tu genialny scenariusz z jak zawsze świetnymi dialogami i tym razem wyjątkowo spójną intrygą. Masa scen do zapamiętania oraz fantastyczna ekipa aktorska (Brawo Christoph Waltz! Brawo Melanie Laurent!). Fantastyczna zabawa dla widza!
3. Vals Im Bashir
(Walc z Baszirem)
Połączenie dwóch, jak mogło by się wydawać, zupełnie nie pasujących do siebie gatunków filmowych dało rewelacyjny efekt. Niesamowite zderzenie brutalnej, dokumentalnie ukazanej przemocy wojennej oraz
wprowadzającej element dystansu animacji przeraża i uwypukla absurdy wojenne. Są w tym filmie także niezwykłe sceny z pogranicza surrealizmu oraz iście hipnotyzująca ścieżka dźwiękowa. Kino trudne, obok którego nie można przejść obojętnie.
4. Revolutionary Road
(Droga do szczęścia)
Sam Mendes po całkiem niezłych próbach z kinem gangsterskim i wojennym, wraca po raz kolejny do tematu, który przyniósł mu całą dekadę temu worek Oscarów. Iście fascynujące obnażenie wad amerykańskiego społeczeństwa, w którym próba spełnienia wielkich ambicji i marzeń prowadzi jedynie do stopniowego rozpadu rodziny. Ale nie było by to ukazane przekonująco, gdyby nie rewelacyjny aktorski duet - Winslet i DiCaprio. A na drugim planie niesamowity Michael Shannon, komentujący życie głównych bohaterów niczym grecki chór.
5. Watchmen
(Watchmen. Strażnicy)
Najlepsza ekranizacja komiksu w historii kina! Zachwyca tu dosłownie wszystko. Znakomita strona wizualna, świetnie dobrani aktorzy, fantastyczna oprawa muzyczna oraz masa poruszonych tematów. No i prawdziwe zniszczenie mitu superbohaterów, którzy okazują się być ludźmi zakompleksionymi, zniszczonymi przez życie, a nawet skłonnymi do różnych dewiacji. Świetne kino, które za paręnaście lat może okazać się prawdziwą klasyką.
Wyróżnienia specjalne:
"(500) Days of Summer" ("500 dni miłości") - za pokazanie, że nawet w gatunku kom-romów wciąż można stworzyć coś świeżego i niepowtarzalnego.
"Dom zły" - najlepszy polski film roku, ukazujący brudną prawdę o PRLu w iście fascynujący sposób.
"Avatar" - najbardziej spektakularna rozrywka ostatnich lat i wielki triumf Camerona.
|
| Haneska
| |
 | |
1. Das weisse Band - Eine deutsche Kindergeschichte
(Biała wstążka)
"Biała wstążka" fascynuje, wręcz uwodzi swoją estetyką. Piękne, białe-czarne kadry oraz spokojna narracja są jednak tylko kamuflażem. Pod osłoną wizualnej łagodności kryje się bowiem obraz prawdziwie mroczny, przesiąknięty złymi emocjami, dwuznaczny. Obraz, który z ogromną siłą uderza w fałszywą moralność, w wyrastający bardziej z lęku niż poczucia siły, psychiczny terror, wreszcie w skrajną pobożność. Twórca "Funny Games" znów kreuje świat odpychający w swojej amoralności. I znów nie pozwala widzowi odetchnąć - ale za to tworzy naprawdę wielkie kino!
2. Vals Im Bashir
(Walc z Baszirem)
Genialne połączenie animacji oraz dokumentu, gatunków, które w pierwszym odczuciu nie powinny tak harmonijnie współgrać. A jednak, w "Walcu z Baszirem" nie tylko współgrają, ale tworzą jeden z najbardziej niezwykłych portretów wojennej traumy ostatnich lat. Dzięki tej odważnej kombinacji Ari Folman uczynił swoją opowieść o wiele głębszą. Sprawił, że oglądanie "Walca..." było dla mnie niesamowitym przeżyciem.
3. Revolutionary Road
(Droga do szczęścia)
Ponury, przeszywający emocjami moralitet spod ręki Sama Mendesa rewelacyjnie zagrany przez Kate Winslet i Leonarda DiCaprio. To dzięki nim ten film jest tak boleśnie prawdziwy.
