Kilka dni temu obejrzałem ciekawą etiudę studenta "filmówki" - Marka Świto. Intryga tego obrazu, enigmatycznie zatytułowanego
24>50 skupia się wokół historii pewnego chłopca, mężczyzny i pewnej podróży...
Kim jest ten chłopiec? Kim jest mężczyzna? Jaka to podróż? Odpowiedź na te pytania nie jest jednoznaczna, nie jest i nie będzie, gdyż my - odbiorcy - zostaliśmy w interesujący sposób wciągnięci w symboliczny świat
Świto.
Chłopiec przedstawiony w pierwszych minutach filmu mówi:
nie ważne jak się nazywam, postać mężczyzny również pozostaje w pewnym sensie zagadką. Jest jednak coś, co spaja te dwie postaci być może w jedną i w tę samą - to zamiłowanie do kina.
Widzę oto małego człowieka, który podobnie do bohatera
Cinema Paradiso przesiaduje z pasją w kinie, jest i ów mężczyzna, który - jako reżyser i aktor jednocześnie - w moim przekonaniu przedstawia własną historię, uciekając się do bardzo ciekawych filmowych cytatów z
Biegnij Lola, biegnij czy z osławionej
Casablanci.
Scena, kiedy to Bogart czeka na Bergman na dworcu, nerwowo zerkając na zegarek została ciekawie odtworzona w
24>50: "czarno biały dworzec" i "kolorowe lotnisko", zdenerwowany Bogart i niespokojna kobieta, słowem napięcie i dramatyzm jak w niejednym filmie fabularnym.
Obraz
Marka Świto abstrahuje od konwencjonalnej realności, dlatego nie można go postrzegać takim, jak go widać na kinowym ekranie.
Mimo, że czasem komiczny, jest on pełen symboli i dwuznaczności, jak chociażby moment kiedy to nerwowo biegnąca kobieta dostaje od naszego bohatera bukiet kwiatów i... zmienia się w kilkuletnią dziewczynkę.
Czy będę w zgodzie z zamysłem autora - artysty sądząc, że jest to film o ucieczce, a raczej o pogodzeniu się z niemożliwością jej realizacji? Jeśli uciekać, to dlaczego? Zaryzykuję stwierdzenie, że jest w to wszystko wplątany wątek miłosny, tylko co wtedy z ową ucieczką? Uciekać od miłości czy po miłość? A może przemiana kobiety w dziewczynkę jest dla reżysera sposobem na przedstawienie swoistego miłosnego katharsis...?
Jak w końcu zrozumieć dedykację tego filmu:
Wszystkim małym kobietom i jednemu wielkiemu mężczyźnie - Albertowi Einstainowi? Czy jest to, przepraszam za groźnie brzmiące określenie, ironicznie zaszyfrowany manifest szowinizmu?
A co z samym tytułem filmu?
"Dwadzieścia cztery jest większe od pięćdziesięciu" - czy mam, jak bohaterowie
Cube pomnożyć, podzielić a potem wyciągnąć z tego pierwiastek tak, aby pozostać w zgodzie z tą tytułową anomalią matematyczną? Czy jest to znów jakiś ukryty symbol, czy to po prostu wysublimowana forma naśmiewania się z zachodzącego w głowę interpretatora? Symbol, czy kaprys artysty?
To pytanie pozostawię bez odpowiedzi... a może sam, nawiązując do komiczno - gangsterskich elementów tej etiudy "zabawię się w Marka Świto" i wystrzelę pytanie: "Co autor chciał przez to powiedzieć?".
Tytuł: "24>50"
Reżyseria: Marek Świto
AUTOR RECENZJI:
Tomasz Mielcarzewicz - BEKON