PRZETRWANIE - ABSOLUTNA KONIECZNOŚĆ?

W październiku 1972 roku samolot ze studencką drużyną rugby z Urugwaju
na pokładzie rozbił się w Andach podczas lotu do Chile. Z 45 osób obecnych na pokładzie przeżyło 16. Część
zginęła na miejscu, część zmarła wkrótce z ran i wycieńczenia, a jeszcze inni stracili życie w lawinie
śnieżnej, która zeszła na miejsce katastrofy.
Samolot rozbił się w miejscu na tyle niedostępnym i osłoniętym, że ekipy ratownicze, nie natrafiwszy
na żaden ślad rozbitków, wkrótce zrezygnowały z poszukiwań. Żywności, mimo drastycznego racjonowania,
zabrakło bardzo szybko. Kiedy w oczy ocalałych zaczęła zaglądać śmierć głodowa, musieli podjąć decyzję
- najtrudniejszą jaką kiedykolwiek przyszło im podjąć.
Film Franka Marshalla jest drugim obrazem poświęconym tym wydarzeniom. Pierwszy nosi
tytuł "Survive!" i jest meksykańską produkcją z 1975 roku. "Alive - dramat w Andach", oparty na powieści
Piersa Paula Reada, jest faktograficznie dosyć dokładny (konsultantem na planie był zresztą Nando Parrado,
jeden z ocalałych i ten, który wraz z Robertem Canessą przebił się przez góry i sprowadził pomoc). Odstępstwa
są nieliczne. Niektórym bohaterom zmieniono nazwiska, ponadto w filmie na koniec jest siedemnastu ocalałych,
podczas gdy w rzeczywistości było ich jedynie szesnastu. Hugo Diaz (naprawdę nazywał się Diego Storm) powinien
był zginąć pod lawiną.

Trudna i moralnie złożona sprawa tragedii w Andach poruszyła opinię
publiczną i doprowadziła do gorących dyskusji. W cywilizowanym świecie ludzkie ciało jest nietykalne.
Jedzenie ludzkiego mięsa kojarzy się ze zbrodnią, psychopatią, złem. To jedna z tych rzeczy, których
normalny, zdrowy człowiek po prostu nie robi. Szanujemy naszych zmarłych, troszczymy się, by mieli
godny pochówek, przywiązujemy wagę do ceremonii. Niemniej - czy sytuacja w Andach należy do tych, w
których zło może nie tyle przestaje być złem, ile staje się konieczną - jedyną - drogą postępowania?
Grupa ludzi, w większości młodych, dopiero wkraczających w życie. Przeżyli koszmar, patrzyli na śmierć
i cierpienie przyjaciół, w dodatku musieli w pewnym momencie pogodzić się ze świadomością, że są zdani
jedynie na własne siły. Instynkt życia jest bardzo silny. Czy jednak dążenie do przetrwania w każdych
warunkach jest tym właściwym wyborem? Czy można decydować się na zło w imię tego, by przeżyć? Czy życie
jest warte absolutnie każdej ceny?
Gdzie szukać odpowiedzi na to pytanie? W normach moralnych? A może w religii? Większość
rozbitków była głęboko wierząca. Mówili zatem o potępieniu, piekle, gniewie Bożym. Z drugiej strony
jednak stale przewijały się zdania "Bóg jest z nami, jest blisko, czuwa". Codziennie cała grupa odmawiała
różaniec, zawierzając się opiece Matki Bożej. Nie łamali przykazania "nie zabijaj". Śmierć tych, których
ciała jedli, była dokonana - to już się stało. By przywrócić do życia przyjaciół, zrobiliby z pewnością
wiele. Ale skazując się na śmierć z wycieńczenia nie wskrzeszą tych, którzy już odeszli. Sprawią natomiast,
że więcej rodzin będzie miało po kim płakać.

