Gorzej być może...


Czy może być coś gorszego od "Agenta XXL"? Może - "Agent XXL 2". A czy może być coś gorszego od "Agenta XXL 2"? Ależ oczywiście, że może! "Agent XXL 3" właśnie wszedł ciężkim krokiem na ekrany polskich kin. Polscy dystrybutorzy jeszcze by się nam rozchorowali, jakby nie sprowadzili do Polski każdego szajsu powstałego na zachodzie. No więc "Agent XXL: Rodzinny interes" zawitał do naszych kin, i na barki biednych recenzentów spadł obowiązek bronienia widzów przed tym komedio-koszmarem, do krwi ostatniej kropli z żył.


Od razu wyraźnie zaznaczam, że "Agent XXL: Rodzinny interes" nie jest tak zły jak dzieła pokroju "Epic Movie", "Date Movie", "Hero Movie", bo tamte "komedie" tworzą zupełnie odrębną kategorię jakościową, oscylującą poniżej zera. Nie oznacza to jednak, że trzecią odsłonę przygód agenta FBI przebranego za grubą babę, za cokolwiek pochwalę czy napiszę choć jedno dobre słowo na jego temat. Przede wszystkim film ten niczym nie zaskakuje. Przebieranki faceta za kobietę widzimy już po raz trzeci i nie ma w nich żadnej nuty świeżości, no, może poza tym, że tym razem przebiera się również syn głównego bohatera. Co dziwi najbardziej, fabuła tego filmu, w której jako taki potencjał komediowy przecież się tlił, nie bawi nic a nic. Cały humor opiera się tu na tym, że bohaterowie w babskich przebraniach trafiają do damskiego college'u i w każdej scenie ojciec strofuje syna, żeby się nie zdradził, śliniąc się do ładnych panienek. I to tyle. W tle jest jeszcze jakaś intryga kryminalna, bo nie należy zapominać, że Martin Lawrence to agent FBI. Ale jak to bywa w komediach-sensacyjnych, intryga schodzi na plan tak daleki, że dopiero w finale, który w końcu musi nadejść i w którym musi być strzelanina, przypomina się widzom, że jest w scenariuszu jakiś czarny charakter i MacGuffin, za którym podążali bohaterowie. W przypadku "Rodzinnego interesu" wątek sensacyjny ginie kompletnie pod zwałami sztucznego tłuszczu Wielkiej Mamuśki kreowanej przez Lawrence'a i jego charakteryzację.


Charakteryzacja bohaterów, a w szczególności Martina Lawrence'a to, i owszem, absolutne mistrzostwo świata. Niestety, nie potrafiłem przyjąć do wiadomości, że Martin Lawrence sam siebie (i w międzyczasie też syna) tak skrupulatnie charakteryzuje i przebiera za kobietę. Wiecie, co innego gdy bohater mówi, że idzie na akcję, dokleja sobie wąsy i wkłada perukę, a co innego, gdy bohater mówi, że idzie na akcję, i za pięć minut widzimy go w kompletnej charakteryzacji przebranego za grubą babę. Wiem co to zawieszenie niewiary, wiem co to konwencja i co to komedia, ale po prostu pewnych naciąganych motywów nie kupuję i koniec.

Dotarliśmy już do końca tej krótkiej recenzji, bo nie wiem co więcej mógłbym napisać. Nie wydawajcie pieniędzy na "Agenta XXL: Rodzinny interes" bo to niezwykle słaba komedia, niewarta czasu a tym bardziej trzech dych wyrzuconych na seans. Takie filmy powinny trafiać od razu na DVD, i to prosto do kosza z promocją za 9.99zł, a nie do kin. Zamiast oglądać "Rodzinny interes" lepiej spędzić ten czas z własną rodziną, na pikniku lub choćby wgapiając się wspólnie w pustą ścianę. Zawsze będzie to czas lepiej spożytkowany, niż podczas seansu z Lawrence'em, którego największym dokonaniem na polu komedii pozostanie chyba na zawsze motyw z "Bad Boys 2", gdy przez przypadek zażył LSD. Tymczasem wyglądam z niepokojem "Agenta XXL: Rodzinny interes 2", w którym za kobiety przebierze się cała rodzina głównego bohatera, włącznie z jego synem, bratową, wnukami i żoną.


2/10




wytwórnia - 20th Century Fox, Regency Enterprises, 2011
reżyseria - John Whitesell
scenariusz - Matthew Fogel
produkcja - David T. Friendly, Michael Green, Jeremiah Samuels
zdjęcia - Anthony B. Richmond
muzyka - David Newman
montaż - Priscilla Nedd-Friendly
czas projekcji - 107 minut


wystąpili


Martin Lawrence
Brandon T. Jackson
Jessica Lucas
Michelle Ang
Portia Doubleday
Emily Rios
Ana Ortiz
Henri Lubatti


(Malcolm / Big Momma)
(Trent / Charmaine)
(Haley)
(Mia)
(Jasmine)
(Isabelle)
(Gail)
(Vlad)

Autor recenzji: Rafał Donica - DUX [e-mail]
Klub Miłośników Filmu, 30 kwietnia 2011
Oprawa html: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail]

RECENZJE | STRONA GŁÓWNA KMF