4. District 9
(Dystrykt 9)
"Dystrykt..." mnie zwyczajnie zachwycił, zaskoczył i wzruszył! Neill Blomkamp dokonał rzeczy wielkiej - nakręcił film science fiction nie będący tylko feerią efektów specjalnych. Tu zamiast pompatycznego widowiska mamy świetnie napisaną, żywą i niebanalną historię, która po za tym, że niesamowicie wciąga, odsłania parę smutnych prawd na temat naszego człowieczeństwa.
5. Rewers
Najlepszy obok "Domu złego" polski film minionego roku. Początkowo niepozorna opowieść o nieśmiałej pannie z dobrego domu z czasem staje się czarującą mieszanką komedii, dramatu i kryminału, którego tłem są czasy stalinowskie. Trzeba sporego talentu i artystycznej wirtuozerii by z taką lekkością i nieskrywaną nostalgią opowiadać o epoce tak trudnej i gorzkiej. Debiutujący Borys Lankosz niewątpliwie ów talent posiada.
|
| BM
| |
 | |
1. The Wrestler
(Zapaśnik)
"I potem przyszła ta ciota Cobain i zrujnowała wszystko..". Znakomity dramat o życiu, mężczyźnie, pasji. Jeden z najlepszych filmów Aronofsky'ego i wielka rola Mickeya Rourke. Jadąc autobusem ze wzrokiem wlepionym w szarobury pejzaż, często przywołuję sobie obrazy z "Zapaśnika" i Rama snującego się przez lata swoje post-świetności w podstarzałej, poklejonej taśmą kurtce. I gdzieś tam w głowie odbija mi się echem skandowanie tłumu pod ringiem na część swojego ukochanego weterana. Świetny, film. Ważny, wzruszający, ciągle za mało doceniony.
2. Dom zły
Jeden z niewielu obrazów w tym roku, po których chciało mi się wyć do księżyca. Widać jestem skażony PRLowską metafizyką do cna, bo obraz ten srogo skopał mi główkę. Gdyby ocet na półce w '83 miał uczucia, to czuł by się właśnie tak, jak ja po projekcji tego filmu. Panie Smarzowski, kocham pana i kłaniam się w pas!
3. Vicky Cristina Barcelona
Cudowna, zagmatwana historia, strawny Allen, poczucie, że obcowało się ze świetnym filmem. W dodatku paleta znakomitych kreacji aktorskich, pejzaży i barw. Czy można ubrać hiszpańską miłość w celuloidowy kadr? Czy można zamknąć w kilkudziesięciu minutach prawdziwy ocean ludzkich emocji? Można.
P.S. Penelope Cruz jest boginią X muzy.
4. Gran Torino
Gdy byłem mały to chciałem być kowbojem. Potem mi przeszło, poszedłem na studia, do pracy, życie stało się bardziej przewidywalne. I mimo, iż rzeczywistość wykreowana w tym obrazie to żaden tam Dziki Zachód, jest to jeden z najbardziej samczo-chłopackich filmów ostatnich lat. Jeżeli jesteś marną parodią mężczyzny, chodzącą w spodniach typu rurki i z grzywką typu emo, a chciałbyś żuć tytoń i uśmiechać się na myśl o strzelaniu z obrzyna do złoczyńców, to sięgnij po ten genialny film. Przy okazji można się naprawdę nieźle pośmiać. Dziadek Clint w najznakomitszej formie.
5. Der Baader Meinhof Komplex
(Baader-Meinhof)
Ach, ten romantyczny czerwony terroryzm w lukrowej, popkulturowej polewie! Aż chciałoby się tak w wirtualnym zapomnieniu i z rozwianą grzywką wysadzić jakiś przybytek kapitalizmu. Na barykady, na traktory, albo przynajmniej napisać jakiś manifest... To pisałem ja - Jarząbek, który nigdy nie głosował na SLD. A jednak sztuka silniejsza jest od miecza i film mnie na jakiś czas zaczarował. Wyrazy podziwu dla twórców. Z poczuciem premedytacji pomieszanej z ambiwalencją, świadomy swego wyboru oddałem wam swoje 5 miejsce.
|
| Wanski
| |
 | |
1. Vals Im Bashir
(Walc z Baszirem)
Porażająca próba rozliczenia się twórcy z własnymi doświadczeniami, zmagania się z pamięcią i sumieniem. Folman wykorzystuje niezwykłą formę, aby pokazać najbardziej osobiste ze swoich przeżyć i doznań. Ciężką walką, wydobywa z zakamarków pamięci i podświadomości wspomnienia, uczucia i lęki których źródło jest w Libanie. Pokazując je, nadaje swojemu świadectwu najwyższą wartość artystyczną, poruszającą prawdę o ludziach i wojnie, która jest ich przekleństwem i zgubą. "Pamięć zabiera nas tam, gdzie musimy się udać". Niepodważalnie, pierwsze miejsce!
