Grzechem byłoby przedstawianie komukolwiek z odwiedzających stronę Klubu Miłośników Filmu postaci Obcego i Predatora. Zarówno jedna, jak i druga kreatura to już kult w kinematografii science-fiction, kult, o którym każdy miłośnik kina powinien słyszeć - o obejrzeniu produkcji z udziałem tych potworów nawet nie wspominając... Zresztą na stronie KMF znajdują się recenzje wszystkich filmów z udziałem tytułowej dwójki - opisy każdej części tetralogii "Obcego" oraz recenzje dwóch odsłon "Predatora". Przed przeczytaniem poniższej recenzji zachęcam do zapoznania się z tymi opisami, a przed obejrzeniem filmu "Obcy kontra Predator" przydałoby się chociaż przypomnieć wszystkie części obu serii. Zapewniam, że warto, gdyż bez nich "AvP" naprawdę wiele traci. Poniższa recenzja jest wersją skrótową w porównaniu z kolosem, który planowałem napisać pierwotnie - ale postanowiłem całość skrócić, pozostawiając tylko to, co najważniejsze. Gdyż szczerze mówiąc nie lubię się mocno rozpisywać o ulubionych filmach. Tak, nie przejęzyczyłem się - o ulubionych...
|
 |
|
 |
|
Na "AvP" czekało (lub zdecydowanie nie czekało) wielu fanów tych serii. Sam się przyznam, że śledziłem powstawanie filmu odkąd tylko pojawiły się pierwsze informacje o nim. Zatem niesamowicie często była odwiedzana przeze mnie strona oficjalna (nota bene świetnie zrobiona witryna), skrupulatnie przeglądałem każdy nowy, krótki dokument o realizacji, każdy nowy trailer,
fotos, szkic, rysunek. Każda, nawet drobna i mało istotna informacja, była dla mnie na wagę złota. Ale czemu się dziwić, skoro saga "Alien" to najukochańsze filmy mojego życia (a na piedestale część druga, "Aliens" - ten jeden, jedyny, najlepszy film, który stawiam zawsze ponad wszystko), a zaraz po nich właśnie "Predatory" (szczególnie gloryfikuję część pierwszą). Gdy ogłoszono, że reżyserem zostanie Paul Anderson, podniosły się pomruki zniesmaczenia i niedowierzania. Warto nadmienić, że sam Anderson należy do wielkich fanów tych filmów, szczególnie "Aliena". Ja generalnie nie miałem powodów do absolutnie żadnych narzekań, gdyż podobały mi się "Mortal Kombat" i "Resident Evil" spod ręki tego pana, i generalnie odpowiada mi jego styl. Jednak sporym ciosem okazał się fakt, że film będzie należał do kategorii wiekowej PG-13, co wiązało się ze sporą cenzurą ze strony producentów... Warto nadmienić, że do tej pory wszystkie "Alieny" i "Predatory" należały do najwyższej kategorii wiekowej. Skąd zatem taka nagła zmiana? Chęć zdobycia większej popularności i widowni - szczególnie tej młodszej? Ameryka jest dziwnym krajem... Jednak i tym faktem się nie przejąłem, gdyż widziałem sporo rewelacyjnych filmów spod znaku PG-13, a część z nich do łagodnych wcale nie należała... Ale panowie i panie należący do miłośników kategorii "R" - nie wszystko stracone! Otóż okazuje się, że w USA była pokazywana w kinach wersja nieocenzurowana (!), a na DVD ma wyjść również edycja opatrzona przydomkiem "Uncut" - ale o tym wszystkim będzie w dalszej części tekstu.
Zatem - krok po kroku - śledząc poczynania ekipy odpowiedzialnej za "AvP", ogólnie wiedziałem, jak będzie wyglądał ten film. To nie miał być kolejny "Obcy" czy "Predator". To nie miała być ta klasa, co wcześniejsze odsłony. Może dzięki takiemu nastawieniu nie zawiodłem się i dostałem to, czego oczekiwałem. Bo już teraz napiszę, że film niesamowicie mi się podoba... i nic na to nie poradzę :) Polska premiera (i ogólnie europejska) mocno opóźniona (w USA "AvP" wystartował przecież 12 sierpnia...). W naszym ojczystym kraju - 4/5 listopada. Ja miałem okazję uczestniczyć w pokazie przedpremierowym - tzw. wieczór Halloween, 30-tego października, 2004 roku...
