Obejrzenie "Artificial Intelligence", w moim przypadku, niesie za sobą mnóstwo emocji; mimo iż nie jest to film wybitny to pozostawia po sobie jakiś swoisty mętlik uczuciowo-moralno-egzystencjonalny. Może coś jak film-tajfun. Przejdzie, namąci i zostawi coś po sobie. W mojej głowie są to pytania o przyszłość i rozwój techniki - w odniesieniu do wiarygodności historii z filmu. Czy kiedyś naprawdę mogłoby wydarzyć się coś takiego? Jednak za tym pytaniem czai się większe i trudniejsze, bo na nie nigdy nie uzyskam odpowiedzi. Jaki film, z tej opowieści o chłopcu-robocie zrobiłby Stanley Kubrick? Ten nieżyjący już mistrz kina, twórca arcydzieł (np. "2001: A Space Odyssey"), jako pierwszy przymierzał się do realizacji "A.I." Ostatecznie, projekt wyreżyserowania przejął Spielberg, Kubrickowi uniemożliwiła to śmierć. No i właśnie - jaka byłaby "A.I." Kubricka? Otrzymalibyśmy wersję bardziej realistyczną, drastyczną, bardziej obiektywną niż wersja Spielberga? Spielberg podaje bowiem, jako specjalista w tej dziedzinie, komercyjny i w gruncie rzeczy rozrywkowy twór, z odcieniem refleksyjności, jednakże z nachalną próbą wmówienia, że marzenia się spełniają (syndrom Walta Disneya?). A mimo wszystko ten film coś z sobą niesie. A o czym dokładnie jest? Oto wersja Spielberga.
|
 | |
 |
|
GENEZA
Świat w obliczu zagłady - to punkt wyjścia filmu. Efekty globalnego ocieplenia okazują się nie tylko definicją z podręcznika. Topnieją lodowce, część lądów zostaje zalana. Ludzie zostają przesiedleni w inne miejsca. Po tragedii w krajach biednych znów żyje się biednie i źle, w bogatych - dalej bogato. W pewnym sensie nic nowego. Jedynie, w obawie przed przeludnieniem, trzeba mieć pozwolenie na urodzenie dziecka. A technika ciągle prze naprzód. Powstają roboty zwane "Mechami", które nie dość, że z wyglądu są łudząco podobne do człowieka, to mogą go jeszcze w prawie wszystkich czynnościach zastąpić. Ich fenomen tkwi w inteligentnych przewodach behawioralnych, dzięki którym uczą się reakcji nawet na ból. Jeden z naukowców chce pójść o krok dalej i stworzyć robota zdolnego do miłości, a konkretnie robota-dziecko, które byłoby zaprogramowane do tego, by kochać ludzi których uzna za rodziców i to do końca życia. Byłoby dzieckiem idealnym i bezproblemowym. Byłoby "robotem rozumnym z wspomaganiem neuronowym". Czymś co miałoby "podświadomość, wewnętrzny świat metafor, marzenia". Właśnie taką wizję roztacza przed słuchaczami profesor Hobby. Mówi o swoich badaniach nad "wędrówką impulsów w neuronach", które pozwolą mu na powołanie do "życia" robota z uczuciami. Jest to dość zgrabna teoria i dobre uwiarygodnienie naukowości filmowej historii. Pojawiają się jednak wątpliwości - co jeśli robot nie zostanie pokochany? Doktor odpowiada: "Bóg stworzył Adama po to, by go kochał." Więc jako stwórcy mamy prawo stawiać swoje warunki, wymagać by robot nas kochał, nawet jeśli ceną za jego stworzenie, zaprogramowanie i istnienie będzie nieodwzajemnione uczucie? Jednak doktor odpowiada na postawione pytanie nieściśle - bo przecież Bóg stworzył człowieka z miłości, czyli to ze strony Adama było ryzyko, że Boga nie pokocha. Natomiast w wypadku robota jest inaczej - gdyż to on jest nieodwracalnie zaprogramowany do uczucia i nie wiadomo czy człowiek będzie umiał je odwzajemnić.
