Strona główna KMF



"Broń to największe piękno jakie stworzyła ludzkość. Był w epoce odrodzenia malarz - Michał Anioł. Spytali go, jak tworzy swoje rzeźby. To proste. Biorę kamień i usuwam wszystko, co zbędne. Piękno jest wtedy, kiedy nie ma niczego zbędnego. Żadnych bajerów. Na wojnie jest tylko życie i śmierć. Nie ma nic zbędnego. Wojna to piękno..."


Młodzi, pełni nadziei, dopiero wchodzą w dorosłe życie. Niedoświadczeni, pełni ideałów, pełni niewinności, przyszłość narodu. Idealiści, romantycy, kryminaliści, patrioci. To ochotnicy armii rosyjskiej, którzy zostaną wysłani do Afganistanu na wojnę, wojnę której nie rozumieją. Na wojnę rozpoczętą i prowadzoną przez polityków. Nic już nie będzie takie samo, nic już nie będzie nic warte po powrocie. Pchają się tam z różnych powodów; a to żeby uciec przed długami, a to żeby udowodnić coś dziewczynie, a to żeby udowodnić coś sobie. Pozbawieni zostaną wszelkich cech, które ich wyróżniały w "normalnym życiu" - tylko godności nikt im nie zabierze. Najpierw trafią do obozu ćwiczebnego w Tadżykistanie, który jawi się piekłem na ziemi. Tam wyzbędą się wszelkich indywidualnych cech i staną się jedną masą. Przynajmniej w założeniu, bo nie da się w człowieku stłamsić iskry życia, wcześniej nie zabijając go. Tam też staną się grupą przyjaciół. Nie ma to jak mieć przyjaciela, który cię osłania, kiedy każdy cień poruszający się w mroku chce zabrać ostatnie tchnienie. Wytrenowani i pouczeni przekroczą granicę z Afganistanem - tam nic nie jest tym czym się wydaje, wszelkie zasady i reguły przestają się liczyć. Tam rządzi Islam. Tam rządzi śmierć. Część trafia do słynnej 9 Kompanii, która nie boi się niczego, żadnego zadania. Tak więc młodzi stacjonują na nieznanej ziemi. Tydzień. Miesiąc. Trzy miesiące. Pół roku. Stacjonują, zabijają, giną. I po co to wszystko? Dla wojny, która do niczego nie prowadzi. Dla celu, którego chyba nie ma. Młodzi patrioci walczący z przekonania za Mateczkę Rosję, z nadludzkim poświęceniem bijący się o jakieś zapomniane hasła. Krew, brud, strach, pożoga. Ci co wrócą będą pić, aż zapomną to, co widzieli. Ci co polegną nie będą musieli przełykać goryczy porażki, kiedy Związek Radziecki się rozpadnie. Bezsens i szaleństwo zawarte w tej, jak i w innych wojnach XX wieku, pokazany surowo i bezwzględnie.




Rosyjskie kino nie zalicza się dzisiaj do światowej czołówki, nie stanowi też dla nas Polaków większej atrakcji, a przecież jeszcze nie tak dawno, jakieś dwie dekady temu, kino rosyjskie było w Polsce kinem dominującym. Teraz nieco podupadło, ale coraz częściej słychać o nowych dokonaniach Rosjan, że tylko wspomnę te ostatnio najgłośniejsze: "Powrót" i "Nocną Straż". Omawiana tutaj "9 Kompania" jest na chwilę obecną najbardziej kasowym filmem kinematografii rosyjskiej. Obraz Fyodora Bondarchuka zarobił w samej tylko Rosji dziesiątki milionów dolarów (nie wiem ile to rubli...), a na całym świecie stał się niemałą sensacją. Niesamowicie nagłaśniany przez rosyjskie media, promowany wszędzie film, trafia wreszcie do Polski. I co tu dużo mówić, możemy się od naszych sąsiadów uczyć jak robić porządne kino wojenne. "9 Kompania" opowiada o końcówce kilkuletniej wojny, którą Rosja toczyła w latach osiemdziesiątych z Afganistanem, a która stała się bolesną nauczką dla ówczesnego jeszcze Związku Radzieckiego. Nauczką wspominaną po dziś dzień. Film świadomie skupia się na historii życia grupki rekrutów, którzy są przygotowywani, a później wysłani do kipiącego od walki Afganistanu. Śledzimy ich losy, słyszmy ich historie, widzimy jak powoli zagłębiają się w świat, który zmieni wszystko, w co do tej pory wierzyli; świat, który ich zniszczy. Bo pomimo tego, że traktowani byli jak bezimienna masa, która pójdzie bezboleśnie na odstrzał kiedy sprawa będzie tego wymagała od najwyższego dowództwa; pomimo tego, nie wyrzekli się podstawowych wartości. Kino poruszające, porażające surowością wymowy. I trzeba dodać, że to nie kompletny wymysł jakiegoś maniaka, tylko historia oparta na faktach. 9 Kompania naprawdę istniała i rzeczywiście wykonywała zadanie na wzgórzu 3234. Oparta, bo film od historii różni kilka rzeczy, m.in. stosunek poległych wtedy żołnierzy, tak rosyjskich jak afgańskich. Jednak celem nie było dokładne odtworzenie faktów.




