II Wojna Światowa musi być i zaiste jest dla Niemców niezwykle ciężkim tematem do dyskusji. Kinematografia naszych zachodnich sąsiadów przez długi czas omijała problem przysłowiowym "szerokim łukiem". Dopiero w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku powstają pierwsze filmy na ten temat ("Stalingrad", "Wróg u Bram"). "Upadek" reżyserowany przez Oliviera Hirschbiegela (premiera w roku 2004) swoim rozmachem, wręcz patetycznym klimatem i niesamowicie oryginalnym spojrzeniem przyćmiewa jednak wszystkich poprzedników. Opowiada o ostatnich dniach charyzmatycznego przywódcy III Rzeszy, o ostatnich dniach Adolfa Hitlera. Dramat nazistowskich Niemiec zostaje przeniesiony do hermetycznego bunkra, w którym oddycha się śmiercią - czeka się na ostateczne rozwiązanie. Sam dyktator przedstawiony został jako osoba spokojna, inteligentna, manipulowana przez demonicznych podwładnych. I właśnie ten punkt widzenia wybił "Upadek" na szczyty ówczesnych rankingów. Obok pochwał i okrzyków zachwytu, pojawiły się jednak równie silne sprzeciwy wobec próby "uczłowieczenia" zmitologizowanego już dziś tyrana. Pojawiło się również pytanie:
Czy Hitler faktycznie był tylko marionetką?
Odpowiedź umarła wraz z samym führerem. Nie mniej jednak próba przedstawienia alternatywnej wersji historii wyszła Hirschbiegelowi co najmniej przyzwoicie. Zrobił to, rzec można, z dobrym smakiem - z należytą powagą. W trzy lata po premierze "Upadku" na ekranach kin pojawia się kolejny obraz próbujący przedstawić dyktatora w nieco innym ujęciu. "Adolf H. - Ja wam jeszcze pokażę" Daniego Levy'ego analogicznie do opisanego wcześniej poprzednika kreuje Hitlera na nazistowską kukiełkę uwieszoną na niezliczonej ilości sznurków. Niestety w swojej wizji reżyser zatraca resztki dobrego smaku, osiąga efekt odwrotny do dzieła Hirschbiegela - żenuje zamiast nakłaniać do przemyśleń.
|
 | |
 |
|
Fakt, "Mein Führer" (tytuł oryginalny) od początku pomyślany był jako komedia. Dedukując nieco dalej można przypuszczać, iż miał być satyrą na bezlitosny aparat III Rzeszy. Może i światła i interesująca to myśl, by jednego z największych tyranów w historii ludzkości i jego dziecko - nazistowskie Niemcy - przedstawić w formie prześmiewczej. Może gdyby zrobić to z wyczuciem i polotem dorównującym chaplinowskiemu "Dyktatorowi" z 1940 roku, moglibyśmy podziwiać interesującą ironię. Jednakże nie ma sensu brnąć dalej w sferę domysłów, w zamian należy postawić jasną tezę - Dani Levy film zepsuł.
Wyobrażacie sobie państwo żydowskiego profesora, który wyciągnięty z obozu koncentracyjnego bez najmniejszych oporów zgadza się na przygotowanie mowy dla swojego oprawcy, Hitlera. Co więcej, owa oracja ma na celu zagrzać Berlin do dalszej walki, a tym samym przedłużyć wojenne piekło. Co najmniej dziwna scenka rodzajowa. Dalej wyobraźmy sobie najwyższych nazistowskich dowódców wojskowych, którzy wspomnianego Żyda karmią, ubierają, słuchają. Równie nieprawdopodobne. W końcu zastanówmy się czy Hitler zgodziłby się na współpracę z uczonym pochodzącym z "tej niższej klasy ludzi"?
W filmie Levy'ego takie cuda są na porządku dziennym.
Niektóre "gagi" są po prostu niesmaczne; dla przykładu:
- Będę pracował z Hitlerem, jeżeli zwolnicie cały obóz Sachsenhausen (profesor)
(...)
- Z Sachsenhausen nie wyjdzie, za duże (naziści)
(...)
- Dobrze, że nie wymyślił Oświęcimia... (nazista do nazisty - szeptem)
bądź:
- Tak naprawdę to ja nic nie mam do Żydów (Hitler)
W moim subiektywnym odczuciu, granice przyzwoitości zostały tu przekroczone.
Obok absurdalnej historii i zatrważająco niskiego poziomu żartu, załamywać mogą nieudolne próby utworzenia czegoś, co w przekonaniu twórców miało być zapewne drugim dnem. Chodzi tu o nietypowe zabiegi żydowskiego naukowca - próby zamachów na życie tyrana i poświęcenie się swoim przekonaniom, nawet za cenę życia. Czy w komedii mamy miejsce na szeroko pojęty patriotyzm i wewnętrzną walkę bohatera i jego sumienia?
Przechodząc ulicami mojego miasta zauważyłem na rozpadającym się murze mleczarni znak przekreślonej swastyki opatrzony napisem:
1936 - 2007 Walka trwa!
Czy w czasach, w których ludzie nie znają daty wybuchu II Wojny Światowej i zaglądają do filmotek znacznie częściej niż do bibliotek, należy kreować jednego z największych tyranów w dziejach ludzkości na zdziecinniałego, niegroźnego, wręcz sympatycznego jegomościa z problemami psychicznymi? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami, mi wizja niemieckiego reżysera wybitnie nie przypadła do gustu - nie polecam, a nawet stanowczo odradzam.
 | |
ADOLF H. - JA WAM POKAŻĘ!
Tytuł oryginalny:
Mein Führer - Die wirklich wahrste Wahrheit über Adolf Hitler
Tytuł anglojęzyczny:
Mein Führer: The Truly Truest Truth About Adolf Hitler
Rok produkcji i czas trwania: 2007, Niemcy, 89 minut
Reżyseria i scenariusz: Dani Levy
Muzyka: Niki Reiser
Zdjęcia: Carl-Friedrich Koschnick
Montaż: Peter R. Adam
Wystąpili:
Helge Schneider,
Ulrich Mühe,
Sylvester Groth,
Adriana Altaras,
Stefan Kurt,
Ulrich Noethen,
Lambert Hamel,
Udo Kroschwald
 |
|
Autor recenzji:
Filip Jalowski - FIDEL
|
Klub Miłośników Filmu, 24.10.2007
|