Strona główna KMF
        
Jean Giraud lepiej znany jako Moebius to jeden z najsłynniejszych francuskich rysowników. Ma na swoim koncie wiele znanych i cenionych komiksów. Debiutował na przełomie lat 50-tych i 60-tych, a jego pierwszym wielkim sukcesem był utrzymany w stylistyce westernu komiks "Blueberry" (ze scenariuszem Jean-Michela Charliera), którego pierwszy tom pojawił się w 1963 roku. Moebius ma na swoim koncie współpracę z wieloma słynnymi artystami. Do najbardziej cenionych dzieł zaliczają się komiksy które stworzył wraz z Alejandro Jodorowskim. Ten urodzony w Chile reżyser, pisarz, scenarzysta, mim, filozof a nawet szaman jest również autorem niezwykłych, kultowych już filmów jak "El Topo" czy "Holy Mountain", które można było obejrzeć na ubiegłorocznym Festiwalu Era Nowe Horyzonty w Cieszynie. Wróćmy jednak do Moebiusa. Artysta współpracował przy realizacji wielu filmów (m.in. "Alien", "Tron", "Abyss", "Blade Runner" czy "Fifth Element") jednak dopiero w 2004 roku doczekaliśmy się ekranizacji jego komiksu.
Niestety nie znam komiksowego pierwowzoru, więc nie wiem na ile film pozostał wierny tej westernowej serii. Mike Blueberry jako młody chłopak jest świadkiem zabójstwa pięknej dziewczyny w której był szaleńczo zakochany. Po tym wydarzeniu bohater zaszywa się na jakiś czas wśród Indian, dzieląc z nimi codzienne życie. Uczy się ich języka, obyczajów, poznaje magię szamańską. Mijają lata, Mike został szeryfem w małym miasteczku gdzieś przy granicy z Meksykiem. Stara się żyć w zgodzie z "czerwonoskórymi", pilnując by "biały człowiek" nie zbliżał się do ich terytoriów. Są jednak ludzie zainteresowani zdobyciem legendarnego skarbu, który znajduje się gdzieś w niedostępnych Świętych Górach. Jednym z nich jest przybyły z Prus Prosit, który z pomocą tajemniczego manuskryptu wie jak się do nich dostać. Jest także wredny Wallace Sebastian Blount, którego Mike aż za dobrze zna z przeszłości... Więcej nie zdradzę, jednak zapewniam, że czeka was niejedna niespodzianka.

Ten oniryczny western wyreżyserował Jan Kounen. To dopiero jego drugi pełnometrażowy film - debiutował w 1997 roku świetnym, acz kontrowersyjnym "Dobermannem". Kosztujący blisko 50 milionów dolarów "Blueberry" technicznie stoi na najwyższym poziomie. Wizualnie jest to prawdziwe arcydzieło! Przepiękne zdjęcia to zasługa Tetsuo Nagaty, który był operatorem m.in. w sensacyjnym "Riders" znanym również z polskich wypożyczalni. Film kręcono w cudownych plenerach Meksyku i Andaluzji, gdzie Sergio Leone realizował niegdyś swoje spaghetti westerny. Efekty specjalne są fenomenalne, niezwykle widowiskowe. A halucynogenne obrazy które zaprezentowano pod koniec filmu można spokojnie nazwać dziełem sztuki! Ich twórcy, Chia-Chi Hu i Olivier Poujaud (pracując pod kierunkiem Rodolphe Chabriera) pokazali już próbkę swoich umiejętności w takich filmach jak "Vidocq", "Ninth Gate" czy wchodzącym wkrótce na ekrany wysokobudżetowym SF "I, Robot" będącym ekranizacją powieści Isaaca Asimova. Warstwa wizualna zapiera po prostu dech w piersiach! Tak pięknego, klimatycznego filmu już dawno nie widziałem. I nie sądzę bym szybko spotkał się z czymś podobnym, bo jest to dzieło wielce oryginalne. Akcja toczy się powoli, jeśli ktoś liczy na liczne strzelaniny może się ciut rozczarować. Jest za to sporo scen niczym z filmu grozy, głównie w narkotycznych wizjach bohaterów. Obraz niełatwy w odbiorze. Można się przyczepić do niezbyt klarownego i trochę zagmatwanego scenariusza, ale dzięki temu twórcy pozostawili widzom niektóre wątki do własnej interpretacji. Także ortodoksyjni miłośnicy westernu mogą dziwić się licznym animacjom 3D podczas szamańskich "podróży" bohatera, których im bliżej końca tym więcej. W połączeniu z ambientową muzyką te psychodeliczne obrazy wprowadzają widza w hipnotyczny trans. Niestety jest też trochę dłużyzn (np. Juliette Lewis śpiewająca w barze), ale nie wpływają one znacznie na odbiór filmu. Warto podkreślić, że mimo, iż jest to produkcja francuska to mamy międzynarodową obsadę. Oprócz wspomnianej już amerykańskiej gwiazdki "Natural Born Killers" występuje także urodzony w Turcji, ale od wielu lat mieszkający we Francji Tcheky Karyo, a w tytułowej roli Vincent Cassel (co ciekawe, obaj pojawili się też w pierwszym filmie Jana Kounena). Głównego zbira zagrał Michael Madsen, który po znakomitej roli w "Kill Bill Vol.2" Tarantino powoli wraca do formy. W mniejszych rólkach można dostrzec nominowanego w tym roku do Oscara Djimona Hounsou, sędziwego blisko 90-letniego Ernesta Borgnine oraz samego reżysera, a w epizodzie pojawia się nawet Moebius.
Ze względu na walory wizualne warto przynajmniej raz obejrzeć "Blueberry" w kinie. Niestety nie wiadomo kiedy dotrze na polskie ekrany. Na razie żaden dystrybutor nie jest zainteresowany tą pozycją. A reżyser zafascynowany szamanizmem rozpoczął już zdjęcia do dokumentu na ten temat. Premiera jeszcze w tym roku.




BLUEBERRY
Rok produkcji: 2004, Francja / Meksyk / USA ; Czas trwania: 124 min.


Reżyseria: Jan Kounen
Scenariusz: Matt Alexander,
Gerard Brach, Jan Kounen
Na podstawie komiksów Moebiusa
ze scenariuszem Jean-Michel Charliera
Zdjęcia: Tetsuo Nagata
Muzyka: Francois Roy, Jean-Jacques Hertz
Efekty wizualne: Chia-Chi Hu
Olivier Poujaud, Radolphe Chabrier

Data premiery we Francji: 11.02.2004
Data premiety w Polsce: 2005 ?

Wystąpili:
Vincent Cassel, Juliette Lewis,
Michael Madsen, Djimon Hounsou,
Tcheky Karyo, Ernest Borgnine
e-mail
 Autor recenzji: Michał Klimaszewski - GR@IL