Świat ogarnęła epidemia wirusa. Prawie 5 miliardów ludzi zmarło, a ci, którzy przeżyli muszą
co 8 godzin przyjmować lek wynaleziony przez dr Reynna o nazwie Absolon. Jednak lek nie jest
dla wszystkich. Mogą go zażywać tylko ludzie, którzy mają prace i którzy zarabiają. Ceną nie
są pieniądze, lecz czas. Każdy ma wyznaczony czas na dane czynności i nie może go marnować bez
potrzeby, gdyż musi wystarczyć na codzienną dawkę Absolonu. Ci, którzy są chorzy, a nie stać
ich na lek - koczują, a właściwie czekają na śmierć poza granicami miasta.
Podczas pracy nad czymś tajemniczym, dr Reynna zostaje zamordowany, a śledztwo w sprawie
morderstwa prowadzi Norman Scott - detektyw miejscowej policji wraz ze swoją partnerką.
Dostaje również wsparcie rządu.
W trakcie prowadzenia śledztwa dotarł do ucznia profesora, lecz zanim się cokolwiek dowiedział
- ten został zabity. Z biegiem czasu i wydarzeń Scott orientuje się, że sam stał się celem, i
to celem agentów rządowych, gdyż jak się okazuje ma w swojej krwi nowy lek, nad którym
pracował zamordowany naukowiec. Sprawa komplikuje się, gdy wychodzi na jaw, że ów lek w celach
bezpieczeństwa składał się z dwóch surowic, które należy przyjąć w odpowiednim czasie aby
przeżyć. Teraz detektyw musi - z pomocą pewnej pani doktor - dotrzeć do drugiej części leku,
podczas gdy jest cały czas namierzany i ścigany przez rząd. Oczywiście później fabuła jeszcze
trochę się zakręca, by koniec końców wszystko skończyło się szczęśliwie.
Absolon to jeszcze jeden niskobudżetowy film z cyklu "kiedyś w niedalekiej przyszłości".
Nie jest to żadna rewelacja ani wysokich lotów, dający do myślenia scenariusz. Nie jest to
również bzdura ani nie nadający się do obejrzenia film. Po pierwsze - nie nudzi i z
zaciekawieniem, chociażby lekkim, śledzimy losy i poczynania bohaterów. Po drugie - cały czas
coś się dzieje, nie ma przestojów akcji i nie potrzebnych przegadanych scen. Co prawda jest
malutki romansik i scena poświęcona jemu, lecz nieszkodliwa, ot taki mały przerywnik na
poprawienie się w fotelu.
Główna rolę w filmie gra Christopher Lambert. Nie potrafię tego aktora ocenić obiektywnie gdyż
jest jednym z moich ulubionych aktorów i mam do niego słabość, więc jakby nie zagrał i w czym
by nie zagrał - dla mnie zawsze będzie świetny. Głównym i potężnym przeciwnikiem jest Ron
Perlman, aktor, który jak trzeba to potrafi być brzydki jak noc, a jak nie trzeba - wygląda
całkiem do rzeczy :) Narzędziem od czarnej roboty jest Lou Diamond Philips, bardzo nielubiany
przeze mnie aktor, więc jego czarny charakter był jeszcze potęgowany przez subiektywne
odczucia. Prawdopodobnie znajdzie się wiele osób krytykujących i bardzo nisko oceniających ten
film, ale ponieważ to moja recenzja - film dostaje 5/10.
| |
|
 | |
ABSOLON
Rok produkcji: 2004, Kanada / Wielka Brytania
Czas trwania: 96 min.
Reżyseria: David Barto
Scenariusz: Brad Mirman
Zdjęcia: Unax Mendia
Muzyka: Howie Bernstein, Gary Kotinoff
Wystąpili:
Christopher Lambert (jako Norman Scott)
Lou Diamond Phillips (jako Walters)
Kelly Brook (jako Claire)
Ron Perlman (jako Murchison)
Roberta Angelica (jako Ruth)
Neville Edwards (jako Jackson)
Tre Smith (jako Vasquez)
James Kidnie (jako Doc)
|  |
|
| |
Autor recenzji: Kasia Kowalska - KAHA
|
|