- Zabiłeś Moe Zarta
- Moe... kogo?
- Zarta!
Powyższy dialog to rozmowa między Jackiem Slaterem (Arnold Schwarzenegger) a Johnem Practice (F. Murray Abraham). Każdy kto oglądał "Amadeusza" Milosa Formana, ze smakiem rozgryzie dużą porcję żartu ukrytą w tym dialogu. Dla innych, oglądających mniej poważne filmy, John McTiernan i Arnold Schwarzenegger przygotowali w "Bohaterze ostatniej akcji"
(*) całe mnóstwo innych, bardziej pop-kulturowych, czy wręcz pop-cornowych odwołań. Przykłady można mnożyć bez końca: Sharon Stone (we fryzurze i sukience z "Nagiego instynktu") wychodząca z posterunku policji w L.A., i Robert Patrick jako T-1000 idący kilka kroków za nią. Znalazło się też miejsce dla "Karmazynowego pirata", z którego scenę (zjazd po przeciętym żaglu za pomocą szabli) odtwarza 'Ripper' (w tej roli Tom Noonan - psychopatyczny morderca z "Red Dragon" Michaela Manna), zjeżdżając po rozciętej toporem, czerwonej zasłonie w Kodak Theater. Bardziej spostrzegawczy widzowie odnajdą też bez problemu nawiązanie do "Predatora" Johna McTiernana (jest również reżyserem opisywanego w niniejszym tekście filmu ;), gdy pewien Indianin za kierownicą furgonetki, z przerażeniem w oczach patrzy na Jacka Slatera jadącego wprost na niego. Kto już wie o co chodzi, nie musi czytać kolejnego zdania. W "Predatorze", ten sam aktor, desperacko próbował zatrzymać furgonetkę, która po chwili wyleciała w powietrze (za sprawą ładunku wybuchowego podłożonego przez Arnolda ;), a panika w jego oczach została pokazana na takim samym ujęciu jak właśnie w scenie z "Bohatera ostatniej akcji".
Danny zaś (Austin O'Brien) bez ogródek mówi do Jacka, że nie należy wierzyć w śmierć 'czarnego charakteru', bo na przykład 'w "Szklanej pułapce" jednego kolesia powiesili, a na końcu filmu znów się pojawił' ;). Te i mnóstwo innych odwołań, nawiązań (Danny jadący rowerem na tle księżyca ;) i tekstów z innych filmów ("I'll be back"), nieraz podanych nazbyt wprost, po brzegi wypełnia film "Last action hero" z roku 1993. Sympatycznie wypada wątek z policjantem który po wielkim wybuchu ląduje na drzewie i umierając mówi: "Na dwa dni przed emeryturą...", a w tle zaczyna się charakterystyczna muzyka grana na saksofonie ("Zabójcza broń" się kłania;). Finał "Bohatera..." to zaś wielki hołd złożony filmowi "Blade Runner" Ridleya Scotta, gdyż akcja rozgrywa się w strugach deszczu, na podobnym dachu, jak w dziele Scotta - podobny jest też sposób oświetlenia planu, z ruchomymi smugami świateł przecinającymi ciemności. W scenie w wypożyczalni następuje apogeum powyższych zabiegów 'odwoławczych': Danny spostrzega stand reklamowy filmu "Terminator 2", na którym zamiast Arnolda Schwarzeneggera widnieje Sylvester Stallone - w dodatku Arnold przekonuje Danny'ego, że to życiowa rola Stallone'a ;). W tym samym czasie, wprawne oko widza wyłapie na półkach wypożyczalni, pudełka od filmów reżyserowanych przez Johna McTiernana ("Polowanie na Czerwony Październik", "Szklana pułapka", "Medicine Man"). "Bohater ostatniej akcji" to zabawa w kino na całego; naśmiewa się tu reżyser ze schematów rządzących kinem akcji, z umowności planu filmowego, szablonowości scenariuszy, czy wreszcie z permanentnego oszukiwania widza, który oglądając kino sensacyjne daje się w końcu przekonać, że każdy postrzał to jedynie zadrapanie, że zło zawsze zostanie pokonane, a kule w magazynkach nigdy się nie kończą.
- Dzień dobry, zastałem Handlarza narkotyków?
- ???
- Jest piękny dzień, zabijamy Handlarzy, jest tu jakiś?

