("Historia człowieka, który chciał bronić demokracji na świecie...i rwać laski.") |
SZARŻA |
"Stripes" przedstawiają losy Johna Wingera, który tego samego dnia traci pracę, samochód i dziewczynę. Postanawia odmienić los i namawia przyjaciela Russella Ziskeya (świetny Harold Ramis) do zaciągnięcia się do armii. Plakaty propagandowe sugerują świetlaną przyszłość oraz mnóstwo różnorakich korzyści, które staną się udziałem Johna i Russella po odbyciu służby. Na miejscu wychodzi jednak na jaw, iż hasła obiecujące raj na ziemi nie bardzo przystają do atmosfery panującej w obozie treningowym. Pieczę nad grupą Johna i Russella przejmuje despotyczny sierżant Hulka (Warren Oates). Postawił on sobie za cel zrobić z, w jego mniemaniu bandy nieudaczników, prawdziwych ludzi ze stali. Winger i Ziskey naturalnie nie dadzą się tak łatwo przekonać sierżantowi... "Stripes" inauguruje nam dwa ciekawe pomysły, które wypłyną jeszcze w kilku innych komediach z tamtego okresu. Pierwszy to dowcipne sportretowanie wojska. Naturalnie wiele już mieliśmy filmów wyszydzających koszarowe życie, ale akurat w latach osiemdziesiątych miały jakiś taki charakterystyczny klimat. Wystarczy tylko wspomnieć takie produkcje jak "Combat Academy" czy do pewnego stopnia "Heartbreak Ridge". Druga interesująca idea to kompletne wykpienie żołnierzy Armii Czerwonej (osobiście nie mam nic przeciwko temu ;). Podobny zabieg zastosowano chociażby w "Spies like us" Johna Landisa. Ogromny wpływ na to miał czas, w jakim produkcje te realizowano. Zimna Wojna pomału zbliżała się do końca, a ZSRR dawno już stracił zęby i zdążał ku czeluściom śmietnika historii, gdzie jego miejsce. Żołnierze zza żelaznej kurtyny stanowili źródło wszelkiego zła (podobnie jak dzisiaj terroryści). Film stał się skokiem do sławy dla kilku znanych dziś aktorek i aktorów - Sean Young ("Blade Runner", "Ace Ventura: Pet Detective"), Johna Candy'ego, Judge'a Reinholda (pamiętny Billy Rosewood z trylogii "Beverly Hills Cop"), Johna Diehla (serial "Miami Vice", "Jurassic Park III"). W tle mignęli gdzieś również Bill Paxton i Dennis Quaid. "Stripes" odniosły ogromny sukces, zarabiając ponad osiemdziesiąt milionów dolarów i ugruntowały karierę Billa Murraya. Piosenka, którą śpiewa Winger, podchwycona przez cały oddział - "Do Wah Diddy Diddy" - stała się po premierze popularna wśród kadetów. Należy też wspomnieć o świetnym, wpadającym w ucho temacie przewodnim Elmera Bernsteina. Utwór ten przywodzi na myśl patetyczne marsze wojskowe, a jednak widz (albo słuchacz) cały czas zdaje sobie sprawę z pobrzmiewających w tle nut sugerujących, iż mamy do czynienia z jedną wielką zgrywą. Reasumując, warto zapoznać się z tą, kolejną już w naszym zestawieniu komedią z lat osiemdziesiątych. Dobre poczucie po seansie jest niemal gwarantowane, a poza tym warto ujrzeć wprawkę twórców przed jednym z największych sukcesów tamtej dekady - "Ghostbusters". |
Czas trwania: 106 minut / 117 lub 126 minut (wer. rozszerzona) Reżyseria: Ivan Reitman Scenariusz: Len Blum, Daniel Goldberg, Harold Ramis Zdjęcia: Bill Butler Muzyka: Elmer Bernstein Obsada: Bill Murray (John Winger) Harold Ramis (Russell Ziskey) Warren Oates (Sierżant Hulka) P.J. Soles (Stella Hansen) Sean Young (Louise Cooper) |