Strona główna KMF
        
Nowy film kultowy?

Była kiedyś taka komedia niewypał pod tytułem "2001: Odyseja komiczna", z prześmiesznym niegdyś Leslie Nielsenem. Ta 'komedia' była w zamierzeniu parodią tematyki science fiction, z jej całą otoczką i konwencją: statkami kosmicznymi, natłokiem kolorowych, niecodziennych stworów itd. itp. Szkoda, że "Odyseja komiczna", okazała się filmowym dnem, z nieśmiesznym dowcipem i tandetnym aktorstwem. Oglądając "Autostopem przez Galaktykę" nie mogłem oprzeć się wrażeniu pewnego podobieństwa między filmem Gartha Jenningsa (reżyserski debiut!), a 'komedią' z Leslie Nielsenem... gdyż obydwa filmy podejmują temat kosmicznej zgrywy na całego. Jak jednak różni się Coca-Cola od Hop-Coli, czy Adidas od Adibasa, tak lata świetlne jakościowej przepaści odróżniają wspomniane 2 filmy, z różnicą na korzyść "Autostopem przez Galaktykę" oczywiście. Różnicą wielkości całego wszechświata ;). Trudno się dziwić temu, że "Autostopem..." szturmem podbija świat. Ta pyszna, filmowa zabawa fantastyką naukową, osadzona w świecie absurdu i irracjonalizmu, wywodzi się wprost z kultowej książki Douglasa Adamsa (*), która w latach 80-tych ubiegłego stulecia, zdobyła serca milionów czytelników (a przedtem słuchaczy radiowych słuchowisk, z których później powstała książka). Niecodzienny humor (brytyjski zresztą ;), galeria barwnych postaci, oraz metaforyczne ukazanie niedociągnięć naszego świata na przykładzie całej galaktyki - to wszystko znalazło się w filmie, którego realizacji nie dożył sam autor książkowego oryginału, który zmarł nagle w roku 2001 na atak serca, do końca życia starając się o przeniesienie swojego 'dziecka' na ekrany kin.




Teraz jego marzenie się spełniło, dzięki czemu miliony widzów na całym świecie mają szansę wejść w zwariowany, pełen nieoczekiwanych (i idiotycznych nieraz;) zwrotów akcji, świat, w którym wszystko jest możliwe, a to co znamy z naszej codzienności, okazuje się doskonałą zasłoną innego świata który nas otacza. Podobny temat poruszony był w "Men in Black", gdzie kosmiczne stwory przebywały wśród nas na Ziemi. W "Autostopem..." wyobraźnia twórców sięga jednak i dalej i śmieszniej; oto bowiem nastaje kres planety Ziemia, z której ucieka nasz główny bohater, ostrzeżony przez swojego przyjaciela... kosmitę. Uciekają zresztą obaj, a razem stanowią niezwykle zgrany duet, uzbrojony w... ręcznik(!). W odmętach kosmosu dołącza do nich jeszcze kilkoro 'oryginałów', na czele z niezwykle ekscentrycznym Zaphodem Beeblebroxem (w filmie, jego 'dwie głowy' przedstawione są nieco inaczej niż w książce), Prezydentem Galaktyki - w tej roli znakomity, szarżujący przed kamerą Sam Rockwell, który chwilami przypomina Toma Cruise'a ;), oraz Robotem Depresyjno-Maniakalnym Marwinem - tę bardzo plastikową postać gra Warwick 'Willow' Davis, a depresyjnego głosu użycza Alan Rickman (efekt jest piorunująco-powalająco-dołujący ;). Nad wszystkimi wydarzeniami unosi się wychodzący z każdej sceny, z każdego kadru absurd - 'wzdychające drzwi' czy 'rakiety termonuklearne zamienione w Wieloryba i doniczkę z kwiatem Petunii' to tylko dwa z tysiąca przykładów na zakręcone pomysły twórców filmu, a i tak znakomita ekranizacja nie dorównuje książce pod względem 'zakręcenia' ;). Na humor zaprezentowany w "Autostopem przez Galaktykę" niebagatelny wpływ mieli Monty Pythoni (!), z którymi autor książki miał przyjemność kiedyś pracować (współuczestniczył w pisaniu kilku skeczy), a prywatnie był wielbicielem czczącym poczucie humoru Johna Cleese'a i spółki. Nie brakuje też w filmie Gartha Jenningsa nawiązań do klasyki science fiction - uwierzcie, nie sposób nie zauważyć wielkiego jak Gwiazda Śmierci odniesienia do cyklu George'a Lucasa (i nie jest to Gwiazda Śmierci ;). Jest również mrugnięcie okiem w kierunku Stanleya Kubricka i jego "2001: Odysei kosmicznej" - nawiązuje do tego 'filiżankowaty' kształt statku naszych bohaterów, zmieniony z książkowego 'butowego' ;). Także coś z "Piątego elementu" się znalazło; Vogonowie (zbiurokratyzowana, najmniej lubiana kosmiczna rasa;) wzorowani są fizycznie na kosmicznych przybyszach z prologu filmu Luca Bessona. Wielkiego kuksańca w nos, dostaje za to Wolfgang Petersen i jego "Troja", która może się 'schować' z widowiskowością i rozmachem sceny z 'tysiącem statków na horyzoncie', blednąc przy spektakularności ataku na Ziemię setek tysięcy 'pojazdów rozbiórkowych' w filmie Gartha Jenningsa. Właśnie, efekty specjalne! Jak na komedię, a nawet jak nie na komedię, efekty specjalne w "Autostopem przez Galaktykę" stoją na najwyższym poziomie. Nie ma praktycznie nawet jednej sceny z której wyłaziłaby jakakolwiek sztuczność czy brak realizmu świata przedstawionego. Jest to zasługą znakomitej pracy wykonanej przez speców od komputerowego kreowania wielkich przestrzeni, jak na przykład 'hala montażowa do budowy planet', czy wszelkich efektów specjalnych w scenach kosmicznych lotów, ucieczki przed rakietami, upadku Wieloryba z nieba na ziemię (arcygenialna scena, z prześmiesznym i jednocześnie dającym do myślenia, monologiem w tle!) czy wielkiej akcji rozbiórki planety Ziemia. Na pierwszym planie jednak, stoją wykonane z niezwykłym pietyzmem wnętrza statków kosmicznych, czy siedziba Hummy Kavuli (John Malkovich w zaiste niecodziennej roli ;), gdzie wierni oddają cześć 'Czcigodnej chustce do nosa' ;).


