UWAGA! - SPOJLERY -
UWAGA!
Temat dojrzewania, postać bohatera dojrzewającego, obraz dzieciństwa - to tematy
dość popularne i często wykorzystywane, czy to w literaturze czy w filmie. Ileż
to już razy mieliśmy do czynienia z bohaterem, w którym pod wpływem rozmaitych
wydarzeń zachodziły nieodwracalne zmiany? Ileż to już razy mieliśmy do czynienia
z obrazami filmowymi, które starały się w różny sposób sportretować młodych
ludzi? Czasami wychodziło to lepiej, czasami gorzej. Pojawiały się rozmaite
konwencje. Młodość często ukazywano w realistyczny, niemal brutalny sposób.
Pokazywano jak dziecięca mentalność zderza się z okrutnym światem dorosłych i
jak takie zderzenie na nią wpływa. Pokazywano też dzieciństwo w rozmaitych
komediach, czy głupawych musicalach, które były kolorowe, beztroskie i do bólu
przewidywalne. Filmowi Michaela Cuesty bliżej raczej do pierwszego typu filmów o
młodości, jednak reżyser nie pogrąża się w ukazywaniu tylko tej okrutnej, pełnej
bólu strony dojrzewania. Emocje, które towarzyszyły mi podczas seansu, na pewno
nie były tylko i wyłącznie dołujące.
Jacob, Leonard, Malee i Rudy tworzą grupę przyjaciół. Razem spędzają czas, bawią
się we wspólnie zbudowanym domku na drzewie, opowiadają sobie o swoich
problemach i robią wszystko to, co przyjaciele robić powinni. Do czasu, gdy w
wyniku ich konfliktu z dwójką chłopców z okolicy dojdzie do tragedii. Rudy
zginie, a pozostali będą musieli spojrzeć na siebie zupełnie inaczej. Tragedia
zmieni otyłego Leonarda, który zapragnie nagle zreorganizować swoja fizyczność,
doda pewności siebie Malee, która jak sama mówi: "zacznie wykorzystywać
wszystkie szanse, które daje jej życie" i wyzwoli chęć zemsty w Jacobie, który
zapragnie odwetu za śmierć brata. Właśnie to stanowi główny temat filmu.
Obserwujemy trzy, swobodnie przeplatające się wątki, ukazujące młodych ludzi,
którzy muszą zmierzyć się z całkiem nowymi problemami. Widzimy jak zmieniają się
pod wpływem tragicznego wydarzenia, jak popadają ze skrajności w skrajność i jak
zaczynają patrzeć na świat pod zupełnie innym kątem.
Historia może nie powala oryginalnością i nie jest to najświeższa opowieść, jaką
przyszło mi oglądać. Nie ma się co oszukiwać, podobnych historii było już
mnóstwo. Motyw śmierci jednego z bohaterów i wpływu tejże na innych widzieliśmy
już w kinie wiele razy. Skoro więc historia trąci banałem, a sam motyw opowieści
o dojrzewaniu i dzieciństwie również do nowoodkrytych nie należy, czy udało się
reżyserowi tchnąć w tę opowieść coś, co przysporzyłoby jej świeżości i tchnęło w
nią nowego ducha? Otóż tak. Tym, co w filmie najlepsze, jest jego różnorodność,
to że obraz ten w żadnym, ale to żadnym momencie nie popada w przesadę.
Perfekcyjnie balansuje pomiędzy rozmaitymi emocjami i uczuciami.
Wszystko zostało tu bardzo elegancko rozplanowane. Film momentami bawi,
momentami wzrusza, a momentami daje obuchem po głowie. Cuesta kreśli obraz
dzieciństwa bohaterów wyrazistą kreską. Jest czas na śmiech, radość, wzruszenie,
ale również na łzy i cierpienie. Wszystko to mamy właśnie tutaj niemal idealnie
wyważone. Przyjaciele nie tylko cierpią, ale również śmieją się. Obserwujemy jak
zmagają się ze swoimi problemami, które, mimo ich młodego wieku, wcale nie są
błahe. Przyglądamy się ich relacjom z rodzicami, które w pewnym momencie okazują
się kluczowe, obserwujemy jak próbują odnaleźć się w świecie, który tak
brutalnie ich zaskoczył. Zaskoczył w jeden z najgorszych, możliwych sposobów.
