Czym jest i czym nie jest "Tajemnica Brokeback Mountain"
"Ten film odmieni twoje życie" - dziś, w czasach szalejącego marketingu, hasła tego typu nie powinny nikogo już dziwić, podobnie jak medialny szum wokół jakiegokolwiek produktu - czy to filmu, czy nowej płyty gwiazdki pop, czy też najnowocześniejszego sposobu na odchudzanie. Jednak pisząc o filmie, zajmując się filmem jako dziełem sztuki, musimy się zastanowić, czy pisać o nim przez pryzmat całej tej marketingowej sieczki, stworzonej przez akwizytorów kultury, czy spróbować oderwać się od całego tego zgiełku i przyjrzeć samemu obrazowi.
Czy "Tajemnica Brokeback Mountain" Anga Lee była pomyślana jako skandal? Cóż, samo słowo "skandal" kojarzy się z prowokacją i obrazoburstwem - jak nadanie Matce Boskiej twarzy Madonny. Przy czym skandal nie musi oznaczać, iż wywołujący go utwór nie jest dziełem sztuki - w historii kina mamy całkiem sporo przykładów filmów, które wywołując skandal jednocześnie wpisywały się w kanon najwybitniejszych dzieł X muzy - chociażby twórczość Pasoliniego, Bertolucciego czy Bunuela. Czy Ang Lee wpisuje się swoją "Tajemnicą" do tego kręgu? Czy rzeczywiście wywołał skandal, i czy robił to świadomie z nadzieją na komercyjny sukces - jak często postępował np. Paul Verhoeven? Myślę, iż zdawał sobie sprawę, że film będzie szeroko dyskutowany, jednak trudno mu z tego powodu stawiać jakiś zarzut. Czy film jest prowokacją? To mocne słowo - o ile dosyć łatwo mógłbym go użyć w przypadku wielu utworów np. Almodovara, w tym również "Złego wychowania", o tyle najbardziej prowokujący w przypadku "Tajemnicy" jest jej brak prowokacji. Nie czuć tutaj niczego z klimatu "a teraz to ja wam pokażę" - Lee przekazuje swoją historię w sposób powściągliwy, nie stara się za wszelką cenę szokować ani pokazywać czegoś, czego jeszcze nikt nie pokazał. Być może nawet właśnie ten brak elementów "szokujących", tego dosadnego epatowania tabu powoduje, iż film staje się wyjątkowy i niezwykły.
Opowieść o trudnym związku głównych bohaterów przedstawiona jest tymi samymi środkami, jakimi opowiedzieć można o każdym trudnym związku, powodując, iż przestaje on być czymś niezwykłym, skandalicznym czy odmiennym - jest tylko kolejną opowieścią o nieszczęśliwej miłości. Reżyser przedstawia to w sposób podobny, jak w przypadku historii Yu Shu Lien i Li Mu Baia w "Przyczajonym Tygrysie, Ukrytym Smoku" - można się jedynie spierać, czy lepiej, czy gorzej, nie można jednak powiedzieć, iż traktuje uczucia swoich bohaterów "inaczej". I być może właśnie to "zrównanie", ta (przepraszam za tak banalne słowo) "normalność" jest tutaj najbardziej prowokująca. Dla reżysera jego bohaterowie nie są "kochającymi się gejami" tylko "kochającymi się ludźmi". Tragizm wynika tylko z ich własnej świadomości, że ich uczucie nie zostanie przyjęte przez otoczenie tak naturalnie, jak odbierają je oni sami. I jak widzi je opowiadający o nich Ang Lee. Tak więc pozostawiając kwestię "prowokacji" i "skandalu" można się przyjrzeć samemu filmowi i zastanowić, czy historia opowiedziana jest dobrze, jakie wywołuje uczucia, emocje. I tutaj pojawia się chyba więcej kwestii dyskusyjnych niż przy temacie "prowokacyjności" filmu. Recenzenci rozpływają się w zachwytach, płaczą nad "mityczną historią o tęsknocie, o niewypowiedzianym pragnieniu" itp. Czy rzeczywiście film dotyka tego "niewypowiedzianego", czy dusi nas tragizmem niespełnienia? W tej kwestii nie jestem przekonany. Bohaterowie bardzo szybko uzyskują świadomość tego, co między nimi zaszło, potrafią to nazwać i rozmawiać o tym bez owijania w bawełnę. Są również pogodzeni ze sobą, nie przeżywają egzystencjalnych dramatów w rodzaju "Boże, kim ja jestem", akceptują siebie, a ich wzajemne uczucia nie odbierają im (w ich mniemaniu) ani męskości, ani godności! Równie świadomie działają - ich spotkania są zaplanowane, po pewnym czasie wręcz regularne, a sposób w jaki żyją jest w pewnym sensie ich własnym wyborem. Zdają sobie sprawę z niebezpieczeństw, jakie na nich czyhają i starają się ich unikać. Nie oznacza to, iż można mówić, że są szczęśliwi - jednak starają się poruszać w obszarze wolności, jaki im dano i korzystać z każdej sposobności, by być ze sobą. Czy w jakiś sposób nie dotyczy to każdej pary gejowskiej, nawet dzisiaj?