 


Najważniejszym jednak aspektem w kreowaniu zwariowanego, ale wiarygodnego przecież Galaktycznego universum, były wszelkiej maści stwory, czyli mieszkańcy i bywalcy długiego i szerokiego kosmosu. I tu warto zatrzymać się na chwilę refleksji; widzów na całym świecie nużą już 'postaci wykreowane całkowicie w pamięci komputera'. Niektórzy chorują już na samą myśl, że znów może im przyjść oglądać aktorów grających do blue boxa, patrzących nie na rozmówcę, a przez niego... czy w miejsce 'w którym się rozmówca znajduje' jako zawieszona na sznurku piłka czy inny gadżet, ułatwiający aktorowi rozmowę z 'niczym'. I tu niespodzianka; wszystkie postaci w "Autostopem przez Galaktykę" zostały wykonane przez ludzi z firmy Jima Hensona. Dzięki temu ekran zaludniony jest przez postaci z krwi i kości (no, może z plastiku i gumy ;), wreszcie kosmiczne stwory SĄ w filmie, stoją przed aktorami, istnieją naprawdę - choć poruszane przez animatorów, żyją dla nas, widzów, a nie są tylko wytworem obliczeń superkomputerów i stacji graficznych. Przy całym rozmachu inscenizacyjnym, znakomitych efektach specjalnych, niezwykle widowiskowych zresztą, przy tym wszystkim "Autostopem przez Galaktykę" pozostaje kameralną komedią, z umownością dekoracji i przebiegu akcji, która zaskakuje i śmieszy na każdym kroku. Nie ma tu tak często ostatnio uprawianego dowcipu 'niskich lotów', typu sex z szarlotką ("American Pie"), czy puszczanie bąków ("Scooby Doo"), choć jest scena 'wymiotowania włóczką' - podana jednak w tak sympatyczny sposób, że nawet 12-latkowie (kategoria wiekowa filmu) mogą obejrzeć to bez obaw o to, że po wyjściu z kina zrobią to samo ;). Humor filmu Gartha Jenningsa to zupełnie inna klasa, znacznie bardziej wysublimowane żarty, często niosące za sobą pytania o rzeczy ważne: życie, wszechświat i całą resztę ;), ukryte pod otoczką kpiny. Poważne pytania, na które przeważnie padają ironiczne odpowiedzi pozbawione sensu ;). Wszystko jest podane ze smakiem, bez humorystycznej przesady, z lekkością i polotem znanymi z książki. Ogląda się ten film nadzwyczaj sympatycznie, spokojnie i po prostu przyjemnie, jakby również widz kierował się hasłem: "Nie panikuj", które przewija się w "Przewodniku galaktycznego autostopowicza" ;). Na koniec warto dodać, że Douglas Adams za swojego życia angażował się w ratowanie ginących gatunków (nosorożce, goryle), co znakomicie przeniósł na kartki książki, a twórcy kinowej wersji "Autostopem..." wnieśli do filmu. Spróbujcie bowiem wskazać inny obraz, który otwierałaby scena ze śpiewającymi delfinami, które w takt słów "Cześć, i dzięki za ryby" opuszczałyby Ziemię, zrywając się do lotu wprost z wód Oceanów ;). "Autostopem przez Galaktykę" to film nietuzinkowy, zabawny, prześmiewczy i mądry zarazem. Stanowi świetną rozrywkę zarówno dla widzów nie znających książki Adamsa, jak i dla tych, którzy jego twórczość doskonale znają i uwielbiają. Skąd to założenie? Otóż "Autostopem przez galaktykę" obejrzałem bez znajomości książki i... natychmiast wsiąkłem w klimat filmu, dając się ponieść niezwykłej rozrywce. Po filmie postanowiłem przeczytać dzieło Adamsa i... teraz jestem zarówno pod wielkim wrażeniem książki jak i filmu, który bez pudła (choć nie obeszło się bez pominięcia niektórych znakomitych, książkowych wątków) uchwycił ducha "Autostopem przez galaktykę" Douglasa Adamsa.


(*) - Douglas Adams był bliskim przyjacielem Davida Gilmoura z zespołu "Pink Floyd". To on wymyślił dla słynnego zespołu rockowego, tytuł ostatniej płyty: "Division Bell" ;)


AUTOSTOPEM PRZEZ GALAKTYKĘ

Tytuł oryg: The Hitchhiker's Guide to the Galaxy
Gatunek: komedia SF
Rok prod: 2005 Wielka Brytania, USA
Czas trwania: 110 min
Reżyseria: Garth Jennings
Scenariusz: Douglas Adams i Karey Kirkpatrick
Muzyka: Joby Talbot
Obsada:
Martin Freeman, Mos Def
Sam Rockwell, Zooey Deschanel

e-mail
Autor recenzji:
Rafał Donica - DUX

Klub Miłośników Filmu, 12.05.2005