2. Il y a longtemps que je t'aime
(Kocham cię od tak dawna)
Za dwie zachwycające, uzupełniające się kreacje Kristin Scott Thomas i Elsy Zylberstein. Zagrały dwie siostry - naznaczoną niewyobrażalną tragedią, Juliette, zagraną szorstko i z dystansem, jakby instynktownie, oraz młodszą, pełną ciepła i niezachwianego uczucia, Leę, wytrwale i z najszczerszym oddaniem próbującą przywrócić zranioną kobietę do świata w pełni żywych, wolnych i kochających ludzi. Za precyzję scenariusza, doskonałą reżyserię i doborową obsadę, perfekcyjnie i przekonywająco wygrywającą burze ukrytych emocji i lęków, szalejące między zmagającymi się z trudną sytuacją bohaterami.
3. Das weisse Band - Eine deutsche Kindergeschichte
(Biała wstążka)
Precyzyjna diagnoza społeczeństwa, którego fundamenty zaczynają pękać, na początku niezauważalnie, z czasem przybierając coraz bardziej brutalne i niebezpieczne formy. W ludziach, wplątanych w sieci społeczno-kulturowych dogmatów, schematów i rytuałów, w najbardziej nieoczekiwanych, zwykłych momentach ich prowincjonalnego życia, uzewnętrznia się zło.
4. Kirschblüten - Hanami
(Hanami - Kwiat wiśni)
Znakomity, prawdziwy film. Wiarygodny, nie uciekający w publicystykę, portret kondycji naszego społeczeństwa, związków i rodzin, pokazujący jednocześnie, że mimo wszystko nie potrafimy uciec od cierpienia i miłości, które skrywają się pod skorupą codzienności, w nerwowych, pełnych nieporozumień chwilach. Doris Dörrie przestrzega nas, że możemy stracić to, co mamy wbrew pozorom najcenniejszego, jedynego. Taniec u stóp góry Fudżi nie jest w stanie złagodzić bólu Rudiego, wyzwolić z poczucia straty po śmierci żony. Ale sam fakt, że bohater podejmuje się podróży do zupełnie obcego kraju, że próbuje zmierzyć się z uczuciami, jest świadectwem jego człowieczeństwa. Nie mógę zapomnieć w szczególności wspaniałych scenach w tokijskich parkach, czytelnie wykorzystujących metaforykę kwiatu wiśni, o scenie tytułowego hanami i scenie "free hug". Są jak objawienie.
5. Coraline
(Koralina i tajemnicze drzwi)
Jestem zachwycony tym obrazem. Za prawdziwą wizualną ucztę. I za wspaniałą baśniowość, za przestrogę.
Wyróżnienia:
"Inglourious Basterds" ("Bękarty wojny"), "Frost/Nixon", "Lars and the Real Girl" ("Miłość Larsa")
|
| Mefisto
| |
 | |
1. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Rzadko chodzę do kina więcej niż raz na dany film - na filmie Tarantino byłem w zeszłym roku trzy razy i wciąż żałuję, że tak mało. Wraz ze starszym o rok "No country for old men" to jeden z najlepszych, najbardziej soczystych i satysfakcjonujących seansów, jakie kiedykolwiek dało mi kino. To jego prawdziwa esencja i film totalny.
2. (500) Days of Summer
(500 dni miłości)
A na tym filmie byłem dwukrotnie i też bawiłem się wyśmienicie. Dawno nie oglądałem tak szczerego, świeżego, słodko-gorzkiego i bezpretensjonalnego filmu o miłości, bez miłości. Przemiły, kojący film i moje "oczko w głowie" ubiegłego roku.
