Niepohamowane pragnienie życia

Replikantów wyposażono w ludzkie instynkty, z których niemal najważniejszym jest wola przetrwania za wszelką cenę. Czy konstruktorzy nie brali tego pod uwagę ucząc swe "wynalazki" logicznego myślenia, zdolności do kojarzenia, zabijania, wreszcie miłości? "Myślę więc jestem" - to świadomość, że nie można zostać oszukanym, co do swojego własnego istnienia. Prawie wszyscy Replikanci (wyłączając Rachael, i Deckarda z wersji reżyserskiej filmu) byli świadomi swojego "sztucznego" człowieczeństwa, wiedzieli czym są i kiedy umrą. Żadna istota myśląca nie przyjmie daty swojej śmierci, swoistego wyroku - spokojnie i bez sprzeciwu. Miernik czasu życia jaki został Replikantom zamontowany, stał się zatem podstawowym impulsem do buntu. Paradoksalnie, ograniczenie życia do 4 lat miało być właśnie furtką bezpieczeństwa w razie buntu Replikantów przeciwko ludziom; to także zabezpieczenie w przypadku, gdyby okazało się, że przewaga zarówno intelektualna (Roy Batty wygrywa partię szachów z Tyrellem - swoim stwórcą) jak i fizyczna (Roy w finale jest wręcz znudzony nieporadnością Deckarda) okaże się zagrożeniem. Platon łączył istotę człowieka z ideą człowieczeństwa; głosił dualizm ciała i uwięzionej w nim nieśmiertelnej duszy, z którą człowiek powinien się utożsamić, by następnie, poprzez samodoskonalenie się, móc ją, a więc i samego siebie, z ciała wyzwolić. Chodzi tu więc o pozbawienie "maszyn" możliwości rozwoju, poszerzania i gromadzenia wiedzy, oraz szansy na "stworzenie" duszy (?). W przypadku relacji człowiek-Bóg jest zupełnie inaczej; człowiek, mimo iż świadomy swojej śmiertelności, godzi się na nią (a czy ma inne wyjście?), może dlatego, że nie ma do kogo się zwrócić z pretensją. Nawet jeśli zwróci się do Boga z prośbą o nieśmiertelność czy dłuższe życie - odpowie mu milczenie. Śmierć poza oczywistym zakończeniem ludzkiego życia, pełni jednak także funkcję pozytywną. Człowiek dzięki świadomości jej istnienia stara się unikać niebezpieczeństw i sytuacji które mogłyby jego życie postawić w zagrożeniu. Mamy więc do czynienia z pewnego rodzaju paradoksem, to trochę tak, jakby płatny morderca ostrzegał swój cel przed sobą. Niewiedza, dotycząca czasu i miejsca ludzkiej śmierci to także zawór bezpieczeństwa. Zastanówmy się w tym miejscu nad sytuacją, w której człowiek dowiaduje się, kiedy przyjdzie mu umrzeć (pomijam tu przypadki chorych na raka, którzy faktycznie taki termin w przybliżeniu często znają).


Mamy więc człowieka, który wie, że umrze za, powiedzmy dwa dni. Co ów człowiek wówczas zrobi? Prawdopodobnie pożegna się spokojnie z rodziną, z bliskimi i uporządkuje swoje ziemskie sprawy. Istnieje też jednak duże prawdopodobieństwo, że człowiek taki zechce w ciągu tych dwóch dni zaznać wszystkiego czego nie zdążył zaznać do tej pory - może napadnie na bank, może kogoś zastrzeli, wszystko mu jedno, uniknie przecież kary lub życia z poczuciem winy. Wracając do tematu Replikantów; jeżeli uciekniesz - czas Cię dopadnie, jeśli wcześniej nie zrobi tego Łowca. Jeżeli zostaniesz i będziesz posłuszny - czas Cię dogoni. Żyj ze świadomością śmierci za rok, miesiąc, dzień czy za godzinę... zaraz. "To niesamowite doświadczenie, żyć w ciągłym strachu" - jak powiedział Roy Batty - "Tak właśnie czuje się niewolnik". Ludzie dostali od swego stwórcy bonus w postaci "nie znasz dnia, ani godziny" - mogą więc łudzić się, wierząc nawet w to, że ich właśnie śmierć ominie, nieśmiało łudząc się swoją możliwą nieśmiertelnością. Replikanci nie mają tego luksusu. Wszczynają więc krwawy bunt (odruch jak najbardziej na miejscu), pragnąc za wszelką cenę odnaleźć swego stwórcę i móc powiedzieć mu w twarz:

"Chcę dłużej żyć... skurwielu"

Roy Batty nie pada przed swoim "Bogiem" na kolana, nie kocha go, nie wyznaje; pała do niego jedynie nienawiścią. Nie chce od niego miłości czy litości. Prosi i żąda "jedynie" nieograniczonego życia, przez krótki tylko moment okazując przed nim zalążek słabości czy żalu za popełnione czyny...


POWRÓT DO WYBORU | STRONA GŁÓWNA KMF