Strona główna KMF

Najlepszy film Camerona:

    Na palcach jednej ręki wyliczyć można udane kontynuacje wielkich hitów ("Zabójcza broń II", "Ojciec chrzestny II"). Do tej nielicznej grupy należy z pewnością "Aliens" w reżyserii Jamesa Camerona; film, który zarówno rozmachem jak i klimatem dorównał, a wręcz przerósł oryginał - "Alien" Ridleya Scotta.

    U Scotta było niesamowite napięcie, studium strachu i poczucie osaczenia w zamkniętych, klaustrofobicznych pomieszczeniach. Reżyser w małych dawkach pokazywał nam postać tytułowego "ósmego pasażera Nostromo"
- kierując się zasadą która mówi, że straszniejsze może być to, czego nie widać. W "Alien" nie było karabinów maszynowych, walk w ciasnych korytarzach i oczywiście Obcy występował zaledwie w liczbie pojedynczej.

Tym razem to wojna!

    Cameron postawił na widowiskowość, jednocześnie z precyzją chirurga dawkując napięcie. Połączył w jedno horror sf, monumentalne widowisko wojenne, niesamowity rozmach inscenizacyjny, dbałość o najdrobniejsze szczegóły dekoracji i zatrudnił do filmu znaną z części pierwszej Sigourney Weaver - która teraz urosła do rangi bohaterki kina akcji. Dzielną Ripley (Weaver) wspomaga plejada niezapomnianych postaci drugoplanowych, na czele z Hicksem (Michael Biehn - "Terminator", "Głębia"). Oddział Marines z "Aliens" to grupa ludzi z krwi i kości; nie są płaskimi postaciami z komiksu - można ich zranić i zabić, są zdolni do poświęceń, bohaterskich czynów, ale i do okazywania strachu przed nieznanym złem czającym się w korytarzach wyludnionej bazy Hadley's Hope.



 
 
 



    Na drugim planie wspaniale spisał się Bill Paxton ("Terminator", "Titanic", "True lies") jako nieustraszony (?) Hudson, Janette Goldstein ("Terminator 2", "Titanic") w roli dzielnej Vasquez, Carrie Henn jako Newt - jedyna ocalała z pogromu cywilów na stacji Hadley's Hope i Lance Henriksen grający androida Bishopa. Fabuła filmu jest niezmiernie prosta; oddział Marines, wraz z Ripley i przedstawicielem "firmy" Burke'm (Paul Reiser) wyrusza na planetę LV-426 z misją ratunkową. Tak prosta historia stała się pretekstem do pokazania prawdziwego koncertu efektów specjalnych pod batutą Jamesa Camerona, a sam oddział Marines, jak i misja którą wykonuje, ich przygotowania na statku Sulaco, lądowanie na planecie w Promie zrzutowym, czołg APC, strzelby impulsowe i wielkie działka Smart Gun dźwigane przez Vasquez i Drake'a - wszystko to obrosło już kultem i ma zagorzałych fanów na całym świecie. Cameron wykreował fantastyczną wizję przyszłości, wrzucając nas w sam środek niesamowitych wydarzeń. Wszystko co oglądamy w filmie sprawia wrażenie prawdziwego, gotowego do użytku. Zadziwia nas precyzja z jaką przygotowano zarówno zewnętrzny wygląd jak i przestronne wnętrza statku Sulaco. Dech w piersiach zapiera nam niesamowity wygląd Promu zrzutowego i czołgu APC na jego pokładzie. Do dzisiaj rozbudza naszą fantazję karabin sześciolufowy na dziobie Promu zrzutowego i wyrzutnie rakiet wysuwające się z jego wnętrza, czy wielkie działa zamontowane na APC - broń o dużej sile rażenia nigdy nie wykorzystana w akcji. Do tego dochodzą Automaty strażnicze (tylko w wersji reżyserskiej), pojazd ATV używany przez kolonistów (również tylko w wersji reżyserskiej), Ładowarka obsługiwana przez człowieka, Detektory ruchu wydające z siebie bardzo charakterystyczny dźwięk, Spawarki ręczne, kabiny hibernacyjne i cała masa wyposażenia laboratoriów, kabin statków, wnętrza czołgu i innych detali, które wspólnie sprawiają nieodparte wrażenie, że przedstawiony na ekranie świat rzeczywiście istnieje.



 
 
 
 
 



    Są ludzie, są wnętrza, jest sprzęt do walki... potrzebni jeszcze Obcy, a tych w filmie jest bez liku. Obawiano się, że gdy Marines walczyć będą z całymi hordami Obcych, zniknie pewien szczególny rodzaj tajemniczej atmosfery znanej z części pierwszej. Obawiano się, że setki potworów strywializują postać Obcego i sprowadzą go jedynie do roli mięsa armatniego. Nic bardziej mylnego; całe zastępy potworów giną od kul, atakują z różnych stron, przechodzą przez wszystkie zapory i stają do walki oko w oko z uzbrojonymi po zęby, doskonale wyszkolonymi żołnierzami - i napięcie ani przez moment nie opada. Grad kul przelatuje przez ekran, Obcy giną hurtowo, a rozmach filmu zdaje się nie mieć granic. Widać moc broni, słychać jej szczęk, krzyki zabijanych żołnierzy, przeraźliwe wycie Obcych... czuć gorąco powodowane miotaczem płomieni, a strachu (który unosi się w powietrzu) można niemalże dotknąć. Do tego dochodzi jeszcze bezbłędna ścieżka dźwiękowa - doniosła muzyka potęgująca napięcie, i głośne wojskowe werble, słyszane podczas ćwiczeń Marines. Jednym słowem perfekcja...

