("Zgadnij kto powraca, by znów uratować świat?") |
POGROMCY DUCHÓW 2 |
Minęło pięć lat i nowojorczycy zdążyli zapomnieć o tym, iż dr Peter Venkman (Bill Murray), dr Raymond Stantz (Dan Aykroyd), dr Egon Sprengler (Harold Ramis) oraz Winston Zeddemore (Ernie Hudson) zapobiegli powrotowi starożytnego bóstwa i apokaliptycznej katastrofie. Naukowcy wrócili więc do normalnego życia - Peter prowadzi show w telewizji, a jego związek z Daną Barrett (Sigourney Weaver) rozpadł się, Ray założył własny interes - księgarnię z wszystkim, co ma związek z okultyzmem, Egon przeprowadza jakieś badania naukowe, Winston również przestał ganiać za zjawiskami paranormalnymi. Tymczasem, na ulicach Nowego Yorku zaczął od jakiegoś czasu pojawiać się dziwny różowy szlam. Gdy tylko "kisiel" wypłynie spod ziemi, wszystko wokół wariuje, czego "ofiarą" pada Dana Barrett, a dokładnie jej mały synek - wózek dziecięcy po zetknięciu z substancją zaczyna sam jechać i tylko cudem (a przynajmniej tak sugerują scenarzyści na początku filmu) udaje się uniknąć tragedii. Przerażona matka prosi o pomoc pogromców. Badając tajemnicze zjawisko, naukowcy wpadają na trop kolejnego wielkiego zagrożenia... Aykroyd i Ramis napisali kontynuację z wyczuciem i dokonali bardzo trudnej sztuki - przywrócili wspaniały klimat oryginału. Siłą pierwszej części, oprócz niesamowitych wtedy efektów specjalnych (stanowiących wszakże dodatek do fabuły, a nie jej najważniejszy element), były postaci i dialogi. Bohaterów nie dało się nie lubić, a ich komentarze rozbrajały humorem i ironią. Te dwie istotne rzeczy znajdziemy w drugiej części w tych samych proporcjach. Reitman zgromadził na planie właściwie całą obsadę z oryginału - oprócz tytułowych herosów i Dany Barrett powrócili również Louis Tully (Rick Moranis), sekretarka pogromców Janine Melnitz (Annie Potts) oraz burmistrz Lenny (David Margulies). Dzięki temu widz czuje się jakby odwiedzał starych przyjaciół, do których zawsze miło wpaść i pogadać. I nawet fakt, iż możemy dopatrzyć się wielu fabularnych podobieństw w stosunku do pierwszej części nie przeszkadza, ponieważ wszystko zostało bardzo wdzięcznie podane - reżyser potwierdził tylko swój talent do kręcenia po prostu dobrych filmów. Na ścieżce dźwiękowej nie zabrakło przeboju Raya Parkera Jr. "Ghostbusters" (próżno szukać go jednak na krążku, choć wyraźnie pobrzmiewa podczas seansu), który stanowił element kampanii reklamowej oryginału. Na potrzeby drugiej odsłony Parker napisał wersję rap swojego hitu. Natomiast ilustracyjną muzykę skomponował Randy Edelman. Strona techniczna prezentuje się bardzo dobrze - znacznie lepsze (od tych z 1984 roku) efekty specjalne nawet dziś robią wrażenie, a poprawne zdjęcia doskonale budują klimat. "Ghostbusters II" to jeden z tych obrazów, do których zawsze miło powrócić, nawet jeśli widziało się go już wiele razy. Dobry humor po seansie gwarantowany. Dodatkowo, produkcja ta zostawia po sobie uczucie pozytywnej nostalgii - przywołując wcześniejszą analogię wizyty przyjaciół, po zakończeniu projekcji widz czuje się jakby właśnie wyszedł jego dobry znajomy - jest trochę smutny, ale jednocześnie ma świadomość, iż wspaniale spędził czas. A jeśli film wywołuje u mnie takie odczucia, to bez zastanowienia zaliczam go do ulubionych. |
Czas trwania: 108 minut Reżyseria: Ivan Reitman Scenariusz: Harold Ramis, Dan Aykroyd Zdjęcia: Michael Chapman Muzyka: Randy Edelman Obsada: Bill Murray (Dr Peter Venkman) Dan Aykroyd (Dr Raymond Stantz) Harold Ramis (Dr Egon Spengler) Ernie Hudson (Winston Zeddemore) Sigourney Weaver (Dana Barrett) |