"Last action hero" to także autoironiczna rola samego Schwarzeneggera, który jako Jack Slater żartobliwie nazywa siebie Arnoldem Braunschweigerem, a gdy Danny wypowiada nazwisko 'Schwarzenegger', Jack Slater odpowiada: "na zdrowie"- myśląc, że Danny kichnął ;). W jednej z sekwencji "Bohatera..." Arnold wciela się też w rolę... Hamleta (któż by pomyślał!), jednak szybko przekonujemy się, że i tu sięga po cygaro i karabiny - żeby widowiskowo rozwalić zabójców swojego ojca, nie wdając się przy tym w zbyt głębokie przemyślenia, zadręczanie duszy, czy przydługie dialogi z przeciwnikami - 'onelinery' lecą tu jeden za drugim, na przemian z karabinowymi kulami ;). Szkoda jedynie, że z sekwencji 'hamletowskiej' (która stanowi chyba najznakomitszą część filmu!) wyleciało jedno
ujęcie 'od góry' (na którym Arnold używa wielkiego karabinu, z którego lufy wylatuje kolorowy snop ognia, gdy tymczasem reszta obrazu jest w odcieniach szarości), które to ujęcie pojawia się w materiałach promujących film, oraz w trailerze!
Film ma prześmiewczy charakter, dzięki czemu pozwala sobie na wiele; pojawia się w nim (poza wspomnianym niżej kocim detektywem) sam Humphrey Bogart, jako czarno-biały detektyw Phillip Marlowe, ruchomy wycinek z "The big sleep". Film McTiernana wykpiwa i obśmiewa całe lata historii Hollywood, wraz z jego mentalnością - Maria Schriver, na premierze filmu "Jack Slater IV" gani Arnolda słowami: "Tylko nie zachwalaj swoich restauracji, to takie drobnomieszczańskie"
(**) ;). Wreszcie "Bohater ostatniej akcji" to rozrywkowa wersja "Ucieczki z kina Wolność", czy "Purpurowej róży z Kairu", gdzie świat filmowy przenika się ze światem realnym, przynosząc wiele zaskoczeń zarówno dla postaci fikcyjnych, jak i ich widzów siedzących przed srebrnym ekranem.
- Mogę udowodnić, że to film!
- Niby jak?
- Na posterunek wszedł właśnie animowany kot!
- Tak, właśnie wrócił po zwolnieniu dyscyplinarnym.
- Hej! Tam jest ANIMOWANY KOT!
- Ten kot to nasz najlepszy człowiek!
I, o dziwo, znajduje się w tym filmie miejsce dla wielu ciekawych obserwacji z rodzaju tych poważnych, gdy Jack Slater ubolewa nad losem, jaki zgotowali mu... scenarzyści, którzy na kartkach scenariusza zabrali mu syna i kazali cierpieć. Tym samym, w "Last action hero" znalazło się miejsce dla innego dzieciaka, który Slaterowi zastąpi syna. W roli Danny'ego, który przeżywa niezwykłe przygody w 'świecie filmu', u boku fikcyjnego bohatera kina akcji (ostatniej akcji;) Jacka Slatera (który staje się substytutem ojca) wystąpił Austin O'Brien ('znany' wówczas z trzecioplanowej roli w "Kosiarzu umysłów"), który okazał się najsłabszym ogniwem filmu McTiernana. Poza wspomnianą nieco wyżej Marią Schriver (żoną Schwarzeneggera) w "Bohaterze..." wystąpiło 'we własnych rolach' (czyli tzw. 'Himself') jeszcze wielu znanych ludzi showbiznesu, żeby wspomnieć tylko Chavy Chase'a, Jean'a Claude Van Damme'a, M. C. Hammera, Jamesa Belushi, czy Damona Wayansa - wszyscy wyżej wymienieni pojawili się na premierze nowego filmu Arnolda Schwarzeneggera: "Jack Slater IV" ;). Nawet jednak, pomijając mnóstwo gościnnych występów gwiazd kina (pod względem ilości znanych nazwisk w 'liście płac' "Last action hero" prawdopodobnie jest najlepszym filmem wszech czasów ;), obsada "Last action hero" jest imponująca: Anthony Quinn jako przywódca Mafii, Charles Dance (pamiętny Clemens z "Alien^3") jako jego prawa ręka, Ian McKellen jako Śmierć, Tina Turner w epizodycznej roli Pani Burmistrz, czy wreszcie wspomniany na początku F. Murray Abraham (zdobywca Oscara za rolę Salieriego - który wykończył Moe Zarta ;) - w filmie "Amadeusz" Formana). "Last action hero", poza zabawą w kino i kinem, to także - a może przede wszystkim - film spektakularnej akcji, z - miejscami przyprawiającym o zawrót głowy - pościgiem samochodowym, kilkoma niezłymi wymianami ognia i eksplozjami w tle. Rewelacyjnie brzmią wszelkie wystrzały, przede wszystkim z pistoletu Jacka Slatera, którego odgłos wyróżnia się na tle broni przeciwników, podobnie jak ma to miejsce w przypadku Toma Cruise'a w "Zakładniku" i jego pistoletu, brzmiącego dwa razy donośniej od innych ;). Przy realizacji "Bohatera ostatniej akcji" po raz pierwszy w historii wykorzystano nowoczesny system dźwięku SDDS (Sony Dynamic Digital Sound). Od strony technicznej jest zatem kolorowo, wybuchowo, głośno i efektownie - czyli tak jak na porządne kino akcji przystało.
