Broken Flowers, czyli czego pragnie Don Johnston
Dla kina stanowią prawdziwą tematyczną plagę.
Liczne filmowe kreacje Don Juana, Casanovy, osobliwe indywidua spod znaku hrabiego Valmonta z "Niebezpiecznych Związków" czy chociażby Nicka Marshalla z "Czego pragną kobiety?" nie bez pardonu kompletują niekończącą się listę nieokiełznanych uwodzicieli, chłodno kalkulujących pożeraczy serc i ciał niewieścich.
W swej taśmowej wręcz produkcji postaci nie tyle interesujących, co frapujących, reżyser "Kawy i papierosów" oddaje w nasze ręce najnowszy egzemplarz mężczyzny w wieku średnim: najmniej pociągający, jaki było mi dane do tej pory oglądać, typ podstarzałego Don Juana. Don Juana znajdującego się w etapie życia, w którym nie powinno się już uciekać od konsekwencji młodzieńczych poczynań, przeżywającego sporo opóźniony w czasie okres dojrzewania do roli mężczyzny.
I choć zamkniecie bogatej klasyfikacji podrywaczy jest zaledwie tymczasowe (do momentu powstania kolejnej wartej odnotowania kreacji tego pokroju) jej zwieńczeniem postanowiłam uhonorować Dona - niesztampowego bohatera najnowszego filmu Jima Jarmuscha.
Don. Don Johnston
W chwili, kiedy Jarmusch po raz pierwszy wprowadza na scenę sylwetkę Dona, opowiada o nim zręcznie poprzez drugi plan: wciśnięty w kanapę w swoim nieodłącznym dresie i mało gustownym obuwiu, bohater ogląda w TV stary hiszpański film o Don Juanie, słynnym kochanku szafującym uczuciami naiwnie uległych mu kobiet.
Chwilę później, w domu tego podstarzałego mężczyzny słyszmy odgłos damskich szpilek. To Sherry. W ręku trzyma walizkę. Don, choć dość opieszale, próbuje ją zatrzymać.
"Czuję się jak twoja kochanka, ale ty nawet nie masz żony."
Moment później kobieta uzasadnia:
"Nie chcę być z podstarzałym Don Juanem, nie chcesz mieć rodziny, Don?"
"A więc tego chcesz, Sherry?"
Don pozwala jej odejść.
Jego twarz, od samego początku do końca sceny praktycznie nie zmienia wyrazu, nasuwając natychmiast skojarzenia z ascetyczną ekspresją na wpół sparaliżowanego oblicza Takeshi "Beata" Kitano.
Pasywny i trochę zmęczony Don, wraca na kanapę, na której zasypia. Rano budzi go telefon.
"Winston?"
Kumple
Powiedzenie "Przeciwieństwa się przyciągają" wydaje się jak najbardziej trafione, kiedy zestawimy ze sobą postaci takie jak Don i Winston. Ten drugi to sąsiad i zarazem najserdeczniejszy przyjaciel Dona, dzielący swój czas pomiędzy trzema dorywczymi pracami a żoną, pięciorgiem maleńkich dzieci i hobbystycznym rozwiązywaniem zagadek kryminalnych oferowanych tak licznie przez Internet.
Tego dnia Winston dzwoni do kumpla, by ten pomógł mu otworzyć stronę internetową. Znajduje się na niej niezwykle pasjonujący go system detektywistyczny. Donowi otworzenie strony zajmuje niewiele więcej niż mrugniecie okiem, w końcu dorobił się na komputerach i ma o nich całkiem spore pojęcie, choć o ironio, uważa je za całkowicie nieprzydatne w życiu osobistym. Podczas gdy Winston żywo wychwala walory Internetu, Don otwiera listy, które dostał w trakcie wczorajszej wyprowadzki Sherry i zabrał do przewertowania podczas porannej kawy u kumpla.
Jeden z nich szczególnie zwraca jego uwagę: różowy, anonimowy, napisany na maszynie.
Po przejrzeniu tegoż listu zdaje sobie sprawę, że odejście Sherry to tylko wierzchołek góry lodowej. Powierza tajemnicę zagadkowego listu Winstonowi. I choć sam niezwykle statyczny i jakby wiecznie znudzony życiem, wydaje się ignorować zaskakującą treść niepodpisanego listu, pozwala Winstonowi zaangażować się w odnalezienie jego nadawcy. Ten nie posiada się ze szczęścia mogąc wreszcie spożytkować nabyte w Internecie, detektywistyczne zdolności.
