Tak jakoś wyszło, że z lekkim opóźnieniem zabieram się za opis 49. Krakowskiego Festiwalu Filmowego. Minęły dwa miesiące, szkoda straconego czasu, ale nie mogę sobie odmówić napisania
kilku zdań o tym wydarzeniu, gdyż to kolejna impreza warta swej renomy. Ktoś, kto śledzi relacje festiwalowe na film.org.pl, może stwierdzić, iż określam takim mianem większość imprez
filmowych, w których uczestniczyłem. To prawda, bo i prawdą jest, że polskie festiwale filmowe stoją na wysokim poziomie i nawet przy słabszym roku ciągle proponują bogatą ofertę programową.
Uprzedzając więc konkluzję, 49. KFF jest kolejną znakomitą imprezą filmową w nadwiślańskim kraju, kolejnym wydarzeniem wyrabiającym Polsce dobrą renomę. Różni się jednak nieco profilem od
zazwyczaj opisywanych na film.org.pl festiwali. I o tym właśnie chciałem napisać.
|
 |
 |
Andrzej Wajda i Zbigniew Rybczyński. |
Prezenstacja ITVS International. |
|
W dniach 29.05-04.06 w stolicy Małopolski odbyła się 49. edycja KFF. Tegorocznych zwycięzców można poznać
TUTAJ,
nie chciałbym natomiast wgłębiać się w opisy uhonorowanych pozycji, a raczej rozpatrzyć kilka innych kwestii.
Festiwal poświęcony jest trzem lekko zepchniętym na margines formom sztuki filmowej: dokumentom, animacjom i krótkim metrażom. Warto również dodać, że każdej z powyższych należy przyczepić
łatkę 'artystyczna', w całkiem pozytywnym znaczeniu tego słowa. Już niemal od pół wieku festiwal odkrywa przed Polakami bogactwo trzech prezentowanych przez siebie form. Wydaje się jednak,
że poza kręgiem bezpośrednio zainteresowanych osób nie jest zbyt popularny. A to wielki błąd, bowiem z tego powodu część światowego dziedzictwa kulturowego zostaje przeoczona. Tak, światowego,
KFF gości filmy i twórców z całego globu. W Krakowie goszczą wielcy światowego kina, jak Werner Herzog czy Paul Mazursky. I cała plejada polskich znakomitości - Zbigniew Rybczyński, Jerzy Kucia,
Marcin Koszałka i inni - zbyt wielu, by wymieniać wszystkie nazwiska. Krzysztof Gierat, dyrektor festiwalu, tak określa swoje podejście do KFF:
"Mnie osobiście bardzo zależy na filmach,
które są blisko człowieka, które reagują na jego problemy, często podstawowe. Nie chodzi mi jednak o interwencyjność ani o filmy społeczne. Chodzi mi o pełną wypowiedź artystyczną, z wrażliwością
na człowieka, żeby właśnie człowiek był głównym bohaterem". No właśnie - człowiek. Coraz częściej spychany na drugi plan w kinie popularnym, również animowanym i krótkometrażowym, czy to na
rzecz efektów, czy fabularnych przewrotek, czy - nazywając rzeczy po imieniu - atrakcyjnego wyglądu ściągającego do kin nastolatkowy target. Sprowadzony do roli obiektu, pełniącego przydzieloną
mu przez scenarzystę funkcję, często nie intryguje tak, jak intrygować powinien.
|
 |
 |
Anna Wydra i Bartek Konopka. |
Maciej Drygas, Marcel Łoziński, Franco de Pena i Joanna Pawluśkiewicz. |
|
Największą zaletą festiwalu jest właśnie jego rys humanistyczny, tak skrzętnie budowany przez organizatorów. Krzysztof Gierat mówi:
"Festiwal zawsze stawiał na kino artystyczne w krótkiej formie,
ale najważniejsze było to, aby to były filmy, które otwierają coś nowego. Nie mówię o eksperymencie, ale o pewnej wrażliwości na człowieka i wrażliwości estetycznej". I to naprawdę widać, po
wyjściu z sali kinowej odczuwa się pewną sytość zaprezentowanym materiałem. A dyrektor festiwalu dodaje, że mniej go interesują
"propagandowe agitki, próby syntezy czy starania całościowego
opisania rzeczywistości; a bardziej indywidualne opowieści, one najbardziej wzruszają". Nie twierdzę oczywiście, że wszystkie wyświetlane filmy robiły tak pozytywne wrażenie, wręcz przeciwnie
- poziom wahał się od absolutnych rewelacji ("Yippee! A Journey to Jewish Joy", "Anatomie gagu", "Celluloidiva", że tylko wymienię kilka) po filmy absolutnie chybione ("Szczęście", "Pokój
pełen cudów", "Dzieci i ryby głosu nie mają" i kilka innych). Chodzi o ogólne wrażenie, to, które pozostaje, gdy skończy się ostatni seans i festiwalowe sale opustoszeją.