Ta wspomniana wcześniej nagonka medialna, paradoksalnie filmowi bardziej zaszkodziła niż pomogła. Stało się tak, ponieważ widzowie zachęcani przez spoty reklamujące rosyjskiego blockbustera, wyobrażają sobie wielkie widowisko, pełne efektownych walk i setek trupów; coś w stylu rosyjskiej wersji "Szeregowca Ryana". Kiedy obraz Bondarchuka - jeśli już porównywać - można bardziej przyrównać do "Cienkiej czerwonej linii" czy "Jarheada". To już nie ociekające patosem widowisko, wykorzystujące wielokrotnie powiewającą flagę. To kino wojenne, tego się nie da ukryć, lecz z wymowy bardziej antywojenne, skupiające się na innych jej aspektach; kino bardziej subtelne w środkach wyrazu, a często nawet wyciszone. Ukazujące zamierzony cel poprzez wspaniałe, dodające surowości klimatu zdjęcia, oraz świetną grę aktorską - bez żadnego szarżowania czy gwiazdorstwa - prostą i skuteczną. Dla niektórych wojna to przymus, dla niektórych to wszystko co mają. Każda chwila szczęścia jest na wagę złota. Bohaterstwo to pojęcie względne, na polu bitwy pozostają tylko przegrani. Warstwa wizualna jest niekwestionowanym atutem "9 Kompanii" - przepiękne, jakby ciągnące się w nieskończoność pejzaże, w jednej chwili zamieniają się w brutalne pole bitwy. Masywne pasma górskie obserwują krwawe potyczki i masakry; dramaty i tragedie. Bezsens i bestialskie szaleństwo skonfrontowane z niemalże poetycką naturą, która była już widzem wielu podobnych. Ludzie nigdy się nie zmienią. Zawsze będzie się toczyła jakaś wojna.




Trzeba przyznać, że rosyjska produkcja korzysta radośnie z amerykańskich klasyków. Cały początek, to jedno wielkie nawiązanie do "Full Metal Jacket" Stanleya Kubricka, łącznie z wykorzystaniem dowódcy-sadysty. A im dalej zagłębiamy się w film, tym więcej takich elementów widzimy. Jak już wspomniałem wcześniej, mnie film Bondarchuka przypominał miejscami "Cienką czerwoną linię" Terrence'a Mallicka, a względem wymowy także ostatni "Jarhead - żołnierz piechoty morskiej" Sama Mendesa (z tym, że oba filmy powstały w mniej więcej tym samym czasie, więc to raczej zbieżność przypadkowa), jednakże jestem pewien, że nawiązań jest tu o wiele więcej. Ponadto, to czerpanie nie jest jakimś bezczelnym kopiowaniem, tylko używaniem sprawdzonych sposobów na przedstawienie pożądanego efektu. Bo rosyjski obraz jest filmem inteligentnym i poruszającym, kinem na wskroś pesymistycznym; bez żadnych happy endów czy banalnego moralizatorstwa - tu każdy przegrywa. A ostatnie dwadzieścia minut - piszę to bez żadnej przesady - wgniata dosłownie w ziemię. O tak, końcówka chwyta za gardło. I rzeczywiście rosyjskiej produkcji wypada zarzucić wtórność i zamierzone wręcz kopiowanie pomysłów z amerykańskiego kina na grunt rosyjski, ale obraz Bondarchuka swój cel osiąga, a to jest najważniejsze. Niech Polacy też nauczą się tak wzorować na najlepszych.

"My, 9 Kompania, zwyciężyliśmy na swojej wojnie. Wtedy o wielu sprawach nie wiedzieliśmy. Nie wiedzieliśmy, że za dwa lata zniknie kraj, o który walczyliśmy. Będą niemodne medale nieistniejącego państwa. Nas porozrzuca nowe surowe życie. Jeden będzie jak książę, drugi trafi na samo dno. Nic z tego wtedy nie wiedzieliśmy. My wychodziliśmy z Afganistanu. 9 Kompania. My zwyciężyliśmy."





9 KOMPANIA

Tytuł oryginalny: 9 Rota
Rok produkcji: 2005
Kraj: Finlandia, Rosja, Ukraina
Czas trwania: 130 minut

Reżyseria: Fyodor Bondarchuk
Scenariusz: Yuri Korotkov
Zdjęcia: Maksim Osadchy
Muzyka: Dato Evgenidze

Obsada:
Fyodor Bondarchuk   .....Khohol
Aleksei Chadov   .....Vorobey
Mikhail Evlanov   .....Ryaba
Ivan Kokorin   .....Chugun
Artyom Mikhalkov   .....Stas
Konstantin Kryukov   .....Dzhakonda
Artur Smolyaninov   .....Lyutiy


Wyślij e-mail Autor recenzji:
Dariusz Kuźma - BEOWULF
Klub Miłośników Filmu
18.10.2006