"Stempel jest nieczytelny, ale wyraźnie widać na nim dzięcioła. Czy kogoś ci to przypomina, Don?"
"Idź do domu Winston, daj mi spokój."
Czy Don wierzy w skuteczność umiejętności detektywistycznych przyjaciela?
Czy zależy mu na rozwiązaniu zagadkowej tożsamości nadawcy listu, który, jak twierdzi, uważa za makabryczny żart przyjaciół? Czy rzeczywiście, jak sam mówi, najchętniej spaliłby go w kominku i zapomniał o całej sprawie powracając do beztroskiego leżakowania na swojej kanapie?
Jarmusch w genialny wprost sposób zdziera z pozornie niewzruszonego oblicza Dona maskę sceptycznego, leniwego, zastałego w swojej miniaturowej rzeczywistości cynika, pokazując w przezabawny sposób, jak pomimo sprzeciwów Don posłusznie wykonuje wytyczne Winstona: odbywa zorganizowana przez kumpla, dziwaczną podróż. Jej celem jest odwiedzenie wszystkich byłych dziewczyn Dona sprzed 20 lat:
"Kup różowe kwiaty i sprawdzaj ich reakcje, szukaj maszyny do pisania (...)
przywieź mi tę maszynę do pisania, porównamy czcionkę."
Czemu Don podejmuje decyzję o wyprawie, która nie dość, że naraża go na śmieszność, to w konsekwencji również i na niebezpieczeństwo? Być może znalazł się na etapie życia, kiedy to pragnie zweryfikować swoje młodzieńcze wybory, stawić czoła teraźniejszości, a być może dowiedzieć się czegoś więcej o życiu poprzez pryzmat życia swoich byłych dziewczyn?
A może to nie motywy do odbycia podróży, jakie kierują Donem są w filmie Jarmuscha najistotniejsze, lecz sam sens wędrówki bohatera symbolizującej chęć odszukania swojego miejsca w nowym porządku? Porządku określonym dość przykrą treścią anonimowego listu?
Jarmusch znów nie spieszy się z odpowiedzią, dając widzowi wiele czasu na osobiste rozmyślania i mozolne dążenie do odkrywania prawdy na własny rachunek.
"Tu masz wszystko... nazwiska, adresy, mapę. I to. Płyta na drogę."
"Tracisz czas Winston. Nigdzie nie jadę."
Przystanek pierwszy: Laura
"To ty Donnie? (..) Na obiad będzie kurczak."
Choć ich romans zakończył się całe lata temu, Laura przyjmuje Dona z wyjątkową serdecznością i nostalgią, których zwieńczeniem staje się ich wspólnie spędzona noc (nie polegająca, bynajmniej, na rozmowach do świtu ;)
Odkąd maż Laury, mistrz NASCAR, zginął w "wypadku przy pracy", kobieta wychowuje samotnie epatującą seksem nastoletnią córkę Lolitę.
"Ciekawe imię."
Powie podczas wspólnej kolacji Don, przypominając sobie scenę sprzed kilku godzin, w której to Lolita bez żenady przechadzała się po domu, "ładnie nieubrana"
Kobiety jednak, wydają się całkowicie nie kojarzyć imienia z kontekstem literackiej uwodzicielki ze słynnej powieści Nabokova, zbywając jego uwagę wzruszeniem ramion. Dużo jest w scenie z Laurą niedopowiedzeń, widać między kochankami sprzed lat delikatną nic porozumienia i dziwną tęsknotę za czymś, co bezpowrotnie minęło. A być może czują się po prostu skrępowani upływem czasu i teraźniejszością, która nie do końca im odpowiada.
Po spotkaniu z Laurą, Don jest pewien, że kobieta nie może być tajemniczym nadawcą listu.
Przy akompaniamencie leitmotivu muzycznego, przemierza samochodem wypożyczonym przez doskonałe zorganizowanego Winstona, kolejne kilometry.
Dora
Choć przyjmuje Dona z pewna rezerwą, nie wydaje się żywic do niego głębszej urazy.
