Strona główna KMF
        

Dlaczego ten film powstał? Czy tylko po to, żeby pokazać pare trików i wyścigów motocyklowych? Czy po to, żeby nieznany nikomu reżyser i współautor scenariusza Reggie Rock Bythewood zaistniał w filmowym światku? A może się mylę i chodziło o coś więcej niż zaspokojenie ego reżysera np. uświadomienie nastolatkom w U.S.A. niebezpieczeństw jakie niesie za sobą uprawianie tego "sportu". Chyba na zawsze pozostanie to dla mnie zagadką...


  


Może zacznijmy od początku. "Smoke" (Laurence Fishburne) jest najlepszy. Nie przegrał z nikim od ponad 200 wyścigów. On i jego "Black Knights" ustalają reguły współzawodnictwa. Jest podziwiany i szanowany przez wszystkich, także przez tych którzy chętnie by zobaczyli jak przegrywa. Pewnego razu podczas wyścigu dochodzi do wypadku - ginie "Slick Will" (Eriq la Salle) przyjaciel i mechanik Smoke'a. Jego syn "Kid" (Derek Luke) wini Smoke'a za to co się stało. Mija pół roku - Kid postanawia udowodnić wszystkim, że jest najlepszy i odebrać "koronę pierwszeństwa" Smoke'owi, a tym samym w pewnym sensie ukarać go za śmierć ojca. Swoją osobistą vendettę zaczyna od założenia własnego "Klubu motocyklowego" o nazwie "Biker Boyz". Zaczyna dążyć do ostatecznego sprawdzianu swoich własnych umiejętności - wyścigu jeden na jeden ze "Smoke'm"...


  


Tak się mniej więcej przedstawia fabuła filmu. Sam film jest mniej lub bardziej zamierzoną kalką produkcji znanej w Polsce pod tytułem "Szybcy i Wściekli" ("The Fast and the Furious") oraz niezbyt udanej kontynuacji tego filmu, która niedawno gościła na ekranach kin. Wyścigi wyglądają podobnie (tyle, że mniej efektownie), a nawet miejsca rozgrywania tych wyścigów jakoś dziwnie przypominają te z "Szybkich...", nie wspominając już o fabule. Tak więc "Biker Boyz" można określić tylko jednym słowem - gniot. Tym właśnie jest ten film. Nędzna, wtórna fabuła wlecze się niemiłosiernie jak flaki z olejem. Żeby chociaż wyścigi motorów były jakoś atrakcyjnie zrobione to by można było to jakoś przeżyc, ale nieeeee... po co komu ciekawe wyścigi skoro można pare razy obrócić kamere, zmienić kąt filmowania i ładnie film zmontować... może nikt nie zauważy. Tak chyba pomyśleli twórcy bo to co w tym filmie powinno być najlepsze i świecić przykładem dla innych produkcji czyli ścigające się dwukołowe bolidy po prostu są nudne... Oczywiście, wyglądają ładnie i kolorowo, ale nic więcej... A same wyścigi są tak nakręcone by było jak najmniej widać tego co się dzieje. Co do aktorstwa to nie można się za bardzo przyczepić do odtwórców głównych ról bo zagrali całkiem nieźle, bez żadnego sztywniactwa itd., ale na pewno nie można pochwalić ich wyboru zagrania w tym filmie (co taki aktor jak Laurence Fishburne robi w tym filmie???). Podsumowując, jest to jeden z najgorszych filmów tego roku i odradzam każdemu oglądanie tego wątpliwego "dzieła"...


Ocena: 3/10



BIKER BOYZ

Rok produkcji: 2003, USA
Czas trwania: 110 min.

Reżyseria: Reggie Rock Bythewood
Scenariusz: Craig Fernandez, Reggie Rock Bythewood
Montaż: Caroline Ross, Terylin A. Shropshire
Muzyka: Clay Duncan, Camara Kambon
Zdjęcia: Greg Gardiner

Występują:

Laurence Fishburne (jako Smoke)
Darek Luke (jako Kid)
Orlando Jones (jako Soul Train)
Djimon Hounsou (jako Motherland)
Lisa Bonet (jako Queenie)
Brendad Fehr (jako Stuntman)
Larenz Tate (jako Wood)
Kid Rock (jako Dogg)
Rick Gonzales (jako Primo)
Meagan Good (jako Tina)


e-mail
 Autor recenzji: Dariusz Kuźma - BEOWULF