|
- Wiesz, że chcąc
uniknąć klasyfikacji "Od 18 lat", można użyć
tylko jednego przekleństwa?
- Wiesz co ja na to? Pieprzyć to. Mam dość. |
Chili Palmer – niegdyś lichwiarz i mafiozo małego formatu, powraca na
ekrany. Z tą postacią mieliśmy możliwość zapoznania się w pierwszej
części "Be Cool", a mianowicie "Dorwać Małego". W tamtym obrazie Chili
(grany przez Johna Travoltę, który w czasach "Get Shorty" wracał na
szczyt popularności za sprawą "Pulp Fiction") poświęcał się swojej nowo
odkrytej pasji – tworzeniu filmów. Kontynuacja skupia się w głównej
mierze na świadku muzycznym.
Chili spotyka się ze swoim kolegą – właścicielem wydawnictwa płytowego –
Tommym Athensem. Ten w czasie spotkania zostaje zastrzelony (w bardzo
nieudolny sposób zresztą) przez wydawać by się mogło – ruskiego mafioza,
którego głowę zdobi nieco tandetny tupecik. Raczej nie zmartwiony tym
biegiem wydarzeń Palmer udaje się do pobliskiego pubu, aby poznać
rodzącą się gwiazdkę muzyki, o której opowiadał mu Tommy. Na miejscu
poznaje uroczą i niezwykle utalentowaną Lindę Moon (Christiana Milian).
Jest jeden mankament – Linda ma podpisany 5 letni kontrakt z Nickiem
Carrem (Harvey Keitel), który nie stroni od żadnych sposobów na pozbycie
się konkurencji. Oczywiście, to nie zraża samego Chiliego, który z
pomocą Edie - świeżutkiej wdowy po Tommym (po raz kolejny na ekranie
wspólnie Uma Thruman i Travolta!!) będzie próbował wypromować słodką
Lindę, uwolnić ją od kontraktu oraz uniknąć niebezpiecznego spotkania z
rosyjską mafią…
Cóż można ciekawego i zachęcającego
powiedzieć o "Be Cool" ? Film wpisuje się w gatunek komedii
gangsterskiej z dużą dawką filmu muzycznego (szczególnie w drugiej
części). Jako komedia – wypada dość średnio. Jest co prawda parę
zabawnych momentów ale nic, co mogłoby na dłużej pozostać w pamięci.
Sytuacje wynikają głównie z niektórych, ciekawie zakręconych postaci (o
czym później). Jako kino gangsterskie – zdecydowanie za mało tu ostrych
scen i ciętych dialogów (oczywiście w porównaniu do najlepszych tego
gatunku). Na dzień dobry od razu można zaznaczyć, iż film w stanach
uzyskał straszliwie nie lubianą przeze mnie kategorię PG-13 (jeśli
zresztą zajrzeć na IMDB - największą stronę filmową w internecie
[oczywiście zaraz po KMF] ;) można zauważyć, iż najbliższe tygodnie
premier w Stanach, to wszystko filmy, które mogą oglądać dzieci od lat
13 w towarzystwie dorosłych) co z góry odcina dopływ wulgaryzmów, krwi,
makabry oraz nagości w filmie. Oczywiście w "Be Cool" pada parę strzałów
i kilka ostrych tekstów, jednak są bardzo ‘wyważone' i nic więcej Jeśli
chodzi natomiast o warstwę muzyczną – to już kwestia czego kto słucha.
Skupia się ona na tym, co aktualnie w Stanach popularne – czyli krótko
mówiąc dominuje "czarna" muzyka. Jako że ja za takową nie przepadam, to
również ta strona filmu średnio przypadła mi do gustu.
|
Ok., czas
przejść do postaci oraz aktorów, którzy się w nie wcielili. Na
pierwszy ogień główna gwiazda filmu – czyli Travolta John, który
ostatnio niestety zaczyna znacząco obniżać loty, a jego filmy
nie robią już takiej kasy jak w ostatnich latach. Także postaci,
jakie odtwarza, nijak się mają do jego możliwości. Chili w jego
wykonaniu jest raczej nijaki, mało charyzmatyczny i niezbyt
przekonywujący. Nie sprawia wrażenia pierwszorzędnego,
wyluzowanego kolesia, który potrafi wszystko załatwić nie bojąc
się niczego i nikogo. Uma Thurman – po ostatnich wspaniałych
występach w "Kill Bill" Vol 1 & 2 wraca do swojego
standardowego, niewygórowanego poziomu, którego przedsmak dała
nam już w "Zapłacie", towarzysząc wspaniałemu jak zawsze Benowi
Affleckowi. Także jej postać nie oferuje nam niczego
specjalnego, nie wychylając się ponad to, co prezentuje Travolta.
