9 to lalka, która w post-apokaliptycznym świecie szuka schronienia i odpowiedzi na pytania: w jakiej rzeczywistości przyszło jej żyć? Dlaczego musi uciekać? Kim jest? Na swojej drodze
spotyka podobnych sobie - z numerami od 1 do 8 - którzy walczą o swoje życia, lecz zapomnieli chyba, że są tylko lalkami, a to znaczy, że ktoś je stworzył i to w jakimś konkretnym celu.
Wyjątek stanowią bliźniacy 3 i 4, starający się poznać przeszłość i zachować o niej pamięć. A czego się dowiadują? Że ludzie prowadzili ze sobą wojnę i pewne mocarstwo (wyraźne odniesienie
do hitlerowskich Niemiec) postanowiło wykorzystać nowoczesną technologię - wielkie maszyny, trochę podobne do Trójnogów z "Wojny Światów", trochę do Transformerów - aby wygrać, lecz
stało się to, co zawsze się dzieje, gdy pokładamy zbyt wielką nadzieję w sztucznej inteligencji. Świadome swojej siły maszyny obróciły się przeciwko ludzkości i wygrały. Zostały już
tylko zgliszcza oraz dziewięć żywych lalek - ostatni przeciwnik dla zbuntowanych żelaznych potworów.
|
 |
|
Oglądając zwiastun, bądź widząc plakat, trudno przeoczyć dwa nazwiska, które dumnie reklamują "9" - są to Tim Burton oraz Timur Bekmambetow. Pierwszego pana przedstawiać nie trzeba,
drugi dał się już poznać kinomanom jako twórca z wyjątkową wyobraźnią i energią, reżyser "Nocnej straży" i jej kontynuacji, jak również dynamicznego "Wanted - Ścigani". U Burtona dominuje
mrok, u Bekmambetowa akcja. Oba te elementy obecne są w wyprodukowanym przez nich "9" Shane'a Ackera, lecz niesprawiedliwym byłoby twierdzenie, że to właśnie panowie producenci odpowiadają
za ogólny kształt filmu. Zwłaszcza, że reżyser Acker, kilka lat wcześniej nakręcił krótki metraż pod tym samym tytułem, nie opatrzony jeszcze nazwiskami Burtona i Bekmambetowa, a jednak
równie mroczny i dynamiczny, co obrazy w.w. panów. Film również opowiadał o małej lalce walczącej z maszyną, w świecie pełnym gruzu i ciemności, lecz nie dowiadywaliśmy się z niego jak
doszło do apokalipsy i skąd się wziął tytułowy bohater. Wszystko to zostaje wytłumaczone w pełnym metrażu Ackera, który - warto przypomnieć - za wcześniejszy "9" nominowany był do Oscara
w kategorii najlepszy film krótkometrażowy.
|
 |
|
Czy nowy film również doczeka się wyróżnienia od członków Akademii? Niekoniecznie. To nadal intrygujące i niegłupie kino, lecz miejscami starające się przebić pełen prostoty oryginał.
Film jest bogatszy w postacie, a każdego z bohaterów rozpoznajemy od razu, bo każdy wyróżnia się czymś innym. 1 jest przywódcą, lecz ważniejsze dla niego wydaje się utrzymanie władzy
niż dobro własnych ludzi. 2 to stary poszukiwacz i wynalazca. 3 i 4 zajmują się historią. 5, bez jednego oka, wydaje się dobrotliwym "zwyczajuchem", zaś 6 przypomina obłąkanego pacjenta
zakładu psychiatrycznego. 7 to jedyna kobieta, lecz również najbardziej wojownicza postać filmu, natomiast 8 jest wielkim i niezbyt rozgarniętym drabem. A jaki jest 9? Przede wszystkim
jest ciekawski, co nierzadko prowadzi jego i innych na skraj niebezpieczeństwa.
Niewątpliwym atutem filmu jest jego warstwa plastyczna. Obrazy zniszczonego świata porażają widza już od pierwszych sekund i nie przestają zachwycać i przerażać, aż do samego końca. Pod
tym względem mamy do czynienia z jednym z najbardziej dopracowanych filmów science-fiction ostatnich lat, jak również jednym z najdynamiczniejszych. Sceny akcji są pomysłowe i pełne
rozmachu - w ogóle nie przeszkadza fakt, że oglądamy animację. Wierzymy, że 9 i jego kompani są tak żywi, jak to tylko możliwe. I za to należą się wielkie brawa.
|
 |
|
Film Ackera nie jest jednak pozbawiony błędów. O ile zapożyczenia z innych obrazów fantastycznych są jeszcze dopuszczalne (czasem włączy się w mózgu światełko, że to już było w
"Matrixie" lub "Transformerach"), o tyle dialogi powinny być napisane na nowo, albo w ogóle wyrzucone. Są banalne i łopatologiczne, a przecież bohaterowie, co by o nich nie mówić,
tacy nie są. Najlepsze sceny to te początkowe, gdy 9 jeszcze nie mówi - przygląda się światu i nie rozumie tego, co widzi. Dostajemy wówczas obietnicę wielkiego kina.
W krótkometrażowym "9" nie padało ani jedno słowo, cały film zamknięty był w sugestywnych obrazach, a jednak doznawaliśmy wrażeń nieporównywalnie mocniejszych. Gdyby Acker był konsekwentny
i nowy "9" wyrzekłby się słowa na rzecz obrazu, być może powstałoby arcydzieło.
Nie ma jednak co narzekać. Shane Acker zrealizował dzieło oryginalne - miejscami dynamiczne, miejscami mistyczne - które spodobać się powinno nie tylko najmłodszym widzom. Poetycka
animacja o walecznych lalkach, tylko z opisu może wydawać się głupiutka i infantylna. Tymczasem dostajemy film, z którego wyziera humanizm, tyle, że ze szmacianymi lalkami w rolach głównych.