3. Dom zły
Jedyny polski film w zestawieniu, co już samo w sobie jest sukcesem. Choć "Dom zły" widziałem jedynie raz, to zrobił na mnie niesamowite wrażenie i wrył mi się w pamięć na tyle mocno, że zwyczajnie musiał się znaleźć wśród najlepszych. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom - to nie jest ani polskie "Fargo", ani podróbka Tarantino. To nie jest też film dla każdego (znam takich, co ledwie go zmęczyli). Nie zmienia to jednak faktu, że kino to świetne, a przy tym udowadniające, że są jeszcze w tym kraju twórcy, którzy potrafią coś więcej, aniżeli tylko klepać w kółko lokalną biedę i/lub pluć nam w twarz pseudo komedyjkami o aparycji Gołoty i wdzięku disco-polo.
4. Revolutionary Road
(Droga do szczęścia)
A to z kolei film, do którego niespecjalnie ma się ochotę wracać. Choć zdjęcia są piękne, muzyka fantastyczna, a aktorzy przechodzą samych siebie, to jednak wrażenie ucisku w żołądku i owijającej się wokół szyi pętli, jakie wywołuje, nie należy do najprzyjemniejszych. Mnie ten film zniszczył - tyleż negatywnie, co pozytywnie. Małe (w końcu to kolejny, skromny dramat), wielkie kino. I wielce emocjonalne.
5. Gran Torino
Tą skromną piątkę zamyka aktorsko-reżyserki popis Clinta Eastwooda. To ponoć ostatni występ przed kamerą tej legendy kina. I jeśli okaże się to prawdą, to trudno o lepsze zwieńczenie kariery. Choć film z początku wygląda tandetnie i kiczowato, a fabuła jedzie na stereotypach i wytartych frazesach, to pod tą umowną otoczką skrywa znacznie, znacznie więcej. Film elektryzujący i wymuskany niczym tytułowe auto.
Wyróżnienia:
"Avatar", za kolejną techniczną rewolucję w kinie, szkoda tylko, iż z kulejącą fabułą.
"Nothing Personal" ("Nic osobistego"), za najpiękniejsze, najbardziej subtelne i najbardziej poruszające doznanie ubiegłego roku (film nie załapał się na podium z powodu braku dystrybucji).
"District 9" ("Dystrykt 9"), za powiew świeżości w skostniałym nieco gatunku.
"The International", za powrót do korzeni i świetnie oglądającą się historię w starym, dobrym stylu.
|
| The Talented Mr. Ripley
| |
 | |
1. Avatar
Słowem wstępu - moim zdaniem od bardzo dawna nie mieliśmy tak dobrego roku dla kinematografii, jak 2009. Dużo świetnych, różnorodnych filmów (w tym nawet polskich) - ciężko było ułożyć tę piątkę najlepszych (a także i uszeregować tytuły w ramach tej piątki). Ostatecznie na pierwszym u mnie "Avatar" - za to, że totalnie "odleciałem" podczas seansu. Nie obchodziło mnie, czy fabuła jest oryginalna, logiczna, postaci dobrze rozpisane itd. Po prostu dałem się porwać panu Cameronowi - tak jak zresztą całe kino (wypełnione do ostatniego miejsca). Fajne jest poczucie, że pół sali wchodzi na film z popcornem, colą, nachosami i innymi akcesoriami tego typu, a podczas seansu zupełnie o nich zapomina. Nikt nie gada, wszyscy w skupieniu delektują się filmem - tak powinno być zawsze. A ja nie pamiętałem takiej sytuacji od bardzo dawna. Chyba od ... "Titanica"?
2. (500) Days of Summer
(500 dni miłości)
Ten film nie ma słabych punktów. Świetny scenariusz, reżyseria, aktorstwo, ścieżka dźwiękowa, zakończenie wywołujące uśmiech od ucha do ucha... Podczas seansu czuje się, że twórcy mieli wielką frajdę z kręcenia tego filmu, i po prostu bawią kinem. I to nie w jakiś snobistyczny, niezrozumiały dla widza sposób, ale tak, że my bawimy się razem z nimi. "Roses are red, violets are blue... Fuck you whore!".
3. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Jakoś tak się złożyło, że nie widziałem tego filmu w kinie. Na szczęście dvd wyszło dość szybko, bo byłaby to największa zaległość tego roku. Choć tematyka zupełnie inna, właściwie mógłbym napisać to samo, co w przypadku "500 dni miłości". Wszystko się przecież zgadza. Dodam tylko, że Christoph Waltz to nie tylko największe odkrycie roku, ale może i nawet dekady.
