Nie można powiedzieć o pierwszym "AVP", że był filmem kontrowersyjnym. On nie podobał się w zasadzie wszystkim - opinia była zgodna, a wyjątki tylko potwierdzały regułę. Druga część natomiast wzbudzała kontrowersje od chwili oznajmienia, że trwają nad nią pracę. Fani, którzy zarzucali reżyserowi pierwzowzoru Paulowi Andersonowi m.in. to, że umiejscowił akcję w piramidzie, że zbyt skupił się na ludziach, że bohaterowie nie są wiarygodni itd., następująco odpowiadali na informacje producentów:
Producenci: Kręcimy sequel, który będzie rozgrywał się w miasteczku!
Fani: To już wolimy piramidę...
P: Bohaterami będą zwykli ludzie!
F: Eee, bez sensu. Wolelibyśmy ekranizację gry.
P: Reżyseruje dwójka nowicjuszy, którzy wcześniej zajmowali się efektami i reklamówkami.
F: Tragedia!
P: Ejże, przecież Fincher też debiutował Obcym...?
F: Ano fakt, dobra.
P: Pojawi się miks obu potworów - Predalien!
F: O. Mój. Boże. Właśnie przeżywam najgorszy koszmar od czasu,
F:
kiedy Lucas odświeżył efekty w "Gwiezdnych Wojnach".
P: Ale... chcieliście ekranizację gry, a w grze też były Predalieny...!
F: Lalalala! Nie słuchamy cię!
P: Będzie kategoria R.
F: Hmm, no dobra, zobaczymy.
Na film oczekiwano z dozą nieufności, a im bliżej była premiera, tym bardziej nastroje zmieniały się z neutralnych do otwarcie wrogich. Wielu ludzi potrafiło ocenić film jeszcze zanim ukazała się choćby piracka kopia. Oczywiście noty nie należały do pozytywnych.
Istnieje jednak spora grupa osób, której "AVPR" przypadło do gustu, czy wręcz stało się jednym z ich ulubionych filmów. Takie osoby - w tym niżej podpisany - potrafią logicznie wyjaśnić wątpilości czepiaczy i narzekaczy, którzy czynią filmowi zarzut dosłownie ze wszystkiego, choćby obecność jakiegoś elementu była uzasadniona i potrzebna.
Niniejszy tekst podsumuje jęki i stęki antyfanów, jakie dało się usłyszeć podczas projekcji, oraz będzie próbą wytłumaczenia im, dlaczego nie mają racji. Oto, co dało się usłyszeć w kinie z siedzenia obok...
Narzekacz jęczy: Pierwsza sekunda filmu i już bzdura!
Czemu statek Predatorów jest inny niż w poprzedniej części?
Dobry Wujek Military odpowiada: Ponieważ to nie ten sam statek. To prom, który odczepił się od statku-matki i wrócił na Ziemię z już dorosłym Predalienem na pokładzie. Niestety, na wmontowanie odpowiednich scen do filmu trzeba poczekać do czasu wydania wersji reżyserskiej na DVD. Dlaczego nie znalazły się one w "kinówce"? Poganianie ekipy przez producentów, związana z tym potrzeba czasu na dokończenie efektów, ograniczenia czasu trwania projekcji narzucone przez studio... Normalka.
N: Ten Predalien rośnie chyba w ułamku ułamku ułamku sekundy! Co za kompromitacja!
DWM: Tu znowu przyjdzie na odsiecz wersja reżyserska, gdzie zostanie pokazane, że dużo wody upływa w klozecie między wykluciem się Predaliena na statku-matce, jego ucieczką na prom i dojrzewaniem. Ale już sam fakt zrzucania skóry, co zostało pokazane w wersji producenckiej, powinien naprowadzić fanów na trop, że Predalien nie działa na wysokooktanowej.
N: Ha ha ha! Predator strzela we własny statek! Co za kałmuk!
Mój pies jest mądrzejszy od niego, chociaż już dwa razy z rzędu przegrał ze mną w szachy!
DWM: Na pokładzie statku znajdowały się niedoświadoczne Predatory, a na dodatek najwyraźniej także mocno spanikowane.
N: No nie! Oni mi próbują wcisnąć szajs gorszy od tej klepsydry, co się w niej skończył piasek pięć minut po tym jak ją kupiłem! Dlaczego sygnał z prośbą o ratunek wysłany ze statku dociera do Predatora na odległej planecie, zamiast do znajdującego się bliżej statku-matki? Dlaczego na wyprawę przeciw hordzie Obcych wyrusza jeden Łowca zamiast całego szwadronu?