Śmierć przyjaciela staje się tutaj impulsem, który zapoczątkowuje zmiany i
gwałtowny proces dojrzewania, odkrywania prawd, kształtowania się osobowości.
Brutalnie zostaje zerwana zasłona dzieciństwa, a temu, co za nią się znajduje,
trzeba stawić czoła. Niekoniecznie samemu, tuż obok są przecież bliscy ludzie,
przede wszystkim rodzina. Jednak zrozumienie bliskich, komunikacja z nimi,
również okazuje się bolesnym procesem, który musi zostać ukształtowany. W żadnym
momencie reżyser nie grzęźnie w odmętach skrajnych uczuć. Ani przez chwilę nie
wpadamy w nadmierną euforię, czy nadmierną rozpacz. Raczej skaczemy pomiędzy
tymi emocjami, nie pozwalając zawładnąć żadnej z nich. Zupełnie jak młodzi
bohaterowie, którzy przecież dopiero definiują swoje prawdziwie uczucia i lęki.
Dzięki temu nie mamy do czynienia jedynie z filmem przytłaczajacym i
wyzwalającym chęci samobójcze. Jest to raczej wielowymiarowa mozaika
dzieciństwa, zawierająca w sobie idealne proporcje rozmaitych emocji.
Jak łatwo się domyślić, głównymi bohaterami filmu Cuesty są dzieci. Dorośli to
jedynie tło, które staje się wyraźniejsze w drugiej części filmu. Jednak to
młodzi aktorzy grają tutaj pierwsze skrzypce. Czy dają radę? Na tle całego filmu
można powiedzieć, że tak. Świetna jest zwłaszcza Zoe Weizenbaum jako Malee i
Conor Donovan w podwójnej roli Rudy'ego i Jacoba. Zdarzają się co prawda sceny,
które trącą trochę naiwnością czy infantylizmem, w których młodzi odtwórcy
popadają w przesadę, jednak są to wyjątkowo rzadkie przypadki i nie psują
odbioru całości. Śmiało można powiedzieć, że młodzi aktorzy podołali niełatwemu
zadaniu, wcielając się w role dzieci gwałtownie wprowadzonych do rzeczywistości
dorosłych. Świetnie widać to w scenach, w których Jacob odwiedza w poprawczaku
mordercę swojego brata. Widok dwóch dwunastolatków rozmawiających przez
więzienną szybę ze słuchawkami przy uszach, robi naprawdę mocne wrażenie. I
mimo, że Conor Donovan nie do końca podołał w tych scenach aktorsko, to i tak
bardzo przemówiły do mnie właśnie te kadry. Inna sprawa, że nie do końca
logiczne i prawdopodobne wydały mi się pewne uwarunkowania psychologiczne i
motywy postępowania młodych bohaterów, jednak to już chyba tylko kwestia
indywidualnego odbioru.
Michael Cuesta stworzył bardzo solidny i ciekawy film o dzieciństwie i
dojrzewaniu. Z tak oklepanego tematu udało mu się wycisnąć jeszcze coś, co
sprawia, że nie mamy wrażenia, że gdzieś już to widzieliśmy. Nie jest to wielkie
arcydzieło, które zmieni Wasz sposób postrzegania pewnych rzeczy, które powali
Was wybitnymi kreacjami aktorskimi, czy niesamowitą fabułą, zwrotami akcji,
muzyką, (notabene bardzo przyjemną dla ucha), zdjęciami itp. Mam wrażenie, że
żaden z elementów nie jest tutaj perfekcyjny, jednak wszystko razem tworzy
bardzo intrygującą, spójną i zdecydowanie wartą zobaczenia mieszankę. Twórca
wybitnych seriali („Six feet under”, „Dexter") pokazał, że potrafi też robić
całkiem niezłe filmy pełnometrażowe, których nie musi się wstydzić. Byłoby miło,
gdyby w przyszłości pan Cuesta zanurzył się w jeszcze bardziej odważne i
intrygujące tematy. Być może wtedy otrzymalibyśmy dzieło, które okazałoby się
czymś więcej niż solidną opowieścią, która choć miła, nie powoduje opadu szczęki
i przyśpieszonego bicia serca.