|
 |
|
 |
|
"Obcy kontra Predator" spotkał się z dużą, wręcz miażdżącą krytyką w USA, a wkrótce podobny los spotka go pewnie w Europie... Nieprzychylne recenzje, czepianie się (często na siłę) każdego szczegółu, nierzadko kupa bezsensownych i bezpodstawnych zarzutów. Cała ta niefortunna otoczka powstała moim skromnym zdaniem zupełnie niezasłużenie. Na szczęście znalazła się wcale niemała grupa osób, którym film mocno przypadł do gustu. Oczywiście, jak wspominałem w akapicie powyżej, to nie ta sama klasa co wcześniejsze produkcje, ale "AvP" jest zupełnie innym filmem - gdzie siłą napędową jest wspólne obsadzenie dwóch tytułowych, kultowych postaci w jednym scenariuszu.
Sam scenariusz nie jest taki zły, jak można by sądzić z narzekań wielu osób.
Oto mamy satelitę firmy Weyland (jeszcze nie Weyland-Yutani - taka ciekawostka), który wykrywa potężne źródło ciepła
na Antarktydzie. Okazuje się, że pod lodowcem "spoczywa" Piramida będąca mieszanką trzech różnych kultur (nota bene sprytnie wpleciony wątek niewyjaśnionego wyginięcia pewnych cywilizacji...).
Charles Weyland - właściciel Firmy - zbiera wyszkoloną ekipę i wyrusza zbadać jakże cenne dla ludzkości odkrycie.
Wśród ekipy znajdują się ludzie posiadający niesamowicie nowoczesny sprzęt, ochrona, archeolodzy oraz główna bohaterka - przewodniczka. Oczywiście na miejscu okazuje się, iż owa piramida to starożytna budowla Predatorów, którzy co 100 lat przylatują na Ziemię, "odmrażają" Królową Obcych i zwabiają na miejsce ludzi - to oni przecież będą nosicielami przyszłych potworów. I tak zaczyna się polowanie, test mający na celu przekształcenie młodych, niedoświadczonych Predatorów w prawdziwych Łowców. Właśnie w tym czasie, gdy ekipa głównych bohaterów zmierza ku Antarktydzie, na Ziemię zostaje wysłana trójka drapieżców...
|
 |
|
 |
|
Teraz chciałbym poruszyć pewną ważną kwestię - otóż chodzi o wszelkie wady i błędy, które posiada "Alien vs. Predator". Mógłbym - wzorem wielu fanów serii - zamienić się w megalomana i wyolbrzymić każdy filmowy szkopuł do rangi nieprawdopodobnego dziadostwa czy nielogiczności. Ale tego nie zrobię, gdyż w przypadku "AvP" mocno przymykałem oczy na wszelkie niedociągnięcia. Skupiłem się na tym, co dobre, a tego podczas oglądania mi nie brakowało. Zatem mógłbym się czepiać tego, że Predatory są zbyt "wysportowane", że cykl życiowy Obcego znacznie przyspieszono, że kwas Obcych działa na część wyposażenia Predów, a na część nie (przyznam, że to dość dziwna niekonsekwencja), że miejscami dialogi nie są najwyższej jakości, że brakuje bardziej wyrazistych postaci, a także tego, że kilka scen znalazło się w filmie niepotrzebnie i można je było spokojnie wyciąć lub zastąpić innymi.
