Są filmy, które oglądamy by delektować się
interesująco opowiedzianą i doskonale zagraną historią, wciągającym,
zakręconym jak świński ogon scenariuszem oraz nierzadko zaskakującą
końcówką. Są też filmy, które ogląda się dla zapierającej dech w
piersiach akcji, spektakularnej demolki, oszałamiających efektów
specjalnych oraz pokaźnej dawki innych, zaspokajających
anty-intelektualne potrzeby, scen. Są też filmy, w których gra Jessica
Alba. Z nimi zapoznajemy się [a robi tak przynajmniej męska część
widowni] by podziwiać piękno jej niesamowicie kształtnego ciała,
jedwabistość jej cudownie długich włosów, głębię jej oszałamiającego
spojrzenia, seksowność jej pełnych warg, zgrabnych bioder i jędrnych ud
oraz paraliżującą perfekcję jej ślicznych jak dwie dojrzałe brzoskwinie
piersi. "Into the Blue", czyli "Błękitna Głębia" po naszemu, jest
właśnie filmem tej trzeciej kategorii. Ale zacznijmy od początku...
|
 |
 |
Jared, przystojny młodzieniec bez
nazwiska (jak zresztą każdy bohater opisywanego obrazu), bez powodzenia
próbuje rozkręcić interes - własną firmę zajmującą się poszukiwaniem
zatopionych na wyspach Bahama hiszpańskich galeonów. Piszę bez powodzenia,
albowiem jedyne co posiada, to tonąca łódka, zardzewiały pickup i piękna
jak promienie wschodzącego słońca dziewczyna o imieniu Sam. Jared ma też
brata, spłukanego i zadłużonego prawnika z wielkiego miasta, którego
niemal nadprzyrodzoną zdolnością jest pakowanie siebie i innych w
różnego rodzaju tarapaty. Nie inaczej jest i tym razem - początkowo
relaksująca, pełna beztroskich chwil wizyta Bryce'a i Amandy (jego
nowopoznanej dziewczyny) na Bahamach, zamienia się w pełną grozy
przygodę, gdy przez zbieg kompletnie nieoczekiwanych okoliczności, Jared
natrafia na wrak zatopionego przed wiekami legendarnego okrętu o
porywistej nazwie "Zefir" oraz... leżącej opodal awionetki z bez mała
toną kokainy na pokładzie. Tak oto czwórka bohaterów staje przed
ogromnym dylematem - czy korzystniej będzie własnymi siłami wyciągnąć
ważący kilkaset ton ładunek "Zefira", czy może wyjąć kilka paczek
kokainy i zająć się drobnym handlem na mniejszą skalę, by uzyskać
fundusze na specjalistyczny sprzęt do podnoszenia wraków? W tym momencie
następuje konflikt tragiczny - przeciwstawiając się Jaredowi, Bryce
postanawia zarobić "szybką kasę" próbując sprzedać trochę koksu
lokalnemu bossowi. Nie wie jednak, że kokaina którą wyłowił, należy
właśnie do niego...
|
 |
 |
Wydawać by się mogło, że w tym momencie
akcja nabierze oszałamiającego tempa, widz zostanie porwany w wir
wydarzeń, a emocje takie jak paraliżujący strach, nienawiść i zemsta
będą wylewały się z ekranu, odwracając naszą uwagę od jędrnych pośladków
Jessiki Alby, przysłoniętych jedynie bardzo kusym bikini. Nic z tych
rzeczy! Reżyser postawił sobie za punkt honoru nakręcić ozdobioną
niesamowitymi zdjęciami nudną szmirę, której jedynymi plusami są właśnie
wspomniane zdjęcia i powodujące szczękopad ujęcia skąpo odzianej
piękności znanej widzom z "Sin City" czy "Fantastycznej Czwórki". Prawdę
mówiąc, film ten, gdyby usunąć z niego niepotrzebnych bohaterów [w
zasadzie wszystkich oprócz postaci Sam], scenariusz [kiepski jak moje
starania w obiektywnym zrecenzowaniu tego filmu] oraz reżysera [którego
mógłby zastąpić np. James Cameron, specjalista od Titaników i
Bismarcków], zarobiłby krocie jako dokument o Jessice Albie pod wodą -
najlepiej jeszcze puszczanym w kinach IMAX, pod niedwuznacznym tytułem
"Wet Underwater Bikini Cameltoe Session feat. Jessica Alba". Niestety,
producenci postanowili wyjść z twarzą i za wszelką cenę udowodnić
światu, że wcale nie chodziło im o pokazanie Panny Alby w stroju
zahaczającym o modę z raju utraconego. Że ten film jest czymś więcej,
niż hołdem złożonym jej zjawiskowej urodzie. I naprawdę, z przykrością
muszę stwierdzić, że wyszła im piękna [dosłownie] kupa [wodorostów].
|
 |
 |
Będę szczery - ten film powinien
obejrzeć każdy... mężczyzna. Albo dorastający młodzieniec. Starszym
ludziom bym zabronił, zbyt oszałamiające widoki niejednego mogą
przyprawić o przyspieszoną akcję serca i zawał w konsekwencji. Kobietom
też odradzam, szczególnie seans "Błękitnej Głębi" z ukochanymi,
zazwyczaj zapatrzonymi w Was, Drogie Panie, partnerami - widząc
śliniących się na widok jedynie słusznej, światowej sławy naturalnej
piękności, możecie się tylko niepotrzebnie zezłościć. A tego my,
wzdychający tylko raz na jakiś czas do żeńskiego odpowiednika Brada
Pitta, faceci byśmy nie chcieli. Złość piękności szkodzi. A to tylko
może i nas i Was pogrążyć :)
INTO THE BLUE
Błękitna Głębia
USA | 2005 | Akcja / Przygoda |
czas: 110 min
|
 |
Reżyseria: .... John Stockwell
Scenariusz: .... Matt Johnson
Zdjęcia: .... Shane Hurlbut
Muzyka: .... Paul Haslinger
Montaż: .... Nicolas De Toth
Obsada:
Jared: .... Paul Walker
Roy: .... Dwayne Adway
Sam: .... Jessica Alba
Bates: .... Josh Brolin
Bryce: .... Scott Caan
Reyes: .... James Frain
Amanda: .... Ashley Scott
Quinn: .... Chris Taloa |
 |
| Autor recenzji
: Michał Fedorowicz - hOPS |
|
Klub Miłośników Filmu |
26.I.2006
|
|