|
 | |
 |
|
3 WAŻNE ROBOTY
DAVID
|
Futurystyczny Pinokio: robot, który chce być prawdziwym chłopcem. Pojawia się jako substytut dziecka w czasie gdy Monika i Henry przechodzą trudny okres: Martin, ich biologiczny synek jest chory i w komorze kriogenicznej czeka na lekarstwo, które pozwoli mu na powrót do życia. David staje się więc dzieckiem zastępczym. Henry sprowadza go do domu by pomóc Monice przetrwać jakoś ten czas. Jednak ona z początku jest bardzo nieufna, nie wie co myśleć o tej maszynie, która chodzi za nią po domu, chce by ubierano ją w piżamę, mówi, że podoba się jej podłoga w mieszkaniu. Monika w pewnym sensie boi się robota, czuje, że kochanie go byłoby czymś nienaturalnym. A David jako dziecko-robot oczekuje w zamian właśnie miłości, bo samo zaczyna kochać - po wprowadzeniu specjalnego kodu (co jest zabiegiem nieodwracalnym). Jednak po jakimś czasie Monika oswaja się z mechanicznym przybyszem, zaczyna cieszyć się jego obecnością. Postanawia wprowadzić kod. Kod, w wyniku którego David zaczyna nazywać Monikę mamą i zdaje się darzyć ją uczuciem. Henry, Monika i David zaczynają tworzyć rodzinę. W 1/3 zmechanizowaną, ale jednak rodzinę.
Wkrótce kończy się dla Davida sielanka - wreszcie wynaleziono lekarstwo na chorobę Martina. Chłopiec wraca do domu. David ma więc i brata - jednak naturalną koleją rzeczy staje się rywalizacja między nimi. Chłopak podjudza robota by odciął mamie podczas snu pukiel włosów - a mama będzie go za to bardziej kochała. David łatwowiernie i naiwnie robi co każe mu brat - co kończy się na przerażeniu rodziców
|
|  |
i jest początkiem wątpliwości Henry'ego co do tego czy warto ryzykować bezpieczeństwo i życie dla robota. Kolejnym przełomowym wydarzeniem jest przyjęcie urodzinowe Martina. Jego koledzy dokuczają Davidowi, a jego reakcją na zagrożenie i strach jest to, że przytula się mocno do brata, i prosi go o obronę. Nieszczęśliwie wpadają do basenu a Martin nie umie wydostać się z silnego uścisku Davida. Henry biegnie na ratunek i w ostatniej chwili udaje mu się uratować syna. Jednak teraz jest już pewien: dla Davida nie warto ryzykować. Decyduje by oddać go do firmy gdzie go wyłączą i rozłożą.
Monika jedzie z Davidem do firmy, która go stworzyła, by teraz z kolei go zniszczyła. Jednak po drodze zaczyna mieć wyrzuty sumienia, czuje się winna wobec Davida, bo mimo iż to tylko robot to przecież ją kocha. W momencie wczytywania kodu stała się za niego odpowiedzialna i teraz nie potrafi po prostu oddać go do zniszczenia. Dlatego porzuca go w lesie i ostrzega, żeby nie zbliżał się do ludzi. Tak jest być może łatwiej - bo Monika pozbawia się pewnego poczucia winy za to, że David przez nią skończy swoje mechaniczne życie. David zostaje sam z misiem Teddym a wkrótce, błąkając się w nocy, poznaje Joe.
JOE
|
Futurystyczna męska prostytutka. Żigolo Joe to typ robota kochanka, którego kobiety kochają za to co robi - jak tłumaczy to Davidowi. Ma wmontowane radio, może zmieniać kolor fryzury kiedy chce, nosi elegancki, skórzany płaszcz, ma tajemniczy głos. Gdy którejś nocy przychodzi do hotelu i odnajduje swoją klientkę zabitą, w obawie przed podejrzeniami o morderstwo - ucieka. W nocy wraz z innymi robotami zostaje złapany na Jarmark Robotów - coś w rodzaju spektaklu gdzie w różny sposób niszczy się roboty. Tam droga Joe'go krzyżuje się z drogą Davida. Żigolo staje się opiekunką robota-dziecka. Udaje się im uciec z Jarmarku (David zostaje uznany za prawdziwe dziecko) i rozpoczynają swoją wędrówkę. Joe chce udać się do Rouge - miasta pełnego kobiet, a David pragnie odnaleźć Błękitną Wróżkę, co do której jest przekonany, że zamieni go w prawdziwego chłopca, a dzięki temu powróci do mamy i zostanie pokochany. Ich poszukiwania prowadzą na jeden trop - wróżka zdecydowanie jest na Manhattanie. Wyruszają tam w uprowadzonym pojeździe policyjnym.
|
 | |
 |
|
TEDDY
|
Futurystyczny Miś Uszatek. Staje się przyjacielem Davida. Wydaje się misiem wiekowym, pełnym życiowej-robociej mądrości, momentami ujawnia się jego zgryźliwość, ale w gruncie rzeczy ze swoim dreptaniem to ukochany miś, wzór idealnego pluszaka.
ZAKOŃCZENIE
Na Manhattanie David, Joe i Teddy trafiają do domu profesora Hobby'ego - prawdziwego ojca Davida, który go zaprojektował. Tam okazuje się, że profesor Hobby to po prostu nieszczęśliwy człowiek, który stracił dziecko i dla którego David jest czymś zastępczym, co pozwoli uśmierzyć ból. Tam David dowiaduje się też, że jako prototyp jest potwierdzeniem teorii profesora - robot może mieć marzenia. Słyszy też, że nie jest jedyny w swoim rodzaju. Ale za to pierwszy. David ucieka z domu Hobby'ego, skacze do wody. Ratuje go Joe.
Pojawia się policja. Joe nie jest już w stanie im uciec. Świadom tego co go czeka mówi na odchodnym: "Mów o mnie paniom które spotkasz. Jestem!... Byłem!"
David, po schwytaniu Joe przez policję, zanurza się wraz z Teddym w policyjnym pojeździe pod wodę, na zalanym Manhattanie, gdzie kiedyś był park rozrywki. Odnajduje miejsce z Błękitną Wróżką, zatrzymuje tam pojazd i błaga wróżkę ciągle, nieprzerwanie o jedno: by uczyniła go prawdziwym chłopcem. Wtedy wróci do mamy a ta go pokocha. Jednak nie otrzymuje odpowiedzi na swoje błagania, figura wróżki pozostaje niewzruszona. I takie, w moim odczuciu powinno być prawdziwe zakończenie. Smutne i przygnębiające, ale prawdziwe. Jednak Spielberg nie zakończył tak tej historii, poprowadził ją jeszcze dalej. Pozwala Davidowi przetrwać w pojeździe policyjnym pod wodą kolejny kataklizm czyli epokę lodowcową. Nie przeżył ani jeden człowiek, David jest ostatnią "pamiątką" po rodzaju ludzkim. Na Ziemię przybywają formy życia z innej planety i wydobywają Davida spod lodu. Chcą by był szczęśliwy, dlatego obiecują spełnić każde jego marzenie. Z pukla włosów Moniki (który przechowywał Teddy) odtwarzają całą jej postać, niestety możliwe jest to tylko na jeden dzień. David ma mamusię tylko dla siebie - razem spędzają najdłuższy i najpiękniejszy dzień w jego życiu. Mógł poczuć się wreszcie kochany i wyjątkowy. Monika poświęca mu cały swój czas i spędzają go tak jak każde dziecko pragnie spędzać czas z matką.
Zakończenie filmu ma więc wydźwięk optymistyczny, widzowi ulżyło, że marzenie Davida się spełniło i ostatecznie był szczęśliwy. Napełniamy się wiarą w niezaprzeczalną moc marzeń. No cóż - typowo hollywodzkie, a dla mnie nie do końca przekonywujące. Być może w życiu jest zbyt dużo nieszczęśliwych zakończeń, by jeszcze w filmach było na nie miejsce, jednak w tym przypadku happyend to coś zbyt "naciąganego" i nienaturalnego.
|
 | |
 |
|
DYLEMATY
Czy sztuczny człowiek może kochać miłością inną niż sztuczna? Historia Davida wydaje się trochę absurdalna. Jest przecież produktem wytworzonym przez człowieka, więc czy jako twór oparty na technologii przewodów i impulsów może, czy potrafi, mieć prawdziwe uczucia? Czy robot ma duszę? Czy poznanie mechanizmu przewodzenia impulsów nerwowych jest kluczem do poznania prawdy o duszy? Czy człowiek ma taką moc, by przekazać maszynie, w akcie tworzenia prawdziwą ludzką duszę?
I w trakcie filmu zaczynamy w to wierzyć. Historia jest opowiedziana subiektywnie, z perspektywy robota-dziecka czyli Davida. Przeżywamy jego opuszczenie, samotność, wędrówkę, strach, chęć bycia kochanym. Poddajemy się sugestii, że David - robot, tak naprawdę odczuwa. Bo patrząc na to obiektywnie - czy robot nie będzie zawsze tylko skomplikowanym mechanizmem? Może po prostu David ze swoją dziecinną powłoką i jakże bardzo pierwotnymi uczuciami do matki jest niezwykle ludzki? I dlatego wierzymy, że kocha?
A czy sam człowiek może pokochać robota? Czy to nie byłaby miłość na takiej zasadzie jak do pluszowego misia? Do którego można się przywiązać i kochać... ale jako pluszowego misia. Czy więc miłość do robota nie byłaby tylko miłością do robota? Czy jakakolwiek miłość jest w tym przypadku możliwa - przecież taka maszyna zawsze będzie czymś obcym i odległym od człowieka, a jednocześnie czymś przerażającym. Bo w pewnym sensie robot ma przewagę nad człowiekiem - zna swojego stwórcę. A ludzie nie. Jak mówi Żigolo Joe: "Nasi stwórcy wciąż szukają swojego stwórcy". A kiedy nadejdzie koniec to co pozostanie to nie człowiek, ale robot - dlatego ludzie nienawidzą "Mechów". Do tego jest jeszcze jedna kwestia - czy człowiek może w pełni kontrolować robota? Czy maszyna będzie zawsze mu posłuszna? Tak jak człowiek nie był posłuszny Bogu? Może w umyśle każdego z bohaterów filmu przebłyskiwały myśli, że może powstać nowa rasa - rasa "Mechów", robotów uniezależnionych od ludzi?
Jaki jest człowiek z filmu "A.I."? To chyba człowiek - wieczny stwórca. Tworzy roboty - to jest pewne. Ale czy Bóg to też nie jest twór człowieka? Człowiek jest podobny do Boga bo Bóg stworzył go na swoje podobieństwo. A może to Bóg jest podobny do człowieka, bo został przez niego wymyślony? Tak jest przecież chociażby w greckiej mitologii. Nie chcę kwestionować istnienia Boga - tylko pokazać, że człowiek wierzy w to, co sam stworzy, wymyśli, w co sam chce wierzyć.
Czy bohaterowie wrogo nastawieni do "Mechów", którzy niszczą roboty, traktują je przedmiotowo, są czarnymi charakterami? Czy jarmark robotów, swoiste igrzyska na których w rozmaity sposób niszczy się maszyny (np. przez oblewanie kwasem), są barbarzyństwem? Ludzie niszczą przecież tylko to, co sami stworzyli, co nie jest prawdziwym życiem, a raczej urządzeniem. Jednak w trakcie filmu jednoczymy się wraz z robotami przeciwko złym niszczycielom. Bo patrzymy na wszystko z punktu widzenia robotów. Widzimy jak roboty są bardziej ludzkie od ludzi. I jakoś miło wierzyć teorii, że "Mechy" mają uczucia. I bierzemy wszystko w mniej dosłowny nawias.
|
 | |
 |
|
OBSADA
Haley Joel Osment jako David - niewielu dorosłych i dojrzałych aktorów może pochwalić się nominacją do Oscara i Złotego Globu za swoją rolę czy pracą z guru-Stevenem Spielbergiem, natomiast ten chłopiec może. Był nominowany w wieku 11 lat do nagrody Akademii za "Sixth Sense"(1999), a właśnie w "A.I." pracuje z samym Spielbergiem. Gra dziecko-robota i to na nim ciąży najpoważniejsze zadanie aktorskie, bo to on musi przejąć widza swoim losem a także losem wszystkich robotów. Nie trzeba dodawać, że ten utalentowany nastolatek wywiązuje się znów niemalże "oscarowo" z powierzonego zadania. Jego matkę, Monikę gra Frances O'Connor - wcześniej można było oglądać jej porażkę w "Mansfield Park" (adaptacja i profanacja prozy Jane Austen) oraz przeciętną, ale za to podwójną, rolę w "Bedazzeled". Tu gra bezpretensjonalnie i jako matka pełna wątpliwości jest wiarygodna. Jude Law, jako jeden z większych przystojniaków Hollywood, wcielił się w postać Joe. William Hurt , tu jako profesor Hobby (pojawia się na początku filmu i jego końcówce), ostatnio grał także w "Village" i "Butterfly Effect". Ogólnie, praca wszystkich aktorów to naprawdę dobra robota.
|
 | |
 |
|
WIĘC JAKI JEST TEN FILM?
W skrócie można go nazwać historią Pinokia przyszłości. Można mówić o alegorii życia chłopca szukającego swego miejsca w świecie, który mimo początkowego rozczarowania odnajduje szczęście. Albo o zastanawiającej wizji przyszłości. Obraz na pewno bardzo wzrusza i przejmuje, jakkolwiek na niego patrzeć. Już nigdy nie obejrzymy wersji Kubricka, ale ta spielbergowska też jest warta poświęcenia tych dwóch godzin swojego wolnego czasu.
 | |
A.I. Artificial Intelligence
Tytuł polski: A.I.: Sztuczna Inteligencja
Rok produkcji: 2001, USA
Czas trwania: 146 minut
Reżyseria: Steven Spielberg
Scenariusz: S. Spielberg, Ian Watson, Brian Aldiss
Zdjęcia: Janusz Kamiński
Muzyka: John Williams
Występują:
Haley Joel Osment (David),
Jude Law (żigolo Joe),
Frances O'Connor (Monica),
Sam Robards (Henry)
 | |
Autor tekstu: Karina Kalemba - KARINA
|
| |
 |