To wszystko mi nie przeszkadzało, zeszło na dalszy plan, nie wadziło w taki sposób, by wywołać we mnie niechęć czy zniesmaczenie. Nawet takie sceny, jak - uwaga na spojlery w kolejnym zdaniu (i już do końca akapitu) - sojusz człowieka z Predatorem, nie wywołały we mnie poczucia zażenowania, gdyż to akurat element wzięty żywcem z pierwszego komiksu z serii "Aliens vs. Predator". Okazuje się, że ów wątek bardzo przeszkadza widzom, szczególnie fanom, a warto wspomnieć, że komiks paradoksalnie uznawany jest przez większość z nich za najlepszy z cyklu "AvP" - cóż za przewrotność... To samo tyczy się postaci Predaliena, widocznej w ostatnim ujęciu filmu (zapowiedź sequela) - przecież i ta postać była obecna w komiksach, i nie tylko - nawet w grze komputerowej na licencji 20th Century Fox. Ba, pojawił się też zarzut, że główna bohaterka jest... czarna! I że próbuje naśladować słynną Ripley, co jest oczywiście zwykłą przesadą. W komiksie główną bohaterką była Azjatka - i to już nikomu nie przeszkadzało... Zatem czyżby przez fanów nagle zaczął przemawiać złośliwy rasizm...? ;)
|
 |
|
 |
|
To, na co mógłbym naprawdę ponarzekać, to długość filmu (zaledwie półtorej godziny), jednak dzięki temu "AvP" posiada pewien stonowany wydźwięk i pozostawia lekki niedosyt - rzekłbym, że mimo wszystko w pozytywnym znaczeniu. Zatem nie znajdziemy tutaj fajerwerków czy efekciarstwa, wszystko dzieje się szybko, aczkolwiek konkretnych akcji mamy zaledwie kilka. Ale gdy już mamy z takimi do czynienia - są to prawdziwe perełki. Scena najdłuższego w filmie pojedynku Obcego z Predatorem jest kapitalna i przejdzie do małej klasyki science-fiction. Retrospekcja również wyszła znakomicie. Nie brakuje też innych, często krótkich scen, które robią wrażenie i na zawsze zapadają w pamięć. Dobrym posunięciem było "udoskonalenie" Obcych - w "AvP" nie są one zredukowane do mięsa armatniego dla Predów, lecz stanowią wręcz równorzędnych, godnych przeciwników. Potwory są szybsze, zwinniejsze, silniejsze, mają dłuższy i bardziej morderczy ogon, a także bardziej rozwiniętą inteligencję. Zatem nasi wspaniali Łowcy będą mieli nie lada orzech do zgryzienia,
a nie zapominajmy, że to "młodziki", bez doświadczenia - i tak udało się postawić te dwa gatunki na równi w walce. Pewnie większość spodziewała się harców Predatorów siekających setki Obcych, ale jako olbrzymi miłośnik tych drugich -
miałbym prawo protestować, gdyby do tego doszło ;) Anderson zwyczajnie nie chciał wywyższać żadnego z tych dwóch gatunków - co w przypadku takiego filmu jest posunięciem jak najbardziej odpowiednim.
Szkoda, że mimo wszystko wycięto wiele brutalnych ujęć. Gdzieś wyżej wspomniałem o tym, że w amerykańskich kinach była wyświetlana również wersja nieocenzurowana (wieczorne lub nocne seanse), wzbogacona o wiele krwawych wstawek (więcej tzw. "flaków", odciętych kończyn i ogólnie gore). Ciekawe, czemu była tak mało popularna w USA i dlaczego nikt o niej nie wspomina w internetowych mini-relacjach czy recenzjach... A wiem o niej od klubowego kolegi, który obejrzał "AvP" w amerykańskim kinie zarówno w jednej, jak i drugiej wersji. Jego opinia jest jednoznaczna
(pomijając fakt, że film raczej go nie zachwycił ;)
- krwawsza edycja jest lepsza - zresztą nie mogło być inaczej :) Miejmy nadzieję, że na DVD pojawi się właśnie "Obcy kontra Predator" w wersji "Uncut", jak już zdążył zapowiedzieć reżyser...
|
 |
|
 |
|
Teraz słów kilka o technicznej stronie "AvP", czyli o realizacji. Anderson postanowił zrobić film w taki sposób, by przynajmniej do tego elementu nikt się nie doczepił. Mamy zatem mroczne, kapitalne wnętrza piramidy, które w większości budują sugestywny klimat filmu oraz odpowiednie, rewelacyjnie dobrane filtry i światła.