Wraz z kochającym ją, acz nudnym niczym flaki z olejem, mężem silącym się na "klasyczne żarty":
"Jestem Don Johntson."
"A ja Ron... Don - Ron, hehe."
Sprzedają gotowe domy, jak twierdzi Dora, sami mieszkają w dobrym egzemplarzu. W rzeczywistości to żaden dobry egzemplarz, jedynie obwieszony kiczowatymi obrazami, pozbawiony duszy dom.
A więc ta zwariowana hipiska sprzed 20 lat układa teraz marchewkę na talerzu, serwując mało apetyczny obiad? - zdaje się zastanawiać z rozczarowaniem Don nie przerywając martwej ciszy podczas wspólnego posiłku. Po "starej, dobrej" Dorze pozostało tylko wyblakle zdjęcie, na którym widnieje urocza, młoda dziewczyna z głową przyozdobioną wiankiem.
"Moja mała, kochana Dora. To zdjęcie powinno coś ci przypominać Don."
Rzuca, wydawałoby się bezmyślnie i całkiem niewinnie Ron, napinając do granic możliwości i tak napiętą już atmosferę obiadu.
Don doznaje ogromnej ulgi, opuszczając dom Dory.
W jego przekonaniu, ona również nie miała powodów, by napisać ten list.
Carmen
Skąd my znamy tę Amerykę spoza turystycznych szlaków? Choć w "Broken Flowers" Jarmusch odchodzi daleko od estetyki scenerii swojego wcześniejszego filmu "Inaczej niż w Raju", podobieństwo tkwi w nowatorskim przedstawieniu najczęściej "kolorowych" dotąd Stanów, lansowanych chociażby w serialach pokroju "Słonecznego patrolu" czy " Policjantów z Miami". W wypadku "Inaczej niż w raju" jest to
"Ameryka brudnych ulic i śmierdzących mieszkań, melinowatych szulerni, zaludniona przez zwykłych, małych ludzi". W "Broken flowers" Ameryka została ukazana jako kraj zbyt dużych przestrzeni. A może to tylko sposób na ukazanie alienacji Dona?
Gdzieś na skraju drogi, w dalekiej prowincji, w przytulnym ośrodku otoczonym malowniczym, leśnym krajobrazem ma swój gabinet Carmen. Przyjmuje Dona, chłodniej niż pedantyczna Dora, poznając go prawie natychmiast. Ich historia miłosna wydaje się być naznaczona znacznie boleśniej niż poprzednie dwie. Choć mogą to być tylko pozory lub kwestia zmian, jakim podlegają ludzie w ciągu swojego życia i zgorzknienia, w jakie często popadają.
Ta niegdyś ambitna studentka prawa, po traumatycznym przeżyciu spowodowanym nagłą śmiercią swojego czworonożnego pupila, otrzymała dar komunikowania się ze zwierzętami.
"Tak, rozmawia również z iguanami."
Powie jej asystentka rozmawiając z przez telefon z właścicielem zwierzaka.
Carmen zrobiła doktorat z zachowań zwierząt, by pracować z powodzeniem jako psi terapeuta.
Jarmusch subtelnie daje widzowi odczuć, że kobieta posiada nadprzyrodzony talent, kiedy na pytanie Dona:
"Co mowi ten kot?"
Carmen odpowiada z enigmatycznym uśmieszkiem:
"Mówi, że masz tajny plan."
Być może to ręka tej obdarzonej nadprzyrodzonym zmysłem kobiety wrzuciła niepodpisany list do skrzynki. Dlatego Carmen spodziewała się odwiedzin Dona. Znając jego zamiary,
Jarmusch nie zamierza nic tłumaczyć wciąż mnożąc znaki zapytania, stawiając na wyobraźnię i wyczucie widza.
Penny
Czy jest coś przyjemniejszego niż dać upust nienawiści trawiącej nas przez szereg lat, wyzbyć się wszelkich skrupułów i dokopać wrogowi nie bacząc na konsekwencje swoich czynów?
Z pewnością nie ma przyjemniejszej rzeczy pod słońcem. Dla Penny.
Co wydarzyło się między nią a Donem dwadzieścia lat temu?
