Akcja całego filmu rozgrywa się w nocy (czy też - jak tłumaczy książka - pod warstwą brudnego pyłu przesłaniającego słońce), nieustannie pada deszcz, co potęguje tylko odbiór samotności zarówno Replikantów, jak i ścigającego ich Deckarda. Miejscem akcji jest Los Angeles przyszłości, miasto przesiąknięte nowoczesną technologią i... szarością zatłoczonych ulic; zewsząd atakują reklamy, wkoło jeżdżą futurystycznie wyglądające pojazdy, a na mrocznym niebie widać latające radiowozy policyjne - jedno jednak nie zmieniło się ; ludzkie poczucie samotności w świecie, szarość życia i dążenie ku nieznanemu. Wszystko opływa techniką, urządzenia sterowane są komendami głosowymi, nienaturalność bije po oczach, sztuczność, której apogeum i absolut osiągnięto tworząc sztucznych ludzi - Replikantów i substytuty zwierząt, które na czarnym rynku osiągają horrendalne ceny - wyziera z każdego kąta.


Rytm życia zdaje się być wyznaczany przez automatyzację świata, co doskonale ilustruje scena pościgu Deckarda za Zhorą, gdy światła na przejściu dla pieszych nie tylko zmieniają kolor z zielonego na czerwony, ale ogłaszają komputerowym głosem: "Stój" - "Idź". Ważnym elementem w filmie Scotta jest właśnie światło; to które wdziera się uparcie do mieszkania Deckarda oświetlając go niczym przez "kratkę" - czyżby dwojaka natura Deckarda; ta dobra-jasna i ta druga, mroczna? Jedyny raz widoczna w filmie jasność zachodu słońca, widoczna tylko przez okna siedziby Tyrella. Światło które wpada błękitną smugą, także do siedziby Tyrrela, światło którego praktycznie brakuje na zadymionym od papierosów posterunku policji - potęgując szarość i nijakość, czy wreszcie ogłupiające światło bijące z setek ulicznych billboardów reklamowych, krzyczących "Pij Coca Colę", "Wybierz ATARI" itp. Światło pojawia się również w scenie otwierającej film, gdy w oku Replikanta odbija się jasność oglądanego miasta. Pojawia się również światło naturalne, emitowane na ulicy tu i ówdzie przez tlące się ogniska, lub błyski ognia wydobywające się z fabrycznych kominów.


Porównując światło sztuczne do wygasającego w ludziach poczucia człowieczeństwa, a światło naturalne do budzącego się w Replikantach życia, doskonale wyjaśnić można oświetlenie jednej z kluczowych scen filmu. Gdy bowiem Roy Batty przybywa do swojego stwórcy - Tyrella, jego apartament rozświetlony jest dziesiątkami świec. To właśnie w tym pokoju kwitnie życie, to właśnie tu Roy Batty przełamuje nieprzełamywalne tabu i styka się twarzą w twarz ze swoim "Bogiem". To właśnie w blasku świec Roy Batty zabija Tyrella, tutaj tryumfuje, być może też, właśnie tu postanawia, że Tyrell i J.F. Sebastian będą jego ostatnimi ofiarami, które zabije w rozpaczliwym dążeniu do przedłużenia własnego istnienia. W tym również pokoju, rozświetlonym ogniem (ogień to życie) ze świec, traci również ostatni promyk nadziei; nie ma już dla niego pomocy, nie będzie "dłużej żył". W ostatnim ujęciu tej sceny, Roy Batty spogląda jednak dumnie w gwiazdy, tak jakby trafiły do niego ostatnie słowa Tyrrela:

"Im krótszy jest płomień, tym większy błysk.
  Twój błysk był jednym z najjaśniejszych."

Te słowa (być może przypadkiem) ilustruje scena otwierająca film, gdy ze wspomnianych już wcześniej fabrycznych kominów wydostają się krótkotrwałe, rozjaśniające niebo płomienie...


POWRÓT DO WYBORU | STRONA GŁÓWNA KMF