Jak można zauważyć, dwie wiodące w filmie gwiazdy, zawodzą – na
szczęście mamy jeszcze drugi plan. Tam, w niespotykanej dla
siebie roli możemy ujrzeć The Rocka – zwanego następcą samego
Arnolda, gwiazdy kina akcji. Tym razem przypadła mu rola
ochroniarza – geja, którego marzeniem jest stać się aktorem
filmowym (może to wątek biograficzny ? ;) Jego przerysowana
postać z bujną fryzurą i samo-zachwytem nad własną osobą
momentami nieźle bawi, pokazując, iż Rock to nie tylko góra
mięśni! Pokazowym numerem Eliota (właśnie w niego wciela się
Rock), jest unoszona w górę brew i świdrujące spojrzenie. Jeśli
jest ochroniarz, musi też być jakaś postać do chronienia – jest
nim Rajt (Vince Vaughn), który w pełni przejął zachowanie
czarnych braci (sam zresztą uważa się za murzyna), i swoim
głupkowatym zachowaniem także potrafi bawić. Na koniec mamy
jeszcze gang, którym dowodzi producent muzyczny Cedric the
Enterteiner (Sin LaSalle). W skład gangu wchodzą chłopaki w
przydużych koszulach z numerami koszykarzy i super autami ;).
Ich durnowate zachowanie wywołuje czasem zdrowy uśmiech na
twarzy.
|
Czym jest "Be Cool"? To jeszcze jeden z
zapychaczy, film, który można obejrzeć raz, ewentualnie dwa i całkowicie
o nim zapomnieć. Nie oferuje bowiem niczego, czego byśmy już nie
widzieli, a powtórkę ogranych kawałków przedstawia w sposób raczej mało
nowatorski. Na ekranie mamy okazję ujrzeć ponownie parę z "Pulp Fiction",
która także tutaj (zapewne w małym hołdzie) wykonuje wspólny taniec.
Jedną z mocniejszych stron "Be Cool" jest obsada – w epizodycznej roli
można ujrzeć lidera zespołu Aerosmith – Stevena Tylera. Także wiele osób
z drugiego rzędu jest godna uwagi (między innymi Harvey Keitel, Danny
DeVito, James Woods,) natomiast moim ulubieńcem w tym filmie jest –
wspomniana wyżej - postać grana przez The Rocka.
Należałoby nadmienić jeszcze co nieco o reżyserze. Pierwszą część
wyreżyserował Barry Sonnenfeld (twórca miedzy innymi "Men In Black"). W
drugiej odsłonie przygód Chiliego, na stołku zasiadł F. Gary Gray –
twórca dość przyzwoitych obrazów sensacyjnych ("Negocjator", "Włoska
Robota") – niewiele można powiedzieć o jego wkładzie w ten obraz. Mnie
osobiście bardziej podobały się poprzednie dokonania Graya, a tematyka
"Be Cool" chyba nie do końca odpowiadała temu panu.
Na koniec napomknę jeszcze, iż scenariusz filmu powstał w oparciu o
książkę Elmore Leonarda – którego adaptacje dość często gościły na
naszych ekranach: "Co z Oczu To z Serca", "Jackie Brown", czy całkiem
nowy "The Big Bounce". Klasie dwóch pierwszych niestety "Be Cool"
zdecydowanie nie dorównuje, książki Elmore'a Leonarda zaś nie czytałem,
więc nie potrafię powiedzieć, czy materiał wyjściowy był mało ciekawy,
czy po prostu niezbyt udany nakręcono film ;).
Jeśli lubicie niewielkie dawki zabawnych gagów oraz muzykę z pogranicza
Hip Hopu oraz R&B – zapraszam do kin. Jeśli liczycie na zakręconą i
błyskotliwą komedię gangsterską – możecie sobie "Be Cool" najzwyczajniej
w świecie odpuścić.
|
 |
BE COOL
USA | 2005 | 118 min | PG-13
Reżyseria: F. Gary Gray
Scenariusz: Peter Steinfeld
Produkcja: Danny DeVito
Muzyka: John Powell
Zdjęcia: Jeffrey L. Kimball
Wystąpili:
John Travolta .... Chili Palmer
Uma Thurman .... Edie Athens
Vince Vaughn .... Raji
Cedric the Entertainer .... Sin LaSalle
Christina Milian .... Linda Moon
Harvey Keitel .... Nick Carr
The Rock .... Elliot Wilhelm
Danny DeVito .... Martin Weir
James Woods .... Tommy Athens |
 |
| Autor recenzji
: Jacek Hałupka - JACEK |
|
Klub Miłośników Filmu |
20.IV.2005
|
|