UWAGA! MOŻLIWE SPOJLERY UWAGA!


Humor na smyczy

Bracia Farrelly znani są z komedii nieszczególnie wysmakowanych, opartych w większości na dosadnym i bardzo śmiałym humorze średnich bądź niskich lotów, orbitującym często poniżej pasa i wokół zabawnych rzeczy z tym związanych. Do historii kina rozrywkowego weszły takie motywy, jak "nażelowane" włosy Cameron Diaz, przycięty w rozporku nabiał Bena Stillera, walący megakupę Jeff Daniels, czy porównanie grillowanych kiełbas do wielkości penisów "synów" Jima Carreya. Nieważne, że często było obleśnie, nieważne, że prostacko, ważne, że przy okazji było zabawnie. Głupio, ale zabawnie. Niestety, najnowsza produkcja braci pod tytułem "Bez smyczy", przez brak jakiejś epokowej, idiotycznej sceny, nie zapadnie widzom w pamięć. Żeby jeszcze cały film stał na niezłym poziomie, a nie stoi.


Pewnego dnia okazuje się, ze mężowie nie mogą dłużej znieść swoich żon, i potrzebują chwili oddechu, bo chcą sobie przypomnieć jak to jest być kawalerem. No i wyrozumiałe żony wyznaczają im tytułową "przepustkę" ("Bez smyczy" to wymysł polskich tłumaczy), a same wyjeżdżają z miasta. Podstawowym błędem scenariusza jest to, że już po pierwszym dniu przepustki jest oczywiste, że cały dowcip będzie polegał na tym, że bohaterowie niczego nie zaliczą i na końcu filmu skruszeni powrócą na łono żon. Perypetie bohaterów, którzy zerwali się ze smyczy i w sumie nie wiedzą co z tą wolnością zrobić, ogląda się przyjemnie, ale czegoś w ich "zmaganiach" z młodymi dziewczynami brakuje. W zasadzie przez większość czasu antenowego oglądamy dwóch nieudaczników na różne sposoby, bardziej lub mniej zabawne, dostających kosza od płci przeciwnej. Jak już się zapowiada jakaś megabeczka śmiechu, gdy np. obok jednego z bohaterów klęka nagi Afroamerykanin z gigantycznym penisem, reżyser robi cięcie i przechodzi do kolejnego dnia przepustki. Przez takie drastyczne przeskoki, wielu żartom brakuje wykończenia, wyraźnej puenty, pójścia na całość. Bierzemy głęboki wdech by się roześmiać, i ostatecznie wypuszczamy powietrze, bo zamiast rozwinięcia gagu reżyser serwuje kolejną scenę. Zakończenie "Bez smyczy" stanowi przysłowiowy gwóźdź do trumny, bo zamiast skumulować w nim cały potencjał humorystyczny scenariusza, funduje się widzom tanie romansidło z przesłaniem, że wszędzie dobrze, ale z własną żoną najlepiej.


Aktorstwo takie sobie, scenariusz też średni, i w dodatku gubi nagle bohaterów drugiego planu - koledzy "zerwanych ze smyczy" w pewnej chwili po prostu znikają. Humor też bez rewelacji, żarty są albo zachowawcze i za grzeczne, albo z grubej rury i spudłowane. Bo czy rozśmieszy kogoś dorosły, żałosny facet, który aby dokonać aktu masturbacji w tajemnicy przed żoną, robi to we wnętrzu samochodu przed własnym domem, na środku ulicy? W dodatku zjawiają się policjanci, którzy świecąc latarką przez szybę przyglądają się jak upokorzony nieszczęśnik osiąga nirwanę. Głupia scena, ale nie w taki sposób jak planowali twórcy filmu.

Jedyne, co tak naprawdę pamiętam z "Bez smyczy" to postać specjalisty od wyrywania lasek, grana przez Richarda Jenkinsa. Jakkolwiek przerysowany i balansujący na granicy śmieszności, za którą jest tylko błazenada, bohater Jenkinsa jako jedyny zdaje się reprezentować rubaszny i niczym nieskrępowany humor braci Farrellych, dzięki któremu widzowie polubili ich poprzednie filmy.

W nieskończonych czeluściach internetu można odnaleźć rysunek satyryczny, na którym mały psiak trzymany przez pana na napiętej smyczy, obszczekuje wielkiego, groźnego psa. Nagle smycz się zrywa, mały psiak ma wolną drogę do wielkiego przeciwnika i... bierze w łapę smycz, podaje panu, pan go z powrotem przypina i psiak wraca do bezpiecznego obszczekiwania przeciwnika, że to niby tylko smycz ratuje dużego psa przed atakiem wściekłego malucha. Nie dość, że rysunek ten oddaje znacznie lepiej ideę, na której bracia Farrelly oparli swój film, to w dodatku jest od niego znacznie zabawniejszy.


4/10





wytwórnia - New Line Cinema, Conundrum Entertainment, 2011
reżyseria - Bobby Farrelly, Peter Farrelly
scenariusz - Bobby Farrelly, Peter Farrelly, Pete Jones, Kevin Barnett
produkcja - Bobby Farrelly, Peter Farrelly
zdjęcia - Matthew F. Leonetti
montaż - Sam Seig
scenografia - Arlan Jay Vetter
czas projekcji - 105 minut


wystąpili

Owen Wilson
Jason Sudeikis
Jenna Fischer
Christina Applegate
Nicky Whelan
Richard Jenkins
Stephen Merchant
Larry Joe Campbell
Bruce Thomas
Vanessa Angel

(Rick)
(Fred)
(Maggie)
(Grace)
(Leigh)
(Coakley)
(Gary)
(Hog-Head)
(Rick Coleman)
(Missy)

Autor recenzji: Rafał Donica - DUX [e-mail]
Klub Miłośników Filmu, 9 maja 2011
Oprawa html: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail]

RECENZJE | STRONA GŁÓWNA KMF

Podziel się