Strona główna KMF

"- Hej Ripley - podobno już kiedyś spotkałaś Obcego...
  - Tak, to prawda.
  - Wow... I co wtedy zrobiłaś?
  - Zginęłam..."


Ripley i Call Każdą z części "Obcego" nakręcił inny reżyser - Ridley Scott, James Cameron, David Fincher, a najnowszą - Jean Pierre-Jeunet. Na czwartą część filmu poszedłem do kina z wielką chęcią - w końcu to moja ulubiona seria i według mnie najlepsza saga science-fiction wszechczasów. Gdy wyszedłem po seansie dominowały w mojej głowie dwa odczucia: pierwszy - że fajnie było znów zobaczyć Obcego i Ripley w akcji, obejrzeć nowe zmagania człowieka z potworem. Drugie odczucie - lekki zawód... Zawód nie w sensie, że film jest nieudany, słaby czy coś w tym stylu. Ale niestety nie da się ukryć, że gorszy od pozostałych części i raczej nie ma zbyt wielkich szans z nimi konkurować. W czasach postępu techniki spodziewałem się widowiskowego i niesamowicie wciągającego kina akcji, klimatu i grozy jednocześnie (jak w ALIENS czy ALIEN 3) - może spodziewałem się zbyt wiele...?

W 1997 roku (tym samym, w którym powstał OBCY: PRZEBUDZENIE) bardzo popularnym i takim "na czasie" tematem było klonowanie. Aspekt ten został wykorzystany w filmie - Ripley powraca, lecz to już nie ta sama pani porucznik co kiedyś. Właściwie to jej klon - dużo silniejszy, wytrzymalszy i posiadający niektóre cechy "odziedziczone" po Obcym - jak np. żrącą krew. Jak przywrócono do życia potwora? To "proste" - z próbki krwi, którą zostawiła zapłodniona już Ripley na Fiorinie 161 (w OBCYM 3 ) 200 lat temu. Wraz z nią sklonowano to, co tkwiło w jej wnętrzu i stanowiło jej największy koszmar - Królową...

Najniższy pokład U.S.M. Auriga Akcja rozgrywa się na statku medycznym U.S.M. Auriga, gdzie w głowie generała Pereza (Dan Hedaya) oraz całego personelu medycznego zrodził się chory pomysł "wytresowania" i dokładnego zbadania obcego organizmu, który już od dawna wzbudzał fascynację. Potrzebne im jest tylko kilka "obiektów" dla twarzołapów... Tu z pomocą przychodzą kosmiczni "piraci" dostarczając odpowiedni ładunek. Ale to bajka stara jak świat - wiadomo czym takie próby ujarzmienia zazwyczaj się kończą... Obce uciekają, załoga zostaje wybita i zaczyna się walka o przetrwanie małej grupki ocalałych. Ta fabuła, która może z początku wydawać się nieco banalna, staje się pretekstem do rozwinięcia toku wydarzeń i akcji. I znów znany schemat - ocalenie Ziemii, ucieczka do statku ewakuacyjnego oraz popularny happy end. Ale może po kolei - co mi się podobało w filmie najbardziej? Po pierwsze: wygląd Obcego - teraz pokazany jest bardzo dokładnie, można obejrzeć go z bliska i zaobserwować wszystkie szczegóły. Twórcy nie bali się tego zabiegu i trzeba przyznać, że wyszło im to perfekcyjnie! Po drugie - jest znowu Królowa oraz nowy rodzaj Obcego, który bardziej przypomina człowieka niż owada (jest też bardziej przerażający i okrutny). Po trzecie - całkiem niezła akcja (szczególnie pod wodą i zaraz potem na drabince - znakomite!) oraz kilka smakowitych nowinek (m.in. pokazane jest od wewnątrz, jak chest-buster rozrywa klatkę piersiową!) i przebłyski czarnego humoru (patrz - cytat na początku recenzji). Po czwarte - świetna muzyka (jej twórcą jest raczej mało znany kompozytor John Frizzell). Jeżeli ktoś chce się dowiedzieć coś więcej na temat muzyki to zapraszam do przeczytania opisu ścieżki dźwiękowej (odnośnik na końcu tej recenzji).

Akcja pod wodą Tyle plusów. A teraz minusy, czyli kilka rzeczy, które troszkę nie przypadły mi do gustu. Kreacje bohaterów - Ripley wygląda dość staro, mimo skórzanego i obcisłego stroju, który zaprojektowano chyba po to, żeby ją "odmłodzić". Ale z kolei innej aktorki w tej roli sobie NIE WYOBRAŻAM i byłoby NAJWIĘKSZĄ zbrodnią umieścić kogoś innego w roli porucznik Ellen Ripley. Sigourney Weaver to nieodłączna wizytówka całej serii - i tak ma zostać!
Większość postaci może wydawać się niewyrazista, brak im lekkiej głębi czy ducha. Jedynie ekscentryczny Johner (Ron Perlman) i koleś na wózku - Vriess (Dominique Pinon) zostali mi na zawsze w pamięci. To chyba zresztą najlepsze i najciekawsze kreacje w tej odsłonie. Nieraz widać, że Obcy robiony jest "komputerowo". O ile w poprzedniej części nie przeszkadzało to w ogóle, to w PRZEBUDZENIU już może troszeczkę rzucać się w oczy - tym bardziej, że twórcy śmiało pokazują Obcego w kolejnych ujęciach. No ale w tym przypadku pewnie się za bardzo czepiam ;) Po drodze zginęła gdzieś także główna cecha poprzednich części - niesamowity KLIMAT, groza, tajemniczość... To chyba najpoważniejsza wada, jako że jest to kolejna nieodłączna wizytówka "byłej" trylogii. Tzn. wszystkie te cechy są obecne także i tutaj, ale nie w takim stopniu jak w poprzednich odsłonach