Kiedy Nando zdecydował się na wyprawę przez góry do Chile, Roberto
Canessa powiedział "zginiemy". Nando odpowiada mu zdaniem, które wydaje się dla oceny całości wydarzeń
kluczowe: "ale zginiemy w drodze - idąc". Nie poddawać się, walczyć, iść dalej, nie umierać na kolanach
- i tym samym docenić dar, jakim było przeżycie katastrofy, i oddać hołd tym, którzy tego daru nie otrzymali.
Przeżyć - właśnie dlatego, że tamci musieli zginąć.
Jakkolwiek by nie oceniać moralnego wymiaru decyzji, która została podjęta wtedy w górach - trudno
po prostu z góry założyć, że w pewnych warunkach zło nie jest złem, ponieważ to rodzi pytanie, czym te warunki
mierzyć - to jednak absolutne potępienie pod hasłem "ja bym tak nigdy nie zrobił" jest ryzykowne. Normy
postępowania to ostoja i bezpieczeństwo, to ramy, w których można się poruszać pewnie - a jednak sytuacja
w Andach należała do tych, w których normy ani bezpieczeństwa, ani pewności nie dają. Walczyli o to, by
wrócić do świata, w którym znów mogliby się na normach oprzeć. Wrócili pełni urazów i ran, które nigdy
potem nie miały się w pełni zagoić - ale w starciu ze śmiercią dostrzegli jednak, jak bardzo życie jest
piękne i cenne. I czy heroiczny czyn Nando i Roberto nie jest najbardziej dumnym i szlachetnym obliczem
człowieczeństwa?
"Przeszli przez góry i uratowali nas". Tak się kończy ta opowieść, tak zupełnie prosto. Po 72 dniach
horroru rozbitkowie wracają do domu, do zwyczajnego życia, zwykłych spraw - codziennych i pięknych. Wracają
dokładnie dwa dni przed Bożym Narodzeniem. Symbol?
- Rafael Echavarren, w filmie występujący pod nazwiskiem Federico Arranda (ten, który tak uparcie
powtarzał "ja wrócę") zmarł w wyniku postępującej gangreny osiemnastego listopada. Jego ostatnim życzeniem
był pochówek w rodzinnym Urugwaju. Ojciec Rafaela, Ricardo, powrócił wiosną na miejsce katastrofy i odnalazł
ciało syna w masowym grobowcu. Władze Argentyny skazały go na karę więzienia za bezczeszczenie grobów. Po wielu
staraniach jednak udało mu się spełnić życzenie syna i pochować go na rodzinnej ziemi;
- Javiar Methol długo rozpaczał po śmierci swojej żony Liliany w lawinie. Wrócił do domu i zajął się
samotnym wychowywaniem czworga dzieci. Wiele lat później ożenił się ponownie, druga żona urodziła mu kolejną
czwórkę potomstwa;
- Niemal wszyscy ocaleni z katastrofy, z wyjątkiem Ramona Sabelli, ożenili się i mają wielodzietne
rodziny;
- Jose Luis Inciarte, zwany Coche, nie mógł się zupełnie pogodzić z koniecznością jedzenia ludzkiego
mięsa. Kiedy zaczęła prześladować go myśl, że spędzi Boże Narodzenie jako kanibal, stwierdził, że lepiej już
umrzeć z głodu. W rezultacie, gdy ekipa ratunkowa dotarła na miejsce, był jednym z najbardziej wycieńczonych;
- Roberto Canessa, który jako student drugiego roku medycyny próbował w miarę możliwości zajmować się
rannymi kolegami, jest obecnie najlepszym w Urugwaju kardiologiem dziecięcym;
- Bobby Francois dziś nie chce rozmawiać o przeżyciach w Andach. Leciał samolotem jeszcze tylko jeden
raz - i ten również się rozbił! Od tej pory zapowiedział, że więcej latał nie będzie, odmówił nawet wyjazdu do
Stanów na operację oka, które uległo uszkodzeniu w wyniku ślepoty śnieżnej;
- Carlitos Paez, na co dzień nieuleczalny pesymista, w górach był tym, który podtrzymywał we wszystkich
rozbitkach wiarę, że z pewnością wrócą. Po powrocie wpadł w uzależnienie od alkoholu i narkotyków. Twierdzi jednak,
że nie stało się to bezpośrednio w wyniku przeżyć w górach. I dodaje "tam wysoko czułem obecność Boga - potem
straciłem to wrażenie. Dałbym wszystko, by wrócić tam na jedną noc i poczuć to ponownie".
ALIVE - DRAMAT W ANDACH (ALIVE:THE MIRACLE OF THE ANDES)
USA 1993
reżyseria - Frank Marshall
scenariusz na podstawie książki Piersa Paula Reada - John Patrick Shanley
muzyka - James Newton Howard
zdjęcia - Peter James
występują:
Ethan Hawke jako Nando Parrada
Vincent Spano jako Antonio Balbi (Marcelo Perez)
Josh Hamilton jako Roberto Canessa
Bruce Ramsay/John Malkovich jako Carlitos Paez
John Haymes Newton jako Antonio "Tintin" Vinzintin
Christian Meoli jako Federico Aranda (Rafael Echavarren)
Illeana Douglas jako Liliana Methol
Sam Behrens jako Javiar Methol
Autor recenzji:
Dejna
Oprawa: ofi & Dejna cooperation;)
Klub Miłośników Filmu, 25.05.2005