4. Changeling
(Oszukana)
Długo myślałem, że to będzie mój numer jeden. Końcówka roku wszystko jednak zmieniła. Ale i tak jest wysokie, czwarte miejsce - za rolę Angeliny (ten krzyk! - aż czuje się jej ból), intrygującą (i prawdziwą) historię, świetną reżyserię Eastwooda, odwzorowanie Los Angeles lat dwudziestych, zdjęcia i - przynajmniej wg mnie - najbardziej niedocenioną ścieżkę dźwiękową zeszłego roku (autorstwa Clinta zresztą). Po seansie przez jakiś czas nie można wziąć pełnego oddechu - a to się zdarza w kinie niezbyt często...
5. The Visitor
(Spotkanie)
Chyba największe zaskoczenie ubiegłego roku. Bardzo podobał mi się "Dróżnik" i liczyłem, że kolejny film McCarthy'ego utrzyma poziom. Ale "Spotkanie" przebiło "Dróżnika". To już nie tylko ciepła, prosta historia z bohaterami, których z miejsca chce się przytulić. W "Spotkaniu" McCarthy bierze się za problemy współczesnej Ameryki. I wychodzi mu to całkiem dobrze. W tym filmie nie ma nuty fałszu. Reżyser prezentuje nam okrutną rzeczywistość, a jednocześnie jego bezpretensjonalny film jest świetną ucieczką od niej. Wielki plus za muzykę Jana A.P. Kaczmarka.
|
| Tony Clifton
| |
 | |
1. Inglourious Basterds
(Bękarty wojny)
Quentin Tarantino to jeden z niewielu twórców, których filmy sprawiają wrażenie, że są robione specjalnie pod mój gust. "Bękarty wojny" to świadectwo mistrzostwa formalnego, wirtuozerii dialogowej, absolutnej kontroli reżysera, a także fetyszyzujący list miłosny do kina jako sztuki. Mimo sygnatury Tarantino na każdym calu taśmy filmowej można odczuć, że jego podejście zostało jakoś odświeżone, stało się bardziej konkretne, narracyjnie wyszlifowane, zdyscyplinowane i emocjonujące jak nigdy. I przy tym nie przestało być świetną rozrywką wielokrotnego użytku, z ilością detali, które można analizować latami.
2. District 9
(Dystrykt 9)
Energetyczny, oryginalny i rozbrajający swoją bezkompromisowością film science-fiction, który powstał gdzieś na uboczu przy stosunkowo małym budżecie - niby niemożliwe, a jednak stało się. Neill Blomkamp przyszedł znikąd, żeby przywrócić fanom sci-fi wiarę i nadzieję, że można zrobić inteligentny, emocjonujący spektakl, który efektami i pomysłem przyćmiewa większość superprodukcji głównego nurtu.
3. Public Enemies
(Wrogowie publiczni)
Michael Mann pokazuje po raz kolejny, że nie schodzi łatwo z obranej drogi. Użycie techniki cyfrowej do odtworzenia klasycznego świata gangsterów lat trzydziestych były ryzykownym krokiem, ale właściwym. Kontrowersyjna forma podzieliła widzów, wytrącając ich z przyzwyczajeń estetycznych. Spora część na dyskomfort zareagowała odrzuceniem, ale dla mnie Mann udowodnił, że można opowiedzieć klasyczną historię nowocześnie, bez całego sztafażu i filtrów utrwalonych w historii kina.
4. Vals Im Bashir
(Walc z Baszirem)
Nietypowy film dokumentalny w oryginalnej animowanej formie okazał się poruszającym studium natury człowieka, mechanizmów jego psychiki w obliczu chaosu wojny, a także poetyckim doświadczeniem wizualnym, przekraczającym oczekiwania zarówno wobec filmów dokumentalnych, jak i animowanych.
5. (500) Days of Summer
(500 dni miłości)
Świetny film o miłości i związkach, szczery, prawdziwy i bardzo zabawny. Dobra gra młodych aktorów, hipsterski indie-soundtrack i fantazyjna forma opowiadania współtworzą niezwykle uroczy film, w którym można łatwo odnaleźć fragmenty własnych doświadczeń, pochylić się nad losem sympatycznych bohaterów, czy podziwiać błyskotliwy scenariusz.
|
|