Z początku OBCY: PRZEBUDZENIE zrobił na mnie kolosalne wrażenie, jednak po kilku(nasto)krotnym obejrzeniu i przeanalizowaniu nieco zesłabł w moich oczach w porównaniu do ALIEN , ALIENS i ALIEN 3. Jako film i kolejna część sagi jest wciąż świetny, lecz troszkę zawiódł w stosunku do wcześniejszych odsłon. Trochę zawiódł także niewątpliwie fanów serii, którzy z taką nadzieją i napięciem oczekują zawsze kolejnych części.

Ekipa w tarapatach Film posiada sporo wad, ale nie brak mu też zalet. Panu Jeunet'owi mimo wszystko udało się dotrzymać kroku i udźwignąć ciężar tej genialnej serii - choć oczywisćie dość daleko mu do geniuszy Camerona, Finchera i Scotta. Są tacy, którzy uważają że wszystko powinno było się zakończyć tak, jak kończy się właśnie OBCY 3. Oczywiście trzeba doceniać inwencję twórców, że chcą kontynuować fantastyczną opowieść i wprowadzać coraz to nowsze elementy, ale nieraz niepotrzebne jest szukanie na siłę czegoś nowego (wyjaśnienia, odpowiedzi). Czasami lepiej jest zostawić mgiełkę tajemniczości i niewyjaśnionych spraw. Bo bardzo łatwo można zepsuć magię jakiegoś filmu... Ale to nie jest moje zdanie - dla mnie każda część "Obcego" to pewnego rodzaju fenomen i żadnej mimo wszystko nie uznaję broń boże za efekt nieudany czy film co najmniej dobry.

Sumując - mogło być lepiej, bo te niedoróbki i niedociągnięcia, o których pisałem powyżej uniemożliwiają mi niestety przyznanie najwyższej oceny... Fani serii mimo wszystko nie powinni przejść koło tej produkcji obojętnie. To w końcu kolejna część, która uzupełnia w jakimś stopniu całość. Nawet jeśli jest słabsza od pozostałych. Co do mojej końcowej oceny - fakt, jest bardzo wysoka, ale o wiele niższa od pozostałych części (którym bez zastanowienia daję "dychę", a ALIENS otrzymuje ode mnie nawet 11/10 - w końcu to ten jeden, najukochańszy i najlepszy film jaki w życiu widziałem). Ocenę tą daję m.in. także z sentymentu. W końcu Obcy to moja ulubiona i najukochańsza seria filmowa i nie odważyłbym się dać niższej oceny niż "9". Nawet jeśli "Przebudzenie" jest słabsze.


"- Udało Ci się. Uratowałaś Ziemię...
  - Wydajesz się być zawiedziona...
    (...) Jest piękna. Nie oczekiwałam, że taka będzie. Co teraz?
  - Nie wiem. Sama jestem tutaj obca..."


Nowy rodzaj Obcego    Statek kosmicznych piratów - Betty


P.S. Dialog z początku recenzji pochodzi z tego filmu (rozmawiają Ripley i Johner) i jest jednym z najfajniejszych, jakie słyszałem :) Drugi cytat to końcowy dialog między Ripley i Call.



 Przeczytaj również recenzję ścieżki dźwiękowej: Alien: Resurrection soundtrack
Plakat    OBCY: PRZEBUDZENIE

   Tytuł oryginalny: Alien: Resurrection
   Rok produkcji: 1997, USA
   Czas trwania: 108 min.
   Reżyseria: Jean Pierre-Jeunet
   Muzyka: John Frizzell
   Casting: Rick Pagano
   Efekty specjalne Obcego: Alec Gillis, Tom Woodruff, jr.
   Oryginalny projekt Obcego: H.R. Giger

   Obsada:

   Sigourney Weaver (jako Ripley)
   Winona Ryder (jako Call)
   Ron Perlman (jako Johner)
   Dominique Pinon (jako Vriess)
   Gary Dourand (jako Christie)
   J. E. Freeman (jako doc. Wren)
   Michael Wincott (jako Elgyn)

   Oficjalna strona filmu Alien: Resurrection:
                             www.alien-resurrection.com

  Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
Moja ocena: 9/10
ALIEEN