    James Cameron stworzył jeden z tych filmów, które nigdy się nie zestarzeją, które otoczone są swoistym rodzajem kultu i są klasą same w sobie. Po "Obcym: Decydującym starciu" nakręcono jeszcze cześć III (Fincher) i IV (Jean Pierre Jeunet), ale jest to już zupełnie inne kino, bez szans na stanie się posągowym przedstawicielem kina SF, jakim bez dwóch zdań jest mistrzowski w każdym calu film (baczność!) Jamesa Camerona (spocznij!). Film nie ustrzegł się oczywiście przed błędami, a nawet jest ich sporo - jednak nie umniejszają wartości tego dzieła, a przy tak dużym przedsięwzięciu jakim było nakręcenie "Aliens", nie mogło się bez drobnych błędów obejść.



 
 
 
 



    Jestem wielkim miłośnikiem "Obcego: Decydujące starcie". Moja przygoda z tym filmem zaczęła się mniej więcej w roku 1989, gdy po raz pierwszy obejrzałem kopię nagraną z "satelity" - bez tłumaczenia. Z tamtego okresu najbardziej w mojej pamięci utkwiła (nie wiem czemu) scena, w której Czołg APC przejeżdża przez podnoszone drzwi, składając uprzednio działko zamontowane na dachu. Później przyszedł czas, gdy "katowałem" ten film na kopii przegranej z wypożyczalni. Po kilku latach udało mi się kupić oryginalną kasetę wydaną przez IMPERIAL. Wreszcie moim oczom ukazała się wersja reżyserska wyemitowana przez TVN, bym za jakiś czas kupił wydanie Sagi ALIEN na kasetach VHS, a za mniej więcej rok wydanie wersji reżyserskiej na DVD - z której to wersji pochodzi większość zdjęć w powyższym tekście. Był więc moment, kiedy miałem film "Aliens" w pięciu różnych kopiach. W tym momencie musze jednak pochylić czoła i oświadczyć, że zarówno w dziedzinie wiedzy na temat Świata "Aliens" jak i zamiłowania do tego filmu nie dorastam do pięt CIACHOWI - który jest największym ekspertem i zapewne jednym z największych wielbicieli filmu Camerona jakich znam. Możecie się o tym przekonać oglądając bardzo obszerną stronę stworzoną przez CIACHA - http://www.aliens.ibt.pl

CIEKAWOSTKI:
Paul Reiser (czyli Burke) w jednym z odcinków serialu "Szaleję za Tobą" spytany czy oglądał "Obcego" - odpowiedział: "Tylko drugą część" ;)

Podobno Janette Goldstein przychodząc na casting do "Obcego" myślała że będzie to film o Obcych / Emigrantach. Motyw ten wykorzystano w filmie, podczas rozmowy Marines z Gormanem na statku Sulaco.

Lance Henriksen (Bishop), Janette Goldstein (Vasquez) i Bill Paxton (Hudson) spotkali się razem na planie filmu pod tytułem "Near dark" i również stanowili zgraną drużynę... tym razem wampirów.
Więcej ciekawostek na STRONIE CIACHA

WERSJA REŻYSERSKA
Oto szybki przegląd scen, które zostały dodane do reżyserskiej wersji filmu:
- Rozmowa Burke'a z Ripley o jej córce
- Scena w której Ripley zostaje pozbawiona uprawnień pilota i skierowana na leczenie psychiatryczne.
- Ukazanie planety ze statkiem Obcych i żyjącymi (jeszcze) na niej kolonistami
- Scena w której ojciec Newt zostaje przyniesiony z Obcym przyklejonym do twarzy
- Panorama wnętrza statku Sulaco, którym Marines lecą z misją ratunkową
- Hudson przechwalający się swoją siłą i uzbrojeniem przed Ripley, podczas lotu na LV-426
- Scena w której Hudson idzie z piszczącym detektorem ruchu i znajduje... szczura
- Scena w której Ripley, Burke i Gorman idą z czołgu do budynku kolonistów
- Rozmowa Hudsona z Vasquez o tym, że Obcy są jak "mrówczy" rój
- Sceny z użyciem karabinów strażniczych, czyli karabiny maszynowe ustawione w przejściu
  i samotnie wybijające Obcych
- Scena w której Ripley wychodzi ratować Newt i mówi do Hicksa, żeby ten nie pozwolił odlecieć
  Bishopowi, Hicks jej odpowiada: "Dwayne, mam na imię Dwayne", "A ja Ellen" odpowiada mu Ripley.


SZYBKA OCENA +/-
- Efekty specjalne
- Klimat
- Muzyka
- Aktorstwo
- Może troszkę naciągane zakończenie


Tytuł oryginalny: "Aliens"
Tytuł polski: "Obcy: Decydujące starcie"
Reżyseria: James Cameron
Muzyka: James Horner
Produkcja: USA 1986
Czas trwania: 138 minut
Czas trwania (Wersja reżyserska): 154 minuty
Obsada:
Sigourney Weaver - Porucznik Ellen Ripley
Michael Biehn - Kapral Dwayne Hicks
Paul Reiser - Carter J. Burke
Lance Henriksen - Bishop
Carrie Henn - Rebecca 'Newt' Jorden
Bill Paxton - Szeregowy Hudson
William Hope - Porucznik Gorman
Jenette Goldstein - Porucznik Vasquez
Al Matthews - Sierżant Apone
Mark Rolston - Szeregowy Drake
Ricco Ross - Szeregowy Frost
Colette Hiller - Kapral Ferro
Daniel Kash - Szereowy Spunkmeyer
Cynthia Dale Scott - Kapral Dietrich
Tip Tipping - Szeregowy T. Crowe


Cała



AUTOR RECENZJI:
Rafał Donica - DUX
      dux@film.org.pl