W tym filmie nie chodziło o zagryzanie ludzi przez pająki
Tu zagryzły się dwie konwencje; horroru i komedii...
Na spokojne miasteczko i takoż żyjących ludzi, napada nagle
zgraja pająków mutantów... ble ble ble. Nie fabuła miała być
tu najważniejsza, a zmutowane ośmionogie świry - jak ludzcy
bohaterowie nazywają nad wyrost przerośnięte zwierzątka
domowe, potocznie określane mianem pająka. Zawiodło jednak
i to i to. Miała być zabawa konwencją horroru, a sam film
miał z przymrużeniem oka traktować zmagania przerażonych
ludzi ze sforą olbrzymich pająków. Miało to być odwołanie
do kina klasy B, z efektami klasy A. Miało to przestraszyć
(chyba) i miało śmieszyć (a miało?) - wyszło z tego coś pośrodku,
czyli nic.
Zacznę jednak od odwłoka strony ;) Przede wszystkim animacja pająków; twórcy
efektów specjalnych starali się unikać pokazywania na ekranie
pająków biegających i kroczących, na pierwszy plan wysuwając
te skacząco/plujące - w końcu łatwiej "zanimować" coś na ośmiu
nogach gdy skacze, niż gdy biegnie przebierając chyżo
każdym z odnóży w określonym porządku i kolejności. Również
odtworzenie masywności i ruchliwości pająków nie wyszło zbyt
ciekawie, gdyż pająki sprawiają wrażenie napompowanych baloników
na ośmiu nóżkach. Zarzut ten nie dotyczy jedynie Tarantuli, której
masywne i potężne ciało (to pająk ma ciało?) przedstawiono na
ekranie w sposób bardzo realistyczny i naturalny, z zachowaniem skali;
głównie w scenie ataku na przyczepę DJ-a radiowego. Niezła scena ma jeszcze miejsce podczas zmasowanego ataku, jaki pająki przypuszczają na cysternę - na czym się zresztą
mocno sparzyły ;). Reszta to nuda i nuda - a najbardziej
zmarnowano zakończenie filmu; myślałem, że na koniec wszyscy będą
musieli stawić jeszcze czoła wielkiemu bossowi - Tarantuli właśnie, co miało
szansę podnieść film w moich oczach i uratować go od kompletnej
porażki. Jednak chyba o Tarantuli zapomniano... albo szykuje się sequel (oby nie!)

I zarzut the biggest - czyli odgłosy wydawane przez
pająki. Nie wiedziałem, że potrafią one wyć, kwiczeć, syczeć, chichotać,
charczeć, ryczeć, dyszeć czy gulgotać. Bynajmniej, gdy zdażało mi się
niekiedy pająka utłuc, nie usłyszałem z jego ust (ust?) nawet cichutkiego
popiskiwania czy ostatniego przed śmiercią westchnienia.
Teraz jeszcze o fabule... Tam coś było o poszukiwaniu złota w kopalniach, jakaś
historia miłosna... ale pająki wszystko zasłaniały. To tyle o fabule ;)
Teraz o bohaterach; "Homosapiensowaci" nie wykazali się niestety większą charyzmą niż ich "więcejnożni"
wrogowie. Aktorzy wciąż sprawiali wrażenie, że po ekranie ganiają ich
blueboxy, a nie spidery (-meny?). Oglądając film, wciąż, nie wiem czemu,
chciałem się bać. Odnosiłem jednak coraz bardziej odczuwalne wrażenie,
że jem frytki posypane cukrem pudrem, co w tłumaczeniu na polski oznacza
tyle, że czułem, jakby twórcy filmu podali mi do oglądania horror,
oblany (przesadnie) komediowym sosem. Jednak to, co sprawdziło się
doskonale w "Martwicy mózgu", tu rzuca widza na ziemię i rozdeptuje jak
tego pająka.
SZYBKA OCENA +/-
- Scena ataku na cysternę
- Tarantula
- Inne pająki
- Aktorzy
- Mało straszne jak na horror
- Mało śmieszne jak na komedię
AUTOR RECENZJI:
Rafał Donica - DUX