STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE




Nie tak znowu dawno temu Dux, w swojej recenzji, zarzucił drugiej części "Adrenaliny", że jest bezdennie głupia. Ja widzę to trochę inaczej. Napisał też Dux, że albo się "Cranka" kupuje i dobrze się na nim bawi (dorzucając w tym miejscu tendencyjne przykłady - ach, ten przekąs), albo odczuwa niesmak i zażenowanie w całej rozciągłości. Niby prawda, ale nie do końca.
Na pierwszej częsci bawiłem się przednio, ale w kilku miejscach coś mi zgrzytało - z jednej strony zero hamulców, gra komputerowa i odrealnienie, z drugiej nieudolne próby budowania postaci i ich motywacji oraz wrażenie, że twórcy bali się pójść na całość w obranej konwencji. Druga część jest jest już totalnie absurdalna, oderwana od rzeczywistości i zwyczajnie szalona, ale w tym szaleństwie jest metoda. W recenzji Duxa padło porównanie naspidowanego Stathama do Strusia Pędziwiatra - nie dało się trafić celniej! "Crank: High Voltage" to kreskówka dla dorosłych, w której postacie to tylko zbiory charakterystycznych i przerysowanych cech, dających się policzyć na palcach jednej ręki: Statham - wkurzony i niezniszczalny, Bai Ling - zbzikowana i szalejąca za Cheliosem, Doktorek - obeznany, potrafiący znaleźć odpowiedź na każde pytanie i rozwiązanie dla każdego problemu (chociaż pytań i problemów nie ma w tym filmie dużo).

Szaleństwu treści towarzyszy szaleństwo formy, które pasuje do całości jak ulał. "Crank" bez dokładnie takich zdjęc wiele by stracił, a dokładnie taki sposób filmowania raczej nie "zagrałby" w żadnym innym (normalnym?) filmie. Operator zachowuje się jak dziecko cierpiące na ADHD, więc kamera zwyczajnie lata w tę i nazad, wykonuje ostre nawroty, ustawia się pod niecodziennymi kątami, ukazuje nagłe zbliżenia i jednocześnie przedstawia akcję klarownie. Jeśli nie wiemy co dzieje się na ekranie, to nie dlatego, że zamiast statywu użyto młota pneumatycznego, a zamiast stołu monażowego miksera, tylko z powodu scenariusza, który wbrew pozorom gdzieś tam w środku całego zamieszania się znajduje.
Scenariusz do nienormalnego filmu również normalny być nie może, a jedynym co trzyma go przy ziemi i powstrzymuje przed wystrzeleniem w kosmos jest zachowanie szczątkowego i mocno naciaganego związku przyczynowo skutkowego, sprowadzającego się do naprzemiennego stosowania elementów "bohater goni" i "bohater dowiaduje się, kogo ma gonić". Poza tym znajduje się w nim już tylko zbiór mniej lub bardziej pomysłowych scen ładowania prądem sztucznego serca i sporo żartów spod znaku "seks & przemoc", które utrzymują się gdzieś na słabo-średnim poziomie, z lekkim odchyłem w dół, ale też z kilkoma przebłyskami geniuszu.

Co mógłbym uznać za największą zaletę filmu? Z pewnością to, że nie bierze samego siebie na serio (co zwiastuje już tagline: "He was dead... but he got better"), dzięki czemu mamy okazję zobaczyć kilka wyrywających z butów scen jak np. "bohater wchodzi do budynku, a sekundę póżniej ze WSZYSTKICH okien wylatują źli ludzie". Jeszcze? Zabawa kliszami pojawiających się znikąd braci bliźniaków, niespodziewane nawiązanie do japońskich monster movies (mających swoją nazwę po ichniemu, która brzmi "kaiju eiga". Taka bezużyteczna ciekawostka) z "Godzillą" na czele i chorobliwe nakręcanie tempa akcji do momentu, w którym (aby nie zwalniać) na krótką chwilę zostaje wyświetlona statyczna plansza z napisem "9 sekund później".

Przeczytałem wszystko co do tej pory napisałem i wynika z tego mniej więcej tyle, że "Adrenalinę 2" uwielbiam i najchętniej postawiłbym ją w gronie swoich ulubionych filmów, gdzieś pomiędzy "Władcą pierścieni", "Gwiezdnymi wojnami" a "Akirą". To oczywiście nieprawda, więc dla zachowania resztek przyzwoitości i dobrego imienia (o ile coś takiego w ogóle posiadam) napiszę co mnie kompletnie zniszczyło. Jest w tym filmie parę scen, które nijak nie mają się do akcji, nie nabijają się ze schematów i nie są nawet śmieszne - mają jedynie szokować i pokazywać, jak daleko udało się posunąć twórcom w łamaniu tabu. Takie sceny, jak chociazby seks na konnym torze wyścigowym, albo odcinanie sobie sutków budzą zwyczajny niesmak i skutecznie niszczą pozytywne wrażenie wywarte przez lepsze elementy filmu.
Wychodzi na to, że nowy "Crank" jest filmem, w którym sceny i motywy ekstremalnie dobre (kontrowersyjne stwierdzenie) są postawione obok fragmentów ekstremalnie złych, przez co tracą swoją wartość, a widz traci przyjemność z oglądania. Jednak mimo wszystko jestem gotów dać jedno oczko więcej ponad neutralne 5/10 i czekam ze zniecierpliwieniem na kolejny eksperyment ekipy Neveldine-Taylor-Statham, który z pewnościa powstanie. Czekam, nawet jeśli główny bohater miałby biegać po mieście z wiadrem zamiast głowy.

6/10

Crank: High Voltage

Tytuł polski: Adrenalina 2. Pod napięciem
Czas trwania: 96 minut
Rok produkcji: 2009, USA

Reżyseria: Mark Neveldine, Brian Taylor
Scenariusz: Mark Neveldine, Brian Taylor
Zdjęcia: Brandon Trost
Montaż: Marc Jakubowicz
Muzyka: Mike Patton

Wystąpili: Jason Statham, Amy Smart, Dwight Yoakam, Efren Ramirez,
Julanne Chidi Hill, Reno Wilson, Keone Young, Art Hsu, Ling Bai

Autor recenzji: Maciej Poleszak - CIUNIEK
Klub Miłośników Filmu, 30 lipca 2009


STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE