|
|||||
"Wszyscy kiedyś umrzemy... pytanie tylko jak: na kolanach, błagając o litość, czy z głową podniesioną do góry?"
W 1979 roku narodził się... w 1986 zginął... w 1992 powrócił. Jedna z najbardziej
przerażających kreatur (stworzona przez H.R. Gigera) przetrwała. Obcy jest gatunkiem, który
nie walczy o władzę i nie zabija bez powodu. To gatunek, który walczy żeby przetrwać.
Reżyserem trzeciej części Obcego jest David Fincher (Fight Club, Seven), któremu udało się
stworzyć kolejne, niesamowite kino. Czy "Obcy 3" jest tak samo dobry, jak jego poprzednicy?
Czy panu Ficherowi udało się utrzymać wspaniały i porażający klimat poprzednich części?
Zaraz na początku recenzji powiem że TAK. Ale nie było tak od początku - potrzebowałem
czasu. Z początku moje zdanie było inne. Ale jak to wszystko było po kolei - pisze poniżej.
Gdy pierwszy raz byłem na "Obcym 3" w kinie, wyszedłem z niego lekko zawiedziony... To nie było to, czego się spodziewałem. To nie było tak fantastyczne i niesamowite kino, jakie zaoferował mi 6 lat wcześniej James Cameron w ALIENS . Tak myślałem do czasu... Do czasu kiedy obejrzawszy jeszcze kilka razy tą część nie zmieniłem zdania. ALIEN 3 stał się jednym z NAJLEPSZYCH filmów, jakie w życiu widziałem! (a widziałem niemało :) Może wtedy jeszcze mój pogląd na filmy nie był w pełni ukształtowany? Ale faktem jest, że "trójka" jest w moim rankingu na drugim miejscu w całej serii (na pierwszym niepodzielnie panuje ALIENS). Ma mniej akcji niż poprzednik, ale posiada to "coś", co przyciąga uwagę do ekranu jak magnes - KLIMAT i to przez wielkie K, który momentami przewyższa nawet ten z drugiej części "Obcego"...
Akcja rozgrywa się na planecie Fiorina "Fury" 161. W koloni karnej odciętej od świata
znajduje się obecnie kilkudziesięciu najgroźniejszych przestępców z podwójnym chromosomem
Y. Dla nich już nie ma powrotu... Trafia tam Ripley - jedyna ocalała po rozbiciu się
kapsuły ratowniczej z Sulaco. A wraz z nią jej największy koszmar, z którym tak długo
walczyła... Opuszczone więzienie i jego podziemia oraz grupka wyrzutków społeczeństwa bez
żadnej broni przeciwko krwiożerczej bestii z kosmosu... Fabuła jest niewątpliwie jednym z
największych atutów tego filmu. David Fincher zrezygnował z bardziej rozbudowanych akcji
(ale te oczywiście są - na przykład genialny, końcowy "pościg" w tunelach) na rzecz
niesamowitego klimatu grozy, napięcia i strachu. Czuć to w każdej minucie filmu. Reżyser
dopracował wszystko do perfekcji, a pomogła mu w tym świetna gra aktorska Sigourney
Weaver (Ripley) oraz postaci, które na zawsze zostają w pamieci: "ksiądz" Dillon (Charles S.
Dutton), który próbuje wprowadzić elementy wiary wsród swych "braci", lekarz Clemens
(Charles Dance) z którym na chwilę związuje się Ripley; wiecznie niedowierzający kierownik
Andrews (Brian Glover) i jego pomocnik Aaron "85" (Ralph Brown), ekscentryczny więzień
Morse (Danny Webb) i wielu innych. Ich gra jest bardzo wyrazista i można by powiedzieć, że
każdy z nich wcielił się w swoją rolę PERFEKCYJNIE. Fincherowi pomógł też Elliot Goldenthal
komponując genialną muzykę (odnośnik do opisu ścieżki dźwiękowej znajduje się na końcu tej
recenzji), która jest moim zdaniem "ciut" lepsza od tej z ALIENS. Dźwięk - także znakomity.
Sceneria - jak zawsze ciemna i ponura. To idealne miejsce do zmagań między człowiekiem a
obcą formą życia. W każdej części sceneria jest inna, a jednocześnie dość podobna (brzmi
jak paradoks :), więc nie mamy powtarzających się schematów. Inny jest też Obcy - nowa
forma, która nie dorastała jak zazwyczaj w człowieku, lecz... w psie. Nowy Obcy jest
szybszy, zwinniejszy, nie ma płucotchawek na plecach. Jest nawet jakby bardziej okrutny.
Zmieniła się też Ripley - tylko jej wygląd i jej "nowa fryzura" (he he). Jeśli chodzi o
efekty wizualne - Obcy jak zwykle zrobiony jest genialnie (a szczególnie głowa, "język" i
ściekający śluz :) Czasami widać, że jest robiony "komputerowo", ale naprawdę nie psuje
to ANI TROCHĘ przyjemności z oglądania. Tym bardziej, że nie jest to film, w którym
postawiono na efekty specjalne.Całość - jeśli chodzi o niektóre elementy - bardziej zbliżona jest do części pierwszej niż drugiej. Znowu mamy tylko jednego Obcego, znów mamy beznadziejną walkę o przetrwanie, bez żadnej broni... Dodatkowo smaczku dodaje fakt, że obydwie te części kończą się tym samym cytatem (kończy tą recenzję). "Obcy 3" ma także wspaniały, ponury wstęp oraz zaskakującą końcówkę (jedną z najlepszych, jakie widziałem - aż uroniłem łezkę...), która idealnie powinna kończyć całą serię... Ale jak wiadomo tak nie jest, bo powstała jeszcze jedna część, trochę gorsza od pozostałych.
Cóż mogę napisać na koniec? ALIEN 3 to drugi mój ulubiony film, praktycznie bez żadnych
poważniejszych wad (poza drobnymi, nic nie znaczącymi wpadkami montażowymi niczego takiego
się nie dopatrzyłem). To klasyka kina Science - Fiction i grozy. Postać Obcego stała się już
kultowa (podobnie jak np. Predator) i zawsze wzbudza jednocześnie strach i fascynację.
Ten film polecam bez wahania wszystkim lubiącym taki rodzaj filmów, a najbardziej tym,
którzy zniechęcili się po jego pierwszym obejrzeniu. Być może przekonają się do niego
tak jak ja? Znakomita fabuła, klimat, aktorstwo i muzyka - to nieodłączne elementy
całej "byłej trylogii". Czego chcieć więcej?
END OF TRANSMISSION
![]()
P.S. Cytat z początku recenzji pochodzi z tego filmu (mówi to Dillon) i jest moim ulubionym cytatem z trzeciej części Obcego i jednym z najbardziej ulubionych z całej serii. Drugi zaś kończy zarówno część pierwszą jak i trzecią (Ripley).
|