Strona główna KMF

 

   "28 dni później" to katastroficzny thriller s-f w reżyserii Danny'ego Boyle'a ("Płytki grób", "Trainspotting", "Niebiańska plaża"). I choć film ten często reklamowany jest jako horror, trudno uznać aby oprócz paru scen miał on szczególnie dużo wspólnego z tym gatunkiem.
   Kilku bojowników o prawa zwierząt włamuje się do laboratorium, w którym przeprowadzane są eksperymenty na zwierzętach. Grupa uwalnia przetrzymywane w klatce szympansy. 28 dni później Jim (Cillian Murphy) budzi się ze śpiączki na opuszczonym oddziale intensywnej terapii jednego z londyńskich szpitali. Błądzi ulicami wyludnionego miasta, gdzie atakują go ofiary tajemniczej epidemii - zarażeni wirusem ludzie, których jedynym celem stało się zabijanie. Jima ratują z opresji Selina (Naomie Harris) i Mark (Noah Huntley), którzy zabierają go w bezpieczne miejsce i wyjaśniają mu przyczyny epidemii. Mimo iż wszystko wskazuje na to, że zakażenie ogarnęło całą Anglię, postanawiają zacząć poszukiwania bezpiecznego.
   Film od sfery fabularnej nie jest niczym powalającym. Podczas seansu bez problemu można odnaleźć nawiązania do "12 małp", "Nocy żywych trupów" czy chociażby "Władcy much". Najmocniejszą stroną całego widowiska jest sugestywny klimat (w pierwszym fragmencie filmu) który łatwo trafia w podświadomość widza; pierwsze ujęcia spustoszonego przez zarazę Londynu nie tylko robią wrażenie wizualne, ale także poruszają wyobraźnie. Zresztą, film nijako dzieli się na trzy części. Pierwsza to fascynująca wizja zniszczonych przez epidemię tysięcy istniej ludzkich; w tym też etapie film najbardziej się podoba. Od około 70 minuty wszystko przesuwa się w stronę bardziej standardowego widowiska akcji - mamy facetów w mundurach strzelający do wszystkiego co się rusza, czy chociażby krwiożerczych mutantów-ludzi uwiązanych na łańcuchach. Jest to przedsmak ostatnich 10 minut, które nie grzeszą oryginalnością; budowany skrupulatnie klimat filmu zostaje momentalnie zamieniony w średnio wciągającą siekankę z zombiakami w roli głównej. Wszystko wieńczą ostatnie dwie, trzy minuty które są najklasyczniejszym przykładem happy endu. Trudno powiedzieć czy takie rozwiązanie akcji było spowodowane brakiem pomysłów, czy też polityczną poprawnością która dziś, w epoce panującego jeszcze niedawno wąglika jest bardzo mile widziana.
   Obraz obfituje w surowe, a zarazem bardzo emocjonujące zdjęcia (wykonywane wyłącznie za pomocą kamery cyfrowej), budującą elementy suspensu muzykę, oraz sprawne aktorstwo (główna rola dla Cilliana Murphy'ego była strzałem w dziesiątkę). Na ekranie widać, że w film nie włożone jakiś powalających pieniędzy - nie ma wielu efektów specjalnych, nie mamy gwiazdorskiej obsady. Nie jest to jednak wada. Swoją drogą, to też potęguje niezrozumienie dla reżysera - dlaczego nie będąc nijako obciążonym milionowym budżetem (czyli automatycznie większymi naciskami ze strony producentów) zdecydował się na doklejenie tak naciąganej, mało zgrabnej końcówki której nie powstydziło by się jakieś arcydzieło ze stajni Jerry'ego Bruckheimera. Boyle mógł nawet stworzyć pewną alternatywę dla widza - kino które świetnie się ogląda, kino nie buchające na lewo i prawo fajerwerkami, a zarazem kino które potrafiące dać do myślenia.
   Jednak ogółem film Boyle'a podoba się; z hektolitrów tandety jaka zalewa kina, na pewno warto wyłowić "28 dni później" - bo jest to po prostu dobry film.

"28 DNI PÓŹNIEJ"| Wlk. Brytania 2002 | Reżyseria Danny Boyle | Występują Cillian Murphy, Naomie Harris, Megan Burns, Brendan Gleeson, Christopher Eccleston, Marvin Campbell| Czas 112 min

Autor recenzji: Maciek

Ocena filmu: 7/10