Może współcześni geje nie muszą się aż tak ukrywać, jak bohaterowie "Tajemnicy", ale czy mogą powiedzieć, że ich związki są wolne od restrykcji społeczeństwa? Czy publiczny pocałunek nie jest nadal obarczony niebezpieczeństwem ataku agresji ze strony wszystkich "normalnych", czy ingerencji służb porządku publicznego i kary za naruszanie moralności? Jeszcze nie tak dawno policja aresztowała w Warszawie dwóch chłopaków właśnie za pocałunek. Ale czy mimo tego pary takie nie starają się budować swoich związków w obrębie tej właśnie "danej im wolności"? Być może jest to tragiczne, być może gorzkie, a jednak trudno wymagać od społeczeństwa od tysięcy lat kształtowanego w ramach pewnych norm, narzucanych przez religię i kulturę, czy według budowanych pojęć moralności i obyczajowości, by nagle umiało zrozumieć i zaakceptować tak, jak reżyser Ang Lee (za co mu chwała!). Takie rzeczy dzieją się powoli, tak jak powoli toczy się walka o równouprawnienie kobiet, tak jak powoli toczy się walka z rasizmem. A wydarzenia, takie jak film Lee, są przyczynkami do budowania nowej świadomości społecznej. Ale to znów rozważania ze sfery socjologii, a nie filmu. Wynikające jednak z tego, iż dramat dwóch bohaterów jest ściśle powiązany z socjologią, ze społeczeństwem - z czego oni dwaj świetnie zdają sobie sprawę - a nie z trudnym i nienazwanym uczuciem, palącym i niewypowiedzianym tabu, jakim mogłaby stać się ich miłość, gdyby była przedstawiona właśnie tak, jak ukrywane uczucie w "Przyczajonym Tygrysie, Ukrytym Smoku", poczucie niespełnienia w "Spragnionych miłości" (gdzie tragizm wynika nie z tego, że bohaterowie nie mogą spełnić swojego uczucia, ale z tego, iż wsparci własnym sumieniem, własnym poczuciem przyzwoitości, świadomie z tego rezygnują, mimo bólu, który wiąże się z ich decyzją), niemożliwości spełnienia, jak w "Grze pozorów" czy (jeżeli weźmiemy pod uwagę zmiany, jakie powoduje przypadkowe spotkanie i tęsknotę za czymś, co się w trakcie niego zaczęło rodzić) w "Przed wschodem słońca".
Podsumowując - jest "Tajemnica Brokeback Mountain" przyczynkiem do społecznej dyskusji na temat postrzegania homoseksualizmu (która mam nadzieję NIE przetoczy się na łamach KMF, bo to nie miejsce na publiczne dysputy na tematy społeczno-obyczajowe, a miejsce, gdzie miłośnicy filmu mogliby dzielić się swoimi krytycznymi uwagami na tematy ściśle filmowe, tematy dotyczące sztuki i sposobu ukazywania problemu w filmie, ale nie SAMEGO problemu!), ale nie jest (w mojej skromnej opinii) "Tajemnica" filmem do cna poruszającym, mitycznym, dotykającym niewypowiedzianej tęsknoty za czymś nienazwanym - jak chce część recenzentów, uwiedziona chyba społeczną wymową filmu. Jest świetnie zagranym i ciekawie opowiedzianym dramatem z fantastyczną muzyką i pięknymi zdjęciami, nie jest jednak "kamieniem milowym w historii filmu" - jak znów chcą krytycy, często nieświadomie krzywdząc sam film, gdyż przeceniony może stać się dla części odbiorców przykrym zawodem. Szkoda, by po projekcji ktoś powiedział "I o co tyle hałasu? Tylko dlatego, że o gejach?".
 |
TAJEMNICA BROKEBACK MOUNTAIN
Tytuł oryginalny: Brokeback Mountain
Rok produkcji: 2005
Kraj: USA
Czas trwania: 134 minuty
Reżyseria: Ang Lee
Scenariusz: Larry McMurtry, Diana Ossana
Na podstawie opowiadania: Annie Proulx
Zdjęcia: Rodrigo Prieto
Muzyka: Gustavo Santaolalla, Marcelo Zarvos
Obsada: Heath Ledger, Jake Gyllenhaal, Randy Quaid, Anne Hathaway, Michelle Williams, Valerie Planche, Graham Beckel, David Harbour, Kate Mara, Roberta Maxwell, Peter McRobbie i inni
|
 |
 |
Autor recenzji, gościnnie: Michał Jasiński |
Klub Miłośników Filmu 13.03.2006 |
|