- Odbyłem dwie tury w Wietnamie i dwóch rzeczy nigdy nie zapomnę.
Liczby dni, które tam byłem i dźwięku AK-47 chińskiej produkcji.
A teraz ci goście mają AK... a ja 9-milimetrową Berettę.
Wyobrażacie sobie strzelaninę między policjantami a bandytami, która
trwa na tyle długo, że policjanci mają czas udać się do pobliskiego
sklepu z bronią w celu zakupu karabinów i amunicji? O takiej właśnie
strzelaninie i trwającej 44 minuty regularnej wojnie, opowiada film
"44 Minuty". Fabuła jest prosta; dwóch uzbrojonych po zęby drabów,
wyposażonych w kewlarowe kamizelki kuloodporne i potężne karabiny
AK-47 - napada na bank. Na miejsce zjeżdżają się dziesiątki radiowozów;
policjanci w gotowości czekają na wyjście podejrzanych. Liczą na to,
że Ci, gdy ujrzą siłę ognia jaka na nich czeka - poddadzą się.
Bandyci wychodzą. Powoli, na luzaku, stają w miejscu... i otwierają
ogień. Policyjne radiowozy są niemal szatkowane kulami, a ranni policjanci
padają jak muchy. Policja odpowiada zmasowanym ogniem, jednak bandyci
niczym kuloodporne maszyny bojowe - stoją w miejscu nie przerywając
śmiercionośnego ognia.
Brzmi niewiarygodnie, nawet jak na scenariusz hollywoodzkiego filmu - prawda?
Ileż to razy oglądaliśmy na ekranie strzelaniny, w których superbohaterowie
lub dzielni stróżowie prawa unikali kul, by w spektakularny sposób załatwiać
kolejne zastępy czarnych charakterów. Oglądając przygodowo sensacyjne
filmidła, w których coraz to wymyślniejsze rodzaje coraz głośniejszej broni
cieszyły nasze oczy i uszy, przymykało się oko na nieprawdopodobieństwa
scenariusza i łykało wszystkie cuda niewidy przygotowane przez scenarzystów,
pirotechników i kaskaderów. To jednak, że w filmie "44 Minuty" niemalże cała policja
Los Angeles przez trzy kwadranse nie może dać sobie rady z zaledwie dwoma
uzbrojonymi rabusiami - zakrawa o kpinę. Wygląda to prawie jak gra komputerowa,
w której dwa negatywne Robocopy przemierzają planszę strzelając do policjantów, jakby
to była strzelnica, gdyż policjanci mimo prowadzenia ostrego ognia, zdają się niewiele
robić opancerzonym bandytom. Kto uwierzy w tak naciąganą
fabułę, kto to kupi, kto nie wyśmieje scenarzysty za maxymalne stężenie nonsensu
na metr taśmy filmowej. Wyśmiałby chyba każdy. Wyśmiałby, gdyby nie fakt... że
film "44 Minuty" jest fabularnym zapisem prawdziwym wydarzeń, jakie miały
miejsce w Los Angeles w roku 1997.

Jak dowiadujemy się z czołówki filmu,
policja wystrzeliła tego dnia ponad 1500 pocisków. Jak dowiadujemy się ze stylizowanych
na dokument wstawek (w których bohaterowie opowiadają o tamtych wydarzeniach),
ilość amunicji zużytej tamtego dnia nie była wcale najbardziej niesamowitym
z faktów. Natomiast to, że dwóch bandytów skutecznie broniło się na otwartym
terenie przed dziesiątkami uzbrojonych policjantów - nie było tamtego dnia jedynym cudem.
Film wciąga już od czołówki, na którą składają się bliskie
ujęcia karabinów i amunicji. W czołówce poznajemy też bohaterów filmu, zarówno
tych pozytywnych, jak i negatywnych. Widzimy jednych i drugich, jak zbroją
się i ubierają kamizelki kuloodporne - wszak jedni i drudzy idą tego dnia
do 'pracy'. Pierwsza połowa filmu to rutynowe działania policjantów - abyśmy
mogli w miarę zapoznać się z nimi (i mieć o kogo się bać w drugiej części filmu),
oraz oczekiwanie bandytów na przyjazd furgonetki
z pieniędzmi.
W role tychże wcielili się panowie dość
słusznej postury: Andrew Bryniarski i Oleg Taktarov - znany z roli Josefa w "Bad Boys 2"
i Olega Razgula w "15 Minutes". Ci dobrze zbudowni, wysocy Panowie w czarnych ubraniach
i maskach na twarzach, wyglądają naprawdę 'poważnie' i złowrogo. Z drugiej strony muru, poza
dziesiątkami drugoplanowych policjantów, warto wymienić Michaela Madsena (główna
postać filmu) i nieco zapomnianego ostatnio Mario Van Peeblesa. Nie zabrakło w "44 Minutach"
tematu 'dostępu do broni'. Na wzmiankę zasługuje rozmowa policjanta ze sprzedawcą
broni w sklepie, gdzie okazuje się, że najlepszy istniejący karabinek snajperski,
może sobie kupić niemalże każdy. Przypomnijmy w tym miejscu, że podstawowym wyposażeniem policji
z L.A. są 9mm Beretty - no comment. W całym starciu policji z dwoma niesamowicie odpornymi na kule
bandytami, dużą rolę odgrywa też oddział S.W.A.T. ale że Colina Farrela (choć
aktor podobny) w nim nie ma... to i film "44 Minuty" pozostaje raczej mało znany, a fakt, że
"44 minuty" to produkcja telewizyjna, niweluje szansę obejrzenia tego filmu w Polsce.
Warto jednak ten film (jest niestety dość ciężki do zdobycia) polecić każdemu kto lubi historie z życia wzięte, o ile nie są to historie walki chorego syna o miejsce w szpitalu. "44 Minuty" to kino ostre, hałaśliwe, brutalne i tłoczące adrenalinę
do żył. Krwi leje się w filmie sporo poza żyły, ale że zakończenie tej autentycznej historii
jest takie a nie inne, to i wydźwięk filmu jest, że tak powiem; bardzo optymistyczny.
44 MINUTY
44 Minutes: The North Hollywood Shootout
Rok produkcji: 2003, USA ;
Czas trwania:120 min. (włączając w to reklamy ;)
|
 |
Reżyseria: Yves Simoneau
Scenariusz: Tim Metcalfe
Zdjęcia: David Franco
Montaż: William B. Stich
Muzyka: George S. Clinton
Wystąpili:
Michael Madsen .... Frank McGregor
Ron Livingston .... Donnie Anderson
Ray Baker .... Harris
Douglas Spain .... Bobby Martinez
Andrew Bryniarski .... Larry Eugene Phillips Jr.
Oleg Taktarov .... Emil Matasareanu
Alex Meneses .... Gomez
Dale Dye .... porucznik SWAT
|
 |
|
Autor recenzji: Rafał Donica - DUX
|