DWM: Wyjaśnienie przynoszą późniejsze sceny. Po pierwsze - sygnał został nadany nie przez statek, a przez pojedynczego Predatora. W scenie, kiedy główny drapieżca znajduje jego ciało i oddaje mu cześć, widać wyraźnie że byli oni złączeni jakąś więzią. Można zatem przyjąć, że sygnał był skierowany do bardziej doświadczonego przyjaciela, który obiecał pomóc w potrzebie. A dlaczego przybył tylko jeden? Jest kilka możliwości. Bo tylko do niego skierowany był sygnał? Bo miał nadzieję, że jego kolega wciąż żyje i że sytuacja jest do opanowania? Bo widział, że katastrofa była winą przyjaciela i chciał mu pomóc zatuszować wpadkę (stąd zacieranie śladów)? Prawdopodobnie wszystkie motywy naraz.
N: Myśliwy z synem to mają chyba motorynkę w pupie - tak szybko docierają do wraku,
a przecież on musiał spaść kilometry dalej. Dojście do niego zajęłoby cały dzień.
DWM: Połowa filmu opowiadająca o przedzieraniu się przez las byłaby zapewne dla Narzekacza lepsza. Inna sprawa, że statek spadł najwyżej trzy kilometry od miejsca, w którym przebywali ludzie - sądząc po ujęciu, w którym uderza w zbocze wzgórza i spada jak kamień. Jeśli pokonanie trzech kilometrów, nawet w lesie, zajmuje komuś cały dzień, polecam zaopatrzyć się w rower lub karnet na siłownię.
N: Ci Sztrausowie się pogrążają! Jak mały statek z Predatorem na pokładzie
mógł tak szybko dotrzeć do Ziemi? Przecież trwało to ledwie kilka godzin!
DWM: Cóż... W filmie o kosmitach, którzy potrafią pokonywać galaktyki, którzy potrafią znikać, mają szczękoczółki i zieloną krew, raczej nie czepiałbym się prędkości osiąganej przez ich, ehm, statki kosmiczne. To jest fantastyka naukowa. Fantastyka.
N: Co za żenada. Jakiś chłopak rozmawia o swojej pracy w pizzerii. W filmie o Alienie
i Predatorze. I bohaterami są tu nastolatkowie. W filmie o TAKIEJ tematyce... Że-ju-ną-ce.
DWM: Założenie filmu jest takie, że akcja rozgrywa się w małym miasteczku. Może to szokujące i niewygodne, w małych miasteczkach żyją nastolatki, które mają swoje nieznaczące problemy. Tak nieznaczące jak konflikt o premię w "Alien" czy pogadanka o seksie w "Aliens". Albo jak wulgarne dowcipy w "Predatorze". To element scenerii, na dodatek niewielki - dialog o pracy trwa z górą piętnaście sekund. Zaś co do nastolatków - to oni przeżyliby pierwszy atak Obcych, jako bardziej sprawni fizycznie. Oni i bardziej doświadczeni ludzie w średnim wieku, którzy przetrwaliby do końca - tak jak to jest pokazane w filmie. Z nastolatków przeżywa jeden, ciężko raniony. Takie życie.
N: Co za porażająca bzdura! Przecież każdy głupi wie, że nie może istnieć płyn,
którego jedna kropla rozpuszczałaby całe ciało!
DWM: Podobnie jak w przypadku zastrzeżeń co do prędkości statku - to fantastyka. Naukowa, ale fantastyka. Skoro może istnieć zielonokrwisty kosmita z planety X, może istnieć i cudowny płyn. A jeśli nadal potrzebujesz dokładniejszego wyjaśnienia - może były w nim inteligentne enzymy?
N: No przecież to herezja! Każdy wie, że Predator podczas polowania
nie zabija nieuzbrojonych, a zabił bezbronnego policjanta.
DWM: Tylko że Predator nie był na polowaniu. Miał inne zadanie, dużo poważniejsze, a policjant mógł mu pośrednio zaszkodzić. Wówczas nadszedł czas, żeby odwiesić zasady na półkę.
N: Ale on zacierał ślady po Obcych, a policjanta obdarł ze skóry i powiesił!
DWM: Właśnie - zacierał ślady po Obcych. Policjant nie miał z nimi nic wspólnego. To także niezły sposób na odwrócenie uwagi ludzi od ksenomorfów. A zresztą - nie przemęczałbym się próbując zrozumieć kosmitę. Jeśli ktoś ma zastrzeżenia, że jego logika nie odpowiada ludzkiej, niech przeczyta "Solaris" Stanisława Lema i protestuje przeciw książce, bo przecież ten ocean zachowywał się bardzo nielogicznie.
N: Ów Predator to raczej nie należał do Mensy. Strzela z wielkiej odległości
do Obcych chodzących po elektrowni. Nic dziwnego, że nie trafia.
DWM: Trzeba pamiętać, że pole magnetyczne niszczyło jego sprzęt - Predator niewiele widział i z trudnością mógł wycelować. Można zwalić winę za spudłowany strzał na zakłócenia.