Do tego dołóżmy modele Obcego (specjalnie przygotowane roboty), które w akcji sprawują się - i wyglądają - wyśmienicie. Zaś trójka Predatorów została zróżnicowana, każdy wygląda i zachowuje się inaczej i nie zapominajmy, że to "młodziki", które mają dopiero stać się prawdziwymi Łowcami. Zatem ich niedoświadczenie i brak strategii zostały zrównoważone ciężkim ekwipunkiem w postaci pancerzy i nowych (czy starych, lekko zmodyfikowanych) broni - ale co ja Wam będę mówił, zobaczycie sami :) Efekty również stoją na wysokim poziomie, Królowa Obcych wygląda znakomicie (również jako animacja komputerowa) i naprawdę miejscami widać te 65 milionów dolarów, które poszły na produkcję "AvP" - choć w dzisiejszych czasach ta suma wcale nie robi wrażenia... A jeżeli ktoś narzeka na poziom techniczny filmu i twierdzi, iż jest niski lub wręcz nędzny (a i z takimi opiniami się spotkałem), to... szkoda jakiegokolwiek komentarza. Jeszcze słówko o ilustracji muzycznej autorstwa Haralda Klosera - w filmie brzmi zdecydowanie lepiej niż osobno, na płycie z muzyką. Jednak w tej kwestii zapraszam do osobnej recenzji soundtracku - link na dole strony. Poza tym wszystkim reżyser sprytnie nawiązuje w wielu momentach do pozostałych części "Obcego" czy "Predatora", a swoistym łącznikiem "AvP" z poprzednikami jest postać Charlesa Weylanda, właściciela słynnej i znienawidzonej Firmy z Alien Saga, a odgrywanego oczywiście przez Lance Henriksena. Dla wciąż niewtajemniczonych - pan Weyland był ludzkim pierwowzorem androida Bishopa ("Aliens", "Alien 3").
|
 |
|
 |
|
Dlaczego "Alien vs. Predator" aż tak bardzo mi się podoba i dlaczego aż tak bardzo przypadł mi do gustu? Może dlatego, że nie nastawiłem się na arcydzieło grozy science-fiction czy na film wybitny, dorównujący poziomem "Obcym" i "Predatorom". Nastawiłem się na cross-over, w którym uświadczę dwie tak bardzo miłowane przeze mnie postacie filmowe. Dzięki temu "Obcy kontra Predator" szybko stał się jednym z moich ulubionych filmów, może nie jednym z najlepszych jakie widziałem, ale z pewnością będę do niego bardzo często wracał. Szczególnie do kilku genialnych akcji czy scen. Mimo sporej ilości wad czy błędów logicznych - nie potrafię ocenić "AvP" obiektywnie. Film jest tym, czego się spodziewałem i czego oczekiwałem, choć zapowiadał się jeszcze lepiej. Póki co powstrzymuję się od wystawienia oceny końcowej - film, na który tak długo czekałem, muszę obejrzeć jeszcze wiele razy i sprawdzić, jak wytrzyma próbę czasu - wtedy ukształtuje się moja właściwa ocena. A na dzień dzisiejszy i tak nota byłaby bardzo wysoka... Na koniec powiem tak: "Alien vs. Predator" to film, który albo spodoba się bardzo, pozostawiając dobre wrażenie, albo wzbudzi niesmak i poprędce zostanie uznany za pozycję zwyczajnie nieudaną czy wręcz za porażkę.
Cieszę się jednak, że powyższą recenzją udało mi się zapewne zdenerwować te osoby, którym "AvP" nie podobał się zupełnie - już samym faktem, że mi - zagorzałemu fanowi "Obcego" i poniekąd również "Predatora" - film podobał się niesamowicie. Ale pamiętajcie - ja też się denerwowałem, nawet nie wiecie jak bardzo, gdy czytałem te wszystkie nieprzychylne i niezasłużone według mnie opinie... Takie życie :) Aha - na pewno sporo osób, nie mogąc tyle czekać na polską (i nie tylko) premierę, chwyciło za średniej jakości divxa dostępnego w internecie. Powiadam Wam - "AvP" na dużym ekranie to zupełnie coś innego - piękna jakość obrazu i potężny dźwięk - całkowicie inne doznania. Niezadowoleni z filmu - nie skreślajcie go do końca, wybierzcie się do kina, może po takim seansie Wasze zdanie choć trochę się polepszy ;)
 |
OBCY kontra PREDATOR
Tytuł oryginalny: Alien vs. Predator (AvP)
Rok produkcji: 2004 |
Czas trwania: 96 min.
Scenariusz i reżyseria: Paul W.S. Anderson
Zdjęcia: David Johnson |
Montaż: Alexander Berner
Muzyka: Harald Kloser |
Dekoracje: Peter Walpole
Wystąpili:
Sanaa Lathan (jako Alexa Woods)
Raoul Bova (jako Sebastian de Rosa)
Lance Henriksen (jako Charles Bishop Weyland)
Colin Salmon (jako Maxwell Stafford)
Agathe De La Boulaye (jako Adele Rousseau)
|
 |
Recenzja ścieżki dźwiękowej
|
Strona główna KMF
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN |
E-mail: alieen@poczta.fm |
Klub Miłośników Filmu, 30.10.2004 r.