Ali G pokazał światu, że nawet w spokojnych brytyjskich miasteczkach istnieją getta pełne brutalnych gangsterów. Borat odsłonił przed widzami oblicze Kazachstanu. To wszystko jednak jest już przeszłością, bo oto nadszedł Bruno - homoseksualny guru świata mody.
Bruno mieszka w Wiedniu, ma dziewiętnaście lat i jest prezenterem austriackiego programu o modzie pod tytułem "Funkyzeit mit Bruno". Nasz prezenter zna się doskonale na modzie, wyznacza nowe trendy, pokazuje, jak się modnie ubierać i przede wszystkim jest wielką austriacką gwiazdą telewizji. Jego życie osobiste też układa się bardzo dobrze. Wraz z modelem o imieniu Diesel tworzą szczęśliwą, gejowską parę. Niestety, to, co dobre nie trwa wiecznie. Unikatowy strój z rzepów, który zaprojektował Bruno, okazał się katastrofą, a pokaz mody z jego udziałem wielkim skandalem. Drzwi do świata mody zostały przed austriacką gwiazdą zamknięte na zawsze. Co gorsza, Bruno traci również posadę w telewizji, przez co nie będzie mógł dalej prowadzić swojego show. Bruno w Austrii jest skończony, bez pracy, bez chłopaka, który go rzucił i bez perspektyw na dalszy rozwój kariery. Jedyne, co mu pozostało to jego wierny asystent Lutz. W końcu Bruno wpada na genialny pomysł. Poleci do USA. Tam zacznie wszystko od nowa i zostanie najsłynniejszym Austriakiem od czasów Hitlera. Tak zaczyna się wielka podróż i wielka przygoda Bruna w drodze do panteonu sław.
Bruno dla kariery zrobi wszystko. Jest kontrowersyjny, nieprzewidywalny, a jego pomysły szokują ludzi na całym świecie. Kupno dziecka w Afryce za iPoda, propozycja, by Żydzi i Muzułmanie zamiast do siebie strzelali do chrześcijan, to tylko niektóre z jego poczynań, mających na celu przysporzenie mu sławy. W końcu tak jak Borat poznawał dziwny, nieznany sobie kraj, tak Bruno poznaje i uczy się, jak być heteroseksualnym. Widz może nie tylko poznać świat homoseksualistów, ale także świat heteroseksualistów z perspektywy Bruna. A jest to zupełnie inna perspektywa, bo Austriak to nie jest jakiś tam pierwszy lepszy gej. Mówiąc wprost, to stuprocentowa, stereotypowa ciota, wyobrażenie homoseksualisty w oczach milionów ludzi, niekoniecznie mająca wiele wspólnego z prawdą. Bruno chodzi w dziwnych obcisłych strojach, maluje się, porusza niemal tanecznym krokiem, a jego głównym zainteresowaniem jest moda i wszelkiego rodzaju trendy. Zderzenie takiej postaci z niczego nie spodziewającymi się rozmówcami prowadzi do absurdalnych i komicznych scen. To, co może szokować to bezmyślność osób, z którymi Bruno rozmawia. Choćby zadawał najbardziej idiotyczne pytania, jakie tylko można, rozmówcy często nie widzą absurdalności sytuacji. Często bezkrytycznie zgadzają się ze wszystkim, co mówi Bruno, wystarczy, że ten ma mikrofon.
"Bruno" to nie tylko celna satyra, ale przede wszystkim świetna komedia. Od razu uprzedzam, że komedia nie dla wszystkich. Wiele dowcipów mieści się na granicy dobrego smaku, co niekoniecznie musi wszystkim przypaść do gustu. Jeżeli komuś podobał się "Borat", to na pewno tak samo będzie z "Bruno", bo poziom humoru stoi na bardzo podobnym poziomie. Są tu dowcipy rasistowskie, o gejach, o przeciwnikach gejów - każdy rodzaj dowcipu, który można uznać za niepoprawny politycznie. W czasach, w których poprawność polityczna to niemal święty dogmat, ten rodzaj dowcipu, który prezentuje "Bruno", jest świeży, oryginalny i przede wszystkim śmieszny. Salwy śmiechu nie opuszczają widzów ani na minutę, a poczynania Bruna ogląda się z ogromną przyjemnością. Dodatkowo trzeba pochwalić samego Sachę Barona Cohena, który w rolę Bruna wcielił się perfekcyjnie. Gdybym nie wiedział, kim jest naprawdę, to uwierzyłbym, że taka osoba istnieje w rzeczywistości. Bruno wypada niezwykle naturalnie i przekonująco, zarówno jego charakteryzacja, jak i sposób mówienia czy poruszania się. Bruno to wręcz oscarowa rola, a całości obrazu dopełnia tandetna muzyka techno, lecąca w tle jego programów.
"Bruno" to bardzo dobry film, przy którym wiele osób będzie się świetnie bawić. Nie należy jednak zapominać, że nie jest to kino dla wszystkich. Niektórzy uznają film za prostacką prowokację, a inni za śmieszną satyrę. Dlatego polecam film przede wszystkim tym widzom, którym podobały się poprzednie wygłupy Sachy Barona Cohena i osobom, którym niestraszny jest niesmaczny dowcip.
Brüno
reżyseria - Larry Charles
scenariusz - Sacha Baron Cohen, Anthony Hines, Dan Mazer, Jeff Schaffer
zdjęcia - Anthony Hardwick, Wolfgang Held
muzyka - Erran Baron Cohen
montaż - Scott M. Davids, James Thomas
czas projekcji - 83 minuty
wystąpili:
Sacha Baron Cohen (Brüno)
Gustaf Hammarsten (Lutz)
Clifford Banagale (Diesel)
Josh Meyers (Kookus)
Sandra Seeling (Tina)
Tom Yi (Reporter)
Autor recenzji: Krzysztof Pietrzyk - AZGAROTH | Klub Miłośników Filmu, 14 lipca 2009