("Gdy jest więcej kłopotów, niż jeden człowiek może zdzierżyć... wtedy jest więcej ludzi do wykonania roboty.") |
FLETCH ŻYJE |
Fletch dość nieoczekiwanie otrzymuje spadek po dalekim krewnym - wielką posiadłość w stylu kolonialnym w Luizjanie. Rzuca pracę w redakcji i postanawia przenieść się do nowego domu. Po przybyciu na miejsce wychodzi na jaw, iż rezydencja popadła w ruinę. W trakcie finalizowania formalności związanych z odziedziczeniem domu, Fletcher poznaje atrakcyjną prawniczkę - Amandę Ray Ross (Patricia Kalember) i wdaje się z nią w romans szybko przerwany przez śmierć kobiety. Zgon nie nastąpił jednak z przyczyn naturalnych. A ponieważ dziennikarz ma żyłkę detektywistyczną, postanawia na własną rękę odkryć, o co w tym wszystkim chodzi. Wielu zarzuca opisywanemu tytułowi, że stanowi blady cień oryginału. Na szczęście, równie duża liczba osób ocenia sequel pozytywnie. Znajdziemy w nim bowiem wszystkie te elementy, które zadecydowały o sukcesie "Fletcha" - rewelacyjne, ironiczne monologi Fletchera, zgrabne połączenie elementów komediowych z sensacyjnymi, a nawet kilka scen mogących z powodzeniem znaleźć się w rasowym filmie akcji. Reżyser zamieścił również sekwencję wziętą żywcem z musicalu (sen Fletcha, dziennikarz śpiewa z animowanymi zwierzętami). Moment ten nawiązuje do podobnego motywu z poprzednika, gdy Irvin marzył, by zostać koszykarzem Lakersów. Co ciekawe, mimo iż powieść, na której oparto pierwszy film posiada kilka prequeli oraz sequeli, producenci zadecydowali o wymyśleniu oryginalnej fabuły na potrzeby kontynuacji. Trochę niezrozumiała to decyzja, ale na szczęście twórca scenariusza Leon Capetanos wyszedł z powierzonego mu zadania obronną ręką i napisał skrypt wytrzymujący, pod względem tempa i dowcipnych dialogów, porównanie z poprzednią filmową przygodą reportera, choć historia sprawia wrażenie szytej grubymi nićmi. Całość wyreżyserował Michael Ritchie, więc o sprawną reżyserską rękę widz nie musi się martwić. Zaproszono również autora muzyki do pierwszego "Fletcha" - Harolda Faltermeyera, zatem znów usłyszymy świetne, elektroniczne kawałki, z których słynie kompozytor. Wielkie brawa należą się Chase'owi za wspaniałą grę aktorską. Doprawdy nie sposób odmówić mu talentu do rozśmieszania - jego arcy-ironiczne i absurdalne odzywki (one-linery) wypowiadane z poważną miną rozbrajają każdego. To właśnie na nich w dużej mierze opiera się komizm obrazu i dzięki nim przymyka się oko na banalną (i momentami absurdalną) fabułę. Trzeba jednakże wyraźnie zastrzec - jeśli nie lubisz Czytelniku Chase'a i jego bardzo specyficznego stylu gry, omijaj ten film (właściwie to omijaj wszystkie z udziałem aktora). W przeciwnym wypadku, zabawa gwarantowana. Z reszty obsady, warto zwrócić uwagę na Hala Holbrooka ("Magnum Force", czy "The Fog"), R. Lee Ermeya, pamiętnego sierżanta Hartmana z "Full Metal Jacket" Stanleya Kubricka, Cleavona Little'a ("Blazing Saddles") oraz Randalla "Texa" Cobba - etatowego hollywoodzkiego "bydlaka" ("Police Academy 4: Citizens on Patrol", "Naked Gun 33 1/3: The Final Insult"). Podsumowując, "Fletch lives" stanowi udaną kontynuację i zapewnia ponad półtorej godziny solidnej rozrywki. Wprawdzie nie odniósł sukcesu porównywalnego do tego, który stał się udziałem pierwowzoru, ale nie można również mówić o klęsce. Producenci planują część trzecią pod tytułem "Fletch won". Nie wiadomo kto wcieli się w tytułową postać, niestety w produkcji nie weźmie udziału Chase. Miejmy nadzieję, iż kolejna odsłona dorówna dwóm poprzednim, a przynajmniej ich nie "zepsuje". Na razie jednak możemy oglądać dwie przygody sprytnego dziennikarza. Do czego szczerze zachęcam. |
Czas trwania: 95 minut Reżyseria: Michael Ritchie Scenariusz: Leon Capetanos Zdjęcia: John McPherson Muzyka: Harold Faltermeyer Obsada: Chevy Chase (Irwin 'Fletch' Fletcher) Hal Holbrook (Hamilton 'Ham' Johnson) Julianne Phillips (Becky Culpepper) R. Lee Ermey (Jimmy Lee Farnsworth) Richard Libertini (Frank Walker) |