Po raz kolejny Jarmusch sadystycznie nie zamierza zdradzić nam szczegółów ich romansu. Należy przecież do przeszłości, a reżysera interesuje moment teraźniejszy wraz z całym jego ładunkiem emocjonalnym, którego echo możemy odnaleźć w byłych kobietach Dona.
Ostatni przystanek: cmentarz w anonimowej okolicy
To tyle o przedstawionej pobieżnie treści "Broken Flowers".
Przyjrzymy się teraz sferze konstrukcyjnej i wymiarowi znaczeniowemu obrazu filmowego Jarmuscha.
Każde z pięciu spotkań, podczas których Don konfrontuje się kolejno ze swoimi ex- dziewczynami, stanowi dość lapidarną etiudę, którą pomimo oszczędności w środkach filmowego wyrazu, jest bogatym w znaczenia obrazem. Dzięki ograniczonym do minimum dialogom, zwięźle zarysowującym sylwetki bohaterów, mamy czas przyglądać się wszystkiemu, co ich otacza. Długie ujęcia zatrzymujące się kolejno na nieubranej Lolicie, kiczowatym do szczytu możliwości "egzemplarzu" Dory, niemal przerażonej twarzy Penny, kamiennym zazwyczaj obliczu Dona, spełniają z powodzeniem funkcję narracyjną dzieła. Słowa w "Broken Flowers", jeśli występują, to najczęściej pod postacią inteligentnych, zabawnych ripost, czy trochę enigmatycznych sformułowań, które jakby nie licują z powagą tematu filmu i przykrymi konsekwencjami tej dość niecodziennej podróży. Nawet w ostatnim kadrze Jarmusch trochę sobie pokpiwa, przeplatając ujęcie z zatroskanym, stojącym na środku ulicy Donem, z co najmniej niedwuznacznym spojrzeniem chłopaka, wychylającego się z okna pędzącego samochodu. Po tym wszystkim, co przytrafiło się Donowi, reżyser zwyczajnie się uśmiecha? Jak gdyby nigdy nic?
Kolejnym elementem filmowego wyrazu, prócz skromnych dialogów jest muzyka: ta spoza kadru (dobiega nas często niezwykle wpadający w ucho leitmotiv jazzowy) lub ta w kadrze, towarzysząca Donowi od samego początku samotnej podróży.
"Muzyka z Etiopii. Dobra na serce."
Płyta MP3 podarowana mu przez Winstona pobrzmiewa w powtarzającym się do znudzenia ujęciu, w którym widzimy krajobraz zza kierownicy. Oczami Dona. Tak jakby łatwo zniechęcający się mężczyzna potrzebował ciągłego wsparcia ze strony Winstona, prowodyra tego dość ryzykownego przedsięwzięcia.
Bill Murray, wcześniej znany głównie jako aktor komediowy, po odmiennych rolach w "Między słowami" czy w "Podwodnym życiu ze Stevem Zissou", potwierdza swój dojrzały sceniczny wizerunek najpełniej w "Broken Flowers". Magnetyzuje techniką "nie-grania w graniu", wykreowaniem antybohatera.
Daleki od moralizatorstwa Jarmusch nie tłumaczy motywów wyrzeźbionej jakby w skale twarzy Dona. Można się jedynie domyślać, co ta wyjątkowo pozbawiona ekspresji twarz w danej chwili oznacza. To kolejna zagadka, którą tym razem zadaje nam Bill Murray.
Ale zagadek nie koniec.
Czemu reżyser milczy na temat tożsamości autora listu? I czy ta kwestia w filmie ma jakiekolwiek znaczenie?
Tak na dobra sprawę autorem listu, mógł być przecież każdy: Sherry, by zemścić się na podstarzałym Don Juanie. Winston? Choć wydaje się mało prawdopodobne, żeby ten wciąż zabiegany Etiopczyk z dnia na dzień wpadł na pomysł ocalenia kumpla od marazmu i monotonni życia kawalerskiego. Zresztą sam akt rozszyfrowywania anonimowego listu, który dostarczał mu zbyt wiele frajdy, wykluczałby jego autorstwo.
|
 | |  |
|
Penny, Carmen, Dora, Laura? Po tym jak płomienny romans się wypalił, a drogi kochanków się rozeszły, wydają się nie interesować życiem tego niezbyt atrakcyjnego mężczyzny. Gra pozorów? Nie sadze. Jarmusch naznacza te postaci zbyt dużą dozą prawdy psychologicznej, odcinając je skutecznie od motywów napisania anonimowego listu. No może za wyjątkiem wyraźnie wyprowadzonej z równowagi Penny.