N: Kurka wodna! Czy ten Predalien zapładnia metodą usta-usta?! Przecież to niemożliwe!
DWM: Wiesz wszystko o obcym gatunku? To możliwe, zwłaszcza że Predalien był młodą królową (jak wynika z wywiadów przeprowadzanych z reżyserami). Może "zwyczajna", dorosła królowa też tak potrafi, ale nie zademonstrowała umiejętności w "Aliens" z tej przyczyny, że ludzie są dla niej za mali?
N: Ha ha ha! Ten facet mówi "Ludzie giną, potrzebujemy broni"! Co za idiotyczna kwestia!
DWM: Kwestia adekwatna do sytuacji. Wówczas bohaterowie nie wiedzieli jeszcze, co się dzieje, ani na jaką skalę. Spotkanie z ocalałą kobietą uświadomiło im, że w całym mieście dzieje się coś niedobrego. Że giną ludzie. I dlatego przydałaby im się broń.
N: Mój wujek kręci lepsze filmy swoim aparatem w komórce.
Dlaczego niby Predator wiesza tego pana za nogi, a go nie zabija?
Żaden porządny Predator by tak nie zrobił.
DWM: Pan stanowił przynętę, mającą zwabić Obcych.
N: A znowuż ta pani mówi, że rząd nie kłamie! Przecież to śmieszne.
DWM: Owszem, śmieszne. To zamierzony przez twórców żart. Jak widać - udany.
N: Ależ bzdura niesłychana, chyba wymyślił ją jakiś głuptas!
Byle pułkownik nie może zlecić zbombardowania miasta!
DWM: Tyle tylko, że to nie był pułkownik. On się za takowego podawał. To jego kolejne kłamstwo. Nie miał przecież munduru i najwyraźniej pracował dla korporacji Yutani, jak wynika z końcówki. Kim był naprawdę - nie wiem i nie chcę wiedzieć.
N: A w ogóle cały film był za ciemny.
DWM: Jeśli ktoś twierdzi, że "AVPR" to film za ciemny, to znaczy że nie widział "Reliktu". A poważnie mówiąc: tak, to była wpadka, do której reżyserzy otwarcie się przyznają. Podobno kiedy zobaczyli efekt pracy osoby odpowiedzialnej za korekcję kolorów, przerazili się, a następnie wyrzucili tę osobę na twarz i zatrudnili kolejną, która miała poprawić co się dało. Niestety czasu było niewiele, więc wersja kinowa wygląda jak wygląda - i tak lepiej niż pierwotnie. Edycja DVD natomiast będzie miała korekcję kolorów wykonaną całkowicie od nowa.
N: Aktorstwo było złe.
DWM: Subiektywna rzecz. Mnie się nawet podobało. Weźmy scenę, w której Ricky i Dallas spotykają się po raz pierwszy i dochodzi do spięcia - wszystko zagrane perfekcyjnie. Szeryf - wiarygodny; pani wojskowa również. Nie ma tu kreacji na miarę Vita Corleone, ale też nigdy film nie miał oferować aktorom tak złożonych ról.
N: Ale ja wciąż jestem niezadowolony.
DWM: Nie ma sprawy, to twoja opinia, którą każdy szanuje. Przynajmniej dopóki nie wykrzykujesz jej agresywnie w co drugim poście na dziesięciu forach, nawet tych poświęconych gotowaniu, nazywając idiotami widzów, którym film się podobał.
Bo tacy ludzie - wielbiciele obrazu braci Strause - istnieją.
I widzą w tym filmie logikę, co, mam nadzieję, udowodnił powyższy tekst.
"AVPR" jest dziełem niedoświadczonych twórców, ale dziełem bardzo przyzwoitym, spójnym, mającym własny styl i wnoszącym coś nowego do serii. Lepszy Obcy w mieście niż szósty raz w ciasnych korytarzach. Przemoc i przekleństwa zaś - na których brak w "AVP" narzekano - nie są tak wszechobecne jak chcieliby przeciwnicy filmu. Ba, "AVPR" jest pod tym względem filmem bardziej oszczędnym niż "Obcy: Przebudzenie"! Natomiast zmasowana krytyka, pod obstrzał której dostał się film, jest w większości wypadków niezasłużona i wywołana uprzedzeniami do serii. Dla niektórych fanów bowiem "prawdziwy" "Obcy" to tylko części 1-3, i choćby powstał naprawdę dobry film z tymi potworami, oni go nie zaakceptują, bo to film inny, a nie identyczny z poprzednikami. Miejmy nadzieję, że po latach "AVPR" przeżyje swą drugą młodość, tak samo jak "Obcy 3", który tuż po premierze miał dokładnie takie same kłopoty.
Autor tekstu: Michał Puczyński - MILITARY |
E-mail: militarypolice@wp.pl |
KMF, 23 marca 2008 r.