Kolejną ogromną zaletą 49. KFF - myślę, że mogę również rozciągnąć to stwierdzenie na wcześniejsze edycje - były jego walory edukacyjne. Z jednej strony można bowiem nauczyć się czegoś o historii
polskiego kina i zacząć doceniać nasz, tak rzadko obecnie promowany, dorobek w dziedzinie animacji, dokumentu i krótkiego metrażu. Z drugiej zaś same filmy zabierają widza w dziesiątki różnych
światów, zarówno tych fikcyjnych, dopasowujących wyobraźnię widzów do wizji twórców, jak i tych prawdziwych, z dokumentalną rzetelnością i zaciętością odkrywających nieznane historie naszego
globu. O sile festiwalu stanowią trzy ważne elementy. Po pierwsze, targi filmowe, w skład których wchodzą pokazy, seminaria i spotkania na temat dystrybucji, promocji i produkcji - do Krakowa
zjeżdża gros znanych osobistości przemysłu filmowego. Po drugie, Forum Stowarzyszenia Filmowców Polskich na temat animacji i dokumentu, czyli odpowiednik odbywającego się w Gdyni forum dotyczącego
filmów fabularnych. Po trzecie, Dragon Forum, czyli flagowy projekt KFF, obejmujący m.in. warsztaty i tzw. 'pitching' - prezentację projektów w fazie planowania lub w fazie produkcji, w celu
pozyskania finansowania i ewentualnych ko-producentów.
|
 |
 |
Tomasz Wolski odbiera Nagrodę Publiczności z rąk Krzysztofa Gierata. |
Toast na 20-lecie na zakończenie 49. KFF. |
|
Jak widać - KFF przez tydzień, w którym opanowuje krakowskie kina, oferuje bardzo wiele. Trzeba to po prostu zauważyć i nauczyć się z tej oferty korzystać.
Już za niecały rok 50. edycja Krakowskiego Festiwalu Filmowego. Obietnice obietnicami, organizatorzy dowiedli wielokrotnie, że warto im zaufać i podejść do imprezy z pewną dozą zdrowej
niewiedzy. Najważniejsze jest to, żeby spróbować swoich sił na KFF - nikt przecież nie twierdzi, że musi to być festiwal dla każdego. Przyszłoroczna, jubileuszowa edycja będzie szczególnie
odpowiednim momentem na rozpoczęcie swojej przygody z KFF. Choć planów nie zdradził, Krzysztof Gierat nadmienił, że organizatorom zależy na tym, by 50. edycja miała wymiar szczególny. Dodał
również, że chciałby, by festiwal z jednej strony otwierał się na nowości i premierowe filmy - nie tylko z Polski, ale z całego świata - a z drugiej strony powrócił do przeszłości, bo
przecież tradycja wypracowana przez KFF do czegoś zobowiązuje.
"Na pewno będziemy chcieli zaprosić wszystkich żyjących laureatów nagrody za całokształt - Smoka Smoków, aby mogli przedstawić
swoje nowe tytuły, będziemy starali się też zaproponować jeszcze większą liczbę atrakcyjnych pokazów". Atmosfery krakowskiej imprezy powinni zasmakować nie tylko miejscowi, by zapoznać się
z jednym ze swoich największych kulturalnych skarbów, ale i ludzie z innych miast. Warto dać się wciągnąć. Satysfakcjonujący poziom gwarantowany, a może, parafrazując klasyka, będzie to początek
pięknej przyjaźni?
Autor relacji: Darek Kuźma - BEOWULF
[E-MAIL]