Czy Don mógł być autorem listu? Zdesperowany Don, nie radzący sobie ze swoim życiem uczuciowym, potrzebujący bodźca i pomocy ze strony Winstona, wiedząc, że tylko on, dzięki swojej aktywności i witalności, jest w stanie namówić go na coś naprawdę szalonego? Być może. Przecież Don, nie ma w domu komputera. Czyżby posiadał maszynę do pisania?
Kto wplątał Dona w historię rozliczania się ze swoją przeszłością i czy osoba tajemniczego nadawcy powinna nas interesować?
Bo jeśli byśmy wyrzucili ze swojej świadomości całkowicie istnienie owego listu, moglibyśmy postawić sobie zasadnicze pytanie: kogo tak naprawdę obchodzi Don?
Odpowiedź byłaby dość przykra, z czego pewnie i sam Don doskonale zdaje sobie sprawę. I może właśnie tę gorzką świadomość całkowitej samotności wyraża jego twarz.
Bardzo istotne wydaje się być również to, co podczas podróży dzieje się z Donem, i to, w co ta dziwna wyprawa pozwala mu uwierzyć:
"Wiem, ze myślisz, że jestem twoim ojcem." (Don)
"Pojebało cię?" (napotkany po drodze chłopak)
Dzięki ciągłym niedopowiedzeniom, ciężko jest sportretować realistyczny obraz bohatera. Wiemy, że kocha kobiety, przecież miał ich w życiu tak wiele:
"Słyszałem, że byłeś prawdziwym Don Juanem." (Winston)
Ale z drugiej strony nie wiemy, w jakich okolicznościach się z nimi rozstawał, kim dla nich był. Czy Penny, żywiąca do niego wyraźną niechęć może być wyznacznikiem w tej kwestii? Przecież to właśnie ona przed laty zostawiła Dona.
Biorąc pod uwagę, że TV kłamie, czy nie posunęłam się zbyt daleko kwalifikując Donniego do elitarnej grupy amatorów ciał kobiecych? (Patrz rozdział Don. Don Johnston). Przecież zarówno Laura jak i Dora nie wydawały się być ofiarami wyrachowania i młodzieńczej chuci Dona, przeciwnie, przyjęły go ze sporym rozrzewnieniem. Zresztą postać Dona została poprowadzona w filmie tak, że niezwykle łatwo obdarzyć ją sympatią czy nawet zaufaniem, co wydaje się niemożliwe w stosunku do zdystansowanego Don Juana.
"Ty rozumiesz kobiety." (Winston)
Czy ciężko jest zrozumieć ukryte pod maską ignorancji pragnienia bohatera filmu, opierającego się na w większej mierze na sugestiach, nieśmiałych podpowiedziach i podszeptach reżysera?
Ta poetycka opowieść rozbraja na poły dzięki minimalistycznej kreacji Billa Murraya, na poły wysmakowanym stylem zasadzającym się na inteligentnym poczuciu humoru i prostocie. Nie ma w dziele Jarmuscha elementów zbędnych, wszystkie składają się bowiem na dopracowaną pod każdym względem układankę tłumionych emocji, niespełnienia, szczypty sentymentalnej zadumy nad teraźniejszością i zwyczajnej potrzeby miłości.
 | |
BROKEN FLOWERS
Rok produkcji: 2005, USA / Francja
Czas trwania: 106 minut
Reżyseria: Jim Jarmusch
Scenariusz: Jim Jarmusch
Muzyka (piosenki): Mulatu Astatke
Zdjęcia: Frederick Elmes
Montaż: Jay Rabinowitz
Wystąpili:
Bull Murray, Julie Delpy, Heather Simms, Brea Frazier,
Jarry Fall, Korka Fall, Saul Holland, Mark Webber
 |
|
Autor analizy:
Dagmara Sitek - DAGMARA
|
Klub Miłośników Filmu, 29.09.2005
|