Strona główna KMF
        

Przedstawione wydarzenia rozstrzygają się między 20:00 (21 listopada)
a 00:00 (22 listopada) w dniu bicia Rekordu przez 24 godziny w kinie.





Jak tylko dowiedziałam się o tym wydarzeniu od znajomych a później z telewizji Polsat, od razu wysłałam dwa sms-y. Ci, co mnie znają wiedzą, że zobaczenie tego serialu i Kiefera Sutherlanda na dużym ekranie to dla mnie święto. Udało się! Dostałam się do grupy wybrańców mających podjąć niezwykłe wyzwanie spędzenia 24 godzin w kinie!




Zjawiłam się w kinie CINEMA CITY w celu odebrania identyfikatora. Ku mojemu zaskoczeniu bardzo wiele osób postanowiło zrobić to samo, czyli przyjść dużo wcześniej. W kolejce przede mną stała Ania - studentka dziennikarstwa z Warszawy. Po odebraniu koszulki i legitymacji stwierdziłyśmy, że do 23:00 (o tej godzinie miała rozpocząć się nasza próba) pozostało jeszcze sporo czasu i można iść na kawę. Siedząc przy stoliku zaczęłyśmy obserwować jak centrum handlowe Promenada pomału pustoszeje i "czernieje". Dokoła wszyscy mieli czarne koszulki z napisem "24 godziny rekord". Wkrótce miało się zacząć...




Zostaliśmy przywitani przez organizatorów. Od tego momentu zaczęła się zabawa. Przez ten czas jaki nam pozostał do punktu zero, byliśmy rozgrzewani przez zespół muzyczny. W tańcu pomagała nam grupa młodych ludzi o nazwie "Happy evens". Czas upłynął zaskakująco szybko.




No i machina ruszyła. Na temat tego co dzieje się w samym serialu, oczywiście pisać nie zamierzam ;) Pierwsze cztery godziny były dla nas chyba najtrudniejsze. Większość była przecież po całym dniu pracy czy podróży, co na pewno nie pomagało. Poza tym wszyscy byliśmy dla siebie obcymi ludźmi, więc czuliśmy się troszkę nieswojo. Wydaje mi się też, że większość osób gdzieś już miała okazję oglądać pierwsze odcinki, przez co z początku mogło być trochę... wtórnie ;)


   





Przerwa. Wyszliśmy z przyjemnością aby wyprostować "kości" i napić się pysznego soczku czy herbatki. Mimo że te cztery godziny z życia Agenta Specjalnego Jacka Bauera były naprawdę niesamowite i zaskakujące, my widzowie potrzebowaliśmy chwilowego powrotu do normalności.




Wróciliśmy na salę.




Zostaliśmy przywitani poranną gimnastyką, którą poprowadził członek Happy evens, niejaki "Hannibal". Ćwiczenia polegały na rozciągnięciu mięśni i oddychaniu. Podczas tej przerwy poznaliśmy też kroki do tańca radości Safri-duo. Mimo że kroki na 'pierwszy rzut oka' wydawały się dość łatwe, większość z nas miała z nimi sporo problemów ;)




Bauer wystartował ponownie. Podczas tej projekcji wszyscy reagowaliśmy już o wiele żywiej; chyba też każdy przez te kilka godzin zdążył polubić rodzinę Bauerów.




Kolejna przerwa. Tym razem wyszliśmy na dwór (przed kino), aby wcielić się w postać... ogromnych piłkarzyków. Dwie drużyny których kapitanami byli Wojtek Brzozowski i Dariusz Dziekanowski stoczyły pojedynek, który wygrała drużyna czarnych; kapitan Wojtek po meczu dziękował swojej drużynie. Po meczu, kilka osób które brało udział w porannej gimnastyce, poprosiło "Hannibala" o dodatkową porcję ćwiczeń, jednak tym razem nieco bardziej zbliżonych do aerobiku.




Wygimnastykowani, napojeni i wypoczęci wróciliśmy ponownie na salę, aby przez kolejne kilka godzin śledzić losy rodziny Bauerów.




Przerwa. Wykorzystaliśmy ją na posiłek i ćwiczenie kroków do Safri-duo.




I kolejna, trzygodzinna porcja Baueromanii ;)


   





Tym razem postanowiłyśmy z dziewczynami - Anią (tą z kolejki) i Agatką (poznaną jak przystało na prawdziwe kobiety - w łazience przy lustrze ;) skorzystać z masujących foteli. Co za fantastyczne uczucie... naprawdę trudno to opisać. Następnie postanowiłyśmy nauczyć się grać w minigolfa. Niestety nie każda piłeczka była posłuszna i chciała wpadać do dołka.




Te ostatnie już godziny spędziliśmy chyba najprzyjemniej, poniewaz nie byliśmy już obcymi sobie, nie znającymi się ludźmi.




Udało się! Spędziliśmy 24 godziny w kinie! Nadszedł czas, aby zacząć świętować. Na korytarzu czekał na nas czerwony dywan i confetti. Dostaliśmy pamiątki, w tym dyplomy z dowodem pobicia przez nas rekordu. Okazało sie, że zostało nas 143 osoby (na początku było 200!).




Zaraz po wyjściu Ania powiedziała: "To było po prostu wielkie wydarzenie medialne obsługiwane przez dziesiątki operatorów, dźwiękowców, oświetleniowców i innych technicznych, oraz przez dwoje prowadzących. Jestem szczęśliwa, że tu byłam! Jeśli zaś chodzi o sam serial, to nie dziwię się już dlaczego ma tylu wielbicieli - jest naprawdę wciągający!"
Zgadzam się z nią w 100% :)




Wróciłam do domu po 02:00 i wcale nie zmęczona; jeszcze przez dobrą godzinę omijałam łóżko dużym łukiem. Dopiero następny dzień sprowadził mnie na ziemię (cały dzień wykładów ;) Ale coż, taki los prawdziwych miłośników serialu "24". Jeśli kiedykolwiek będzie możliwość bicia rekordu w siedzeniu w kinie 48 godzin, to również podejmę próbę ;)


Przeczytaj opracowanie serialu "24" autorstwa Mati


e-mail
 Autor relacji: Joanna Feliksiak - MATI