Istnieje taki specyficzny typ filmu: film z jedną genialną sceną. Przez większość seansu widz może być znudzony, ale ta jedna, jedyna sekwencja jest w stanie to wynagrodzić. Albo i nie; wtedy jest dziwaczną perełką w bardzo głębokim szambie - jak znakomita scena kręcona z punktu widzenia bohatera w "Doom" albo końcówka "Katynia". "Be Kind Rewind" też należy do gatunku średniaków, które mogą wejść do historii dzięki krótkiemu przebłyskowi geniuszu.
Żeby nie trzymać dłużej w napięciu: tą doskonałą sekwencją jest kręcenie remake'u "Pogromców duchów" przy użyciu chałupniczych metod. Ładunek humoru, który tu skumulowano, a także montaż i muzyka w tle - to wszystko sprawia, że "Be Kind Rewind" powinien stać się faworytem w kategorii "najlepsza scena" podczas przyszłorocznych Złotych Krabów. Szkoda tylko, że reszta filmu nie trzyma równie wysokiego poziomu.
Gondry, reżyser i scenarzysta zarazem, miał masę pomysłów, ale większość z nich okazała się chybiona. Jako autor scenariusza popisał się wprawdzie wprowadzeniem wątków surrealistycznych - co zawsze się chwali, bo skoro kino daje możliwość urozmaicenia rzeczywistości, to czemu z niej nie skorzystać? - lecz poległ podczas kreowania bohaterów. Postać Jacka Blacka jest interesująca, ale jednocześnie odpychająca, i sprawdza się głównie na dalszym planie. A poza nim w filmie nie ma nikogo ciekawego. I choć Mos Def i Danny Glover robią co w ich aktorskiej mocy, by stereotypowe postaci zapadły w pamięć, to scenarzysta nie daje im szans. Niestety, o bohaterach szybko się zapomina, tak jak i o historii, która jest jedynie pretekstem do oddania hołdu epoce VHS.
Gondry-reżyser spisuje się nieco lepiej. Ogromne wrażenie robią bardzo długie ujęcia (skomponowane za pomocą komputera), obrazujące masową produkcję tanich filmów. Dobór scenerii także pozytywnie zaskakuje; podobne widoki rzadko są obecne we współczesnych produkcjach. Jednak współpraca reżysera z autorką zdjęć oraz z montażystą na pewno nie zalicza się do udanych. Oboje bowiem, kiedy tylko mogą, skupiają się na pokazywaniu Blacka, choćby i w danym momencie inny aktor robił coś ważnego dla fabuły. Wygląda to dość dziwnie, bo Black w takich chwilach nie ma nic do roboty i stoi z jednym wyrazem twarzy, czekając na swoją kwestię. Doskwiera to zwłaszcza na początku.
Mimo, że jak dotąd nazwałem "Be Kind Rewind" średniakiem i wyliczyłem co w nim uwiera, to muszę przyznać, że film Gondry'ego da się lubić. Roztacza on niesamowitą atmosferę ciepłej, relaksującej opowieści. Pozwala oderwać się od problemów ważniejszych niż kłopot z przypomnieniem sobie piosenki z jakiegoś serialu. Jest przyjemną rozrywką, stworzoną przez maniaka kina dla maniaków kina - nawet jeśli troszkę zmarnowano potencjał komediowy tanich wersji przebojów z Hollywood. Po seansie pozostaje ich niedosyt...
Jeśli ciepło wspominasz czasy, w których polowałeś na targu na piracką kasetę z "Rambo 3" z polskim lektorem nałożonym na niemiecki dubbing, biegnij do kina na "Be Kind Rewind". W przeciwnym razie poczekaj na DVD. A jeśli wciąż nie jesteś pewny, czy masz ochotę wydać pieniądze, niech rewelacyjny soundtrack pomoże ci podjąć decyzję. Moim zdaniem - warto, choćby dla tej jednej, genialnej sceny.
 |
BE KIND REWIND
Rok produkcji: 2008
Kraj: USA
Czas trwania: 101 minut
Reżyseria: Michel Gondry
Scenariusz: Michel Gondry
Zdjęcia: Ellen Kuras
Muzyka: Jean-Michel Bernard
Obsada:
| Jack Black | .....Jerry |
| Mos Def | .....Mike |
| Danny Glover | .....Mr. Fletcher |
| Mia Farrow | .....Miss Falewicz |
|
 |
 |
Autor recenzji: Michał Puczyński - MILITARY |
Klub Miłośników Filmu 03.03.2008 |
|