Arnold Schwarzenegger był w czasie realizacji "Last Action Hero" w swojej najwyższej formie (świeżo po ogólnoświatowym sukcesie "T2"). Pomysł na scenariusz był wysokich lotów, na planie zgromadzono plejadę gwiazd, reżyserem został John McTiernan, twórca takich kamieni milowych kina akcji jak "Szklana pułapka" i science fiction jak "Predator"... i coś w "Last action hero" nie zagrało tak, jak powinno. Składniki były dobre, przepis także, kucharz przecież też, a wyszedł taki troszkę zakalec. Ciężko powiedzieć w którym miejscu szukać 'zgniłego jaja'. Był nim w jakimś stopniu Austin O'Brien, bardziej drażniący niż wzbudzający sympatię widza. Mogło też zawinić przeszarżowanie z humorem w niektórych scenach, lub zbyt prześmiewczy ton całego przedsięwzięcia. Takie bowiem sceny jak uśmiercenie bandyty lodem w waflu, czy motyw córki Slatera, która załatwia bandytę kopnięciami, jednocześnie piszcząc (nie wiadomo po co) - naprawdę irytują. A może Arnold Schwarzenegger szydzący z własnego ekranowego wizerunku, nie przypadł do gustu widzom? Tak czy inaczej, "Bohater ostatniej akcji" to film straconej szansy, zbyt luźno i prześmiewczo podchodzący do tematu 'żartu z samego siebie', dzieło rozpadające się gdzieś w połowie na zbiór wielu odwołań do historii kina, przemieszanych z 'mającymi wpadać w ucho' tekstami, co nie zawsze wychodziło tak, jak zamierzyli twórcy. Film McTiernana jest nierówny, niezłe akcje (pościg, helikopter ostrzeliwujący windę) psuje po chwili stężenie głupoty w dialogu, przyciężki humor, zbyt głębokie pójście w stronę parodii, czy zbyt ekspresyjna gra Austina O'Briena. W ogóle przypadek "Bohatera ostatniej akcji" jest bardzo dziwny; film zdobył Nominacje aż w 7 kategoriach do "Saturn Award" (Najlepsza rola męska - Arnold Schwarzenegger, Najlepszy występ młodego aktora - Austin O'Brien, Najlepsza reżyseria - John McTiernan, Najlepszy film fantasy, Najlepsze kostiumy, Najlepszy scenariusz, Najlepsze efekty specjalne), przy jednoczesnych 6-ciu Nominacjach do "Złotej Maliny" (Najgorszy aktor - Schwarzenegger, Najgorsza reżyseria - McTiernan, Najgorsza 'Nowa gwiazda' - O'Brien, Najgorszy film i Najgorszy scenariusz, oraz Najgorsza piosenka dla AC/DC za utwór "Big Gun" promujący film).
Jak zatem widać, jedni chcieli film nagradzać, inni 'karać' - i to w tych samych kategoriach ;). Na pochwalne peany, film McTiernana może i nie zasługuje, ale nie jest też tak zły, aby obsypywać go Złotymi Malinami (na szczęście skończyło się na Nominacjach), jednak to, że 'coś' jest z "Bohaterem ostatniej akcji" nie teges, to niezaprzeczalny fakt. Jedno jest też pewne: "Last action hero", mimo wielkiej kampanii reklamowej, poniósł w kinach totalną klęskę, a koszty produkcji (60mln$, z czego 15 dla samego Arnolda ;) zwracały się długo, mozolnie i ledwie ledwie... I nie pomogły wrzaski Kapitana, który całkiem zgrabnie parodiował stereotyp Dowódcy wydzierającego się na podwładnego, przeważnie głównego bohatera ;).
(*) - tytuł "Last action hero" został w Polsce błędnie przetłumaczony. Powinien brzmieć "Ostatni bohater akcji" (w domyśle: 'kina akcji')(**) - chodzi o sieć restauracji "Planet Hollywood", którą wraz z Brucem Willisem i Sylvestrem Stallone założył Arnold.
 | |
BOHATER OSTATNIEJ AKCJI
Tytuł oryg: LAST ACTION HERO
Gatunek: Sensacja, komedia
Rok prod: 1993 USA
Czas trwania: 130 min
Reżyseria: John McTiernan
Scenariusz: Shane Black & David Arnott
Muzyka: Michael Kamen, W.A. Mozart, AC/DC i inni
Obsada: Arnold Schwarzenegger, Austin O'Brien F. Murray Abraham, Charles Dance
 | |
Autor recenzji: Rafał Donica - DUX
|
| |
 |
Klub Miłośników Filmu, 08.05.2005